Co mam zrobić....

06.07.07, 09:19
Mam 31 lat, mąż 33 i mamy prawie 5-pięcioletniego synka smile
Ja chcę drugiego dziecka, mąż nie...
U niego decyduje czynnik ekonomiczny (tak mówi), każda rozmowa kończy się tym
samym...
Jesteśmy normalną, szczęśliwą rodzinącryingnie narzekamy na brak pieniędzy)i żyje
się nam dobrze....
Jakich użyć mam argumentów???
Czy odpuścić???
Potem mogę żałować... uncertain
    • sir.vimes Chcesz zmusić męża by zachciał? 06.07.07, 09:23
      > Jakich użyć mam argumentów???
      > Czy odpuścić???
      > Potem mogę żałować... uncertain

      Wydaje mi się , że wymuszanie zgody na drugie dziecko nie jest dobrym pomysłem.
      Weź pod uwagę, że on może naprawdę nie chcieć. Jeżeli zajdziesz w ciążę i
      urodzisz dziecko "wbrew" mężowi on nadal nie zaakceptuje tej sytuacji - może być
      bardzo ciężko. Tobie - i przede wszystkim dziecku.
    • mg31 Nie chcę wymuszać... 06.07.07, 09:37
      ...wiem,że w tej sytuacji nie ma kompromisu.
      Albo ja zrezygnuję albo On...
      Sama nie wiem...
      Bardzo bym chciała...
      • sir.vimes Rozmawiaj 06.07.07, 09:39
        tylko tyle możesz zrobić.

    • michalina7 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 10:17
      Wczoraj moja dobra koleżanka zadzwoniła i radośnie oznajmiła, ze jest w ciąży z
      drugim dzieckiem. I tak sobie pomyślałam, jak fajnie. Też chciałabym mieć
      jeszcze jedno dziecko, ale ze względów ekonomicznych nie sprawię sobie. Pewnie,
      że mam szafę ubrań po dziecku obecnym, dwie tony zabawek, wciąż sprawne wózki,
      łóżeczko itd, ale nie w tym rzecz. Po macierzyńskim muszę wrócić do pracy bo nie
      stać mnie na urlop wychowawczy więc kilkumiesięczne dziecko trzeba będzie oddać
      do żłobka/niani lub prosić o pomoc babcie. Po żłobkowych przeżyciach ze starszym
      dzieckiem mało optymistycznie patrzę na tę placówkę. Niania - obawy plus spore
      obciążenie finansowe. Babcie - są kochane, ale mają swoje plany, obowiązki i nie
      mogę podporządkowywać ich życia mojemu.
      W domu ja zajmuję się finansami, opłatami, rachunkami- mąż nie ma do tego głowy,
      tak samo, jak do robienia interesów. Z tej racji analizuję posiadanie dziecka z
      punktu ekonomicznego, tak, jak Twój mąż. Wychodzę z założenia, ze dziecko to
      ogromna odpowiedzialność i nie potrafię myśleć, ze jakoś tam będzie i potem będę
      się martwić.
      Powinniście szczerze porozmawiać.
      • syriana Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 11:02
        a czego potem (tzn. kiedy) możesz żałować?
        31 lat to już niby ostatni dzwonek na dziecko?

        nie przesadzaj, masz jeszcze kupę czasu
        a marudzenie nad głową mężowi może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego
        • mg31 Nie marudzę :) 06.07.07, 11:08
          ... tylko od czasu do czasu rozmawiamy na ten temat ale...
          on zaraz urywa rozmowę sad
          Wiem,że 31 lat to nie koniec świata...
          bym chciała zajść w ciąże za około rok (jak już pisałam0 ale wiecie jak to jest...
          chcieć jedno a móc drugie...
          Wtedy to już nie będzie 31 lat tylko 33...albo i więcej.
          Nie chce się uzalać nad sobą ale zastanawiam sie i szukam jakiejś odpowiedzi...
          Może ktoś równiez ma podobny problem ???
          Pozdrawiam deszczowo, ale leje uncertain
          • gaskama Re: Nie marudzę :) 06.07.07, 11:13
            Ja mam podobny problem. Mam 35 lat i pięcioletniego syna. Niemąż nie chce
            kolejnego dziecka. Ja od dwóch lat nad nim (nad niemężem) pracuję. Nie wiem,
            jak Ci pomóc i co Ci doradzić.
            • zuzanna56 Re: Nie marudzę :) 06.07.07, 11:25
              Może pokazać szczęśliwe rodziny z dwójką dzieci....
              Znacie takie?

