Właśnie wyszła ode mnie moja koleżanka, która już ma 1 dziecko i
własnie spodziewa się drugiego. Ponieważ jej mąż założył niedawno
firmę mają nawał roboty, dziewczyna chciałaby mu pomagać, ma dobre
wykształcenie, zna sie na rzeczy. Problemu by nie było, gdyby nie
tesciowa dziewczyny, synka mają niespełna rocznego, różnica 3 mcy z
moim Antosiem. Teściowa jej powiedzialą, gdy ta poprosiła ją o
pomoc, zeby wpadła codziennie na 3-4 godzinki do małego, żeby mogła
popracować ( teściowa na emeryturze, teść też, nie mają nic do
roboty ), będzie drugie dziecko, a ona nie chce utonąc w pieluchach
tylko, chciałaby prowadzić firme z mężem, żeby sie rozwijała, czy to
coś złego? Teściowa jej na to ( mamusia męża ), że po co sobie w
takim razie robili drygie dziecko, chyba sie liczyli z tym, że
bedzie zabierało dużo czasu i kariery nie będzie kiedy robić. I ona
jeszcze, że "swoje dzieci już odchowała, a synowi nie ma obowiązku
pomagac, bo tak to by z pieluch nie wyszła do 70-tki, a ona chce
odpocząć, zasłużyłą na to.Kobita ze wsi, rozwaliła mnie kompletnie.
Nic nie ma do roboty, oprócz pytlowania z kuleżankami, mogłay
synowej i synowi (!!!) własnemu pomóc, przecież nie zatrudniają jej
na cały etat, ale na 3 godziny dziennie! Rozwaliła mnie. Miało nie
być o teściowych, ale to chyba materiał na 3 książki, tym razem nie
o mojej zresztą :] Współczuje dziewczynie