hotelen
23.07.07, 14:52
czytam właśnie maila Zdradzonej....a oto moja historia.
Parę m-cy po ślubie (a było to 7 lat temu) znalazłam w torbie mojego męża
gejowskie gazety. Rozpacz.Tak bardzo go kochałam. Jego wersja-gdy mial 13 lat
jego starszy 4 lata brat zmusił go do pieszczot.Nie doszło do
stosunku.Zdażyło to sie tylko raz.Od tego dnia jednak w głowie 13 letniego
chłopca, a potem dorosłego faceta został jakiś ślad. Nigdy nie zblizył się z
mężczyzną, ale oglądał TE gazetki, filmy, umawiał się na spotkana z gejami,
ot tak, by pogadać o ich zyciu.
Kochałam go, więc znalazłam dla nas psychiatrę.Bo mój mąż zaręczał,że nigdy
nie przespał by się z facetem, lubi tylko na nich patrzeć. Po serii spotkań z
psychiatrą rozpoznanie było takie, że w 10 stopniowej skali rozpoznającej
naszą seksualność (1 to heteroseksualizm, wszystko powyżej to różne domieszki
homoseksualizmu)mój mąż ma 2.Tzn nie jest homo, ale potrzebuje od czasu do
czasu "rozkoszować się" TAKIMI homo widokami.Ale, może to jego pragnienie
ewoluować w górę, tzn.może dojść do zbliżenia z mężczyzną w przyszłości.
Przyjęłam te uwagi, mąż płakał,że tak strasznie mnie kocha i chce tylko mnie,
więc po długiej walce uznałam,że ok.spróbujemy żyć dalej.Kilka m-cy później
znalazłam jego amila do 2 facetów, których poznał kiedyś w delegacji.Jak się
później okazało jacyś obcy faceci, poznał ich przez internet i umówili się w
pubie, po to, by pogadać.Pisał,że dziekuje za spotkanie i całuje ich w czułe
miejsca...
Byłam wtedy w ciąży.Przepłakane noce, dnie, zostałam z nim, bo ciągle
wierzyłam, że napradę potrzebuje może tylko od czasu do czasu z gejami
pogadać...Urodziałam dziecko, po 2 latach koejne, nic się w tym czasie nie
działo (albo o tym nie wiem).Parę m-cy temu jednak znów okazało się,że
spotkał się na kawie z jakimś facetem, też żonatym i z dziećmi, ale też
mającym ten sam "problem".Spotkali się 2 razy, podobno tylko na kawie.
Nie mam siły by odejść.2 małych dzieci (3 lata i roczek).Generalnie troskliwy
mąż i tata, ale ma jeszcze 1 wadę. Strasznie nerwowy, wybuchowy, chamsko się
odnoszący do mnie i innych ludzi.Nie chodzi o to,że przeklina, czy wyzywa, po
prostu ciągle uniesiony ton, wszystko odbiera jako atak, poważny i ciągle
spięty.Nie znoszę tego chamskiego, agresywnego tonu, tego ciągle poważnego
podejścia do życia.No i te kłamstaw. Ostatni rok to pasmo kłótni i cichych
dni między nami.Staramy się nie kłócić przy dzieciach, spędzamy razem z nimi
czas, udajemy,że jest ok.One jeszcze nie wiedzą,że coś tu nie gra.Bo rodziny
widzą.Nie wiedzą tylko o TYM.
Coraz intensywniej myślę, by odejśc.Tylko czy to dobre dla dzieci? Czy damy
radę? Poradzcie proszę.Może macie dobrego psychiatrę?Jestem ze Śląska,okolice
Katowic
Liczę na Was.dziękuję