              My zawsze chcieliśmy dwoje i mamy, chłopca i dziewczynkę. Nawet jakiś czas temu
              myślałam o kolejnym ale , no właśnie, ten czynnik ekonomiczny...

              Czego mąż się boi? Czy ma stałą pracę, możliwość awansu? Czy ty pracujesz?
              • gaskama Re: Nie marudzę :) 06.07.07, 11:54
                Nie wiem, czy pytanie do mnie, czy do autorki wątku. Zakładam, że do mnie.
                Długo by pisać. Finansowo jest ok. Jedno i drugie ma dobrą pracę. Bardziej
                chodzi o odpowiedzialność za dziecko, stres związany z wychowaniem, obowiazki z
                tym związane, brak czasu dla siebie. Na zdrowy rozsądek, to moim zdaniem nikt
                przy zdrowych zmysłach nie powinien decydować się na dzieci wink Ale te emocje,
                uczucia ... hormony. Niemąż za bardzo martwi się o naszego pięciolatka,
                wreszcie od jakiegoś czasu możemy się więcej skoncentrować znów na sobie itd.
                itp. Egoizm? Obawy egzystencjalne?
                • zuzanna56 Re: Nie marudzę :) 06.07.07, 13:26
                  To było do autorki wątku.


                  Nie wiem jak kogos przekonac do drugiego dziecka, może nie powinno się
                  przekonywać, może ludzie sami powinni odczuć potrzebę posiadania drugiego
                  dziecka.
                  U nas po 4 latach urodziłam drugie i było mi sto razy łatwiej niż z jednym. Z
                  pierwszym było mi ciężko, synek był bardzo płaczliwy i marudny.
                  Mimo różnicy wieku i płci dzieci mają ze soba dobry kontakt.
                  Oboje pracujemy, dzieci są w szkole i przedszkolu (córka teraz pójdzie do
                  szkoły), troche przy odbieraniu z przedszkola (o 14.00) pomagali nam moi
                  rodzice ( nie codziennie). Zdarza nam się gdzieś razem wyjśc lub wyjechać, może
                  nie za często ale to nasza decyzja.
              • tyssia U mnie odwrotnie! 07.07.07, 17:59
                Niemąz chce drugiego dziecka (chce bardzo mieć syna) ale ja nie chcę
                (przynajmniej narazie , mała ma 20 miesięcy) chce juz wyjść z pieluch itd) no
                zobaczymy jak będzie ale chyba po mojej stronie zostaniesmilesmile
    • enigmatic2 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 11:21
      Ja naszą pierwszą córeczkę urodziłam w luty 2005r. Chcieliśmy mieć drugie, ale
      nie planowaliśmy kiedy - niemąż jednak odkładał by tę decyzję w nieskończoność,
      gdyby nie zrządzenie losu... a raczej błogosławieństwo. Jednak był to dla nas
      obojga wielki szok pomimo, iż już chciałam i chciałam by różnica wieku była mała
      między dziećmi.
      Niemąż się w końcu pogodził a już w ogóle zwariował jak zobaczył swoją dopiero
      co narodzoną drugą córeczkę (która dziś już ma 8 tygodni). Ja ją dopiero
      zobaczyłam po 6h (problemy przy cesarce)

      Jeśli kocha pierwsze, pokocha i drugie... choć oczywiście zdarzają się
      przypadki, że rodzice kochają nierówno. No, ale to ty znasz swojego męża najlepiej!

    • enigmatic2 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 11:24
      ...i jeszcze chcę dodać, że on ma dopiero 24 lata a ja 30. Więc dopiero mógłby
      używać argumentów, że za szybko.
      Teraz się cieszymy, bo gdy my wyjdziemy z pieluch, nasi znajomi dopiero w nich
      będą. Bo prawda jest taka, że decydujemy się mieć coraz później dzieci.

      A po co tak zwlekać smile
      • syriana Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 11:33
        a po co mieć tak szybko?
      • bri Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 11:41
        Bo prawda jest taka, że decydujemy się mieć coraz później dzieci.
        A po co tak zwlekać smile

        Żeby się wyszumieć zanim się urodzą, żeby nie czuć po tem do nich żalu, że
        zabrały nam młodość, żeby osiągnąć finansową stabilizację; żeby móc im zapewnić
        mieszkanie; żeby dorosnąć itp. Ja tam znalazłabym różne powody.
        • fergie1975 A po co tak zwlekac ...? 06.07.07, 21:45
          żeby nie doczekać ewentualnych osiągnięć wnuków....

          moja mama powiedziała podczas tegorocznych matur: "nie dozyję matury twojego
          syna i nie bede wiedziała na jakie studia poszedł". I to odpukac moze byc
          prawda smutna tfu tfu. Urodziła mnie pozno (35) a ja pozno swoje (30) ...

          reszta co napisałaś sie zgadza
    • mg31 Chodzi o... 06.07.07, 13:56
      to (już o tym pisała koleżanka),że:
      -wreszcie mamy czas dla siebie,
      -dla swoich zainteresowań,
      -zaczęliśmy wychodzić.
      -mamy poukładane życie
      - itp. ...
      Także czynnik ekonomiczny gra tu rolę ale nie dla mnie...
      Oboje pracujemy; ja w szkole (wiemy jak jest) ale mam za to sporo wolnego czasu...
      Mąż zarabia dość dobrze, mamy własne trzypokojowe mieszkanie.
      Generalnie jest wszystko ok smile)
      Tyle, że on nie chce..... uncertain
    • mg31 Juz tłumaczę... 06.07.07, 13:56
      to (już o tym pisała koleżanka),że:
      -wreszcie mamy czas dla siebie,
      -dla swoich zainteresowań,
      -zaczęliśmy wychodzić.
      -mamy poukładane życie
      - itp. ...
      Także czynnik ekonomiczny gra tu rolę ale nie dla mnie...
      Oboje pracujemy; ja w szkole (wiemy jak jest) ale mam za to sporo wolnego czasu...
      Mąż zarabia dość dobrze, mamy własne trzypokojowe mieszkanie.
      Generalnie jest wszystko ok smile)
      Tyle, że on nie chce..... uncertain
      • zuzanna56 Re: Juz tłumaczę... 06.07.07, 14:41
        Ja też pracuję w szkole więc teraz jestem baaaardzo szczęśliwa z powodu długich
        wakacji. Ale jeszcze w poniedziałek byłam w pracy (rekrutacja do szkoły).
        Pracuję trochę inaczej bo mam ponad półtora etatu (ale od września ciut mniej)i
        co prawda pensję mam przyzwoitą jak na szkołę to czasu niestety mało.

        My wychodziliśmy jak nasze starsze miało 4,5 roku a młodsze 6 miesięcy, potem
        też. Wydaje mi się że nie ma to znaczenia czy zostawiasz z kimś jedno czy dwoje
        dzieci i idziesz z mężem do kina.

        Nie namawiam cie na drugie dziecko, bo sami musicie zdecydować, mówię tylko że
        naprawdę da się zrobić wiele rzeczy mając dwoje dzieci.

