magdaziomek5 Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:31 przeciez dziecko to nie caly swiat!Moja mama siedziala z nami az do 10roku zycia i teraz tego zaluje.Moj braciszek (ulubieniec mamusi) poznal dziewczyne i raz w roku matke odwiedza! I co z tego ze bedziesz siedziec w domu z dzieciakami?? dziewczyno przeciez trzeba sie rozwijac!trzeba do ludzi wyjsc! trzeba myslec rowniez o sobie! Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:22 ależ ja myśle o sobie a najbardziej myślałam pare miesiecy temu jak zostawialam 2 razy w tygodniu sześciomiesieczna córke w żłobku na całe dwie godziny jak ją odbierałam to mało sie nie udusila z płaczu a jak mnie usłyszała to jeszcze bardziej płakała żebym wiecej nie pomyslała o jej zostawieniu o jezu no wiem że nie każde dzieci tak reagują moje to takie co to bez mamy nie potrafią chociaż, starsza to nie,ona to światowa za to młodsza to za spódnica mamy i brońcie panie boże ktokolwiek inny , może dlatego ja tak o tych pracujących matkach co to sie nie przejmuja tesknota dziecka Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:31 No raczej nie wyobrażam sobie żeby początki w żłobku nie były okupione płaczem- dziecko wchodzi w środowisko, którego nie zna. Ważne jet to żeby nie działa mu się krzywda. Niektóre rzeczy robi się dla dobra dziecka - mimo,że płacze. Na zmianę sytuacji trzeba dać czas i sobie i dziecku.Nie wyorażam sobie aby matce była obojętna tęsnota dziecka. Często to matki bardziej niż dzieci to rozstanie przeżywają. POza tym dzieci są różne jedne się szyciej aklimatyzują w nowym o toczeniu- inne wolniej. Odpowiedz Link Zgłoś
fajka7 Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:48 Dobra, ale malo ktora mama z radoscia i usmiechem na ustach zostawia 6 mczne niemowle w zlobku czy z niania. To jest jednak bardzo male dziecko i zazwyczaj taka matka jest pod presja sytuacji zyciowej lub zawodowej. Zdaje sie, ze zwykle mamy sa w domu z dziecmi jednak dluzej. Tak czy siak wyrokowanie na temat cudzego zycia jest nie w porzadku. I nie wyobrazaj sobie, ze gdy dziecko pojdzie do przedszkola i zacznie sie uczyc funkcjonowania miedzy ludzmi, pojawia sie konflikty, przyjaznie, rywalizacja itd. bedziesz mogla zajac sie wylacznie soba. Bedziesz wtedy bardzo potrzebna. To nie jest tak, ze sie odpeka 3 lata, otoczy miloscia i potem z gorki. Odpowiedz Link Zgłoś
ugenwillla Re: praca a dziecko 01.03.08, 11:53 po prostu tak wychowujesz swoje dziecko, że nie umie siobie bez ciebie poradzić, pewnie nawet ojciec niezbyt często z nim zostaje, podobnie dziadkowie cy inni członkowie rodziny, ono jest nauczone tylko twojej obecności i jak tak dalej pójdzie, to nie ważne czy dziecko ma 6 miesięcy czy 6 lat - i tak bedzie płakać i protestować jak będziesz się chciała oddalić. to błąd, dzisiaj takie dzieci kiepsko sobie radzą w grupie rówieśniczej, w szkole, są mniej odważne i przebojowe i to się często na nich mści. zastanów się nad tym póki czas, nawet jak dziecko siedzi z tobą w domu, to próbuj je uczyć zostawać z kimś innym, nauczyć, że twoja kilkugodzinna nieobecność to nie koniec świata. Odpowiedz Link Zgłoś
amona13 Re: praca a dziecko 01.03.08, 19:56 a ja myślę że bardzo chciałabyś wrócić do pracy bo nie widzę innego powodu tego wątku, często jest tak że, krytykując innych chcemy siebie utwierdzić w tym że, nasz wybór jest słuszny, co do pracujących matek to nie wiem kim jesteś ale zasada jest taka że, ważna jest jakość spędzanego czasu a nie ilość - większość petentów MOPSów nie pracuje i dziećmi też sie nie zajmują.a co do " prezesowej lub doktorowej" to tak się nazywa żony prezesów lub lekarzy - to świadczy o twoim marnym wykształceniu Odpowiedz Link Zgłoś
veronique_p Re: praca a dziecko 03.03.08, 09:56 Ja tez jestem bardzo wrazliwa na placz dziecka i nie wiem, czy potrafilabym zostawic, gdyby mu tak zle bylo. U mnie to przeszlo bezbolesnie bo malego zawoze do takich przyszywanych dziadkow. Sa to ludzie, ktorych maly zna od dawna i bardzo lubi u nich zostawac. Nigdy nie zdarzylo sie zeby plakal. Zobaczymy jak to bedzie, kiedy pojdzie na pol dnia do zlobka na jesieni. Na pewno nie zostawie go od razu samego i bede z nim przez okres integracji. Na razie zaobserwowalam, ze kiedy udajemy sie w miejsce, gdzie sa inne dzieci i zabawki to ja dla malego przestaje istniec. Odpowiedz Link Zgłoś
fergie1975 Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:35 dziecko urodziłam po to, żeby je miec (na spólke z męzem), to dziecko kiedys zalozy wlasna rodzine i odejdzie, a ja nie chce zostac wtedy sama w 4 scianach. po drugie trzeba robic cos, żeby sie rozwijac, zeby byc niezalezna i żeby mieć zabezpieczenie, w tym własnie dla tego dziecka, na wszelki wypadek. Mama siedzaca w domu sprzata, pierze, gotuje, robi zakupy, ogląda tv itp, to ile ona jest z tym dzieckiem? poza tym, ze jest z nim i nie jest, bo tak naprawdę jest *obok*. A ja przed i po pracy spedzam czas z dzieckiem intensywnie i jest to czas tylko dla niego, a nie rozwleczony pomiedzy prasowaniem a forum... nie wspomne ze przedszkole to juz pewnie najgorsza kara, a nie spedzanie czasu z rowniesnikami na zabawie, grach i nauce wierszykow i piosenek, ktorych akurat ja go nie naucze, i robienie wielu innych rzeczy. > i wiecie mój mąż jak sie dowiedział ze jestem w ciązy to powiedzial > że on bedzie pracował a ja z dzieckiem bo on nie miał mamy całe > życie to nasze dzieci tak nie bedą miały to niech on z nimi zostanie a nie twoim zyciem steruje... Odpowiedz Link Zgłoś
sakada Re: praca a dziecko 01.03.08, 10:58 Siedząc w domu z dzieckiem popadłam w depresję. Nic mi się nie chciało robić, wstawać rano, sprzątać, dbać o siebie. Nie widziałam celu w swoim życiu, szczytu który powinnam zdobyć - tego potrzebuję by być z siebie zadowoloną. Wychowując jedynie dziecko czułam się niezrealizowana, zamknięta, odseparowana. Teraz pracując dopiero wróciła mi chęć do życia - dobrze sobie radzę, pokonuję przeszkody, dokształcam się ostatnio awansowałam. Mam swoją kasę, jestem niezależna, nie jestem już bluszczem uczepionym na facecie. Praca daje mi poczucie pewności, stałości, panowania nad sytuacją. Niech nikt nie mówi mi, że powinnam żyć inaczej. Będąc matką nadal jestem sobą przede wszystkim. Kocham swoje dzieci, ale nie czuję się stworzona tylko dla nich, moja ambicja nie kończy się na tym, żeby je "dobrze wychować". Chcę je wychowywać i pozostać sobą jako jednostką. Tyle w temacie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Re: praca a dziecko 01.03.08, 14:17 Moda na depresje jest powszechna podobnie jak cierpienia ambitnych matek. Wystarczy poczytać na różnych forach jak to strasznie im się wiedzie odkąd mają dzieci- marazm, nuda, cofanie się w rozwoju i Bóg wie jeszcze co. Nastawienie na karierę/pieniądz/konsumpcję jest tak ogromne, ze większość tych cierpiących nawet nie zdaje sobie z tego sprawę. Chcą mieć tak jak sąsiadki, jak gwiazdy z telewizji, chcą bywać, mieć i powtarzają hasła o zapewnieniu dobrego bytu swoim dzieciom (najczęściej jedynakom bo przecież cierpienia są zbyt duże żeby mieć więcej potomstwa). Nic dziwnego, że rosną im emocjonalne kaleki- rozkapryszone i domagające się coraz to nowych modeli Spidermanów z reklamówek telewizyjnych. Otoczone nianiami, żłobkami, babciami, w markowych ciuszkach, z MP3 i drogimi gadżetami, z perspektywą prywatnej edukacji i 20 dodatkowych zajęć płatnych. A mamusia widzi to dziecko w niedzielę i slodko mu szczebiocze, że znika dla jego dobra... oczywiście moja wypowiedź jest sarkastyczna. Niestety- otaczająca mnie rzeczywistość pokazuje, że mówimy tylko o wartościach, rodzinie, spokoju ale tak naprawdę mkniemy w ten ślepy zaułek boga pieniądza i - za przykładem mediów- wmawiamy sobie, ze nasze życie jest bezwartościowe jeśli nie pracujemy zawodowo... Ja nie pracuję. Zrezygnowałam. Nasz budżet jest dużo skromniejszy ale nie cierpię z tego powodu. Wierzę głęboko, że na Sądzie Ostatecznym nie będziemy rozliczani z pensji i szczebelków kariery. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 01.03.08, 14:23 A mnie się wydawało,że jednak pracujesz i to wcale w nienajłatwiejszych warunkach- skoro wychowujesz dziecko. Praca w domu to niezwykle odpowiedzialne zajęcie.A oprócz tego to na szczęście nie Ty będziesz sądzić na owym Sądzie Ostatecznym. Działaj zgodnie ze swoimi przekonaniami- to w zupełności wystarczy. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 01.03.08, 14:45 Odpowiedziałam na post celowo w ten sposób. Z jednej strony kobiety twierdzą,że nie pracują będąc w domu. Nie ma się więc co dziwić, że przy takim podejściu część społeczeństwa twierdzi,że co to siedzenie w domu- "łatwizna". Po drugie te same będące i pracujące w domu kobiety twierdzą iż jedynie one postępują słusznie a jeśli ktoś zarabia np. powyżej niezbędnego minimum to już komsumpcja go zżarła. Bez przesady. W tym wszystkim jest ogromna niekonsekwencja. Do tych wszystkich, które(którzy) są w domu mogę powiedzieć-cieszcie się tym czasem razem ze swoimi dziećmi. Do tych pracujących zawodowo, prócz wykonywania domowych obowiązków; nie dajcie wmówić sobie poczucia winy jeśli Wasze rodziny są szczęśliwe. Wszystkich pozdrawiam i życzę udanego życia- również rodzinnego. Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Re: praca a dziecko 01.03.08, 15:00 Tylko mała uwaga; Wyraźnie napisałam "pracują zawodowo". Ja nie pracuje. Druga część jasno wynika z pierwszej. I jeszcze jedna uwaga- bardzo konkretna. Pozostając z dziećmi nie trzeba się ograniczać tylko do 4 ścian. Można wymyślać mnóstwo fantastycznych rzeczy, które rozwijają i malców i nas- dorosłych. A z koleżanką niekoniecznie można tylko gadać o kolorze kupek pociech. O korzyściach samodzielnego wychowania dzieci wiele napisano i powiedziano. Każdy (no, może nie każdy) to czuje. Dodam tylko małą rzecz: Rozwinęłam się ruchowo. Byłam niegdyś strasznym abnegatem sportowym. Mój starszak niemal wymusił na mnie uczestnicwto w jego zajęciach sportowych, chodzimy razem na lodowisko (pierwszy raz łyżwy załozyłam w 38 roku życia!), na basen i na treningi... karate (jestem jedyną dorosła w grupie 6 latków. Czad!). Nie mam samochodu ale to nam nie przeszkadza jeździć np. tramwajem na drugi koniec miasta do innego parku, na kolejny plac zabaw (to z kolei uwielbia młodsza). A tymczasem słucham nowoczesnej mamy-p. Odetty (założycielka fundacji Szczęśliwe Macierzyństwo), że "siedzenie w domu jest takie dołujące, codziennie ten sam sklep i ten sam kawałek kiełbasy" (szczególnie ten sam kawałek kiełbasy zrobił na mnie wrażenie). Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 01.03.08, 15:08 Nie odpowiadaj mi na zarzuty bo ich nie postawiłam. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 01.03.08, 15:16 Nie widzę żadnego czadu- tzn. niezwykłości w trenigach karate nawet w grupie 6 latków. Nie Ty jedna- zapewniam. Aktywność fizyczna to bardzo ważna sprawa Ostatnio usłyszałam,że w 2006 roku założył pierwszy raz na nogi i nauczył się jeździć na łyżwach 86 letni człowiek. 28 latka w tym kontekście to dziecko jeszcze Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 01.03.08, 15:18 przepraszam 38 a nie 28 miało być Odpowiedz Link Zgłoś
maxxt Re: praca a dziecko 01.03.08, 14:48 no popatrz alinko, zrezygnowalas z pracy, siedzisz w domu i snujesz teorie o ludziach i Bogu. i nie przyszlo ci do glowiny ze niektorzy +bez nastawienia na karierę/pieniądz/konsumpcję+ po prostu lubia swa prace, maja pasje i zupelnie nie czuja sie w obowiazku poswiecac w calosci wzchowaniu potomstwa. zdecydowanie za dlugo juz nie masz kontaktu ze swym zawodem+ jakikolwiek by on nie byl. Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: praca a dziecko 01.03.08, 14:54 > Ja nie pracuję. Zrezygnowałam. Nasz budżet jest dużo skromniejszy > ale nie cierpię z tego powodu. cóż za egoistyczny wyziew ma ta wypowiedź. masz rodzinę, dzieci, ale grunt, że ty nie cierpisz. a o nich myślisz choć w minimalnym stopniu? > Wierzę głęboko, że na Sądzie Ostatecznym nie będziemy rozliczani z > pensji i szczebelków kariery. i ten sąd ostateczny powoduje tobą na każdym kroku? poza tym pewnie z pensji i szczebelków rozliczania nie będzie, ale taka np. janina ochojska może spokojnie w domu na rencie siedzieć. a jednak coś robi zawodowo. i akurat na sądzie ostatecznym zdobyłaby dzięki temu sporo punktów więcej od ciebie - matki dzieciom. Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Re: praca a dziecko 01.03.08, 15:02 Oczywiście, że w swoim egoistycznym wyziewie myślę tylko osobie. O dzieciach nie myślę. Zapomniałam, że je mam. Zamykam je na cały dzień w piwnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: praca a dziecko 01.03.08, 15:17 bo widzisz, z moich doświadczeń wynika, że dzieci żyjące na codzień wg tych skromniejszych możliwości czasami jednak cierpią. dzieci bywają okrutne. no, ale jak sama powiedziałaś grunt, że ty nie cierpisz z tego powodu aczkolwiek nie mam zamiaru opowiadać się radykalnie ani za mamami siedzącymi w domu z dziećmi ani za pracujacymi zawodowo. każda powinna organizować swoje życie tak, żeby było optymalnie pod każdym względem w jej mniemaniu. a wychwalanie wszem i wobec swojego wyboru w tej materii jest bezcelowe i pozbawione najmniejszego sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Bój sie Boga... 01.03.08, 15:33 ..chciałoby sie krzyknąc do wszystkich materialistycznie nastawionych matek-kobiet, które nie potrafią/nie chca zadowolic się skromnym życiem Jadzi spod trójki. Oprócz Giertycha, Sobeckiej, Pisu, demografów i wszlekiej masci oszołomów mamy bac się jeszcze SO, gdzie wszystkie egoistyczne pragnienia zostana nam policzone, po poprzednim podsumowaniu. Alina- nie twierdze, że nie ma na swiecie kobiet, które ulegaja sugestiom otoczenia czy czasopism i życie płynie im na gonitwie za kolejna rzeczą, która juz za chwile, już za momencik da to upragnione szczęście. One są- ja znam ich bardzo niewiele. Pewnie z racji srodowiska, w którym się obracam. Kobiety-matki, które widuję z którymi rozmawiam, pracują, bo perspektywicznie myślą o przyszłości swojej i swoich dzieci, bo wszystkiego musza dorabiać się sami, bo kredyt na mieszkanie, bez którego przyszłoby mieszkać u tesciów do końca świata i jeden dzień dłużej, bo pensja męża nie daje szans na godziwe życie- to nie sa chyba aspiracje na miare Kulczyków? Poza tym- z Twojego postu, przebija jakies poczucie wyższości- pewnie ta wstawka o Sądzie Ostatcznym takie wrażenie sprawia tak jakbys miala obok św. Piotra stać i szeptac mu na ucho kogo wpuścić a komu bramę niebios przed egoistycznym nochalem zamknąć Odpowiedz Link Zgłoś
natalia999 Re: Bój sie Boga... 01.03.08, 17:33 Z tego co widze to ogromna wiekszosc matek jest sfrustrowana i pelna goryczy,ziejaca jadem bez wzgledu na to czy siedzi w domu czy pracuje.I w rzeczywistym swiecie znam takie pelne goryczy,frustracji matki ktore niby to "realizuja sie zawodowo",pracuja i powinny byc cale happy.Gowno prawda.Wszystkie prawie sa jakies malo szczesliwe bez wzgledu na to co robia. A na forum tez to widac,jaja zlosc,gorycz sie wylewa. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: Bój sie Boga... 01.03.08, 17:57 Ja tu widzę trochę goryczy, trochę niespełnienia i utwierdzanie nawet siebie samej w tym,że "to moja prawda jest najprawdziwsza". Ja tam nie muszę mieć wcale racji- byle moja rodzina była szczęśliwa. ;- )Jestem zadowolona z tego co mam- dobrze jest tak jak jest i oby gorzej nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
fajka7 Re: Bój sie Boga... 01.03.08, 22:53 Ludzie po prostu lubia myslec, ze wiedza co jest najlepsze dla innych. Zazwyczaj jest to to co sami robia. To jakis instynkt stadny czy co: im wiecej ludzi robi to samo co ja, tym lepsze to jest i sluszniejsze Odpowiedz Link Zgłoś
jaagoda Re: Bój sie Boga... 02.03.08, 00:18 Tak na zakonczenie chce Wam cos Mamuśki napisać co może juz słyszałyście: - co to są DOMY STARCóW????? ... - PODZIęKOWANIE ZA źłOBKI!!!! pozd. Dobrej Nocy Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: Bój sie Boga... 02.03.08, 00:38 Za proste by to było. Nie jest powiedziane,ze jak oddasz dziecku wszystko dostaniesz w zamian opiekę na starość.(I zresztą odwrotnie.) Życzę Ci oczywiście aby Twoje wysiłki zaowocowały czymś pozytywnym i dla Ciebie na przyszłość ale gwarancji niestety nie masz-pewnie nawet dobrze,ze nikt jej nie ma. Za proste byłoby to życie.Za dużo już widziałam żeby podzielać Twoje zdanie. Dajesz- nie czekaj na zapłatę- dawaj z serca- inaczej może się okazać,ze nie dostaniesz nic... A wtedy tylko rozpacz pozostaje.Nie życzę oczywiście tego ani Tobie ani sobie ani nikomu. Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Bój sie Boga... 02.03.08, 00:45 odpowiedź brzmi: jak się mózgu do myślenia nie używa, to się powtarza bezmyślnie to, co się gdzieś, kiedyś zasłyszało. no i jeszcze jak do rzeczywistosci niemyślacej osoby owe bezmyślnie powtarzane zwroty pasują, to już w ogóle super hiper i co tylko. Odpowiedz Link Zgłoś
kadewu1 Re: praca a dziecko 02.03.08, 01:35 Mocne - i niesprawiedliwe. Depresja jest chorobą, a z czyimś poczuciem przygnębienia, frystracji i zmęczenia nie można dyskutować. K Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: praca a dziecko 02.03.08, 08:51 co to jest dom starców zapłata za żłobek a co ty myślisz ,własnie tak wychawalismy swoje dzieci skoro ty sądzisz że w żłobku dziecku jest lepiej bo z rówieśnikami a nie nudy w domu to właśnie tak myslą dorosłe dzieci, że dziadkom bedzie lepiej w domu starców w śród rówieśników a nie kątem u dzieci Odpowiedz Link Zgłoś
mynia_pynia Re: praca a dziecko 02.03.08, 09:20 Na śląsku mieszkasz??? Ha, ha, ha Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: praca a dziecko 02.03.08, 09:30 Ostatnio czytałam na jednym z forów pretensje czemu przedszkola nie są czynne na przykład do 22 godziny. Padło tez hasło przedszkoli całodobowych. Praca - tak ale nie za wszelką cenę. Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 02.03.08, 09:31 A jak się dziecko rodzi to też jak piszesz jest kątem u rodziców? Słyszałaś np. o takiej niepłnosprawności jak np. dziecko głucho- niewidome- dla większości z nich gdyby nie specjalistyczne ośrodki kształcące rodzice nie potrafili by im pomóc. To dla mnie jest miłość kiedy odwozi się dziecko do takiej szkoły na 5 dni aby po nie potem wrócić na sobotę i niedzielę. A co powiesz o poważnej chorobie psychicznej, kiedy rodzina nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa ani tej osobie ani nawet sobie? Latwo jest oceniać ludzkie wybory- bardzo łatwo. Poza tym żłobek zapewnia opiekę na część dnia. Klasyczne domy starców całą dobę i to jest ogromna różnica. Bywam od czasu do czasu w ośrodku dla kobiet z zaburzeniami psychicznymi(od lekkiego upośledzenia do przypadków bardzo niebezpiecznych dla otoczenia)-odwiedzam tam Małgosię poznaną kilka lat temu. Powiem tylko tyle,ze co najmniej połowa osób nie powinna się w nim znaleźć- to nie jest zapłata za złobek-a czasem za porażenie mózgowe, czasem za lekkie upośledzenie umysłowe...Chce przez to powiedzieć,ze ani niania ani żłobek nie są od wychowania. Od tego są rodzice. Jeśli oni odpowiednio ukształtują osobowość młodego człowieka to żłóbek jej nie zepsuje. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: praca a dziecko 02.03.08, 09:36 > To dla mnie jest > miłość kiedy odwozi się dziecko do takiej szkoły na 5 dni aby po nie > potem wrócić na sobotę i niedzielę. Skoro nie ma możliwości innej pomocy. Rozmawiamy chyba o zdrowych dzieciach? Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso kto tutaj z kim dyskutuje?:) 02.03.08, 10:01 Bo już się pogubiłamP Watki powyżej 100 postów chyba rzeczywiście tracą swój sens Odpowiedz Link Zgłoś
tangerka sąd ostateczny! 02.03.08, 11:16 dobrze przynajmniej sądem ostatecznym móc się pocieszyć w swoich wyborach życiowych jak brak już innych argumentów - uśmiałam się czytając! czytając twoje usytkiwania widać jak rozpaczliwie zazdrościsz tym maususiom, któych stać na te nowe modele spidermanów, te dodatkowe zajęcia, tą płatną edukację, jak bardzo chciałabyś też tak móc, też to swojemu dziecku zapewnić i drażni cię, że nie możesz a inni tak. więc gromisz konsumpcjonisz i wydajesz kuriozalną opinię, że jak dziecko ma zamożnych rodziców to napewno jest zmanierowane, rozkapryszone i okaleczone emocjonalnie, bo przecież tylko bieda i jeżdżenie tramwajem na drugą stronę miasta do parku kształtują udane dzieci. Jakbyś je tam zawiozła nowym wygodnym wozem to już napewno skończyło by się to ich zwyrodnieniem i oddaniem na starość matki do domu straców! Co za chore teorie wyrosłe na pretensjach do świata, że jest konsumpcyjny i nie docenia twojej heroicznej postawy matki - polki! Ciekawe co o tym sądzą twoje dzieci zazdroszcząc tych spidermanów i zagranicznych wakacji kolegom - dzieciom ciężko pracujących matek, czy aby napewno są szczęśliwe z twego siedzenia w domu? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 12:39 To że matka nie pracuje zawodowo (prowadzenie domu to tez praca) nie oznacza że dzieciom czegoś brakuje. W Polsce nawet dwie pensje mogą nie starczyć na wakacje, laptopy i nowego spidermana. Buntuje się przeciw stereotypom jakie w tej rozmowie padają z obu stron. Znam akurat złe (czasami nawet drastyczne) przykładu życia w tych dwóch modelach. I co? Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 13:05 e tutaj to sie z toba nie zgodze nikt mnie nie przekona że dziecko z biedy jest gorsze od bogatego ja twierdzic zawsze bede że odwrotnie ja jestem z biednej rodziny i doceniam kazda rzecz jaka mam w domu niektóre sa bardzo tanie niektóre bardzo drogie i ciesze sie ze o mam w wieku 27 lat a patrząc sie na moją chociazby córke co to zabawki i wszystko przychodzi jej łatwo to czasem nie mam siły dyskutować z nia i teraz wprowadzam małe kłamstwa że na na cos tam nie stac aby nie wołala bo nas na to stac i uwierz mi zmieniła sie nie do poznania mamy teraz troskliwa córke w domu a nie rozkapryszonego bachora co to mu kup i koniec Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 13:10 okłamuj, okłamuj. nawet nie wiesz kiedy dziecko ciebie zrobi w bambuko i nawet się nie zorientujesz. nie ma to jak kreować się na super mamę, a posługiwać się pożałowania godnymi metodami wychowawczymi i jeszcze być z nich dumną! Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 13:18 > nie ma to jak kreować się na super mamę, a posługiwać się > pożałowania godnymi metodami wychowawczymi i jeszcze być z nich > dumną! A nie jest się oszukiwaniem że pracująca mama to sukces wychowawczy i wdzięczność dzieci na starość? Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 13:33 > A nie jest się oszukiwaniem że pracująca mama to sukces wychowawczy i > wdzięczność dzieci na starość? oszukiwaniem się jest i kategoryczne potwierdzanie tego i kategoryczne zaprzeczanie temu. bo akurat aktywność zawodowa mamy nie jest jedynym faktorem majacym wpływ na szczęśliwość tudzież jej brak u dzieci. naiwnie sądziłam, że to oczywiste... Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 13:16 To już nawet nie chodzi to z jakiej rodziny wyjdzie bardziej wartościowe dziecko ale o to że praca kobiety w Polsce nie zawsze równa się dobra sytuacja finansowa rodziny. Przy dwójce dzieci w wieku przedszkolnym i braku rodziny do opieki nad dzieckiem (której nie trzeba płacić), dojazdach do pracy trzeba zarabiać grubo powyżej najniższej krajowej żeby to się opłacało. Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: sąd ostateczny! 02.03.08, 13:41 sylwiawkk napisała: > nikt mnie nie przekona że dziecko z biedy jest gorsze od bogatego > ja twierdzic zawsze bede że odwrotnie Ciekawe, ciekawe Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Zwyczajnie nie umiesz 03.03.08, 10:13 wytłumaczyć córce , ze nie POTRZEBUJE wszystkich zabawek, które chce, ze ludzie nie potrzebują zagracać sobie życia zbednymi przedmiotami - dlatego musisz kłamać. Moim zdaniem to nie jest dobra metoda wychowawcza. Cel uświęca śodki - można kłamać i łamać inne zasady dla swojego ideolo - tego uczysz córkę. Odpowiedz Link Zgłoś
rumien sąd kategoryczny 02.03.08, 19:41 dzisiaj większość dzieci na świecie wychowują pewnie pracujące zawodowo matki i co? sami przestępcy i wykolejeńcy? czasem bardziej szkodzi nadmiar troski i kwokowatość matki zapatrzonej w swoj potomstwo niż relacje oparte na normalnym podziale czasu matki na pracę i dom. bieda nigdy nie jest pozytywna nawet jeżeli kształtuje charakter to strasznie ogranicza, czego przykładem jest autorka wątku - "szanuje" rzeczy w domu zamiast ich normalnie używać i wyrzucać jak się zniszczą, oszukuje córkę że nie ma pieniędzy aby nie była rozkapryszona zamiast wytłumaczyć iż nie kupi zabawki bo ma ich dosyć, wierzy że zamożność deprawuje a wychowuje siedzenie z matką w domu zamiast edukacji przedszkolnej bez dwóch zdań najbadziej rozwijającej dla dziecka. Myślenie zarobkami zaczynającymi się od minimalnej też nie świadczy o wysokim statusie rodziny i związaną stąd niewiedzą jak to jest mieć niezłe pieniądze, co można z nimi zrobić, co mają z tego dzieci, jak można je wówczas wychowywać i kształcić. Na szczęście Polaków mających zarobki 10 tys. + przybywa i może oni coś zmienią w obrazie polskiej rodziny, sądząc po wpisach, woli klepać biedę w imię dobra dzieci niż wziąć się do roboty aby coś tym dzieciom zapewnić. Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: sąd kategoryczny 02.03.08, 21:07 moje dziecko chodzi do szkoły i odnosi tam sukcesy [przynajmniej pani tak twierdzi] nie jestem biedna bo gdybym była to bym pracowała na lepszy byt pochodze z biedy i dlatego wiem czym smakuje okłamuje dziecko w sklepie że nie mam pieniedzy albo cos jest drogie bo woła o 18 lalke a od niedawna tłumacze że nie potrzebuje 7 konika bo ma w domu juz i powiedzialam juz ze pojde do pracy jak młodsza podrosnie i nie chodzi mi o to że dzieci pracujących matek beda przestepcami bo bez opieki tylko nie beda mialy wpojonych wartosci co do grosza bo przyjdzie im wszystko łatwo bo rodziców stac Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: sąd kategoryczny 03.03.08, 08:43 > i ... chodzi mi o to że dzieci pracujących matek ... nie beda > mialy wpojonych wartosci co do grosza > bo przyjdzie im wszystko łatwo bo rodziców stac ale androny pleciesz Odpowiedz Link Zgłoś
veronique_p Re: sąd kategoryczny 03.03.08, 09:38 Nie wszystkie pracujace matki psuja dzieci niepotrzebnymi zabawkami i markowymi ubraniami. Nie zamierzam spelniac wszystkich zakupowych zachcianek mojego syna. Pracuje tez miedzy innymi po to, zeby dac mojemu dziecku mozliwosc rozwijania swoich pasji i zainteresowan. Jesli zrezygnuje z pracy na rzecz wychowywania dziecka to z pensji meza owszem wyzyjemy i to nawet bez zaciskania pasa. Stac nas bedzie nawet na zabawki, kino i restauracje od czasu do czasu. Ale oprocz tego chce pojechac z malym na narty, wyjechac na wakacje zabierajac tez dziecko dla jego wlasnego zdrowia z upalnego i dusznego miasta choc na kilka tygodni. Chce aktywnie spedzac czas w weekendy, jezdzic na wycieczki, pokazywac dziecku swiat, uprawiac ulubiony sport. Nie chce, zeby z powodu braku mozliwosci finansowych moj syn zostal pozbawiony mozliwosci nauki jezykow obcych, uprawiania jazdy konnej, zeglarstwa , lekcji tanca czy gitary jesli tego wlasnie bedzie chcial. To, ze ja cale dziecinstwo po lekcjach i przez wiekszosc wakacji nudzilam sie na trzepaku pod blokiem nie znaczy, ze nie ma lepszych form spedzania wolnego czasu i innego sposobu, zeby nauczyc dziecko wartosci, o ktorych piszesz. Nie czuje sie tez i nigdy nie czulam bardziej wartosciowym czlowiekiem od kolezanek, ktore jezdzily na zagraniczne wakacje, zima na narty z rodzicami, jezdzily konno czy graly w tenisa. Jesli dzieki mojej pracy i mojemu wkladowi w dochod rodziny moge dac wlasnemu dziecku te mozliwosci to z pracy nie zrezygnuje i uwazam ja wrecz za swoj obowiazek. Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: sąd kategoryczny 03.03.08, 10:03 Czyli Ciebie stac (bo maz wystarczajaco zarabia) i Twoje dziecko bedzie znalo wartosc pieniadza, a ludzi, ktorych stac, bo oboje pracuja, dziecka tej wartosci nie naucza, tak? A wyjasnij mi, jaka jest roznica miedzy 'stac_gdy_jedno_pracuje' i 'stac_gdy_oboje_pracuja'? I skad w ogóle opinia, ze matka pracujaca kupuje dziecku wszystko, czego to dziecko sobie zazyczy? Odpowiedz Link Zgłoś
asia_i_p Re: praca a dziecko 02.03.08, 20:07 A może to nie moda na depresję, tylko coraz częstsze dostrzeganie depresji? Alina, wrzucasz wszystko do jednego worka - potrzebę rozwoju, depresję, problemy finansowe, potrzebę luksusu. A tymczasem każda matka jest inna, każda rodzina jest inna, trzy osoby robią to samo z zupełnie różnych przyczyn, pierwsza robi najlepszą możliwą rzecz, druga najgorszą, trzecia w ogóle nie wie, co robi. O skutkach dowiadują się po latach. Dobry i mądry Bóg na osądzenie ludzi daje sobie całą wieczność, a tobie starcza 5 minut. Za łatwo oceniasz, za mało starasz się zrozumieć. Zresztą po co w ogóle oceniać, czy to twoja sprawa? Czy nie dość, że wiesz, że wybrałaś dobrze, musisz być pewna, że wybrałaś najlepiej? Czy ci nie dość, że jesteś dobrą matką, musisz być pewna, że inne są gorsze? Zazwyczaj walczę, kiedy wszystkie domowe mamy dostają etykietkę leniwych lub cofniętych w rozwoju, ale etykietka niewolnic konsumpcjonizmu dla wszystkich pracujących jest równie bezsensowna. Odpowiedz Link Zgłoś
ciociacesia co ty za mojego brata wyszłaś? 02.03.08, 10:41 ale nie, bo on młodszy i jak się urodził to mama prace na etacie porzuciła... ja tam na moje dzieciństwo nie narzekam. jedyne 'ale' to chciałam mieć więcej rodzeństwa Odpowiedz Link Zgłoś
veronique_p Re: praca a dziecko 02.03.08, 11:09 Ja syna zaczelam oddawac w obce rece kiedy mial 10mcy. Na srednio 4h dziennie, czasem mniej czasem wiecej bo pracuje w domu na zlecenie. Poza tym dochodzi ok. 7, 8 godzin tygodniowo zeby wyskoczyc na silownie i rzadko jakies wyjscie tylko we dwoje z mezem. Reszte czasu dziecko spedza ze mna. A prace podjelam bo juz dluzej nie wytrzymalam sama z dzieckiem i bardzo potrzebowalam pomocy i odsapniecia. Moim pierwotnym zamiarem bylo opiekowac sie malym do 3roku zycia. Okazalo sie to jednak ponad moje sily. Gdyby pojawienie sie dziecka nie zbieglo sie z przeprowadzka do obcego kraju, gdzie nie mialam sie do kogo odezwac przez caly dzien to mozliwe ze wysiedzialabym w domu dluzej ale pewnosci, ze tak by sie potoczylo nie mam. Oczywiscie niektorzy moga uwazac, ze powinnam sie poswiecic ale uwazam, ze postapilam slusznie i wyszlo to na dobre calej rodzinie. Poza tym kiedy podejmowalam prace uwzglednilam tez potrzeby mojego dziecka, ktore nadal sa dla mnie na pierwszym miejscu, tzn. nie pracuje od switu do nocy, przyjmuje ograniczona ilosc zlecen rezygnujac z wiekszych zarobkow, zdarza mi sie popracowac noca lub nie pojsc na fitnes, zeby caly dzien spedzic z dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
babka1939 Re: praca a dziecko 02.03.08, 13:29 Bardzo często się zdaża że kobieta ma stałą i dobrze płatną pracę a mąż jedynie dorywczą, dlatego też często kobiety niestety ale muszą wrócić do pracy gdyż one właśnie są żywicielami rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
vanessa14 Re: praca a dziecko 02.03.08, 19:21 nie jest istotne, czy z dzieckiem zostaje mama, czy tata - ważne, aby to rodzice uczyli go świata, rozmawiali z nim, mówili, co jest dobre, a co złe, razem czytali itp. Odpowiedz Link Zgłoś
vanessa14 wychowanie 02.03.08, 19:14 W tym kontekście często porusza się tylko kwestię finansową, tymczasem trzeba pamiętać, że początkowe lata dziecka decydują o całym jego przyszłym życiu - jego postrzeganiu świata, systemie wartości, norm. Jeżeli nie poświęcimy dziecku wystarczająco dużo uwagi przynajmniej w ciągu pierwszych 3 lat życia, możemy się spodziewać różnych problemów wychowawczych w przyszłości. Geny to nie wszystko - to wychowanie decyduje jak dziecko wykorzysta możliwości. Jeżeli chcemy, aby dziecko naprawdę było nasze - nie możemy pozwolić, aby wzorem była dla niego opekunka, rówieśnicy z przedszkola (w przypadku starszych dzieci), czy telewizja. Dziecko to "plastyczny" materiał, trzeba się z nim obchodzić ostrożnie Żadne pieniądze nie zastąpią odpowiedniej socjalizaji pierwotnej, tej wyniesionej z domu. Żadne instytucje socjalizaji wtórej już nie pomogą, jeśli w ciągu socjalizaji pierwotnej coś poszło nie tak. Niestety - dziecko to obowiązek i bynajmniej nie tylko obowiązek finansowy. To, co w głowie jest ważniejsze niż to, co na głowie Odpowiedz Link Zgłoś
rumien Re: wychowanie 02.03.08, 19:54 wychowanie w biednym domu gdzie ogląda się każdy grosz, donasza stare ubrania ze szmateksów i je najtańsze jedzenie ale matka niepracuje i "wychowuje" dzieci wcale nie daje żadnej wartościowej socjalizacji - to banalna wręcz piramida Maslowa - zaspokajanie potrzeb biologicznych przesłania potrzeby społeczne. lepiej pracować cały tydzień i w weekend wyjść z dziećmi do kina, pojechać na interesującą wycieczkę, lody, narty, basen, kupić fajną grę do wspólnego grania, obejrzeć razem najnowsze filmy czy sprawić mymarzony ciuch czy komórkę niż siedzieć w domu i przekonywać jaką wspaniałą mają rodzinę, bo nie ma pieniędzy ale ma WARTOŚCI! bogaci ludzie zawsze powierzali uciążliwe czynności przy dzieciach innym, niańkom, opiekunkom, bonom, piastunkom, nauczycielom i co? wszyscy ich dzieci były złe, zmanierowane i wredne? bzdura, nadmierna koncentracja na dziecku to wymysł naszych czasów, potrzeba nadania sensu podcieraniu dupy i siedzeniu w piaskownicy i to właśnie usiłują robić tutaj niektóre mamy. do dzieci trzeba mieć rozsądne podejście, nadmiar troski i uwagi wcale niekoniecznie skutkuje suksesami wychowawczymi, wielu kryminalistów też miało kochające niepracujące matki, a wielu noblistów wychowały publiczne instytucje, więc po co tak generalizować? Odpowiedz Link Zgłoś
