no i własnie..

...mamy watek o koledze który wtraca sie w nie swoje
sprawy...i ja niedawno doswiadczylam podobnej sytuacji...choc od własnej
kolezanki...
kolezanka stała sie od razu historyczna postacią mojego zycia...bez dyskusji,
tłumaczeń..i zbednego gadania...wypowiedziała swoje zdanie i to w zupełnosci
wystarczyło....
powiedziała dosłownie co o mnie ...a moze nawet o nas mysli mojemy mezowi....
bez owijania w bawełne....
- ze jestesmy głupi , bo kupilismy działke, zamiast wyremontowac łazienke...
- że ja pznałam nowa kolezanke i przez to że sie z nia zadaje, przytyłam i
przestałam o siebie dbać...sic...
- ze zamiast kupić nowy dom ...remontyjemy stary...durnie po prostu...
- ze nie mamy kasy..a ona chciała zebym ja jej cos zrobiła ( za pieniadze
oczywiscie), a ja odmówiłam...i jeszcze sie obraziłam....
mówiac to mojemu męzowi nie wiem na co liczyła...bo choc w perwszym odruchu
muśle...zadzwonie i ochrzanie.....
to jak juz ochłonełam stwierdziłam, ze jestem nie bede sie do jej poziomu
znizac...i pozostawiłam temat bez komentarza...a kolezanka ..no cóż wcisnelam ESC
nie powiem że było mi przykro...ale chyba bardziej było mi przykro kiedy
uswiadomiłam sobie, że cała ta znajomośc to była jedna wielka hipokryzja...bo
czy ona wczesniej miała mnie za mądrą???..chyba nie...
pytanie , jaki miała interes , ze sie ze mna zadawała...nie wiem...
i po tej znajomości...koniec ...
teraz potrafie odpowiedziec na jedno kiedys zadane przez nia
pytanie...

...otórz dziwiła sie strasznie , ze nikt na grila ich nie
zaprasza...chyba juz wiem dlaczego...