        Też mamy mieszkanie 3 pokojowe ale teraz gdy dzieci mają 6,5 i 10,5 zrobiło się
        ciasno i we wrześniu przeprowadzamy się do domu, który niedawno kupiliśmy.
        • kasiakosiba14 Re: Juz tłumaczę... 06.07.07, 19:33
          ja też miałam podobny problem,chciałam drugie dziecko,a mąż nie też podawal
          jako powód finanse i wogóle,że z jednym to się da jakoś w miarę normalnie żyć,a
          z dwójką to już podobno nie.Ja byłam wtedy jeszcze młoda 23 lata i nie
          upierałam się zbytnio bo planowałam dzidzię w dalszej przyszłości.Ale los
          zadecydował za nas ,w wieku 24 lat zaszłam w ciążę.Byliśmy oboje bardzo
          zaskoczeni ja bo nie chciałam teraz(nieustabilizowana sytuacja w pracy),a mąż
          bo nie chciał wcale.Ogólnie sytuacja zrobiła się nie miła,ciągle słuchałam
          wyrzutów,że to moja wina,że mam iść na zabieg itp.Tak było przez całą ciążę i
          po przez jakiś czas też, nie miałam żadnego wsparcia ze strony męża wręcz
          przeciwnie,caly czas zjadliwe uwagi nie stać nas na to czy na tamto przeze mnie
          bo mi się drugiego dziecka zachciało Tak jakby on się do tego nie przyczynił!
          Długi czas było źle,teraz drugi synuś jest ulubieńcem tatusia (ma już 10 lat),a
          mąż zmienił priorytety uważa,że posiadanie dzieci to coś
          wspaniałego,zrozumiał,że nie można dziecka przeliczać na ilość i możliwość
          posiadanych pieniędzy,choć oczywiście wszystko w granicach rozsądku nie można
          przecież robić dzieci jak się nie ma co do garnka włożyć.Wracając do tematu 3
          lata temu urodziła nam się wymarzona córeczka i w tej ciąży mąż spisał się na
          medal.Każdy człowiek jest inny nie można więc uogólniać ja ze swojego doś
          wiadczenia mogę powiedzieć,że dobrze się stał iż zaszłam w drugą ciążę pomimo
          tych wszystkich problemów,które później nastąpiły i wylanych łez.Wszystkie te
          perypetie bardzo mnie wzmocniły wiem czego chcę,jestem dużo silniejsza i na nie
          pozwoliłabym na takie traktowanie mnie po raz drugi.mąż wie o tym
          doskonale ,nie raz przekonał już się o tym,że nie pozwolę sobie w kaszę
          dmuchać,chociaż tak na dobrą sprawę nigdy tak za bardzo nie pozwalałam,ale
          teraz bardziej,dużo bardziej nie pozwalam.Dodam jeszcze tylko,że w moim
          przypadku jest tak,wiem o tym,że gdybyśmy mieli tylko jedno dziecko zawsze
          miałabym o to żal do męża,a to nie wroż niczego dobrego w małżeństwie.Kiedyś
          slyszałam taką opinię lekarza ginekologa,żę jak kobieta bardzo pragnie mieć
          dziecko to nic nie jest w stanie jej przed tym powstrzymać.instynkt
          macierzyński w końcu po coś jest i nie tak łatwo go zagłuszyć,ale to tylko moje
          spostrzeżenia.końcowe wnioski nasuwają mi się takie,że jak nie będzie dziecka
          mąż będzie zadowolony,a ty nie ,jak bę dzie dziecko odwrotnie,tak źle i tak nie
          dobrze.Chyba,że tobie się odechce,albo mężowi zachce.Pozdrawiam i życzęci
          pozytywnego rozwiązania problemu.
    • mg31 Zuzanna... 06.07.07, 19:25
      ...ale nie miałaś pewnie problemu z mężem...tego co ja,hm?
      Jak dwoje myśli w ten sam sposób to jest łatwiej...
      a mi już argumentów brak (a nie chce stać się zrzędliwa)... uncertain
      • zuzanna56 Re: Zuzanna... 06.07.07, 19:30
        No nie miałam, fakt. Łatwiej jest jak dwoje myśli tak samo.