tenar2 Re: praca a dziecko 03.03.08, 08:29 "mój mąż jak sie dowiedział ze jestem w ciązy to powiedzial że on bedzie pracował a ja z dzieckiem" > i wszystko jasne... no coz, ja z moim mezem wspolnie ustalam stanowisko w waznych (i mniej waznych) sprawach, ktore dotycza nas obojga, a nie robie co on mi mowi. To co piszesz jest szokujaco przykre, ale jak widac co dom, to obyczaj... Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: praca a dziecko 03.03.08, 09:12 ja też ustalam tylko pierwsza ciąża była nieplanowana i byłam w szkole a po za tym karmilam piersią 1.8 roku wiec i tak bym nie pracowała a po maturze zaraz wyjechałam i jest druga córcia na swiecie wiec znowu moja praca musi poczekac i jest mi tak bardzo dobrze Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: praca a dziecko 03.03.08, 09:24 a po za tym jak zaszłam w ciąże jeszcze sie ucząc to jak niby mialabym isc do pracy i jeszcze dziecko dlatego powiedzial ze bede w domu a teraz to kombinuje jakby tu zmiany w pracy zamienic abym ja mogla pojsc do pracy zobaczymy po wakacjach Odpowiedz Link Zgłoś
marianna72 Re: praca a dziecko 03.03.08, 10:49 sylwiawkk napisała: > ja też ustalam > tylko pierwsza ciąża była nieplanowana i byłam w szkole > a po za tym karmilam piersią 1.8 roku wiec i tak bym nie pracowała > a po maturze zaraz wyjechałam i jest druga córcia na swiecie wiec > znowu moja praca musi poczekac > i jest mi tak bardzo dobrze Sylwiakk ale Twoj wybor nie pojscie do pracy nie byl dokonca Twoja decyzja .Raczej zycie tak za Ciebie zadecydowalo jak piszesz pierwsza ciaza byla nieplanowanai bylas jeszcze w szkole a potem nie mialas jeszcze zadnej pracy i znowu zaszlas w ciaze. Inna jest jednak sytuacja kobiet , ktore maja juz prace i musza stanac przed wyborem czy z tej pracy zrezygnowac czy nie.Poza tym piszesz ,ze mieszkasz teraz zagranica jakie masz perspektywy ?.. bo latwo podejmowac pewne decyzje kiedy tak naprawde wyboru nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
switonemsi Re: praca a dziecko 03.03.08, 09:49 A po co dziecko? Pieska lepiej... Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: praca a dziecko 03.03.08, 11:25 Ależ to jest wpadanie z jednej skrajności w drugą - dziecko zupełnie pozbawione opieki kontra dziecko zaopiekowane na maksa. Na dobrą sprawę teraz odebraliby twoim teściom prawa rodzicielskie... A co jest złego jest w tym, że zostawi się dziecki pod dobrą opieką i będzie się pracować? Czy kobiety stworzone są tylko do rodzenia dzieci i opieki nad nimi? czy nie mają prawa do realizacji własnych potrzeb zawodowych? Niektóre czują się super pracując tylko w domu, inne nie. Czy te drugie nie powinny mieć dzieci? A swoją drogą nie dziwię się, że twój mąż, mając takie doświadczenia chciał, żebyś została z dziećmi w domu... Odpowiedz Link Zgłoś
miss_akryl Jestem wyrodną matką, 03.03.08, 15:55 poszłam do pracy, gdy mała miała 7,5 miesiąca, została z nianią. Dodam, że wcale nie zmusiła mnie do tego sytuacja finansowa. Uwielbiam swoją pracę, kocham mieć swoje pieniądze i nie wyobrażam sobie siedzieć non stop z dzieckiem w domu, gotować zupki, podcierać tyłek, ganiać ze ścierą... Moje dziecko miało wspaniałą nianię, która nauczyła małą duuuużo więcej niż ja albo mąż. W wieku 2,5 poszła do przedszkola i, choć słyszałam zdania, że za wcześnie, że powinna zostać jeszcze z nianią, było to naprawdę super dla dziecka. Uwielbia chodzić do przedszkola, nie nudzi się tam (jak w domu), ma ciągle nowe bodźce, a fachowcy od dzieci na pewno lepsze pomysły na zabawę niż ja, no i rówieśnicy! Moje dziecko jest najmłodsze w przedszkolu, a panie nie mogą się nadziwić, jakie jest zaradne, odważne, samodzielne. A wciąż zarazem słodkie, kochane, wychuchane i "mamusine". Co "najgorsze", to ja obecnie nie chodzę do pracy, a ona chodzi do przedszkola (i jest z tego bardzo zadowolona, ja też - nie ukrywam). Moje dziecko jest przeszczęśliwe, pogodne, uśmiechnięte, grzeczne, w żadnym razie nie jest "rozpuszczonym bachorem", jak będzie starsze, będzie miało także świadomomść, że mama ma prawo zadowolenia i samorealizacji. Gdy mama jest szczęśliwa, to się udziela dziecku (tak jak i mina cierpiętnicy). Pozdrawiam pracujące Mamy! Odpowiedz Link Zgłoś
oklaska a co jeśli... 03.03.08, 16:51 będąc na wychowawczym miesiąc mąż co dnia robi ci wymówki,że nic nie robisz a on musi na wszystko ciężko pracować. Zakładając jakie może być dalsze z nim życie bądź bez niego dziewczyna biegiem wraca do pracy i co dnia ma łzy w oczach,że zostawia swoje maleństwo. Różne są scenariusze bywają też takie,że kobieta nie ma wyjścia gdyż sytuacje ją do tego poprostu zmuszają. Odpowiedz Link Zgłoś
mim288 Re: praca a dziecko 03.03.08, 16:58 Pracuję dlatego, że a) mój maż w przeciwieństwie do twojego nie wyraża chęcie żeby nas wszystkich utrzymac (co nie oznacza, że nie jest dobrym ojcem), a zresztą zawody mamy takie, że ja zarobie ileś tam razy więcej niz on, b) zdarzają sie rozwody, choroby, wypadki powodujace długą niezdolnośc do pracy ect, więc jak dwoje ludzi pracuje to stwarza lepszą sytuacje na wypadek "zdarzeń nieprzewidzinaych" - mam siedząca w domu nie jest zas antidotum na rozwód, chorobę, wypadki - to może sie zdarzyc w każdej rodzinie, c) dzieci z czasem dorastają i zamiast mamy w domu i obiadu na stole zaczynają potrzebować mamy, która zaoferuje cos jeszcze, d) lubię mieć swój czas, swoje pieniądze i swoje życie - z czasem dzieci będą potrzebowac samodzielności, a rodzice własnego życia, by dać dzieciom się usamodzelnić. Odpowiedz Link Zgłoś
mama.jak.ta.lala Re: praca a dziecko 03.03.08, 17:07 moja tesciowa ma dwóch synów i jak urodził sie pierwszy to pracowała w PGR-ach wstawała o4 rano szła do pracy i zostawiała synka w domu samego potem jak podrósł to sam zimą nie zimą szedł do babci przez wioske bo nie chciał byc sam w domu aby nie wychodził i żeby mu sie nic nie stało to zamykali drzwi mój mąż urodził sie jak zaczynali budowe domu oprócz tego mieli króliczki swinie i inne zwirzeta a tesciowa prace na etacie jeszcze i starszy o 8 lat brat zajmowała sie młodszym zaprowadzał do przedszkola a jeszcze pole truskawek swego czasu tez Co ty porównujesz tamte czasy, gdzie z gospodarki całe rodziny sie utrzymywały... Nie te lata, nie ta kultura. Musiałabyś kochana z moją babka pogadac. Od razu bys oczy otworzyła... Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: praca a dziecko 03.03.08, 19:27 a co ma piernik do wiatraka to że były inne czasy usprawiedliwia pozostawianie dziecka bez opieki a gdyby starcił zycie wtedy to do kogo by miała pretensje co powiedz mi jaka krowa jakie pieniadze są wazniejsze od własnego dziecka coś mi sie wydaje że w tamtych czasam bardziej były realia zostania z dzieckiem w domu niż teraz Odpowiedz Link Zgłoś
miss_akryl Re: praca a dziecko 03.03.08, 19:41 > a co ma piernik do wiatraka > to że były inne czasy usprawiedliwia pozostawianie dziecka bez opieki Oczywiście, że nie!!! Ale baaaaaaaaaardzo wątpię, aby jakakolwiek z obecnych tu mam pracujących zawodowo zostawiała swoje maleńkości bez jakiejkolwiek opieki. Przeczytałam wszystkie posty i mamy/tatusiowie (a co! - też mają dzieci) bądź płacą nianiom, bądź zostawiają dzieci babciom/kuzynkom etc., bądź wysyłają dzieci do żłobków i przedszkoli. Nikt nie postuluje, żeby zostawiać malutkie dziecko samo w domu! > coś mi sie wydaje że w tamtych czasam bardziej były realia zostania > z dzieckiem w domu niż teraz Zdecydowanie. Kobiety miały raczej marny wybór. Choć było oczywiście wiele pozytywnych tego aspektów. Ja tam i tak wolę czasy dzisiejsze, dzisiejszą mentalność i to, że po prostu mam wybór. Czego i Tobie życzę! Odpowiedz Link Zgłoś
agao_72 taka delikatna różnica 03.03.08, 20:09 jestem pracującą mamą. ale ja nie mam dziecka (bo dziecka się nie ma - "manie" wg narzuca niezdrową relację). ja jestem mamą Zosi. i jako mama Zosi pracuję, a resztę czasu spędzam tak, żeby czuć satysfakcję z życia. więc i bawię się z córą, i chodzę z mężem/ koleżankami do kina/ teatru/ zakupy. odpoczywam rodzinnie/ sama. po prostu żyję i nie zjada mnie poczucie misji. a Zosia chodzi do żłobka. i biedna i nieświadoma tego, że robię jej krzywdę, jest szczęśliwą panną. Odpowiedz Link Zgłoś
tolka11 Re: taka delikatna różnica 03.03.08, 21:34 O, żesz. Podzieliłam, pomnożyłam i wyszło mi, że ja tę przysłowiową godzinę po powrocie z pracy muszę rozdzielić między troje. I cóż teraz? Popadnę w depresję chyba Odpowiedz Link Zgłoś
reni_78 moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątkiem 04.03.08, 12:36 ja trochę inaczej zrozumiałam > skoro oddajecie je zaraz po narodzinach… Mam znajomą. Fajna dziewczyna. Lecz zupełnie inne podejście do dziecka, do rodziny, niż to u nas w domu. Ona pierwsza rzecz to butla, co by do cycka nie przyzwyczajać, i jeszcze w połogu wróciła do pracy. Dziecko wychowuje Babcia. Mama decyduje co dziecko ma robić, a Babcia to z dzieckiem robi. Mama decyduje kiedy i jakie przedszkole, a Babcia prowadza i przyprowadza. Mama decyduje jakie, kiedy i gdzie zajęcia dodatkowe, a Babcia prowadza i przyprowadza. Mama pracuje osiem godzin dziennie - potem koleżanki, fitness, basen i inne wg własnego uznania. Babcia przyjeżdża codziennie z innej dzielnicy. Mama mówi: ‘dziecko mnie nie ogranicza’. Tata pracuje po 10-12godz dziennie. I szczerze mówiąc, dziecko ma lepszy kontakt z Tatą niż z Mamą. Myślę, że o taki sposób na życie pytała autorka wątku: po co Wam dzieci?, i nie po to, by atakować czy krytykować, ale po to, by poznać i pokusić się o zrozumienie innych postaw, niż jej własna. Akurat ta osoba, o której pisałam, powiedziała, że nie zamierza zmieniać swoich przyzwyczajeń, ma swoje poukładane życie, i dziecko powinno to zaakceptować /nie wiem, jak wygląda powinność akceptacji Babci, ale widocznie sytuację akceptuje/. U nas było/jest inaczej. Byłam w domu z dzieckiem 1,5roku. Nie żałuję tego czasu! Jednakże, strasznie zaczęło mnie ‘nosić’ – taka zrzęda co to nie ma do kogo gęby otworzyć prócz dziecka, a jak już się znajdzie wolny słuchacz, to truje o zupkach, kupkach i pierdółkach, jazgoli wiecznie Mężowi za uchem i czepia się wszystkiego. Moją decyzją było oddanie dziecka do żłobka. Pierwszy dzień był gorszy dla mnie niż dla dziecka – chodziłam ‘po ścianach’ z wyrzutami sumienia, a dziecko było przeszczęśliwe i po moim przyjściu po niego waliło w drzwi grupy, żeby wrócić – musiałam mu obiecać, że jutro też przyjdzie ‘do dzieci’. Syn potrafił nawet w sobotę o 7ej rano przynosić mi do łóżka swoje buty, żeby iść ‘do dzieci’. Po przygodzie ze żłobkiem, jestem orędowniczką tego typu placówek. Z pewnością, samodzielnie nie zapewniłabym mojemu dziecku takiego spędzania czasu i takiego rozwoju jak żłobek /oczywiście, spotkałam się z pseudo-żłobkami przechowalniami i serdecznie współczuję, gdy Rodzic nie ma innego wyjścia i poniekąd musi do takiego prowadzać swoje dziecko/. Wróciwszy do pracy odżyłam! Nasze życie rodzinne stało się lepsze – zamiast wiecznej zgnuśniałej zrzędy stałam się rzutką mamą z wyobraźnią. Odkryłam też, że naczyń nie trzeba myć na bieżąco, bo można raz dziennie hurtem, że podłogi nie muszą być myte codziennie, bo można raz na kilka dni, że to czy tamto, nie ucierpi, jak się zrobi to raz na jakiś czas. Sekret tkwi w przeorganizowaniu własnego dnia i przestawieniu się na inne tory myślowe. Takie przeorganizowanie było przeprowadzane kilkakrotnie – m.in. nauczyłam się jeść obiad w pracy i iść z dzieckiem prosto na spacer zamiast biec do domu, ciągnąć za sobą dziecko, bo głód mi w kiszkach gra. Mam czas na rozmowę, na zabawę, na różne zajęcia z dzieckiem, i nawet śmiem twierdzić, że w moim przypadku, czas poświęcany dziecku jest bardziej ‘treściwy’ niż wtedy, gdy nie pracowałam. A muszę przyznać, że ze względu na sytuację rodzinną, i moją, i Męża, możemy liczyć przeważnie tylko na siebie – niedobitki krewnych pod ręką to osoby pracujące, które także mają swoje życie prywatne. Niedawno dziecko poszło do przedszkola /z listy rezerwowej/. Nadal jest bardzo zadowolone. To raczej my, jako rodzice, musimy przyzwyczaić się do nowej sytuacji – inna organizacja, inne systemy opłatności, brak takiej spójności w wychowaniu na linii dom- placówka, jak była za czasów żłobka, inne popołudnia, bo dziecko wraca ‘wypuszczone’ i pełne energii, którą musi gdzieś ‘spalić’, ponieważ w przedszkolu tylko ‘cicho’, ‘spokojnie’, ‘nie biegaj’... Z mojego prywatnego punktu widzenia i osobistych doświadczeń, uważam, że 3latki w przedszkolu to zbrodnia na 3latkach. Obecnie jestem w ciąży. Między dziećmi będę miała prawie że równo 4lata. Nie wiem, jakie będzie to dziecko i jak się nam ułoży. Jednakże chciałabym, żeby organizacja życia domowego przebiegła podobnie jak w przypadku starszego /oprócz sfrustrowanej, zrzędliwej mamuśki/. Tak jest u mnie. Nie wiem, czy lepiej, czy gorzej, na pewno inaczej. Każda Rodzina jest inna. Budują ją inni ludzie. Trudno porównywać. A to, że Małżonek autorki wątku ma takie czy inne wspomnienia z dzieciństwa, kształtuje jego pewne postawy wobec własnej rodziny i własnych dzieci. Przecież każdy z nas ma swoje wspomnienia i przeżycia, i co za tym idzie, swoje postawy. Nie zależnie od ich ‘ciężaru’ często słyszy się od rodziców: ‘bo ja to, to moje dziecko tamto’, ‘mnie brakowało, mojemu dziecku nie zabraknie’… Czasem Rodzice mają po kilkoro dzieci, uczą je tego samego, a wyrastają z nich zupełnie inni ludzie z zupełnie innymi zapatrywaniami na życie, bo każdy z nich ma swoje wspomnienia tej samej rodziny, więc i oni zakładają zupełnie inne rodziny… Mnie się wydaje to jak najbardziej naturalne, więc po co wartościować co lepsze a co gorsze – dla mnie po prostu inne. Padło w tym wątku stwierdzenie, że dom starców to podziękowanie za żłobek. Zapracowanie i brak czasu dla dziecka może się obrócić w zapracowanie i brak czasu dla rodzica. Obca osoba do opieki może oznaczać obcego opiekuna dla nas. Ale także nadgorliwość, nadopiekuńczość i nadmierne przywiązanie może obrócić się przeciwko nam brakiem własnego życia, bo dzieci będą lepiej wiedziały czego nam trzeba na starość, co jest dla nas lepsze… Nie wiem, czy ważniejsze jest pierwsze 3lata czy np. nastolatek. Podobno, im starsze dzieci, tym więcej kłopotu… Jednakże dlaczego nastolatek ma wymagać od nas naszego czasu, jeśli nie nauczyliśmy go tego, że jesteśmy w stanie mu ten czas w ogóle poświęcić – chyba, że właśnie z tego powodu… Ok., jestem na razie na etapie niespełna 4latka… Dziękuję tym, co do końca mej wypowiedzi dobrnęli… Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 04.03.08, 12:47 reni_78 napisała: > Myślę, że o taki sposób na życie pytała autorka wątku Tyle tylko, że ona widzi WSZYSTKIE matki pracujące takie, jaką jest Twoja kolezanka. A przeciez wiesz bardzo dobrze, ze tak nie jest . Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 04.03.08, 21:04 może nie do konca dobrze mnie zrozumiałyscie ale własnie o takie jak ta owa kolezanka sie pytałam Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 05.03.08, 09:00 No pecha masz - co chwila ktoś Cię źle rozumie. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 05.03.08, 09:05 sylwiawkk napisała: > może nie do konca dobrze mnie zrozumiałyscie ale własnie o takie jak > ta owa kolezanka sie pytałam no ! wreszcie po ponad 200 postach doczekałas się "po_słusznej" odpowiedzi Sylwiakk - nie uważasz, że masz problemy z wyrażaniem swoich myśli? I to nie tylko w tym wątku, ale i w innych swoich też ? Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiawkk Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 05.03.08, 10:41 po tych rozmowach z wami to mam takie wrażenie ale jak rozmawiam z kolezankami to jakos dziwnie mnie rozumieją bez podtekstów i uwazania mnie za idiotke moze ja pisac nie umiem Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 04.03.08, 16:06 Mama decyduje co dziecko ma > robić, a Babcia to z dzieckiem robi. Mama decyduje kiedy i jakie > przedszkole, a Babcia prowadza i przyprowadza. Mama decyduje jakie, > kiedy i gdzie zajęcia dodatkowe, a Babcia prowadza i przyprowadza. Hm. Ja tez nie uważam za konieczne bym to zawsze ja przyprowadzała i odprowadzała, szczególnie kosztem pracy czy ciekawszych zajeć. Na szatnie w domach kultury, przedszkolach, szkołach, itp mam rodzaj uczulenia - i z przyjemnością zawsze cedowałam obowiązek przyprowadzania i odprowadzania na każdego kto mi się nawinął - jeżeli akurat mąż tego nie mógł zrobić. Bycie odprowadzanym przez niecierpliwa, zapinającą samodzielnemu dziecku buty "by było szybciej" matką (a ja ostatnim wysiłkiem woli powstrzymywałąm sie zawsze od takich akcji) to żadna przyjemność. Może wręcz zaszkodzić we wzajemnych relacjach - np. moje dziecko od dawien dawna nie znosi gdy je gdzies odprowadzam, bo doskonale wie , że jestem sytuacją zirytowana czyli niezbyt interesująca w konwersacji itp. Co innego oczywiscie - iść gdzies razem. A co innego godzinę sterczeć na korytarzu domu kultury i czytać ksiązkę siedząc na zimnych schodach lub przymusowo integrować się z rodzicami innych uczestników zajęć (najgorsza opcja). Jeżeli ktos ma ogromne szczęście mieć chętną do odprowadzania mamę czy tatę (babcie i dziadka dziecka) - to czemu ma nie skorzystać? I co dziecko właściwie zyskałoby na tych 15 irytujacych minutach kontaktu ze zdenerwowaną (bo nawet jeśli się to ukrywa - dziecko wie) mamą? Zatem nie rozumiem krytyki odprowadzania/przyprowadzania nie przez matkę. Odkryłam też, że naczyń nie trzeba myć na bieżąco, bo > można raz dziennie hurtem, że podłogi nie muszą być myte codziennie, Ja nadal w to nie wierzę - lubię myć podłogi, lubię mieć codziennie czyste, i cierpię , że nie myję ich tak często jak bym chciała)) > Z mojego prywatnego punktu widzenia i osobistych doświadczeń, > uważam, że 3latki w przedszkolu to zbrodnia na 3latkach. Zależy od przedszkola, zależy od dziecka, zależy od podejścia rodziców. Jeżeli opieka p[rzedszkolna nie spełnia wymagań rodziców - powinni oni , jako dorośli, umieć otworzzyć buzie i porozmawiać o swoich oczekiwaniach. Jeżeli akceptują to co w przedszkolu się dzieje (np "nie biegaj") - nie mają , moim zdaniem, za bardzo prawa by krytykować. Milczenie oznacza zgodę Obca osoba do opieki może > oznaczać obcego opiekuna dla nas. Nie rozumiem w czym problem. Kompletnie nie mam ochoty na to by moje dziecko bawiło sie przez 10 lat czy 20 lat w pielęgniarkę. "Obcą osobę" , mam nadzieję, będę jeszcze w stanie wybrać i zatrudnić sama, jeżeli będzie to potrzebne (nie każdy dożywa tej potrzeby). Jeżeli opieka 24 h na dobę nad dzieckiem ma zobowiązywać dziecko do opieki 24 h na dobę nad niedołężnym rodzicem to moim zdaniem coś jest mocno nie halo w samym podejściu do relacji międzyludzkiej i sensu macierzyństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
reni_78 Re: moja wypowiedż po zapoznaniu się z całym wątk 05.03.08, 13:15 > nie rozumiem krytyki odprowadzania/przyprowadzania nie przez matkę Myślę, że samo odprowadzanie/przyprowadzanie, to po prostu jedna z wielu kwestii organizacyjnych życia rodzinnego - rozumiem, że u jednego to minimalizacja obopólnego stresu i napięcia /jak np. u Ciebie/, u drugiego nagłe nadgodziny /np. u mnie/, a u innych jeszcze co innego... Fragment do którego się odnosisz, to moim zdaniem opis sytuacji przerzucania odpowiedzialności za wychowanie dziecka przez Mamę na osobę trzecią. Nie było moim zamierzeniem wartościowanie postaw osób znajdujących się w danej sytuacji. > Zależy od przedszkola, zależy od dziecka, zależy od podejścia rodziców. W naszym przedszkolu jest to ‘nie biegaj’. Są Rodzice, którzy sobie nie życzą zbyt wielu zabaw ruchowych, bo ‘dziecko się spoci’ i inne w ten deseń. To nie tak, że my buzia w ciup i róbta z nami co chceta. Po prostu jakoś trzeba dojść wspólnie do porozumienia. I to porozumienie osiągnięto zanim my tam przyszliśmy – pytałam o to przedszkolanek, rozmawiałam z innymi Rodzicami. Co do 3latków, to wg mnie, 3latek powinien się bawić, a nie siedzieć cichutko na swoim krzesełku przy swoim stoliczku i spijać wiedzę od Pani za katedrą. Podkreślam, to tak wg mnie. Jak pisałam mój Syn jest bardzo zadowolony. Jak pisałam, to ja się muszę przyzwyczaić. Być może to ja nie dorosłam jeszcze do przedszkola > Obca osoba do opieki może oznaczać obcego opiekuna dla nas. > Nie rozumiem w czym problem. Posłużyłam się analogią, być może nietrafioną, do stwierdzenia, iż dom starców to podziękowanie za żłobek. Akurat ja mam bardzo dobre doświadczenia ze żłobkiem. I jeśli przyjdzie mi na starość tak dobrze się bawić, jak moje dziecko bawiło się w żłobku, to na dzień dzisiejszy nie mam nic przeciwko. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś