Hej wszystkim!
Mam 15-miesięcznego synka. Od kiedy wróciłam do pracy (mały miał 7 msc)
zajmuje się nim babcia (teściowa

). Jest najwspanialszą opiekunką i
nauczycielką mojego dziecka. Jędrek wspaniale się przy Niej rozwija i
uwielbia ją. W czym problem? Otóż babcia mieszka 70 km od nas i na cały
tydzień wprowadza się do naszego domu. To nie jest dobry układ, już to wiemy.
Ani my, ani Ona nie czujemy się swobodnie (doszło do tego, że mamy osobne
papiery toaletowe - nie, żebym wydzielała!). Stosunki są bardzo oficjalne.
Napięcie wisi w powietrzu. Teściowa skarży się na nas mojej mamie! Rozstać
się? Dylematów niestety więcej niż pewników. Dziecko czuje się przy Niej
dobrze, ja jestem o Nie spopkojna. Ale czy nie równie ważna dla Niego jest
zgoda i spokój rodziców? Teściowa opiekę nad Jędrzejem traktuje jak misję
życiową, będę miała wroga nr1. Chciałabym trochę czasu spędzać sam na sam z
moim synem - w tej sytuacji się nie da - babcia cały czas czuwa. Może jestem
przewrażliwiona... Może z opiekunką będzie jeszcze gorzej? Z babcią do tej
pory nie udało mi się porozumieć. Każde moje zdanie traktuje jak atak na
swoją osobę, obraża się i nie odzywa. Doszło do tego, że reaguję w
wyjątkowych sytuacjach (sadzanie na nocnik bez naszej wiedzy, choć podczas
prób weekendowych Jędrek wyraźnie stawia opór). Cały czas powtarza, że oni
się dobrze rozumieją i, że możemy sobie iść, i zostać w pracy jak długo
chcemy, i iść na zakupy. Mam wrażenie, że Jej przeszkadzamy...
Macie podobne doświadczenia? Napiszcie
Pozdrawiam