borsuczatko 25.08.03, 22:40 Jak wam udaje się godzić prace naukową i dziecko/dzieci? Proszę o kontakt mamy-doktorantki oraz mamy-pracowników naukowych. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
barbin Re: Mamy z wyższych uczelni 25.08.03, 23:28 Borsuczątko! Bardzo ciężko. Cieszę się, że poruszasz ten temat. Niestety muszę lecieć do Małej. W wolnej chwili "rozwinę się" bardziej. Odpowiedz Link Zgłoś
maciejka_mama Re: Mamy z wyższych uczelni 26.08.03, 07:01 Jestem tylko mgr, końćzę, a potem mysle o dr. Pracuję zawodowo, nocami dorabiam, robię korekty prac i pisze. Jest CIĘŻKO - dom, praca (x2), dziecko - za dużo tego, ale .. cóż! Duma mnie rozpierała jak odbierałam dyplom licencjata, mały miał ponad rok, 5 miechów jak ją pisałam. satysfakcja i duma mi wynagrodizły wszystko! Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: Mamy z wyższych uczelni 26.08.03, 10:24 Wydaje mi sie to nie mozliwe, chyba ze praca polega na tym, ze sie prowadzi wyklady czy cwiczenia, a nie pisze sie prace naukowe. I tez zalezy to od tego, jaka sie ma satysfakje ze swojej pracy. Od powrotu z urlopu wychowawczego przy pierwszym dziecku jestem na 1/2 etacie naukowo-technicznym, wiec nie musze wyprodukowac prac naukowych. Ogolnie lubie swoja prace, ale zaczynaja mi przeszkadzac niskie zarobki, nawet gdybym byla na calym etacie. Niedlugo znowu wroce do swojej pracy (drugie dziecko). Kerstin Odpowiedz Link Zgłoś
barbin Re: Mamy z wyższych uczelni 26.08.03, 11:32 Cześć. Wróciłam,bo malutka spi, a ja na szcęście mam urlop i troche wolnego czasu. U mnie wygląda tak: pracuję 6 godzin, jestem pracownikiem Akademii Medycznej, więc w tym czasie muszę zająć sie studentami, badaniami naukowymi no i przede wszystkim- pacjentami. Kiedy nie miałam jeszcze córeczki siedziałam w pracy nie do 14 , ale często do 17, 19... Tylko w ten sposób mogłam zrobić wszystko dobrze i dokładnie. Pracę doktorską obroniłam będąc w 8 m-cu ciąży. Od 7go m- ca byłam na zwolnieniu , więc mogłam się spokojnie przygotować. Problem pojawił sie po skończeniu macierzyńskiego. Dziecko jest dla mnie najważniejsze- tak więc, skoro obowiązujemnie 6 godzinny dzień pracy i tylko za to dostaję pieniążki, wychodzę do domu punktualnie o 14. Jednak,żeby zdążyć biegam w pracy tak,że często nie ma mowy o wypiciu szklanki herbaty. No i niestety- praca naukowa kuleje. Moim priorytetem muszą być chorzy, na drugim miejscu stawiam studentów, potem prowadzenie różnego rodzaju zebrań naukowych i na samym końcu badania naukowe. Moim pracodawcą jest jednak akademia, nie szpital, wię spodziewam się, że prędzej czy póżniej będę podsumowana negatywnie- a wszyscy wiemy co się z tym wiąże. Powrót do domu - maluszek, dom- do 22, a potem książki- oprócz pracy naukowej muszę kontynuować specjalizację, co też wymaga poświęcenia dużo czasu. Mąż robi to samo co ja + dyżury oczywiście, żeby jakoś pensje podciągnąć. No i co? Siedzimy przez cały urlop w domu i szacujemy nasze sznse na posiadanie własnego lokum. Ciekawe czy dostaniemy pożyczkę? Odpowiedz Link Zgłoś
dominisia6 Re: Mamy z wyższych uczelni 26.08.03, 13:39 No coz... Ja tez jestem mama z dr. przed nazwiskiem i dwuletnia corcia w domu.... Wrocilam do pracy gdy Mala miala 8 miesiacy, ale tylko dlatego, ze mam nieoceniona babcie w domu, ktora zawsze jest na posterunku.. Ale wiadomo, ze i tak nic nie jest jak bylo dawniej: zajecia i owszem, te trzeba przygotowac i przeprowadzic, ale pisanie artykulow przekracza juz moje sily... Ostatnio pisalam dwie recenzje i wyraznie zauwazylam, ze wyszlam z wprawy.... Ale niczego nie zaluje... Wiecej: coraz czesciej mysle o drugim Dzidziusiu... Pozdrawiam wszsystkie Dzieciaczki i Mamy.. Mama Dominisi Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 26.08.03, 22:12 No tak... Myślałam, że trochę mnie podbudujecie, a widzę, że ciężkie czasy przede mną. Ja musiałabym zabrać się porządnie za pisanie pracy doktorskiej, ale mój synek ma 2 miesiące, więc same wiecie. Miałam takie plany, by skończyć ją przed porodem, ale nie dostałam przedłużenia studiów (Kierownik studium popatrzył na mój brzuch i powiedział "nie widzę powodu dla którego miałbym pani udzielić urlopu na dziecko") i poczułam sie zwolniona z obowiązku. Żeby z czegoś żyć pracuje w prywatnej szkole, niby nie jest to bardzo obciążajace, ale jednak czasochłonne. I musze wrócic do pracy w październiku - z pensji męża nie wyżyjemy. Na szczęście z Marcinkiem zostanie moja mama. Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: Mamy z wyższych uczelni 27.08.03, 08:30 Musisz napewno sobie zadac pytanie, czy rzeczywiscie doktorat ci sie przyda w zyciu. Czy bedziesz miala pozniej lepsze szansy na prace (lepiej platna), czy przy tym sie rozwijasz, czy osobiscie dla ciebie jest to wazne. Bo jesli nie, to moze warto swoj czas poswiecic wazniejszym sprawom ? Nie mowie tylko dziecku, ale swojej tzw. karierze. Skonczylam doktorat jeszcze dlugo przed pierwszym dzieckiem i czesto nie wiem, po co. Pewnie, ze nie zaszkodzilo, ale moze w tym czasie moglam znalesc inna prace (bylam juz bliska, chcieli mnie zatrudnic), ktora teraz bardziej by mnie zadowolila ? Juz podczas pisania doktoratu mialam watpliwosci, czy dobrze robie. Ale wtedy to wszystko bylo juz tak zaawansowane, ze bylo mi szkoda przerwac. Kerstin Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 27.08.03, 23:10 Podziwiam was kobiety!!! Prawda jest taka, że chcę napisać prace, nie wyobrażam sobie siebie w innej pracy niż na uczelni! Ale, na moim temacie na uczelni tak naprawdę nie zna się nikt. Czyli pełna samodzielność. Wyobrażacie sobie sprawdzanie pracy przez opiekuna, który nie wie o co w tym chodzi? Do tego badania czyli w moim przypadku wizyta w przedsiebiorstwach całego województwa. Najchętniej bym się sklonowała. Króraś zna sposób? A tak poważnie Może w długie zimowe wieczory napiszę to co mi zostało do napisania, nie jest tego tak znowu dużo, wiosną zabiorę się za badania i do wakacji oddam. Myślicie, że to sie uda? pozdrawiam Monika Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: Mamy z wyższych uczelni 28.08.03, 08:32 Przeciez to czesto tak jest, ze opiekun sie uczy od swojego ucznia. Moj to sie sam do tego przyznal. No bo gdyby wiedzial, to nikt by o tym nie pisal. Widze zapal do tej pracy u ciebie, to moze powinnas to zrobic ? Zeby tylko sie nie ciagnelo latami. Kerstin Odpowiedz Link Zgłoś
audita Re: Mamy z wyższych uczelni 27.08.03, 11:08 No cóż, nauka polska babciami stoi . To, co udało mi się napisać w ostatnich 5 latach powinno ukazywać się w ramce z napisem „artykuł sponsorowany” – nie finansowo, ale „czasowo” – prez babcię. Ona z dziećmi, ja w bibliotece (w domu, nawet w zamkniętym przed dziećmi pokoju, nie potrafię się skupić). Kiedy Starsza miała 3,5 roku, a Młodszy mieszkał jeszcze w moim brzuchu, dzięki babci udało mi się nawet wyjechać na miesięczne stypendium (uuuuch, co to był za cudowny czas!). Gdyby szumnie zapowiadane przed dwoma laty podwyżki weszły wtedy w życie, to może nawet z tego wyjazdu wylągłby się jakiś kawałek habilitacji. A tak – główny ciężar utrzymania domu spada na męża, który przez to mało bywa w domu, a mamo-tatą muszę być ja (A propos podwyżek:podobno będą od września!!!). Ale muszę przyznać, że ta praca ma swoje plusy – bo jednak przy dobrej organizacji to zaledwie dwa dni w tygodniu obecności na uczelni, no i te długie wakacje... Planuję (a może łudzę się...), że kiedy dzieci podrosną, znowu ruszę do przodu z pracą naukową. Ku pokrzepieniu serc – niedawno obroniła doktorat moja znajoma z trójką dzieci w wieku wczesnoszkolnym, druga też z trójką jw. bliska jest habilitacji. Chyba im więcej dzieci, tym większych umiejętności dobrej organizacji czasu się nabywa.... Aha, no i jeszcze czasami, kiedy terminy gonią, urządzam sobie nocne sesje naukowe z notebookiem i książkami w kuchni, między ekspresem do kawy a lodówką... Odpowiedz Link Zgłoś
anetadr Re: Mamy z wyższych uczelni 27.08.03, 13:02 Dołączam do grona mamuś-doktorów. W ciągu 4 lat studiów doktoranckicch udało mi się urodzić dziecko, wrócić po 4 miesiącach macierzyńskiego na pełny etat (40 godz./tydz.) i napisać doktorat. Udało mi się to tylko dzięki pomocy mojej mamy, która zajmowała się moją córeczką oraz dzięki pomocy moich kolegów koleżanek z pracy. Wiele badań prowadziłam właśnie w pracy (pracuję w Bibliotece) i umiałam sobie wygospodarować sporo czasu na pisanie doktoratu, a moja szefowa pozwalała właśnie w taki sposób ten czas wykorzystać. Ostatni miesiąc przed oddaniem to było istne szaleństwo. Średnio co druga noc, to pisanie i poprawianie do rana, potem praca, szybki obiad, ułożenie dziecka spać i do roboty! Teraz już sama nie wiem jak mi się to udało. Jednak człowiek w ekstremalnej sytuacji potrafi wykrzesać z siebie maksimum. Życzę dużo siły i wytrwałości w pisaniu. Pozdrawiam Aneta Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 28.08.03, 19:31 Tak sobie myślę... za tydzień wracam "do pracy" - poprawki - i może siła rozpędu zabiorę się za pisanie, może jakaś wizyta w bibliotece??? Tak szczerze mówiąc zaczynam tęsknić za "pisaniną". Chciałabym już skończyć i mieć świety spokój, po prostu formuła doktoratu mi nie odpowiada. Ale co zrobić. Chyba najlepiej napisać i mieć to z głowy. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
barbin Re: Mamy z wyższych uczelni 28.08.03, 21:32 Borsuczątko. Sądzę, że jeżeli Ci chodzi o napisanie pracy doktorskiej- zrobisz to bez problemu, może Ci się kiedyś przyda. Osobiście mam jednak wątpliwości, czy pozostawanie na akdemii ma sens. Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 28.08.03, 22:18 Dlaczego pozostawanie na uczelni nie ma sensu?? W porównaniu z pracą np. w banku uczelnia to raj. Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: Mamy z wyższych uczelni 29.08.03, 09:10 Raj, pod warunkiem, ze ktos ciebie utrzymuje. Jestem w tej 'komfortowej' sytuacji, ale bardzo mi zaczyna to nie pasowac. Kerstin Odpowiedz Link Zgłoś
barbin Re: Mamy z wyższych uczelni 29.08.03, 00:17 Nie wiem jak wyglada praca w banku "od podszewki", więc nie mogę sie porównywać. Natomiast moja praca wcale mi się z rajem nie kojarzy ( i na szczęście Raj z moją pracą też nie). Fakt, że obowiązuje mnie 6- godzinny dzień w pracy, ale w tym czasie nie wiem w co ręce włożyć, często po prostu biegam- bo powinnam byc w tym samym momencie w 3 różnych miejscach. Przed urodzenie córeczki byłam idealistką i siedziałam po godzinach- do oporu. Jak wiesz, za nadgodziny nie dostajemy pieniążków. W tej chwili będę szukać nowej pracy i będzie to praca w większym wymiarze godzin za mam nadzieję wyższe wynagrodzenie, albo praca za te same pieniążki, ale spokojna,nie wywołujaca frustracji z powodu niemożliwości zrobienia wszystkiego "na błysk". Odpowiedz Link Zgłoś
mamaolenka Re: Mamy z wyższych uczelni 29.08.03, 08:58 Ostatnio łączenie doktoratu i wychowywanie Zuzanki wydaje mi się zbyt trudne do pogodzenia. Moja córeczka zrobiła się taka ruchliwa, że nie jestem w stanie nic przy niej napisać... Mój doktorat to dla mnie teraz wielki wyrzut sumienia... Na początku było dużo łatwiej. 6 miesiecy po narodzinach dziecka udało mi sie obronić drugą pracę mgr, napisać kilka publikacji, a teraz jakoś nic mi sie nie udaje zrobić i z motywacja co raz trudniej. Czasem nawet budzę się rano z dzikim przerażeniem myśląc o wszystkich zaległościach...ale wciąż jeszcze wierzę, ze się uda. Pozdrawiam - Alex Odpowiedz Link Zgłoś
olga03 Re: Mamy z wyższych uczelni 29.08.03, 11:17 Jestem dr z trzyletnim stażem i czteroletnim dzieckiem - pracę broniłam mając rocznego malucha. I niestety im dalej sie to posuwa, tym jest trudniej. Dodam jeszcze że zajmuję się naukami przyrodniczymi - to nie są godziny spędzone w bibliotece, która działa do 19, ale w laboratorium, gdzie zwykle kieruję pracą wielu osób i pod koniec takiego dnia, jestem tak fizycznie zmęczona, że o pisaniu nie ma mowy. Nie ma również mowy o przychodzeniu do pracy na kilka godzin dziennie lub jedynie w wybrane dni tygodnia. Powiem szczerze, że miałam już takie momenty, że jak jedna z dziewczyn budziłam sie rano i włos mi się jeżył na głowie, kiedy sobie pomyślałam, ile rzeczy muszę jeszcze zrobić. Byłam wiecznie zagoniona i zmęczona, zawsze wydawało mi się, że jeszcze powinnam coś zrobić, napisać, przygotować się do zajęć. W pewnym momencie jednak narzuciłam sobie ścisły rygor pracy i jest już lepiej. Zrozumiałam, że brałam sobie zbyt dużo na głowę - to zawsze to ja brałam chorobowe, to ja biegłam coś załatwić w godzinach pracy, kiedy tylko miałam wolną chwilkę urywałam się do domu i dziecka. Teraz staram się pracować 8 godzin, wykorzystywać każdą chwilę i niestety zaczynam szanować swój czas. Nie zostaję ani minuty dłużej, ale czas przeznaczaony na pracę wykorzystuję na pracę, a nie na grzebanie w internecie. No i niestety musiałam się nauczyć asretywności w stosunku do szefa, który pracuje na 3 etatach. Co to oznacza dla młodszych pracowników, każda z was wie. Jak na razie działa, ale niestety coraz częściej myślę o zmianie pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 29.08.03, 20:35 Kerstink, raj i to nawet finansowy - w moim przypadku przynajmniej. Zarabiam więcej niż mój mąż i do tego praca nie jest tak stresująca. Przychodzę, prowadzę zajęcia, dużury, i do domu. Jak trzeba zrobić za kogoś zastępstwo to jest to prośba a nie polecenie. Czyli sama widzisz raj na ziemi. Tylko tak jak pisałyscie zaczynam mieć wyrzuty sumienia z powodu doktoratu,że mogłabym wcześniej, a może trzeba było... Zresztą same wiecie. Trzxymajcie kciuki, żeby mi zapał do pracy nie minął zbyt szybko. Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Mamy z wyższych uczelni 30.08.03, 12:33 Hej! Młoda urodziła się trzy miesiące przed obroną magisterki. Przez pierwszy rok doktoranckich odpuszczałam sobie wszystko, co nie było bezwzględnie obowiązkowe i siedziałam w domu. Przez drugi, trzeci i czwarty rok pracowałam na uczelni oraz gdzie się tylko dało , oczywiście tylko w czasie, gdy młodą mógł się zająć tata (nie mamy rodziny do pomocy, opiekunki - cóż, ten wariant padł). Odpuszczałam sobie wszystko, co nie było bezwzględnie obowiązkowe/terminowe. (Na moim wydziale nie istnieją w ogóle żadne tam stypendia doktorskie a żyć za coś trzeba.) W rezultacie zaczynam piąty rok, terminy mnie gonią, mam doła jak stąd do Zanzibaru, na widok rektoratu dostaję skurczy żołądka, na widok promotora - wiadomo. Co gorsza, mój facet też "naukawiec" tylko że jemu idzie jak po masełeczku... kontynuuje temat z magisterki, już zaliczył kilka konferencji (w ciągu pierwszego roku studiów), ma masę publikacji, "obraca się w kręgach" - chyba nie muszę pisać, jakie napięcia to może stwarzać w domciu )))) (A byłam taką mądrą osobą... chyba ten mój mózg skutecznie się skurczył podczas ciąży... chlip, chlip...) Młoda idzie do przedszkola!!! Hurrra!!!!!!! Światełko w tunelu (ale i tak trzeba będzie na to przedszkole zarobić - tylko kiedy?). No i wiem, że potrafię odpalić artykuł na 6 stron autorskich w jedną noc, tylko muszę zasiąść do kompa - może i pracę wreszcie sklecę Jestem mimo wszystko pełna optymizmu. Tylko czasem źle mi sie robi, gdy muszę walczyć o swoje z koleżankami/kolegami, którzy bezdzietni, bez obciążeń, mogą sobie jeździć na sesje, konferencje, do bibliotek, pisać niekoniecznie o czwartej w nocy, na kilka miesięcy wyjeżdżać na staże... Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Mamy z wyższych uczelni 30.08.03, 12:44 Aha, chciałabym pozostać na uczelni, jak nie tej, to innej, mam zamiar szukać do oporu i nie zrażać się zbyt szybko. W moim fachu łatwo i dość przyjemnie można dorobić po godzinach, w dowolnym czasie, w domu (teraz gdy dziecko małe, w ograniczonym wymiarze, ale to się przecież będzie zmieniać). Na uczelnię natomiast chodziłabym do ludzi, miałabym powód aby wyjść z domu, ubrać się i umalować, nie zatopić się w garach, nie łazić od kompa do WC i dzbanka z kawą i z powrotem ))). Czas pracy dość swobodny, nie ma takich rygorów dyspozycyjności jak w banku, biurze i te de. Można zająć się rodziną i domem. O wakcjach i świetach nie muszę wspominać. No i ja nie bardzo nadaję się do pracy "od-do". Bardzo lubię robić to robię, zajmować się swoją pracą badawczą, nie wybrałam takiego zycia przypadkiem, to było moje pragnienie od lat. Lubię też uczyć - chociaż niekoniecznie małe dzieci/młodzież, wolę dorosłych, studentów. Taką mam naturę, że naprawdę lubię uczyć, przekazywać wiedzę, no co ja na to poradzę )))) Więc może głupio to zabrzmi, ale w takiej pracy czułabym się zrealizowana, a jednocześnie swobodna. I o to chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: Mamy z wyższych uczelni 30.08.03, 13:32 Borsuczatko, jak masz zapal, jesli ci sie moze udac w ciagu 1-2 lat, jesli tak naprawde zalezy ci na tytule, jesli to bedzie urozmaiceniem zycia codziennego - to zacznij, dopoki masz tylko jedno (?) dziecko. Kazdy rozwoj jest dobry. Odalie, tez mi sie wydaje, ze praca naukowa nie powinna byc od - do. Ale niestety ograniczaja mnie godziny otwarcia przedszkola starszego, godziny pracy opiekunki mlodszej, zrobienie zakupow w miare bez dzieci i moje sumienie. Nie moglabym byc caly czas z dziecmi, ale strasznie martwilabym sie, gdybym nie mogla z nimi spedzac troche czasu w ciagu dnia. Na dodatek bardzo mi zalezy, by moje dzieci ze mna rozmawialy w moim ojczystym jezyku, a tylko ja z nimi w nim rozmawiam tutaj. Widac skutki ! Ogolnie zauwazylam u siebie z kazdym kolejnym dzieckiem, ze coraz mniej chetna jestem na zrobienie rzeczy niepotrzebnych. I to sie odnosi do spraw zwiazanych z praca i domem. Niestety efekty pracy naukowej czesto widac dopiero po wielu latach. Wydaje mi sie, ze ta cala produkcja kolejnych publikacji na ten sam temat jest troche bez sensu. Zalezy to moze od dziedziny. Jednoczesnie rozumiem, jesli ktos lubi sie zajac nauka, bo to ciagle cos innego. Kerstin Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Mamy z wyższych uczelni 30.08.03, 14:47 Hej! Pisząc o pracy "od-do", miałam na myśli tego typu kierat, jaki mają moje znajome pracujące w biurach: dzień po dniu od rana do wieczora, oraz oczywiście "pod telefonem" przez resztę dnia. Nie widzę siebie za biurkiem od 9- tej do 17-tej... W pracy cenię sobie elestyczność i różnorodność - trochę tego, trochę tamtego, byle nie wpaść w rutynę. Gdybym miała żyć ze świadomością, że kolejnego dnia czekają mnie takie same długie godziny za tym samym biurkiem, brrr... Co nie oznacza, że w mojej pracy kierat też jest, i to jaki! Na przykład teraz goni nas termin tłumaczenia (wymuszający regularne i długie posiadówki przed kompem), na co nakładają się terminy moich i faceta artykułów, czy to stricte naukowych, czy pisanych dla zarobku. Za niedługo dojdzie do tego nauczanie na kursach oraz uczelnia. Rodzina męża tego nie pojmuje (że wejdę w ulubiony na forum temat "ach te teściowe..." ) - wyobrażają sobie, że skoro nie wychodzimy do biura, to mamy mnóstwo wolnego czasu. Oczywiście, praca w wolnym zawodzie w połączeniu z pracą na uczelni daje o wiele większe możliwości dysponowania własnym czasem - np. jak w wakacje był ładny dzień, praca szła w kąt, jechaliśmy całą rodzinką nad morze, a przez kolejne dni nadrabialiśmy. Stałych zajęć mamy niewiele, zapewne z czasem ich przybędzie, ale jednak w większości innych zwodów tak nie można sobie samemu regulować czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 30.08.03, 22:09 Odalie, doskonale Cię rozumię - ja też nie wyobrażam sobie pracy "od-do". Też marzyłam o pracy na uczelni od dawna. Teraz po 4 latach studiów doktoranckich zastanawiam się co mogłam zrobić inaczej - chodzi mi głównie o kwestie etatu. I przychodzi mi do głowy tylko jedno rozwiązanie - doktorat. No właśnie - z jednej strony chciałabym go zrobić jak najszybciej, a z drugiej jakoś mi się nie chce. Może dlatego, że s. doktoranckie to było takie przedłużenie studiów, kojarzą mi się z młodością, a po doktoracie... już z górki. Ale opcja pierwsza, czyli szybki koniec, zaczyna przeważać i chyba wezmę się ostro do pracy. Macie jakieś pomysły na utrzymanie zapału do pracy? Bo ja bardzo lubie się uczyć, uwielbiam pisać ale te wszystkie definicje, formułki w doktoracie mnie wykańczają i odechciewa mi się wszystkiego. Jak to pokonać??? Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Mamy z wyższych uczelni 30.08.03, 23:36 Hej! U mnie działa metoda "jadę z górki", czyli jak już zacznę pisać i widzę, że idzie, to chce mi się pisać/myśleć/dobierać dalej i szybciej. Najgorzej przełamać niechęć do włąsnego (off-linowego) kompa )))) A potem to już wchodzę w taki berserkerski szał twórczy ))))))) - wyobrażam sobie oponentów, odbiorców z którymi musiałabym polemizować - i ciap! ciap! im po łapkach argumentami!!! ............................. Pa! Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Mamy z wyższych uczelni 31.08.03, 09:37 Ja wlasnie zaczynam drugi rok studiow doktoranckich. Na razie ie jest tak zle- zajecia dwa razy w tygodniu... no ale juz mature misalam z dwojka maluchow, potem cale studia... wiec zaprawiona jestem w bojach a pisze mi sie calkiem niezle nawet z dziecmi w tym samym pokoju. Studia mam przyrodnicze duzo prac laboratoryjnych, ale na szczescie moje kamienie daja mi spory zapas czau kiedy je przebadac. Wydaje mi sie ze mimo wszystko taka nienormowana prace latwiej organizacyjnie pogodzic z dzieckiem niz pelen etet a pelnoetatowych bohaterek tu cale masy ))) Odpowiedz Link Zgłoś
urszk Re: Mamy z wyższych uczelni 01.09.03, 21:52 Widzę, że większość z Was doktorat robi na studiach. Na moim Wydziale pracuję po prostu jako asystent i muszę dodatkowo "zrobić" doktorat, a mam na to 8 lat. Może to więcej czasu niż na studiach doktoranckich, ale pracuję na politechnice, a co za tym idzie, praca naukowa zabiera (może bardziej: wymaga) wiecej czasu. Mam porównanie do mojej bratowej, która pracuje na uniwerku: pojechała dwa razy za granicę zbierać materiały, poczytała i już może pisać. Zajęło jej to 2 lata. Ja robię badania, w których coś czasami nie wychodzi, czasami mam zaćmienie i szukam tydzień prostego błędu w programie, itp. "U nas" jak ktoś napisze w ciągu 6 lat, to jest już szybko i jest to osoba bezdzietna. Zdecydowałam się świadomie na dziecko, wiedząc, że opóźni mi to pracę naukową i obronę, ale nie chciałam rodzić po trzydziestce! Lubię swoją pracę, ale przedkładam rodzinę nad swoją "karierę" (nie traktuję tak swojej pracy). Teraz wiem, że muszę nadgonić, bo mamy w planie drugie dzieciątko, a to chciałabym urodzić już po obronie, a czasu mało, oj, mało. I szlag mnie trafia, jak koleżanka mówi z wyrzutem, że ona to na urlopie na pewno w pracy by się nie pojawiła. Pozdrówka i wybaczcie długość postu Ulka, mama 14 miesięcznej dziewuszki Odpowiedz Link Zgłoś
odalie Re: Mamy z wyższych uczelni 03.09.03, 10:33 Hej! Nie zrozum mnie źle )) wcale nie mam zamiaru porównywać czy lepiej asystentom czy doktorantom na studiach, zresztą mój brat jest obecnie adiunktem i doktorat robił też jako pracownik, i też na kierunku wymagającym doświadczeń laboratoryjnych, ale powiem tylko, że wsztstko byłoby fajnie, gdybym miała stypendium. A u nas na wydziale czegoś takiego nie ma i już. Czyli mam cztery lata (nooo, teraz doszedł piąty rok ) ale muszę pracować tak, żeby się utrzymać, oraz odrabiać praktyki (to już za mną, ale przez dwa lata ładnie uczyłam studentów za kompletne darmo, chyba nie muszę pisać, jak się czułam - jak chłop pańszczyźniany )) ) Faktycznie, cztery lata to by było oki, gdyby poświęcić się tylko kwerendom i pisaniu/nauce. Dla pocieszenia samej siebie ))) dodam tylko, że nikt z mojego rocznika nie obronił się jeszcze, a ludzie nie mają rodzin, dzieci i te de. Odpowiedz Link Zgłoś
sabina74 Re: Mamy z wyższych uczelni 02.09.03, 22:53 Jestem na 5 roku studiów doktoranckich, które kończą się właśnie z końcem września. Co więcej jestem w ciąży (37 tydzień) z terminem na 25 września. Nawet nie wiecie, jakiego mam spida w pisaniu pracy (całe wakacje przed komputerem). Zamierzam złożyć pracę jeszcze przed urodzeniem, a obronę planuję później. Jest mi faktycznie bardzo ciężko, ale wiem, że jak teraz pracy nie złożę to pewnie długo by mi się nie udało po porodzie. Pozdrawiam. Sabina Odpowiedz Link Zgłoś
borsuczatko Re: Mamy z wyższych uczelni 03.09.03, 23:08 Sabina, życze powodzenia w pisaniu i oddawaniu pracy. Ja na początku ciąży też planowałam skończenie pracy przed porodem. Skończyło się na planach, gdy uczelnia mnie zbyła nie przyznając mi urlopu na dziecko. I tak sobie bimbam. Właśnie poprawiłam stos testów utwierdzając się w przekonaniu, że studenci się nie uczą - przynajmniej moi. Stworzyli po raz kolejny nową matematykę. A zadania, które dostali są na poziomie 5 klasy szkoły podstawowej. Ręce opadają. Chyba lepiej zamiast wymyslać testy i zadania wezmę się za doktorat. Odpowiedz Link Zgłoś