Po ostatnich wypowiedziach biskupów na temat in vitro mam poważny dylemat.
Należę do grona osób wierzących, chociaż niezbyt często praktykujących -
proszę o nie komentowanie tego faktu

- jednakowoż nie miałam wątpliwości,
co do wychowywania dziecka w wierze, jego uczęszczania na religię itd. Od
kilku tygodni mam mętlik w głowie, ponieważ moja córeczka urodziła się dzięki
in vitro. I wszystko jasne

Ciekawa jestem, co Wy byście zrobiły? Robiłybyście dobrą minę do złej gry,
chodziły z dzieckiem do kościoła jednocześnie ciągle mając świadomosc, że
gdybyście były gorliwymi katoliczkami, Waszego ukochanego dziecka by nie było.
A jak mam wytłumaczyc córce, która ewentualnie będzie za kilka lat
przystępowała do Komunii Świętej, że jej rodzice nie mogą przystąpic do
komunii, bo nie żałują za „grzech”? Ciekawa jestem Waszych opinii.
Tak na marginesie, jeśli kiedyś na mszy ksiądz zabierze na ten temat głos,
mówiąc, że moje dziecko urodziło się kosztem jego braci i sióstr lub, że nie
zrodziło się z miłosnego aktu, a w wyniku wyrafinowanej aborcji to chyba
zacznę krzyczec