ann_mart
21.07.03, 09:05
Od kilkunastu dni mam problemy ze zdrowiem. Zaczęło sie niewinnie - od czasu
do czasu zawrót głowy. Potem z dnia na dzień coraz gorzej - teraz dretwieje
mi połowa ciała, mam problemy z utrzymaniem równowagi, tzw. mroczki itp. W
zeszłym tygodniu poszłam do lekarza z POZ, żeby mi dał skierowanie do
neurologa.
Powiedziałabym, że do problemu podszedł beztrosko. Chichotał cały czas i
mówił "Jak dzidziuś mały to mamusia nerwowa" (Michał ma rok i 5 mies). I
wszystko tłumasczył depresją i lekami, które biorę (co z kolei psychiatra
wykluczył). A potem rozchichotany pan doktor powiedział "No cóż to może być
wiele rzeczy od malutkic, tyciutkich do baaaardzo dużych"
No cóż może myślał, że jak bedzie mówił do kobiety z wyższym wykształceniem
normalnie to nie zrozumie?
Zakończył mówiąc "Może guzik to jest a może SM, a może jeszcze coś innego".
Potem jeszcze wymieniał coś, ale prawdę mówiąc już przy stwardnieniu
rozsianym przestałam słuchać, bo zobaczyłam siebie z MIchałem maluchem na
wóżku.
świtetny pomysł, uważam, mówić takie rzeczy w taki sposób, beztrosko, bez
żadnych badań, kobiecie leczącej się na depresję.
Oczywiście natychmiast pognałam prywatnie do neurologa, który nie powiem jak
się wyraził o koledze po fachu. Dopstałąm skierowanie na rezonans głowy i RTG
szyi.
Czy któraś z was miała może takie badanie (mam na myśli RM, a nie RTG, rzecz
jasna) i może powiedzieć na czym polega. Niby zasadniczo wiem, ale szczegóły
byłyby mile widziane.
I tak sobie myślę, że ten koszmarny rok nie skończy się tak szybko, a jak
mnie ie wykopńczy depresja to mąż, jak nie mąż to choróbsko.
A co zrobię jeżeli ten konował z POZ miał rację? Boję się strasznie i choć to
bez sensu myślę, że lepiej już nie wiedzieć. Ale pójdę i zrobie te badania.