        Czy twój mąż ma jakiś konkretny argument na nie?
    • iwonag25 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 20:45
      Nie czytałam wszystkich odpowiedzi, więc nie wiem co dziewczyny Ci radziły.
      Powiem Ci, co moja koleżanka zrobiła (ja osobiście nigdy bym czegoś takiego nie
      zrobiła!!!).
      Ona chciała drugie dziecko - on nie. Szczególnie że ich młodsze dziecko
      kończyło wtedy roczek. Namawiała go kilka miesięcy aż w końcu się wkurzyła i
      zagroziła mu, ze jeśli się nie zgodzi, nigdy się już z nim nie będzie kochała.
      Chłopak w sumie nie miał wyboru - albo celibat, albo zdrada i rozwód.
      Teraz koleżanka jest w ciąży, a jej mąż cieszy się jak dziecko i już nie może
      się doczekać.
      Oczywiście nie piszę tego żebyś tak samo zrobiła, ale jako ... hmmm...
      głupotę???
      • madzialena121 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 21:22
        a moze go oszukaj??ze teraz mozna a tu niby wpadkasmile
    • net79 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 21:29
      Mój nie chciał drugiego, ani trzeciego, pierwszego zresztą tez nie bardzo,a we
      wszystkich zakochany, niektórzy mężczyźni nigdy nie dorastają do takich
      decyzji, ale są też tacy, że jak los za nich zdecyduje nie cieszą sie tak jak
      mój...
    • fergie1975 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 21:39
      ja rozumiem ze z mezem sie trzeba liczyc, ale zawsze w takich sytuacjach
      zastanawiam sie...
      "to jest moje zycie i potrzebuje jeszcze jednego dziecka (jakolwiek to brzmi),
      nie należy pewnych decyzji dotyczących swojego życia, opierac na drugiej osobie
      ktorej jutro z roznych powodow moze nie byc (odejscie, smierc)".
    • mbwj88 Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 21:42
      zdaj się na ślepy los
      no czasami szczęściu trzeba pomóc....
    • sdec Re: Co mam zrobić.... 06.07.07, 21:50
      Jeśli ukłąda się między Wami naprawdę dobrze, zaakceptuje nowego dzidziusia i
      będzie się z tego cieszyć razem z Tobą. Dziecko zaczyna się kochać tak naprawdę
      z czasem, im dłużej patrzysz, tym bardziej kochasz.
    • mg31 Zrobię jak radzicie... 07.07.07, 10:13
      ... nie chciałam być egoistką i zaliczyć "wpadkę w małżeństwie" ale u nas to
      jedyna droga jak widzę...
      Mąż sie wzbrania i nie chce, ja chcę... więc smile)
      Faktycznie tak zrobię...
      albo zmieni jeszcze z czasem zdanie albo przyleci do nas nieoczekiwanie bocian wink
      Myślę, że on zwyczajnie nie chce raz jeszcze mieć nieprzespanych nocy, pieluch,
      i tego wszystkiego... Teraz mamy naprawdę luzik i wszystko poukładane i on sie
      boi to zburzyć...
      Ale ja tęsknię za tymi pieluchami i zapachem maleństwa... Chce to przeżyć raz
      jeszcze...
      I naprawdę pragnę drugiego dziecka...
      • lila1974 Re: Zrobię jak radzicie... 07.07.07, 18:26
        I to będzie własnie egoizm - wrobiebienie chłopa w dziecko.
        A jeśli on przez to się do dziecka uprzedzi? Jesli go nie zaakceptuje i nie
        pokocha?

        Nie miałabym sumienia tak na zimno "wpaść" - gdyby życie zadecydowało za mnie,
        to co innego, ale nie chciałabym do końca zycia pluć sobie w brodę, gdy się
        okaże, że mąż nie przyjmie dziecka z otwartymi ramionami.

        Znasz go, więc pewnie wiesz, jaka będzie jego reakcja - mam nadzieję, że jeśli
        ziści się Twój przebiegły plan, to wszystko ułozy się w waszym małżeństwie
        pomyślnie - dla dobra Was i tego malucha.
      • tp2610 Re: Zrobię jak radzicie... 08.07.07, 14:27
        Zalicz wpadkę, nie uważam że to wkopywanie. Facet czasem nie wie co mówi...
        Jestem pewna, że jak juz bedziesz w ciąży to odpuści sobie i będzie się cieszył
        razem z Tobą.Zresztą ty go znasz najlepiej i wiesz czego się po nim spodziewać,
        więc jeśli myślisz o zajściu bez jego "zgody" to wiesz że bedzie ok.
        Pozdr.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja