Dodaj do ulubionych

praca a dziecko

29.02.08, 09:24
dziewczyny posypcie gromy ale
powiedzcie mi po co urodziłyście dzieci
skoro oddajecie je zaraz po narodzinach obcym ludziom a to żłobek a
to opiekunka cz\y babcia
no dobra ja siedze w domu z dziecmi i jest mi dobrze
pewnie że chce do ludzi a nie tylko dzieci i chciałabym zarabaiac
tez pieniądze na lepszy byt
i naprawde nie mam nic do pracujących matek
tylko nie wiem po co im te dziecko skoro poswiecaja mu raptem godz
dziennie wieczorem i czasem weekendy
kwestie tego że mąż mało zarabia i musicie chodzic do pracy aby
starczało też rozumiem
moja tesciowa ma dwóch synów i jak urodził sie pierwszy to
pracowała w PGR-ach wstawała o4 rano szła do pracy i zostawiała
synka w domu samego potem jak podrósł to sam zimą nie zimą szedł do
babci przez wioske bo nie chciał byc sam w domu
aby nie wychodził i żeby mu sie nic nie stało to zamykali drzwi
mój mąż urodził sie jak zaczynali budowe domu
oprócz tego mieli króliczki swinie i inne zwirzeta
a tesciowa prace na etacie jeszcze
i starszy o 8 lat brat zajmowała sie młodszym zaprowadzał do
przedszkola
a jeszcze pole truskawek swego czasu tez
to powiedzcie kiedy ona sie zajmowała tymi dziecmi bo ja nie wiem
i wiecie mój mąż jak sie dowiedział ze jestem w ciązy to powiedzial
że on bedzie pracował a ja z dzieckiem bo on nie miał mamy całe
życie to nasze dzieci tak nie bedą miały
Obserwuj wątek
      • roksanaa22 Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:37
        Moofka nie pytaj do kiedy...
        Jeśli tak jej pasuje to ok...Ja zamierzem pójśc do pracy jak młodsza
        córa pójdzie do zerówki.Dziś ma 2,5 roku.To zle,że chcę byc "do
        dyspozycji" dzieci i męża???Też wychowałam sie "z kluczem na szyi" i
        od piątego roku życia spędzałam noce sama bo mama pracowała.Od
        pierwszej klasy sama chodziłam do szkoły a po szkole jeszcze
        musiałam iśc do baru mlecznegop na biad bo mama juz była w pracy...
        Moje dzieci nie będą miały tak jak ja...
        • eskalacja_patosu Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:07
          Ja znowuż miałam mamę 'na każde zawołanie'. Poszła do pracy dopiero
          jak kończyłam podstawówkę... Nie wyszło ani jej, ani mnie to na
          dobre (chociaż tutaj duży wpływ miała jej nadopiekuńczość). Miejsce
          pracy mamy po 3 latach zlikwidowali i od tej pory nie może znaleźć
          pracy. 50tka na karku i pewnie już tak zostanie... Cienko coś widzę
          jej emeryturę.
          Szczerze mówiąc wolałabym, żeby moja mama pracowała, zamiast
          siedzieć z nami w domu. Byłabym na pewno bardziej samodzielna
          wkraczajac w dorosłe życie smile
          • kamila163 I tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzebany!! 01.03.08, 13:04
            Cała dyskusja i tych co są za zostaniem w domu, i tych co są za pójściem do pracy nie porusza tak naprawdę najważniejszego argumentu!
            ROZWODU!
            Tak, drogie Panie, rozwody się zdarzają i to coraz częściej! Trzeba i to dla dobra twojego dziecka być na to przygotowanym!
            I dlatego trzeba być NIEZALEŻNYM FINANSOWO!
            Podchodzę do takich tematów bardzo emocjonalnie, bo naprawdę wiem co oznacza samotna mama z dzieckiem (tatuś oczywiście gdzieś się błąka i naprawdę kocha cię i zapewnia, że ci nieba przychyli - i na tych zapewnieniach się kończy) Byłam taką ukochaną córeczką tatusia, kochał mnie naprawdę bezgranicznie ale i tak z mamą musiałyśmy sobie radzić same po rozwodzie i do tej pory musimy to robić.
            A gdyby moja matka postawnowiła po moim urodzeniu, że zostanie w domu i będzie mnie wychowywać?! Z czego byśmy żyły dzisiaj? Z obietnic tatusia?!
            • jaagoda Re: I tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzeban 01.03.08, 23:21
              A może jakby została z Tobą w domu to małżeństwo nie rozpadłoby się?

              Ja od 5 lat ponad "siedzę"w domu. Miałam okresy depresji - ja chce do LUDZI!!
              Maz pracuje w oświacie wiec nie zarabia zbyt wiele. Da sie spoko przezyc i miec
              wakacje. W koncu "każde dziecko przynosi na świat ze soba kromke chleba"

              Teraz wiem, że to co mogę dać moim dzieciom to moj czas!!

              Nie zmieniłabym decyzji.
              trochę wspołczuje tym mamom (chyba powinnam bardziej dzieciom!!), ktróre musiały
              wrocic do pracy.


              Czas tak szybko leci - na prawde super jest patrzec jka rozwijaj sie dzieci
              kazdego dnia awiele matek zostawia to nianiom.
              Nie krytykuje tylko wspolczuje.

              Szczesliwa Matka 3 szczesliwych dzieci

              • kali_pso Re: I tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzeban 02.03.08, 10:18
                A mnie się jednak wydaje, że krytykujeszwinkP
                Oczywiście krytyka jest podlana pełnym troski sosem o przyszłośc
                tych jednostek pozostających na łasce krwiożerczych nianiek- nie
                przekonujesz mnie.
                Bo niby czego konkretnie współczujesz?
                Podasz przykład kilkorga dzieci unieszczęśliwionych przez własne,
                pracujące matki- jak podam ci przykłady unieszczęsliwionych dzieci
                przez matki skoncentowane tylko i wyłacznie na nich, bo im sie
                wydaje, że nie mozna przesadzic z ingerncją w życie swojego dziecka.
                I co z tego?


                Mój syn Twojego współczucia nie potrzebuje. Ja też- matka chcąca i
                musząca pracowaćwink
              • sunimica Re: mama w pracy 02.03.08, 14:16
                Obiema rękami podpisuję się pod tym, co piszą zwolennicy poświęcania
                własnego czasu i energii dzieciom. Moje dzieci potrzebują mnie tu i
                teraz. Dlatego po urodzeniu drugiej córki pozostałam na tym samym
                stanowisku i drogą negocjacji uzyskałam 6, a nie osiem godzin.
                Owszem, na początku, kiedy "siedziałam w dzieckiem w domu" ciągnęło
                mnie do ludzi. Na własnej skórze odczułam baby blues i znalazłam
                wyjście: to kwestia otwartości i samozaparcia(kursy 2x na tydzien po
                godznie, znalazłam w miare bliskoi w miare tanie, a zarazem praca w
                domu, dają satysfakcję i zapewniająca odskocznię od monotonii
                codziennych domowych obowiązków). Przed urodzeniem dzieci pracowałam
                częściowo jako wolny strzelec: samodyscyplina, umiejętność
                planowania, świadomość własnych możliwości (i ograniczeń np.
                świadomie nie biorę podwójnie płatnych nadgodzim w weekendy)- to
                moje mocne strony, pracodawca to docenił, podobnie, jak - również
                ich zdaniem - oczywisty fakt, iż nie biorę narkotyków. No i nie
                pociąga mnie już całonocne imperezowanie, choć zdarzają się nam z
                mężem wyjątki potwierdzające regułę. W CV napisałam że szukam pracy
                w niepełnym wymiarze godzin i pracę znalazłam. Uważam, że dzieciom
                potrzebna jest mama, która jest nie tylko kurą domową. Myślę, że za
                pięć lat będę mogła podjąć pracę na 8h, a obecnie dla mnie
                ważniejsze jest aktywne spędzenie czasu z dziećmi (od własnoręcznego
                robienia strojów karnawałowych, przez kartki świąteczne, do
                jeżdzenia na rowerze w celu podglądania przyrody). Mąż jest lekarzem
                i nie zarabia kokosów, dla nas ważniejsze jest to "okno, które
                otwiera się wraz z narodzeniem dziecka w miejscu, gdzie przedtem nie
                było nic".
    • roksanaa22 Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:33
      Większość forumowiczek poprostu lubi swoją pracęsmileCzęść musi
      pracować bo brakuje pieniędzy.Idąc Twoim tokiem myslenia dziecko
      może urodzić tylko kobieta majętna,nie mająca potrzeby pracować...
      Gdyby kobiety rodziły dzieci po zdobyciu odpowiednich środków i
      mające etap "kariery" za sobą to byłoby to po
      czterdziestce...Pomyśl,że żyjący "od pierwszego do pierwszego" też
      chcą założyć rodzinę,mieć dzieci...
      Ja też jestem w domu z wyboru i nie chcę pracować "dla siebie" bo
      tego nie potrzebuję...Ale to mój wybór.Inne kobiety chcąś mieć
      wszysto naraz.Ciekawą pracę,stanowisko,dzieci i ciepły dom...Nic w
      tym złego.
      • amtree Re: praca a dziecko 02.03.08, 17:50
        Ja kocham moje dzieci i kocham moją pracę.
        Piszę to od razu, żeby mi ktoś nie zarzucał, że się w ten czy inny
        sposób poświęcam.
        Ponieważ kocham moich synków, chcę pracować i jednocześnie muszę
        pracować, żeby im zapewnić jakiś start w życiu i zabezpieczyć ich
        potrzeby.
        Mój mąż zmarł 2 lata temu. Prowadził działalność. Po śmierci okazało
        się, że składki płacił nieregularnie i po prostu nie spełnił
        wymogów, więc moje dzieci pozbawione są jakiegokolwiek
        zabezpieczenia finansowego po ojcu w postaci renty. Scenariusz,
        jakich wiele. Ścieżka odwoławcza, łącznie z sądem, RPO i Sejmem, nic
        nie dała. Co więcej, mąż z ubezpieczenia też kiedyś tam zrezygnował.
        Oczywiście, wszystko wyszło po czasie. Żeby jeszcze było mało, wtedy
        również wyszły różne zaległości i jego długi. Ja sama wcześniej,
        m.in. dla dobra dzieci i chęci przebywania z nimi, pracowałam
        jedynie w domu, brałam zlecenia. Były to jednak pieniądze niepewne i
        zleceniodawcy płacili, jak chcieli.
        Pierwszy miesiąc po śmierci męża przepłakałam. Właściwie mogę
        powiedzieć, że przewyłam.
        Potem zacisnęłam zęby, znalazłam pracę i wyszłam do ludzi. Moimi
        dziećmi (kilkulatki) zajmują się moi rodzice. Nie mam żadnej innej
        pomocy. Rodzina męża od 2 lat się z nami nie kontaktuje. Pewnie
        myślą, że prosiłabym od razu o pomoc. A takiego.
        Przez dwa lata zaciskałam pasa i spłaciłam wszystkie zaległości po
        mężu. Było to oczywiście kosztem moich dzieci, ponieważ musiałam
        bardzo ograniczyć wydatki, a nawet przez pewien okres zrezygnowałam
        z przedszkola.
        Od stycznia awansowałam, pracuję po 10-11 godzin, kierując grupą
        osób. Z dziećmi spędzam popołudnia/wieczory i weekendy. Równocześnie
        przecież muszę moim dzieciom tworzyć w miarę normalny dom i warunki
        rozwoju.
        Myślę, że dzięki temu, że realizuję się w pracy, mam również lepszy
        kontakt z dziećmi, bo nie przelewam jakichś frustracji na nie.
        Spełniona mama to chyba lepsza mama. Możemy wtedy po prostu radośnie
        spędzać czas na zabawie, rozmowach, byciu ze sobą. Ważna jest
        przecież nie tylko ilość czasu spędzona z dziećmi, ale jakość tego
        czasu.
        Gdybym cały czas zamartwiała się, czy starczy mi do pierwszego i
        skąd wziąć pieniądze, np. na ubrania, to byłoby chore i raczej
        dzieci nic by nie wyniosły z takiego wątpliwej jakości obcowania z
        rodzicem.
        Zarabiam na tyle, że nie muszę martwić się o przyszłość finansową.
        Martwię się jednak o moje dzieci. Najczęściej zadaję sobie pytanie,
        czy jestem w stanie sama wychodzać dzieci, nie wypaczając czy nie
        programując negatywnie ich psychiki? Czy przekazuję im dobre wzorce?
        Nie chcę, żeby sądzili, że rodzina bez ojca to normalka, bo przecież
        tak nie jest.

        Za każdą taką decyzją - zostać z dziećmi czy iść do pracy - czasami
        stoją dramaty, wątpliwości, wyrzuty sumienia.
        Myślę, że nikt nie może oceniać takiej czy innej postawy, bo każdy
        ma swoje racje i nikt za innych nie przeżyje ich życia.
    • dirgone Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:34
      Przez te króliczki, świnki oraz brak jakichkolwiek znaków interpunkcyjnych (to
      twój znak rozpoznawczy), jak zwykle nie do końca rozumiem, o co ci chodzi.
    • syriana Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:37
      chodzi zapewne o to, że Sylwiawkk musiała wyjechać poza Polskę by we względnym
      komforcie finansowym siedzieć w domu z dzieciakami i teraz mając taki zdrowy,
      geograficzny dystans, zastanawia się nad innymi modelami życia
      • moofka Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:42
        nie zastanawia
        od razu wartosciuje
        i od razu z grubej rury

        po co wam dzieci w ogole
        wlasciwie to chamowa i z tak postawiona teza nawet nie chce sie dyskutowac
        albo mama mostowiak siedzaca do wieku szkolnego z dzieckiem z plackiem drozdzowym
        albo dziecko zamkniete samo w domu bez opieki jedzace w mlecznym barze tongue_out
        idiotyzm w ogole
        • syriana Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:45
          idę o zakład, że dziewczyna albo nigdy nie pracowała, albo miała pracę tylko dla
          kasy - nie dającą żadnej satysfakcji, nie rozwijającą, nie pokazującą, że można
          się w niej realizować

          • moofka Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:47
            no i skoro piszesz ze to swieza emigracja zarobkowa to i szans na wzglednie
            satysfakcjonująca prace nie ma
            jakbym miala w perspektywie zmywac gary swoje lub cudze za kilka fauntow
            to tez wole swoje smile
            tylko po co dorabiac do tego ideologie?
        • ila79 A przecież są różne warianty 29.02.08, 14:47
          Można pracować na pół etetu, czasami można w domu na zlecenie, można
          siedzieć z dzieckiem np do 3 roku życia, a później brzdąc do
          przedszkola, mama do pracy, itd. Ja na razie jestem z synkiem w
          domu, robię od czasu do czasu coś na zlecenie, jak skończy 2 latka
          to chcę pójść na pół etatu, no a później się zobaczysmile.
    • rybalon1 Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:42
      otóż widzisz pracuję bo tak chcę - poszłam do pracy jak syn miał 10
      mcy , jestem wyrodną matką i zostawiłam go z opiekunką heheh smile) a
      tak poza tym pracuje bo trzeba spłacac kredyt na mieszkanie a z
      jednej pensji nie mam zamiaru sie gimnastykowac i odmawiac dziecku
      róznych pierdołków w ramach opcji "musimy oszczędzac". Juz przed
      urodzeniem dziecka wiedziałm , ze posiedze w domku max. rok i wróce
      do pracy - siedzenie w domu mnie dołuje i po 10 miesiącach miałam
      dosyć tematów kupka -zupka- ząbki , kawa u kolezanek sprowadzała sie
      zawsze do tego i juz mnie na wymioty brało. Brak mi było fajnych
      ludzi w pracy, fajnej atmosfery,w pracy odpoczywam tez od mego
      kochanego dziecka i dzięki temu zachowuje jeszcze resztki zdrowego
      rozumu. Kocham swoje dziecko nad zycie ale lubię tez swoją pracę. Po
      pracy poswiecam max ilość czsu dziecku , mamy kochana nianie a
      niedługo młody idzie do przedszkola (ma juz 3,5 roku) . Nie wydaje
      mi sie , zebym strasznie krzywdziła swoje dziecko wrecz przęciwnie
      jak patrze na te czasem zgnusniałe moje kolezanki co siedzą juz 5
      lat w domu to mi sie drobne rozmieniają w kieszeni i normalnie juz
      nie umiem z nimi rozmawiac bo to inny swiat ............... a
      szkoda bo to madre kobity były a sie tak uwsteczniły. pozdr.
        • rastalioness Re: praca a dziecko 29.02.08, 16:03
          Ja tez swoja prace niezmiernie lubie a mam dwojke dzieci i trzecie w
          drodze. Siedzialam w domu z kazdym po rok a potem z powrotem do
          pracy. Dziecmi zajmuje sie moja bliska przyjaciolka, ktora prowadzi
          prywatne przedszkole( przynajmniej tym mlodszym, starsze chodzi do
          szkoly, wiec nie potrzebuje juz opieki). W ten sposob stac mnie na
          to, by w weekendy wyjechac z dziecmi za miasto albo pojsc do kina,
          cyrku czy na jakies fajne widowisko. Poza tym daje moim corkom
          przyklad, ze same tez moga osiagnac cos na polu zawodowym. Obie nie
          narzekaja, ze nie spedzja ze mna dosc czasu w ciagu tygodnia, obie
          sa bardzo samodzielne i lubia nasze rodzinne weekendowe wypady.
          Gdybysmy zyli tylko z jednej pensji z cala pewnoscia nie mielibysmy
          wlasnego domu i nasz dzien bylby krazeniem pomiedzy domem i placem
          zabaw. Swiat sie zmienia, dzieci rosna i wychodza z domu, a ja
          zamiast walczyc z syndromem pustego gniazda,( jak moja wlasna matka,
          ktora wciaz nie moze znalezc sobie miejsca w swiecie, choc juz ponad
          10 lat minelo od czasu, gdy moja najmlodsza siostra wyprowadzila sie
          od rodzicow)bede miala czym sie zajac.
          • majan2 Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:52
            Ja mysle, ze to dyskuja nieroztrzygalna, taka sama jak to czy fajniejsza jest
            Wielkanoc czy Gwiazdka. Ja tez potrzebuje pracy, wiem ze mój partner potrzebuje
            wiedzieć, ze sie rozwijam i mam jakies cele, mam nadzieje, ze nie robie krzywdy
            coreczce, a niedługo drugiemu dziecku tym ze mam jakieś ambicje zawodowe, kotre
            co wiecej jak na razie nie przynosza zdanych!!! kokosów.
            • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:57
              Pewnie,że nie jest rostrzygniętawinkKażdy zostanie przy swoim
              zdaniu. Wypowiadam się w tych wątkach dlatego ,że nie rozumiem
              dlaczego niektórzy mają patent na prawdę i reszcie nie wolno inaczej
              postępować. Otóż wolno. To był sens wszystkich moich wypowiedzi.
              Człowiek jako istota wolna podejmuje decyzje i za nie ponosi
              odpowiedzialność. To samo tyczy się do relacji w rodzinie.
          • moniowiec Re: praca a dziecko 02.03.08, 09:57
            jak mówią: nie liczy się ilość a jakość. nie chodzi o to by być przy dziecku ciagle, ale by czas z nim spędzony był dla niego wartościowy. moja mama poszła do pracy dość szybko po moim urodzeniu. w dzień zajmowała się mną babcia. dobrze to wspominam, ale... nie wspominam tego że babcia te 5-6 h siedziała ze mną, robił mi jedzenie czy coś, ale to że chodziłyśmy razem na grzyby, albo że potem z rodzicami nad jezioro się jechało. nie byłam sama, jak mąz autorki wątku: nikt mnie na klucz nie zamykał i nie musiałam przez cała wieś iść do babci... bo to już paranoja - babcia też mogła przecież do mnie lub po mnie przyjsc. sorki - ale bezmyślną matkę miał twój maż... sama nie zamierzam siedzieć w domu nie wiadomo jak długo - noworodek nie pamięta kto ale jak się nim zajmował. zawsze mozna, jak ktoś zauważył, pracować na 1/2 etatu lub brać zlecenia do domu. łaćzenie przyjemnego (dziecko) z pożytecznym (praca). jak mówił dyrektor mojej odstawówki: kto nie idzie do przodu ten się cofa... i tak jest z kobietami wyłącznie siedzącymi w domu. cofa się ich przydatnośc do pracy - bo nie są już na bieżaco, cały ich wysiłek jest wpakowany w szlifowanie umiejetnosci opiekuńczo-wychowawczo-kucharskich. nie kazdy nadaje się na bycie 24h matką, nie każdy na bycie pracownikiem i matką. to zależy od stopnia strachu (tak, tak - strachu! o dziecko) i opiekuńczości. jeśli oczyma wyobraźni widzisz że niania dusi twoje dziecko, dziecko we śnie sie zakrztusi itd. to nie nadajesz sie na pracownika - bo nic w pracy nie zdołasz zobic, myslami bedziesz przy maluszku. ale jesli ktos jest pozytywnie nastawiony do swiata i nie przeszkadza mu wiele rzeczy (np. niezmyty talerz w zlewie jednych doprowadza do pasji inych nie) to buduje, wg mnie, zdrową atmosfere dla dziecka. dziecko widzi ze to normalen miec wlasne zycie.
            jestem w 7 miesiacu ciazy. moze mi sie odmieni... ale jakos nie sądzę, bo nadal chodzę do pracy i mam z tego satysfakcje. potem mam zamiar z rok siedziec w domu, ale jako telepracownik.
            szczerze - nie chcę skończyć jak niektórzy, ktorzy rezygnują z każdej przyjemności dla dobra (?) dziecka. moja matka zrezygnowala z urlopu bo pokrywal sie z moim porodem... ja nie wiem czemu... daleko mieszka wiec mi raczej w opiece nad noworodkiem nie pomoze... nadopiekunczosc zabija - takze przyszle relacje z dziecmi. i nie daj Boze w przyszlosci powiesz do nich zdanie "a ja dla was tyle zrobiłam..." - w moich oczach wtedy własnie przegrałaś swoje życie...
            • sylwiawkk Re: praca a dziecko 02.03.08, 12:51
              a ja mysle że zycie powinno sobie zorganizowac na emeryturze żeby
              nie przeszkadzać dorosłym dzieciom w zyciu i nie interesowac sie
              tylko tym czy kupili firanki do domu czy maja rolety
              ja zamierzam zostac z dziecmi jeszcze dwa lata w domu a potem do
              pracy aby miec swoja emeryture i własne zajecie jak dzieci beda duże
              a moze pojde po wakacjach jesli znajde cos ciekawego i mąż pojdzie
              na wychowawcze [ha zobacze ile tam wytrzyma]
              czas pokarze na razie widze że każdemu taka sytuacja odpowiada
              i juz nie narzucam nikomu mojego stylu zycia
      • roksanaa22 Re: praca a dziecko 29.02.08, 09:50
        Ech...Nie każda cofa się w rozwoju siedząc w domu...
        Już napisałam,że każdy wybiera co chce robic w życiu i co daje mu
        spełnienie.Ja czuję się spełniona prowadząc dom i "własnoręczne"
        wychowywując dzieci.To sprawa indywidualna...
        • margo_kozak Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:09
          Dlaczego poszlam do pracy?
          Żeby spłacać za cos kredyt, żebym mogla się ubrac, żebym mogla
          zdobyc doświadczenie?
          Poszlam do pracy jak dziecko mialo 9 miesiecy. Siedzi z niania,
          która Jas uwielbia.
          Wolalabym siedzieć w domu, ale nie potrafie srac pieniędzmi.
          Teraz mam 26 lat. Specjalizuje się w jednej dziedzinie i mam
          nadzieje ze za kilka lat będę zarabiac sporo, a dzieki temu moim
          dzieciom będzie zylo się dobrze. Tak wiec robie tez to dla dzieci,
          dla ich przyszłości, żeby zylo im się lepiej.

          Ja ze swoich pierwszych trzech lat zycia nic nie pamiętam, wiec moje
          dziecko zapewne tez nie będzie pamiętać, ze je zostawilam
          • sylwiawkk Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:27
            pracowałam jesli chcecie wiedziec majac już dziecko
            wyjechałam bo nie wyobrażałam sobie mieszkać osobno bez męża teraz
            jest drugie dziecko i tez nie moge iść do pracy bo jest małe,
            chce iść do pracy jak skończy 3 lata i bedzie w przedszkolu
            na studia nie poszłam bo zabrakło kasy i czasu ,życie róznie sie
            układa
            i pewnie że moge tak gadac bo stac mnie na życie z męża wypłaty
            przecież napisałam że nie mam nic do pracujących matek
            tylko nie rozumiem kobiet które tak chciały dziecka i wychodzą do
            pracy na 7 jak dziecko jeszcze śpi i wracają jak już śpi albo
            kładzie sie spać
            skoro nie poświeca mu czasu to po co ono jest bo co bedzie miała ten
            czas za kilka lat jak już dziecko jej powie czego teraz chcesz jak
            nie miałaś czasu jak cie potrzebowałam
            • dzoaann Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:37
              no i sie zaczęło--
              matki pracujące kontra siedzące w domu...
              po co komu taka dyskusja?
              Większość obstaje przy swoim, a osób, ktore potrafią coś obiektywnie napisać
              można na palcach zliczyć.
              Czarno białe to wszystko- albo jesteś zawodowo pracującą kobietą i zaniedbujesz
              (?) dzieci, albo nie pracujesz i się uwsteczniasz(?)....smutne to...
                • moniowiec Re: praca a dziecko 02.03.08, 10:03
                  co robisz częściej (załóżmy że jesteś księgową) będąc w domu z dzieckiem: czytasz najnowsze przepisy czy zmieniasz pieluchy i robisz jedzonko? pracujac (weźmy wersje optymistyczną)8h jao ksiegowa - te przynajmiej 7 h speedzasz bedac w tej tematyce - rozwijasz ją, nie zapominasz. bedac w domu masz moze kilka h na tzw. dokształcenie. bo reszte zajmuje ci opieka nad dzieciem. wiem, lubisz to, ale nie powiesz mi chyba ze czytujesz mu ustawe podatkowa do snu... inaczej sie ma w prac w handlu (raczej wiadomo o co chodzi i łatwo wrocic na podobne stanowisko - mało zmienia sie), inaczej do pracy intelektualej (w nauce i prawie ciagle cos sie zmienia...). KTO NIE IDZIE DO PRZODU TEN SIE COFA
                  • sylwiawkk Re: praca a dziecko 02.03.08, 12:54
                    ale nie każda tutaj matka jest ksiegową
                    moi znajomi byli na studiach z chemi i córeczce tata czytał prace
                    magisterska i wszystko co tam jeszcze sie musial nauczyc
                    ona była zadowolona ze jest na kolanach a oni ze nie przeszkadza
                    i to jest przyklad tego ze jak sie chce to sie da
                    ja np umiem zrobic krokiety z dzieckiem na reku łacznie z obieraniem
                    pieczarek
            • sylwiawkk Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:40
              i jesli naprawde myślicie że kobieta pracująca to kobieta zadbana i
              szczęśliwa
              a kobieta w domu to tylko szlafrok i wałki na głowie z nadwagą to
              normalnie ręce opadają
              znam nie jedną matke co to niby w domu siedzi i zażyłaby was
              elokwencją słowa czy ubiorem czy jak chcecie samorealizacją w życiu
              • joanna_can Re: praca a dziecko 29.02.08, 21:29
                sylwiawkk napisała:

                > znam nie jedną matke co to niby w domu siedzi i zażyłaby was
                > elokwencją słowa czy ubiorem czy jak chcecie samorealizacją w życiu

                Sylwia - co to jest "elokwencja slowa"? albo inaczej - jakie
                elokwencje znasz? Wreszcie poruszylas interesujacy temat. Prosze
                cie, rozwin.
        • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 14:04
          Roksanaa ale Ty piszesz o swiom dobrowolnym wyborze. Chcesz być w
          domu i tak się umówliście z Mężem;super. I tak samo się zgadzam,że
          nie każda matka odczuwa brak pracy zawodowej. Nie rozumiem tylko
          niektórych niekulturalnych wypowiedzi osób, kóre swój wybór życiowy
          traktują jako jedynie słuszny i obowiązkowy dla każdego. Wg mnie
          chcą się na siłę dowartościować- tylko po co.
      • flowerbomb5 Re: praca a dziecko 01.03.08, 12:13
        Niekoniecznie trzeba sie uwsteczniac jezeli nie pracuje sie
        zawodowo, a siedzi sie w domu z dzieckiem. Ja siedze, ale mam czas
        aby sie rozwijac, czytam duzo, robie to co lubie w domu, zalatwiam
        rozne rzeczy na miescie zabierajac dziecko wszedzie ze soba, duzo
        jestem w ruchu, a dziecko ze mna. Zyje sobie normalnie, tyle ze nie
        chodze do pracy zawodowej. Spacerki, zwiedzanie, a dziecko w
        nosidelku na brzuchu, albo w foteliku samochodowym bo bardzo lubi
        jazde samochodem. Ma niecale 4 miesiace. Dziecko jest bardzo
        grzeczne i zdrowe, ciekawe swiata, w lozeczku sie strasznie nudzi,
        jeszcze nie siedzi, a w ruchu nie sprawia klopotu wiec moge zawsze
        go ze soba zabierac. Praca zawodowa by mi ciazyla. Juz jak mialo
        niecale trzy tygodnie odbylysmy razem podroz ok 600 km samochodem
        bez zadnych problemow.
        I nie myslcie ze mam pieniedzy jak lodu. Nie mam. Pozyczylam od
        rodziny troche, troche mam odlozonych, ale nie chce pracowac tylko
        zajac sie dzieckiem. Celowo. Maz zarabia niewiele. Zyje sobie
        oszczednie, ae mi to nie przeszkadza, bo moje dziecko jest moja
        najwieksza radoscia. Obawiam sie ze obca osoba jak niania nie jest w
        stanie dac tyle milosci i ciepla mojemu dziecku co ja sama. A tego
        co sie zepsuje i zmarnuje w pierwszych latach zycia dziecka, nikt
        nie naprawi, zadne terapie ani nic.
        Unikam jak ognia cierpietniczych mamusiek zaplatanych w kaszki i
        kupki. Moim pomyslem na macierzystwo jest jak najwiecej czasu
        spedzac z dzieckiem pokazujac i objasniajac mu swiat, jakby bylo
        dorosla osoba. I duzo podrozowac.

    • karolcia86 Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:31
      Bo jak kobieta nie jest niezależna to potem zostaje z dziećmi i
      przysłowiową ręką w nocniku. Poza tym dziećmi to nie jest całe moje
      życie, są też inne rzeczy typu praca, rozrywka (bez dzieci), wyjazd
      na urlop (też czasem bez dzieci).
      Nie jestem zwolenniczką ciągłej nieobecności rodziców w życiu
      dziecka, ale nie uważam, że muszę być z nimi cały dzień (ja to nawet
      źle znoszę).
      A uważam, że inne osoby też dużo wnoszą w ich rozwój.
      • joanna_poz Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:38
        karolcia86 napisała:

        > Bo jak kobieta nie jest niezależna to potem zostaje z dziećmi i
        > przysłowiową ręką w nocniku

        a bywa, że zostaje bez dzieci (bo "pójdą" juz w świat) i z
        przysłowiową ręka w nocniku...
    • majmajka Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:39
      Tak, tak...Wiem o czym mowisz...Tyle, ze w zyciu wszystko nie zawsze jest biale- biale i czarne- czarne. Mowisz o kobietach, ktore zaplanowaly swoje zycie od zera i zaplanowaly w nim rowniez to, ze do pracy wracaja po 3 miesiacach zycia dziecka? Wiesz co jest najwazniejsze? Najwazniejsze jest to by mama byla szczesliwa. Mama usmiechnieta, zadowolona to dla dziecka obraz, ktory pamieta do konca zycia. Pamietam, kiedy corka miala rok i okazalo sie , ze jestem w ciazy pobeczlam sie i to nie ze szczescia...Niestety. Dotarlo do mnie, ze czekaja mnie kolejne lata siedzenia w domu...Pozniej tak zorganizowalam czas, ze bylam ta mama usmiechnieta(nie zawsze naturalnie). Ale wlasnie to jest w zyciu najwazniejsze. Czy mama pracujaca czy nie, najwazniejsze by byla kobieta szczesliwa. A czy przez godzine czy dzien caly, niech to pozostanie rzecza drugoplanowa.
      • marta_st1 Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:44
        jeśli każda kobieta myślałaby takimi kategoriami jak autorka tego
        postu to byłoby dzieci pewnie o 70% mniej. Nie każdą mamę stać na
        to, żeby siedzieć w domu z dziećmi, bo mąż nie zarabia tyle ile
        potrzebna na wydatki. A jeśli myślałabym kategoriami: urodzę dziecko
        i zostanę w domu to moich dzieci by nie było, bo muszę niestety
        pracować mimo, że chciałabym wychowywać dzieci sama. Chciałam mieć
        dzieci, staram poświęcać im się bez reszty po pracy i mam nadzieję,
        że mi to wychodzi nienajgorzej.
    • iwles Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:44

      > i wiecie mój mąż jak sie dowiedział ze jestem w ciązy to
      > powiedzial że on bedzie pracował a ja z dzieckiem



      czyli nie pracujesz, bo mąż tak chciał ?
      noooooooo.......... wyboru to Ty żadnego nie miałaś widzę....
    • mustardseed Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:50
      Sylwiawkk,
      Wiesz, dlaczego ja wrocilam do pracy (poza tym, że ją lubię)?
      Żebym, jak mój ukochany mężuś bedzie po 40 i trafi go kryzys wieku
      średniego, zakocha się w jakiejs dzierlatce, mogła go kopnać w doope.
      I iść z życiem dalej, z niezależnością finansową włącznie.
      Bo pomyśl, jak Tobie się cos takiego przydazy (czego nie życzę), to
      co zrobisz????. Będziesz się z nim drzec o marne alimenty albo
      znosic romans w milczeniu, bo co: odejdziesz? Dokąd? Do mamusi??? Za
      co będziesz zyć???
      Oto dlaczego, między innymi, wróciłam do pracy.
      Moje dziecko jest o dziwosmile szczęśliwe.
    • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:53
      Twoje rozumowanie sprowadza się do tego,że jeśli matka pracuje
      zawodowo to wielką krzywdę dziecku robi. Nie pomyślałaś o tym,że jak
      dzieci nie widzą cały dzień ojca pracującego na 2 etatach to też nie
      jest to dobre dla dziecka?. Po drugie kto powiedział,ze dziecko jest
      tylko matki i to ona ma być z nim w domu. W domu może pozostać też
      tata. Poza tym każda matka powinna mieć wybór czy jest mamą tyko
      domową czy też pracującą zawodowo. Taką decyzję podejmuje para,
      która ma dziecko i nic obcym do tego. Dla jednego takie rozwiązanie
      jest dobre-dla innego wręcz odwrotnie.
      • sylwiawkk Re: praca a dziecko 29.02.08, 10:57
        naprawde nikogo nie chce obrazic
        mam swój dochód i nie martwie sie o emeryture
        jak mnie mąż rzuci za 10 lat to tez poradze sobie
        i nie trzeba przecież wychowywać dzieci do 18 roku życia jak dla
        mnie wystarczy 3 lata chociaz
        poprostu nie rozumiem czemu zostawia sie niemowlaki skoro chciało
        sie być mamą
        • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 11:05
          Nie wiem dlaczego odpowiedziałaś tylko mnie.Tak to wygląda po
          umieszczonym poście. Powiem tylko tyle. Czasem jest tak(często),ze
          po długim pobycie w domu-byciu mamą w domu okazuje się,ze nie ma dla
          takiej kobiety oferty godziwie płatnej pracy. Efekt bardzo częsty w
          tym przypadku pozostanie już na stałe w domu bo rodzina
          przyzwyczaiła się,że wszelkie prace domowe są wykonane.
        • dido_dido Re: praca a dziecko 29.02.08, 11:16
          No to my chyba inaczej rozumiemy wychowywanie.
          Dla mnie wychowywanie dziecka zaczyna się na dobre właśnie około 3
          roku życia i trwa co najmniej do 18. Do trzeciego roku życia roku
          raczej opieka i małemu dziecku śmiem powiedzieć wtedy matki mniej
          brakuje jeżeli jest kochająca babcia, ciocia, niania no i oczywiście
          także mama. Roczniakowi naprawdę obojętne kto mu zmienia pieluchę
          byle to zrobił z uczuciem i zaangażowaniem.
          Rozumiem, że do trzeciego roku życia zostajesz z dzieckiem dla
          własnej przyjemności. No ale kazdemu co innego sprawia przyjemność.
          Na szczęście!
          • wobbler Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:28
            No właśnie podobno nie...Do trzeciego roku życia dziecko potrzebuje tylko i
            wyłącznie matki.Całkiem zbędny jest kontakt z kimkolwiek
            innym.Tzn.przypuszczam,że dobrze gdy jest ojciec,trafi się babcia,ale generalnie
            matka jest najważniejsza.
            Tak gdzieś czytałam.
            • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:36
              Idąc tym tropem mój obecnie 20 letni brat powinien być degeneratem
              ponieważ na urlopie wychowawczym był mój ojciec. Zapewniam,ze jest
              inaczej : jest uroczym młodym człowiekiem badzo mądrym izaradnym.
              Był wychowywany przez oboje rodziców. Tyle ,ze więcej czasu spędzał
              z nim tata.
              • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:47
                też tak myślę wink Moja poprzednia wypowiedź była reakcją na to ,ze
                do 3 roku życia dziecku potrzebna jest tylko matka. Gdyby tak było
                do zapłodnienia nie był potrzebny ojciec. Wystarczyłoby np.
                dzieworództwo wink
          • sylwiawkk Re: praca a dziecko 29.02.08, 22:45
            a ja rozumiem że jak twoje dziecko skończy 3 lata to wrócisz do domu
            zajmować sie dzieckiem bo zacznie kojarzyć
            acha ta pani to niania a ta to moja mama i do jego 18 zostaniesz w
            domu bo juz rozumie że ty to ty
          • jaagoda Re: praca a dziecko 01.03.08, 23:41
            Nie weim czy dobrze Cię zrozumiałam, że do 3 roku życia to dziecko jest głupie,
            nieświadome, ślepe i wogóle bez uczuć

            Szok!!!Nic więcej nie napiszę bo słów mi brak
        • mamaga283 sylwiawkk, masz rację w 100% 29.02.08, 11:16
          moja bratowa chciała miec dziecko, długo sie starali, mieli
          problemy, wszyscy sie nad nimi rozczulali, modlili za nich i
          jeździli do CZęstochowy. W końcu jest maluszek smileWszyscy w siódmym
          niebie. Dziecko ma 5 miessięcy i mamusia wróciła do pracy na pełny
          etat, która z dojazdem zajmuje jej 9 godzin. Dzieckiem zajmuje sie
          opiekunka. Dziwne. O kłopotach finansowych w tym wypadku nie ma
          mowy. Dodam , że w większość weekendów dziecko jest u babci bo
          rodzice jeżdża na narty lub inne wycieczki i imprezy. I po co im
          było to dziecko. Wydaje mi się że traktują to dziecko jak samochód,
          lub inną luksusową rzecz którą wypada mieć i można mówić "mam
          dziecko". Katastrofa.
          • martagrz Re: sylwiawkk, masz rację w 100% 29.02.08, 11:23
            przeszkadza Ci jak bratowa zachowuje się w stosunku do dziecka? a jak zachowuje
            się twój brat, czy on nie starał się o dziecko? nie przeszkadza mu, że
            zostawiają dziecko na cały weekend? dlaczego zauważasz tylko winę bratowej? bo
            ona powinna mieć instynkt macierzyński? a co z instynktem tacierzyńskim? a tak
            generalnie jak ci tak bardzo przeszkadza to porozmawiaj z nimi a nie tylko z
            bratową na ten temat
            • mamaga283 Re: martagrz 29.02.08, 11:32
              pisząc bratowa myślałam też o bracie, ale tak mi sie jakoś forum
              emama z kobietami kojarzy , że o nim zapmniałam. I musze powiedziec,
              że jego winy jest chyba więcej niż jej bo ona jest zapatrzona w
              niego "jak w obrazek" i robi to co on jej sugeruje. A rozmawiać z
              nimi mi sie nie chce, nie tylko na temat ich dziecka, ale również na
              inne tematy.Podałam ich jako bliski mi przykład i na pewno nie będę
              się mieszać do ich sposobu życia.
        • zonka77 Re: praca a dziecko 29.02.08, 12:02
          Nie zostałabym przez 3 lata z dzieckiem w domu bez pracy ponieważ skończyłoby
          się to już po paru miesiącach moją depresją, byłabym nieszczęśliwa i
          niezadowolona z życia. Wyżywałabym się prawdopodobnie na dziecku i na mężu.
          Nienawidzę prac domowych. Zwariowałabym gdyby one było tylko moimi obowiązkami
          (a tak by było gdybym nie pracowała)
          Teraz dzielimy się po równo i z ulgą zasiadam do rysownia po sprzątaniu. Z
          chęcią też idę do firmy kiedy trzeba. Kocham dziecko nad życie chociaż nie
          uważam że "posiadam" dla siebie. Ono jest i żyje dla siebie, ja mam je
          powierzone na czas dzieciństwa i uważam że wypełniam swoje obowiązki w 100% A ty
          po co masz dzieci? Po to żeby w domu siedzieć? Bo nie rozumiem pytania "po co"

          Pracuję. Uważam się za dobrą mamę. Mam czas dla córki i dla męża. Córka jest
          świetnie rozwiniętym uśmiechniętym radosnym dzieciakiem i wie że może na mnie
          liczyć. wie że nie zawsze mam czas na każdą jej prośbę ale rozumie i potrafi
          poczekać kiedy usłyszy - zrobimy to za godzinę, wieczorem, jutro. I robimy.
          Ani przez chwilę nie żałowałam że obrałam taką drogę. Jest to również
          bezpieczeństwo naszej rodziny która nie wisi finansowo na jednej osobie.

        • daniela2003 Re: praca a dziecko 29.02.08, 21:33
          Mam dwoje dzieci, teraz jestem na drugim urlopie macierzyńskim i do
          pracy chcę wrócić. Nie czuję abym przez to zaniedbywała dzieci. Moja
          praca daje mi między innymi niezależność finansową, a wiem z
          doświadczenia mojej mamy, że jest to ważne w życiu każdej kobiety.
          Mam natomiast takie szczęście, że pomaga mi moja mama. Zajmowała się
          starszym synem do pójścia do przedszkola i teraz będzie zajmowała
          drugim moim synem. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Pozdrawiam.
          Daniela
    • mama_frania Re: praca a dziecko 29.02.08, 11:14
      Marzę o tym by móc spędzać czas z dziećmi w domu. Nie chcę robic
      kariery, czułam się "zrealizowana" właśnie w domu przy dziecku.
      Spędziłam z nim dwa lata, zanim MUSIAŁAM wrócić do pracy- mój mąż
      zarabia 1200zł netto plus czasem jakieś dodatkowe zleconko. Na
      chcwilę obecną nie ma szans na wyższą pensję- moze za rok- wtedy
      wzost byłby o 100%, ale ten rok musimy jakoś przezyć, zresztą i tak
      nie wiadomo co będzie za rok.
      Jestem w drugiej ciąży, nie czuję się dobrze, tęsknię za swoim
      dzieckiem, ale niestey jestem zmuszona do pracy chodzić. Jakby mój
      mąż mial możliwość zarabiać więcej to zostałabym w domu z największą
      przyjemnością.
    • haidi0111 Re: praca a dziecko 29.02.08, 12:05
      Bardzo ważna jest nie tylko ilość spędzanego z dzieckiem czasu, ale jakość, a ja
      obserwuję, że mamy pracujące często "jakościowo" spędzają czas lepiej ze swoimi
      dziećmi. Pamiętam, że kiedy pracowałam miałam po powrocie wiecej cierpliwości do
      córeczki, naprawdę angażowałam się w zabawę. A przez pół dnia takie
      zaangażowanie córeczka otrzymywała od opiekunki lub babci. Kiedy teraz siedzę z
      dziećmi w domu masę czasu spędzam piorąc, prasując, zmywając, a wieczorem często
      już kończy mi się cierpliwość...
    • e_r_i_n Re: praca a dziecko 29.02.08, 12:52
      sylwiawkk napisała:

      > tylko nie wiem po co im te dziecko skoro poswiecaja mu raptem godz
      > dziennie wieczorem i czasem weekendy

      A to jakieś badania są, że matki pracujące mają dla dzieci tylko
      godzinę dziennie? Proszę o link smile.
        • martagrz Re: praca a dziecko 29.02.08, 13:55
          a mają inne wyjście? ja nie miałam i nie mam, przez całą ciążę mój mąż jeździła
          na tirach za granicę, jak urodziłam (miałam cesarkę) po dwóch tygodniach
          pojechał w trasę a ja zostałam sama z małym dzieckiem, jak mała skończyła 6 m-cy
          musiałam wrócić do pracy bo zwyczajnie w świecie nie stać nas na to żebym nie
          pracowała a mała została z nianią, teraz chodzi do przedszkola a ja codziennie
          rano ją zawożę, teraz małżonek ma inną pracę i ostatnio miał przestój dwa m-cy i
          mała siedziała z nim w domu, wymyślał różne rzeczy żeby jej sie nie nudziło,
          dziś poszła do przedszkola i była z tego bardzo zadowolona,
          i jeszcze jedno jak trzeba to ze wszystkim człowiek jest sobie w stanie
          poradzić, nie mamy babci, matki, teściowej - radzimy sobie sami
          a czasami matka musi wrócić do pracy bo nie ma innego wyjścia
          • kraina.marzen Re: praca a dziecko 29.02.08, 14:07
            Mam dziecko i mam prace - nie mam rodziny na miejscu - jakos dajemy
            rade.
            Obecna praca wymaga ode mnie wyjazdow na kilka dni - po calej
            Polsce - mąz też wiecznie w delegacji....
            Dajemy rade!!!i ciesze sie kazdym dniem spedzonym w domu z synem.
            • kropkacom Re: praca a dziecko 29.02.08, 14:20
              A kto sie zajmuje dzieckiem jak Was oboje nie ma? Ja wiem że przy nieregularnych
              godzinach pracy męża i braku rodziny pod ręką nie dała bym rady sama. Wiadomo
              początek pracy cechuje się tym że nie mogłabym wziąć urlopu. A znaleźć kogoś kto
              w razie choroby zajął by sie bliźniętami też nie jest ani prosto ani tanio.
              • kraina.marzen Re: praca a dziecko 04.03.08, 16:09
                Kto sie zajmuje dzieckiem - oczywiście ratuje nas mój tato, który
                mimo,iż pracuje zawodowo przyjeżdza 100km do wnuka. Ja mam o tyle
                dobrze,że o swoim wyjeżdzie wiem z 2 tyg wyprzedzeniem (musze miec
                czas na przygotowanie materialow szkoleniowych itp) wiec wszystko
                jest do dogadania .
                Jest ciezko - ale jest dobrze smile
    • soemi Re: praca a dziecko 29.02.08, 14:31
      Każdy ma prawo do życia wg swoich zasad, ale ja też mam wiele razy ochotę
      zapytać mam po co im dzieci skoro zaraz po macierzyńskim wracają do pracy. Czy
      jest to poprostu zwykła chęć posiadania czy spełnienie obowiązku
      macierzyńskiego? Pomijam sytuacje gdzie mama zmuszona jest do powrotu do pracy
      bo jest w bardzo trudnej sytuacji materialnej.
      Uważam, że zostawienie dziecka w wieku 4 m-cy to egoistyczna postawa ze strony
      mamy albo wygodnictwo. Byłam ze swoją córką w domu przez 3 lata, mała poszła do
      przedszkola a ja podjęłam pracę i stwierdzam, że dużo łatwiej jest iść do pracy
      niż wychowywać dziecko. Albo chęć posiadania dóbr materialnych. Mam wiele
      znajomych, które idą do pracy po to by np zapłacić ratę kredytu na 100m
      mieszkanie, czy luksusowy samochód a dzieci zostawiają babciom czy opiekunkom.
      Znam i takie co wywożą dzieci babciom na cały tydzień, tłumacząc się tym że
      muszą iść do pracy. A prawda jest taka, że taki obrót sprawy jest poprostu
      wygodny. I wstawiaja teksy typu: to jeszcze dziecko, podrośnie i zapomni. Aż
      przykro tego słuchać.
        • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 14:49
          Skoro ojciec jest przy zapłodnieniu powinien być również przy
          wychowaniu. Dlaczego się więc nie burzysz,że ojciec idzie do pracy
          przed ukończeniem 3 roku dziecka np.? A co w sytuacji jeśli to matka
          owego dziecka ma np. wyższe dochody? Ona idąc do pracy ma się czuć
          winna- mężczyzna zaś w analogicznej sytacji nie?
          Skoro para podjęła decyzję jest ok. byle potrzeby całej rodziny były
          zaspokajane.
        • guderianka Re: praca a dziecko 29.02.08, 14:51
          Jestem zwolenniczką zapewnienia dziecku maksimum opieki i uwagi ze
          strony mamy (rodzica)-pierwsze 3lata z życia malucha to mocny kop
          energetyczny, kształtowanie emocji, podstawowych cech osobowości,
          więzi. Myślę też, że to czas dobry i dla mamy i dla dziecka
          Jestem również typem pracoholika-jak już coś robię to oddaję się
          temu cała, gdybym nie miała dzieci -miałabym wielką karierę i niezłe
          pieniądze.
          Mało tego-jestem też zwolennikiem żłobka /przedszkola i
          przeciwnikiem niani- uważam że relacje i umiejętności nabyte w
          takich grupach są niemożliwe do zdobycia w obecności niani.
          Teoria teorią a życie życiem-mam sprawne ręce, sprawną głowę,
          dziecko w wieku 8lat i dziecko w wieku lat 2. Moje pójście do pracy
          oznaczałoby postawienie na głowie całego życia rodzinnego,
          utrudnienie go, być może niegatywne skutki dla dzieci (Duża jest
          niepełnosprawna a mała nie dojrzała jeszcze do żłobka/przedszkola).
          Summa summarum-prostytuję się moralnie, rozwijam intelektualnie
          własnym sumptem, nawet trochę zarabiam. I siedzę grzecznie na swojej
          grzędzie-chociaż pomału zaczyna mnie ona uwierać w tyłek
            • martagrz Re: praca a dziecko 29.02.08, 15:19
              jest takie przysłowie: żyj i daj żyć innym - to sie idealnie odnosi do wątku,
              nie wam decydować co jest dobre dla matki, dziecka, kto powinien się nim
              opiekować i do którego roku życia, każdy ma własny pomysł na życie i swoje
              priorytety i niech tak zostanie, naprawdę trochę więcej tolerancji i nie
              wtrącania się do cudzego życia - zachowujecie się jak teściowe z kawałów
              • martagrz Re: praca a dziecko 29.02.08, 15:22
                aha i jeszcze coś, jestem ze wsi, i tam dzieci są zdecydowanie inaczej
                wychowywane, rodzice mają obowiązki bo muszą uprawiać ziemię, dawać jeść
                zwierzakom - ja też tak byłam wychowana i nie uważam żeby stała mi się z tego
                powodu krzywda, bardzo szybko dojrzałam, nauczyłam sie odpowiedzialności i
                samodzielności mimo że moi rodzice mieli dużo mniej czasu dla mnie niż ja dla
                mojego dziecka pomimo etatowej pracy
      • kali_pso Re: praca a dziecko 29.02.08, 16:07
        soemi napisała:

        > Każdy ma prawo do życia wg swoich zasad, ale ja też mam wiele razy
        ochotę
        > zapytać mam po co im dzieci skoro zaraz po macierzyńskim wracają
        do pracy.





        Czy
        > jest to poprostu zwykła chęć posiadania czy spełnienie obowiązku
        > macierzyńskiego? Pomijam sytuacje gdzie mama zmuszona jest do
        powrotu do pracy
        > bo jest w bardzo trudnej sytuacji materialnej.



        A bardzo trudna sytuacja według Soemi, to co oznacza?
        Jak jest na chleb i masło, to już matka do pracy iść nie może bo to
        wyrodnośc do kwadratu?


        > Uważam, że zostawienie dziecka w wieku 4 m-cy to egoistyczna
        postawa ze strony
        > mamy albo wygodnictwo. Byłam ze swoją córką w domu przez 3 lata,
        mała poszła do
        > przedszkola a ja podjęłam pracę i stwierdzam, że dużo łatwiej jest
        iść do pracy
        > niż wychowywać dziecko. Albo chęć posiadania dóbr materialnych.


        Co za brednie.......nie wiem po co to piszę, ale może w końcu dotrze-
        pomimo, że pracuję, RÓWNIEŻ WYCHOWUJĘ DZIECKO!!~!!!!!
        Rozumiem, ze ty przestałas to robić, po pójściu do pracy?


        Mam wiele
        > znajomych, które idą do pracy po to by np zapłacić ratę kredytu na
        100m
        > mieszkanie, czy luksusowy samochód a dzieci zostawiają babciom czy
        opiekunkom.
        > Znam i takie co wywożą dzieci babciom na cały tydzień, tłumacząc
        się tym że
        > muszą iść do pracy. A prawda jest taka, że taki obrót sprawy jest
        poprostu
        > wygodny. I wstawiaja teksy typu: to jeszcze dziecko, podrośnie i
        zapomni. Aż
        > przykro tego słuchać.



        Zdecyduj się- raz piszesz, ze każdy ma prawo zyc jak chce, raz
        jedziesz po tych matrialistkach, które ida do pracy, bo mieszkanie
        chcą zmienić- pomijając nagły spadek lub wygrana w lotto, aby coś
        mieć nie ma innej rady, niż ciężka praca- ty znasz?
      • jaagoda Re: praca a dziecko 01.03.08, 23:59
        SUPER!! Zgadzam się z soemi w 100%

        ja nie mam żadnej pomocy (rodzina daleko) 2 dzieci w przedszkolu, jedno w domu.
        Jestem szczesliwa, że mogę im dać mój czas. Dla dzieci wazniejsza jest ilośc niż
        jakośc poświeconego im czasu - to nie tylko moje wywody tylko poparte badaniami
        dane.

        Tak a propo - ile trzeba zarobiac aby oplacic opiekunke?
        Ale to nie ważne. Na szczescie nie musze sie tym martwic bo i tak ie oddam ich
        obcej osobie.
        Maz nie zarabia wiele ale da sie przezyć. Jak juz pisałam "kazde dziecko
        przynosi ze soba kromke chleba'. Jesli sie w to wierzy to jest OK
        • e_r_i_n Re: praca a dziecko 02.03.08, 09:06
          jaagoda napisała:

          > Dla dzieci wazniejsza jest ilośc niż jakośc poświeconego im czasu - > to nie
          tylko moje wywody tylko poparte badaniami dane.

          Link jakis poprosze.

          > Jak juz pisałam "kazde dziecko przynosi ze soba kromke chleba'.
          > Jesli sie w to wierzy to jest OK

          Taa, i jeszcze Bog dał dziecka, da i na dziecko.
          Powodzenia.
          • moniowiec Re: praca a dziecko 02.03.08, 10:08
            o co chodzi z tym chlebem, bo raczej wiem że jak jest dziecko to są większe wydatki a nie mniejsze... chyba że chodzi o jakieś zaszłości dziejowe: dziecko bedzie pracowalo w polu i bedzie wiecej zrobione. wiecej roboty to wiecej chleba, a dziecko przeciez niewiele je big_grin z takim postanowieniem "dziecko przychodzi na swiat z kromka chleb" duzo mamusiek po zapomogi w MOPSie stoi (bo im sie przecież należy!)
          • aga-agata Re: praca a dziecko 04.03.08, 18:16
            ale nie samym chlebem człwiek żyje. Pracuję odkąd mały skończył 5
            mcy i nie czuję się wyrodną matką. Miałam co prawda Ten komfort, że
            zostawał w domu z moją mamą, a nie z "obcą babą". Teraz ma 4 lata -
            spędzamy ze sobą tyle czasu ile się da, ale z pracy bym nie
            zrezygnowała
    • kali_pso A dziecko ma się PO COŚ? 29.02.08, 16:12
      Nie widzisz, że myśląc w ten sposób, dochodzisz do uprzedmiotowienia
      dziecka?


      Ogólnie gratulujemy postawy- to co mysli mąż jest zdaje sie
      wyrocznią? Czyzby twoje podejście było wypadkowa jego poglądów na
      temat jedynie słusznego modelu rodziny- matka z dziećmi w domu, mąż-
      zywiciel rodziny?
      Czy też nie masz jak na razie szans na zmianę tego status quo,
      chociażbys chciała i stąd te przemyślenia?wink


      Ja zawsze wiedziałam, że po urodzeniu dziecka wracam do pracy.
    • spacey1 Re: praca a dziecko 29.02.08, 16:49
      W pytaniu zawiera się założenie błędne u podstaw - że dzieci ma się dla siebie.
      Pytasz - po co wam dziecko, skoro... dziecko nie jest dla mnie, dziecko to
      nowy, dorosły człowiek, który na razie, chwilowo jest dzieckiem. Powołałam go na
      świat, bo taki jest atawizm, instynkt, jak chcesz to go nazwij. Oczywiście, aby
      ta funkcja zastępowalności pokoleń była zapewniona, natura (czy Pan Bóg)
      wyposażył nas w instynkt macierzyński a potem miłość macierzyńską. Abyśmy tym
      sie kierowali, a nie tylko powinnością.
      Tak więc kocham moje dzieci, bardzo kocham, ale niestety muszę pracować. Albo
      stety, bo kocham też moją pracę. I na pytanie - po co zafundowałam SOBIE dziecko
      odpowiadam - nie sobie, a światu. A że dzietność spada w naszej cywilizacji, to
      chyba się przydadzą te moje dzieci, co?
    • rikol glupie pytanie 29.02.08, 19:17
      Ty za to mozesz policzyc, ile czasu spedzasz z dzieckiem, ktory jest poswiecony
      wylacznie jemu. Odlicz gotowanie, sprzatanie, prasowanie mezowskich koszul (bo
      jak daje kase, to pewnie nic innego nie robi w domu), pranie, robienie zakupow.
      Ile ci zostanie na aktywnie spedzony czas z dzieckiem? Pewnie nie wiecej niz
      mamie pracujacej poza domem. Tylko ze ona bedzie w lepszej sytuacji, jesli jej
      zwiazek sie rozpadnie, bo bedzie miala wlasne zrodlo dochodu. Kobieta, ktora
      latami siedzi w domu z dzieckiem, nie ma szans na znalezienie pracy, nie mowiac
      juz o karierze. Dziecku sie nic nie stanie, jesli zajmie sie nim niania albo
      pojdzie do zlobka. Poprzednie pokolenia byly tak wychowywane (lub z kluczem na
      szyi) - czy wyrosli na przestepcow lub ulomnych? Albo inne pytanie: czy dzieci,
      ktorych matki spedzaly z nimi lata w domu, sa lepsze? Tak jest przeciez w bylych
      PGR-ach. Tam wlasnie jest najwiecej bezrobotnych matek, ktore maja czas dla
      dzieci, przynajmniej teoretycznie. I co z tego? Czy dzieciom z bylych PGR-ow
      jest w Polsce najlepiej?

      Kolejny aspekt: co z ojcem? Co to za ojciec, ktory dziecko widzi w weekendy i
      nawet wtedy nie ma dla niego czasu, bo sie musi wyspac? Po co taki ojciec w
      ogole ma dziecko? Jaki kontakt to dziecko bedzie mialo z ojcem? A potem na
      emeryturze ojciec narzeka, ze nikt do niego nie dzwoni, nikt nie odwiedza.
      • sylwiawkk Re: glupie pytanie 29.02.08, 23:06
        po pierwsze widze jego pierwszy usmiech po drugie jego pierwsze
        kroki ,jak sie przewróci to ja go tule
        jak chce zapytac skąd sie biora dzieci to mu powiem co bym chciała
        aby wiedział a nie że są z kapusty bo tak wygodniej
        z dzieckiem spędzam dużo czasu bo sprzatanie czy gotowanie robie jak
        spi a druga jest w szkole
        a mój mąż nie chodzi tylko do pracy
        w domu uczy sie ze starsza czytac bawi sie po przyjsciu z pracy z
        młodsza ,kapie, zmienia pieluchy ,i myje podłoge nawet częściej ode
        mnie, wiec mam w nim oparcie
        a jak podrośnie młodsza i pójdzie do przedszkola to ja pójde do
        pracy bo bedzie potrzebowała kontaktu z rówieśnikami a nie ze mną
        wiec bede spokojnie pracować
      • guderianka Re: glupie pytanie-rikol 01.03.08, 08:45
        wszytskie te czynności wykonuje się przecież z dzieckiem-z wieszania
        prania, zakupów, gotowania i szykowania jedzenia można zrobić super
        aktywną zabawę, w dodatku edukacyjną

        Jeśli chodzi o rozpad zwiazku- nie każda nie pracująca mama (a
        mówimy chyba o okresie do osiągniecią przez dziecko wiek 3lat ) jest
        niezaradną ciamciaramcią, która sobie nie poradzi bez faceta. Babka
        pracująca i robiąca karierę może bardziej się rozkleić niż ta nie
        pracująca. Nie ma reguł

        Głupotą jest porównywać matki z PGR, gdzie wiadomo że poPGRowskie
        wsie są siedliskiem patologi-z matkami niepracującymi w mieście.

        Piszesz też

        Poprzednie pokolenia byly tak wychowywane (lub z kluczem na
        > szyi) - czy wyrosli na przestepcow lub ulomnych?

        Nie ma związku. Wtedy to była norma. Dziś dziecko 7letnie z kluczem
        na szyi to zaniedbanie- a informacja o tym z pewnością nie
        sprawiłaby, że pedagog siedziałby bezczynnie
      • sunimica Re: glupie pytanie 02.03.08, 14:28
        Obiema rękami podpisuję się pod tym, co piszą zwolennicy poświęcania
        własnego czasu i energii dzieciom. Moje dzieci potrzebują mnie tu i
        teraz. Owszem, na początku, kiedy kobieta, matka "siedzi w
        dzieckiem w domu" ciągnie ją do ludzi. Jest wyjście: to kwestia
        otwartości i samozaparcia np.(kursy 2x na tydzien po godznie), można
        znaleźć miare bliskoi w miare tanie. Oto moja recepta na sukces w
        zwiazku: po urodzeniu się dziecka trzeba przegadac parę nocy! Od
        nowa podzielic obowiazki, jasno przedstawic sprawę! Praca w domu
        (nie myślę tu o odkurzaniu, zmywaniu itp- to "drugi etat)jest
        możliwa, daje satysfakcję i zapewnia matce odskocznię od monotonii
        codziennych domowych obowiązków). A ojciec po powrocie z pracy
        (jesli nie jest pracoholikiem) chętnie bawi się z dzieckiem, jest
        wiele możliwości "odmęczania"...
        Uważam, że dzieciom potrzebna jest mama, która jest nie tylko kurą
        domową. Dlatego ojciec sam prasuje sobie te przysłowiowe koszule,
        albo po prostu korzysta ze sztruksowychsmile Dla nas ważniejsze jest
        to "okno, które otwiera się wraz z narodzeniem dziecka w miejscu,
        gdzie przedtem nie było nic".
    • 18_lipcowa1 glupie pytanie 29.02.08, 20:10
      nie jest chyba duzy odsetek mam mimo wszystko ktore dzieci urodzily,
      odstawily totalnie i wrociliy do pracy
      kazda kobieta chce spedzac prawie kazda chwile ze swoim dzieckiem -
      ale czase tez chce isc do pracy - bo tak , bo kasa, bo lubi, bo chce
      i nie czyni ja to gorsza matka.
      Znam taka co wprawdzie nie pracowala, ale dziecko i tak spedzalo
      czas przed tv a ona zajmowala sie soba, wiec co to ma do rzeczy,
      • tangerka a nie można tego jakoś wypośrodkować? 29.02.08, 20:43
        posiedzieć 2 lata i wrócić do pracy? albo wrócić na pół etatu? znaleźć pracę
        blisko domu, mało obciązającą, nawet poniżej kwalifikacji ale jednak jakieś
        pieniądze i staż pracy, jakieś kontakty z ludźmi, jakiś rozwój ...? Czemu zaraz
        wybierać albo - albo? wszystkie skrajne rozwiązania są obarczone jakimiś wadami,
        więc może złoty środek? Znam wiele kobiet, które tak właśnie wybrały -
        zmniejszenie etatu, telepracę, freelanserkę, pracę na zlecenia, robienie
        projektóww domu - i skutecznie godziły dom, rodzinę i pracę, zarobkowanie.
        Osobiście uważam, że w dzisiejszym świecie żadna kobieta (chyba że ma milion na
        koncie i zabezpieczoną przyszłość) nie może sobie pozwolić na przesiadywanie
        latami w domu, bo uzależni się od faceta, a to 1. źle wpływa na związek, 2.
        pozbawia ją własnych pieniędzy dzisiaj, 3. własnej emerytury w przyszłości, 4.
        szans na spełnienie zawodowe, co też jest ważne dla samopoczucia kobiety, bo
        dziś nie ceni się pracy w domu. Jeżeli się do tego doda ewentualne zagrożenie
        rozwodem (czego nikt nie może wyeliminować) względnie wypadki losowe, to widać
        jak na dłoni, że kobiety muszą wykazać zdrową dawkę egoizmu i zadbać również o
        siebie a nie tylko o rodzinę.
        Dlatego warto nie rezygnować z małej chociażby aktywności zawodowej, choćby po
        to, aby mieć do czego wracać wtedy, gdy dzieci podrosną i przestaną potrzebować
        pełnoetatowej matki.
        • marripossa Re: a nie można tego jakoś wypośrodkować? 29.02.08, 21:02
          Na wlasnym podworku (mam 12-letniego syna) zauwazylam, ze teraz
          jestem bardziej synowi potrzebna niz gdy mial mniej niz 5 lat.
          W domu nigdy z nim nie siedzialam.
          Gdy mial 2 tygodnie wrocilam na studia, a dzieckiem zajmowala sie
          babcia i niania. Przez pierwsze pare lat bylo mu wszystko jedno kto
          sie nim zajmuje, byle byl najedzony i bylo mu cieplo.

          Gdy poszedl do szkoly, to sie dopiero zaczela jazda. Mama to, mama
          tamto, mama siamto. Zglupiec mozna. Do wszystkiego matka potrzebna,
          babcia, nianka poszly w odstawke. Podobnie jest u dzieciatych
          kolezanek. Im wieksze dziecko tym wiecej zajec i problemow i
          zainteresowan i do wszystkiego rodzice potrzebni a nie babcie czy
          nianki. Mialam wiecej czasu gdy dzieciak byl maly i jedyne co
          chcial to czysta pielucha i zupa.

          Uwazam wiec (dla nie potrafiacych czytac ze zrozumieniem - jest to
          moja opinia i nie trzeba sie z nia zgadzac), ze rodzice sa bardziej
          dziecku potrzebni, gdy to dziecko juz podrosnie i zaczyna miec
          wlasne problemy, a nie gdy jest male.

            • marripossa Re: a nie można tego jakoś wypośrodkować? 29.02.08, 21:13
              U mnie *bardziej*, ale zgadzam sie, u innych moze byc roznie.

              Mnie najbardziej zastanawia fakt, ze wiele matek tego jakos nie
              dostrzega. Wiele razy na roznych forach pojawia sie stwierdzenie:
              bede sobie z dzieckiem w domu dopoki nie skonczy 3 czy 6 lat, bo to
              wlasnie teraz mnie NAJBARDZIEJ potrzebuje, a potem jak
              podrosnie/pojdzie do szkoly, to zajme sie wlasna kariera.

              Nic dziwnego, ze potem te dzieciaki z podstawowki/gimnazjum takie
              zle wychowane. Rodzice zajmuja sie kariera zamiast dzieckiem, no bo
              swoje 3 czy 6 lat wychowania juz odwalili jak dzieciak byl maly.
              • purpurowa_komnata Re: a nie można tego jakoś wypośrodkować? 29.02.08, 21:24
                Uważam- pewnie podobnie jak Ty,ze nie ma takiego wieku kiedy można
                stwierdzić,ze dziecko nie potrzebuję matki czy ojca. Poza tym wg
                mnie nie chodzi tak bardzo o ilość czasu spędzonego w domu lecz o
                jego jakość. Co z tego,że matka np. jest w domu skoro traktuje to
                np. jako przymus a dziecko spędza czas przed tv. Po drugie każda
                rodzina indywidualnie podejmuje decyzje jak ma funkcjonować; czy
                praca ma być w domu czy dla domu. I ostatnia sprawa istotne jest nie
                to (wg mnie oczywiście)kto przy dziecku jest. Istotne jest czy
                zaspokaja jego różnorakie potrzeby w tym potrzebę miłości. Zawsze
                chylę czoła przed rodzicami, którzy rezygnują z pracy zawodowej aby
                zająć się dzieckiem w domu. Nie przychodzi mi jednak do głowy aby
                negatywnie podchodzić do ludzi, którym w opiece pomaga niania lub
                np. żłobek. Rodzice mają wychować szczęśliwe, świadome swojej
                wartości dziecko. Robią to nie dla siebie zresztą tylko dla
                społeczeństwa. Oczywiście nikt nie musi mojego zdania podzielać.
                • pade własnie o to chodzi 03.03.08, 09:55
                  mam 9,5 latka i 4,5 latkę i temu pierwszemu dziecku jestem teraz
                  najbardziej potrzebna i poświęcam mu ogromnie duzo czasu. Wierze, ze
                  nie jest to czas stracony, że wpoję mu pewne nawyki, ze zaprocentuje
                  to w przyszłości.
                  Wg mnie w Polsce powinien byc bardziej rozwinięty system pracy na
                  pół etatu. To jest najlepsze rozwiązanie dla mam, które chcą
                  poświęcać swój czas i sobie i rodzinie. Marzy mi się taka praca.
                  Moje dziecko nie musiało by siedzieć samo w domu, albo pałętac sie
                  po dworze. Nie każde dziecko jest na tyle odpowiedzialne by to
                  robić. Piszecie, ze Wy latałayście z kluczem na szyi i nic Wam się
                  nie stało. Ale dziewczynki sa bardziej odpowiedzialne!!! Bardziej
                  dojrzałe emocjonalnie! Mój 9 letnie brat podczas nieobecności
                  rodziców skonstruował sobie bombę z sody oczyszczonej na przykład.
                  Gdyby nie było mnie wtedy w domu nie wiem co by się stało z jego
                  twarzą. Non stop miał takie pomysły. Mój synek z kolei naspraszałby
                  kolegów, albo wyszedł z domu i zostawił otwarte drzwi. Niestety nie
                  każde dziecko może byc samodzielne już z wieku 7 lat. Uczę mojego
                  syna odpowiedzialności, próbujemy małymi kroczkami, ale na razie nie
                  ma wiekszych efektów. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem byłaby dla
                  mnie praca na pół etatu, ja wyszłabym do ludzi, nauczyłabym się
                  czegoś nowego, a jednoczesnie moje dziecko byłoby dopilnowane.
                  Niestety na pół etatu mogę znaleźć jedynie pracę w sklepie. Szkoda,
                  ze nikt nie pomysli o profitach dla pracodawców tworzących miejsca
                  pracy na pół etatu...
          • marianna72 Re: a nie można tego jakoś wypośrodkować? 29.02.08, 23:03
            marripossa napisała:

            > Na wlasnym podworku (mam 12-letniego syna) zauwazylam, ze teraz
            > jestem bardziej synowi potrzebna niz gdy mial mniej niz 5 lat.
            > W domu nigdy z nim nie siedzialam.
            > Gdy mial 2 tygodnie wrocilam na studia, a dzieckiem zajmowala sie
            > babcia i niania. Przez pierwsze pare lat bylo mu wszystko jedno
            kto
            > sie nim zajmuje, byle byl najedzony i bylo mu cieplo.
            >
            > Gdy poszedl do szkoly, to sie dopiero zaczela jazda. Mama to,
            mama
            > tamto, mama siamto. Zglupiec mozna. Do wszystkiego matka
            potrzebna,
            > babcia, nianka poszly w odstawke. Podobnie jest u dzieciatych
            > kolezanek. Im wieksze dziecko tym wiecej zajec i problemow i
            > zainteresowan i do wszystkiego rodzice potrzebni a nie babcie czy
            > nianki. Mialam wiecej czasu gdy dzieciak byl maly i jedyne co
            > chcial to czysta pielucha i zupa.
            >
            > Uwazam wiec (dla nie potrafiacych czytac ze zrozumieniem - jest to
            > moja opinia i nie trzeba sie z nia zgadzac), ze rodzice sa
            bardziej
            > dziecku potrzebni, gdy to dziecko juz podrosnie i zaczyna miec
            > wlasne problemy, a nie gdy jest male

            Nie sadze zeby rodzice byli bardziej potrzebni starszemu dziecku,
            moze dlatego synek tak za Toba biegal w pozniejszych latach bo
            chcial sobie odrobic braki z wczesnego dziecinstwa .
            Maluch nie potrafi przekazac ,ze Mama jest mu potrzebna tak jak to
            robi starsze dziecko ale to nie znaczy ,ze tej Mamy nie potrzebuje .
            Z wiekiem zmieniaja sie formy komunikowania i dziecko slownie
            poprostu Ci przekazalo czego oczekuje moze wczesniej tez probowalo
            ale malo z nim przebywalas wiec nie odczytalas trafnie informacji
        • ugenwillla w pełni się zgadzam 01.03.08, 11:30
          i nie wierzę w tłumaczenia że matkom ciężko pracę znaleźć, że się sekuje kobiety
          z dziećmi w pracy itp. opowieści. Mam wśród bliskich znajomych przykłady, że jak
          się chce to można nawet w malutkim mieście pracować i wychowywać dzieci.
          Przykład: matka czworga dzieci, z wykształcenia i zawodu nauczycielka, chcąc
          pracować i godzić to z obowiązkami rodzinnymi poszła siedzieć na pocztowym
          okienku 4 godziny dziennie. Szybko awansowała i została kierownikiem jakiejś
          sekcji, potem przeszła do jakiejś pocztowej biuralicji i zajęła się szkoleniami
          pocztowców i to wszystko pracując ciągle na pół etatu. Zarabia niezbyt dużo, ale
          sukcesywnie coraz więcej. Tej pracy nikt nie chciał a ona się zdecydowała i
          poczta dała jej szansę mimo jej czworga dzieci i dużego zaangażowania w sprawy
          domu, bo tam brakuje ludzi do pracy i każdy wykształcony człowiek jest cenny,
          matka dziedzim też. Inny przykład: matka dwojga malutkich dzieci siedząc w domu
          robiła drobne zakupy na Allegro, często przegłądała portale aukcyjne i wciągnęła
          się w e-handel. Dziś ciągle siedzi w domu ale ma dobrze prosperujący sklep
          internetowy i jeszcze prowadzi szkolenia w urzędzie pracy dla ludzi, którzy chcą
          założyć biznes internetowy. Dodam jeszcze, że obie opisane panie wciąż bardzo
          intensywnie zajmują się dziećmi, pieką ciasta, haftują obrusy, a jednak mimo to
          część swego czasu poświęcają na swoją karierę i dobrze na tym wychodzą i one i
          ich rodziny (mama bardziej zadowolona z życia, więcej pieniędzy - więcej
          możliwości). Znam też takie, które siedzą w domu, oglądają tv, plotkują z
          koleżankami, na obiad zupa z torebki, od dzieci się opędzają i zapychają
          batonikiem i bajką na dvd, ale mają pełną gębę opowieści o poświęceniu dla
          rodziny, o niemożliwości podjęcia żadnej pracy, no bo przecież dzieci, mąż, dom,
          no i matek nikt nie zatrudnia, dyskryminacja, pracy nie ma i wogóle tragedia i
          ogólna niemożność! Co tak naprawdę robicie ze swoimi dziećmi siedząc z nimi cały
          dzień w domu? cały czas aktywnie się bawicie, uczycie dziecko nowych rzeczzy?
          może właśnie wyrządzacie im krzywdę nie wysyłając do przedszkola, gdzie dzieci
          rozwijają się zupełnie inaczej, lepiej, szybciej, nabywają umiejętności
          społecznych, przebywają w grupie rówieśniczej, uczestniczą w zajęciach
          prowadzonych przez fachowców od nauczania dzieci? dzisiaj przekonanie o tym, że
          dziecku najlepeij w domu z matką są fałszywe, bo dzisiejsze czasu wymagają
          również od dzieci szybkiego uczenia się, otwartości na świat, a nie trzyania się
          maminej spódnicy, to powoduje zapóźnienia w dalszej edukacji. Tak więc te całe
          gadanie o wyższości dzieci chowanych przez niepracujące matki to bzdurai wygodna
          wymówka dla kobiet, które nie bardzo umieją coś sensownego zrobić z własnym życiem.
          • kyyriad ze mną było podobnie 01.03.08, 12:18
            Siedziałam w domu 3 lata i też opowiadałam jak to świetnie robi mojemu dziecku,
            jak jest zadbane i wychuchane, jak potępiam wychów w żlobkach i przedszkolach,
            do momentu aż spotkałam pracującą koleżankę z córką w wieku mojego syna i trochę
            zmieniłam zdanie. Jej córka w porównaniu z moim synem świetnie mówiła, bardzo
            dużo pełnych zdań, nawet r wymawiała wyraźnie, była bardzo odważna, ładnie
            rozmawiała, wyciągnęła rękę do mojego syna, który ze wstydem chował się gdzieś
            za mną. W zabawie też umiała sobie lepiej radzić, cały czas mówiła Maćkowi co ma
            robić, jak klocki ustawiać, jak układać puzzle, choć myślałam, że on właśnie
            sobie dobrze z tym daje radę, bo czesto w domu tak się bawimy, to w porównaniu z
            tą dziewczynką był do tyłu. Koleżanka mi opowiedziała, że jej córka też była
            długo taka "przy mamusi", ryczała w przedszkolu całymi dniami, przeszła
            wszystkie choroby, ale ona wytrwała, bo dostała dobrą pracę i zależało jej. Po
            kilku miesiącach dziecko zmieniło się nie do poznania i teraz to nudzi się w
            domu i chce do przedszkola, bo tam są koledzy, zajęcia, tańce, gimnastyka,
            jakieś teatrzyki, wyjścia, życie dziecka zorganizowane w grupie dzieci przebiega
            zupełnie inaczej i są duże postepy jeżeli chodzi o mowę, samoobsługę, kontakty z
            ludżmi. I teraz sama załatwiam dziecku przedszkole a sama szukam pacy, bo sądzę,
            że faktycznie od pewnego wieku dziecko powinno już rozwijać się wśród innyh
            ludzi, choćby na 2 - 3 godziny, ale zawsze. Sama też jestem zmęczona monotonią
            takiego życia, ciągle tymi samymi zajęciami, uwiązaniem do dziecka, więc
            naprawdę dojrzałam do zmiany naszego życia. Mąż jest za, bo mówi, że jadnak
            zasiedziałam się i trudno ze mną pogadać o czymś innym niż Maciuś, nie mówił mi
            tego, bo wie jakie to dla mnie ważne, ale teraz popiera mnie. Dlatego dziewczyny
            przemyślcie to swoje siedzenie w domu z dziećmi, czy to aby nie jest tylko
            wygodna wymówka przed podejmowaniem jakichś życiowych wyzwań? U mnie trochę tak
            było.
          • purpurowa_komnata Re: w pełni się zgadzam 01.03.08, 14:12
            Powiem tak: są ludzie, którym zawsze w życiu będzie źle- zawsze będą
            twierdzić,że są pokrzywdzeni, bez perspektyw, bez pomocy babć,
            swojego własnego mieszkania...
            Wiem jedno- jeśli się bardzo chce to można zrealizować nawet
            pozornie niemożliwe założenia. Fakt; wysiłek i zaangażowanie to
            podstawa. Prawdziwy problem widzę jedynie jeśli ma się pod opieką
            np. wymagające całodobowej opieki niepełnosprawne dziecko albo mąż
            czy żona są bardzo poważnie chorzy. W innym przypadku uważam,że
            człowiek, który siedzi na tyłku sam za swoją złą sytuację odpowiada.
            Łatwo się usprawiedliwiać i jeszcze winić otoczenie.
            Sama na własnej skórze odczułam,ze czasem w życiu jest niezwykle
            trudno ale to nie znaczy,że trzeba skapitulować.
          • tangerka też tak sądzę 02.03.08, 10:49
            Znam wiele niepracujących matek siedzących ze swoimi dziećmi w domu - jedne ze
            świętym przekonaniem o swojej misji wychowawczej, inne przyznają, że po prostu
            nie mają roboty i już, bez dorabiania ideologii. Wszystkie te kobiety matki, bez
            względu na to co mówią, są sfrustrowane i pełne poczucia krzywdy, bo - cytuję -
            "inne to mają dobrze bez dziecka", "mają pieniądze na ciuchy a ja pieluchy muszę
            kupić", "uwiązana cały dzień jestem, nawet kawy z koleżanką spokojnie nie
            wypiję", "dobrze tak sobie do pracy iść, forsę zarobić i potem jeszczą ją na
            siebie wydać - a ja mam dzieci i muszę w domu siedzieć". Takie teksty słyszy się
            na co dzień i wynika z nich jedno - dzisiaj dziecko to dla kobiety wyrzeczenie.
            Po prostu musi okresowo przynajmniej z różnych rzeczy zrezygnować i pozostaje
            tylko kwestia na jak długo, jedne już po urlopie macierzyńskim chcą wrócić do
            starego świata, inne zostają w tym na lata i usiłują wszystkim wmówić że właśnie
            tak trzeba, zarzucają konsumpcjonizm, kult rzeczy, a same do tego wzdychają. Ale
            to wszystko tłumaczy dlaczego dzieci jest coraz mniej - kobiety wolą dzisiaj
            pracować, używać wolności, mieć pieniądze niż dzieci i "uwiązanie" i będzie się
            to nasilać. Dyskusje o tym, czy trzeba z dziećmi zostać rok czy 15 lat są wtórne
            - pokazują tylko, że wszystkim kobietom, nawet te które wybierają te 15 lat w
            domu, siedzenie z dziećmi doskwiera nawet jak się nie przyznają i muszą same
            siebie przekonywać, że robią to w slusznej sprawie. I tyle.
    • fajka7 Re: praca a dziecko 29.02.08, 21:06
      E tam trujesz Sylwia bez ladu i skladu. Jak Ci dobrze, gdy siedzisz
      w tym domu z dziecmi, to swietnie i siedz sobie ile wlezie.
      Na szczescie nie wszyscy mezowie byli zamykani w domu na klucz w
      dziecinstwie i zapewne dzieki temu ich zony maja wiekszy wybor w
      zyciu smile
      Swoja szosa widze, ze sama blad popelnilam, bo nie spytalam nigdy
      meza jak spedzil wczesne dziecinstwo.
      A Tobie po co to dziecko? Po to, zeby miec z kim siedziec?
      • sylwiawkk Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:14
        po to aby miec kogo kochac i żeby mnie ktoś kochał i szanował
        i tez chowam dzieci dla świata a nie dla siebie tylko ja mu
        poswiecam czas bo uwazam że matka jest od tego a nie obcy ludzie
        jak obcy ludzie chcieliby miec dzieci to by sobie zrobili a nie
        dlatego że ktoś im płaci
        bo nigdy nie uwierze że opiekunka czy żłobek kocha wasze dzieci tak
        jak rodzice
        • purpurowa_komnata Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:19
          Wiesz Sylwia ciesz się,że możesz być z własnymi dziećmi w domu.
          Jeśli jeszcze Ci to pasuje to już naprawdę tylko
          pozazdrościć.Wygląda na to,że nikt nie może myśleć inaczej. Rób tak
          aby Tobie i Twojej rodzinie było dobrze i nie stresuj się
          niepotrzebnie. smile
        • fajka7 Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:31
          Tylko, ze nie matka jest od tego, a oboje rodzicow, a madra milosc
          nie polega wylacznie na stalej obecnosci. Ci obcy ludzie potrafia
          wiele dobrego wniesc w zycie dzieci i pokazac swiat z troche innej
          strony niz rodzice, co jest rowniez bardzo cenne i moze dziecko
          znacznie wzbogacic. Co z tego, ze zlobek nie kocha dziecka jak
          matka, skoro zajmuje sie zupelnie inna sfera zycia dziecka i ma za
          zadanie zapewnic mu wystarczajace poczucie bezpieczenstwa i
          przyjazne warunki pobytu.
          Ty naprawde chcesz przeforsowac mysl, ze poniewaz najbardziej
          kochasz swoje dzieci, z kazdego Twojego gestu nawet przy podcieraniu
          tylka ta milosc sie wylewa i ma takie kolosalne w zwiazku z tym
          znaczenie dla rozwoju dziecka i jego przyszlosci? Wierzysz, ze sama
          miloscia wychowasz dzieci? Bo ja np. zamiast siedziec z dzieckiem w
          objeciach przez kilka godzin i przelewac na nie swoja milosc widze
          wyraznie, ze znacznie lepiej na nie wplywa sensowna zabawa z mila,
          lubiana pania, ktora umie taki czas z dzieckiem zagospodarowac
          znacznie lepiej niz ja w niektorych przypadkach.
          Wytlumacz mi w imie czego mam pozbawic dziecko swietnych zabaw,
          ktorych tak sie sklada akurat nie wymysle, bo nie jestem
          utalentowana w tym kierunku? W imie tego, ze to nie ja je
          przeprowadzam tylko pani/ciocia/babcia, ale za to ja kocham to
          dziecko najbardziej, wiec ma ze mna siedziec?
            • fajka7 Re: praca a dziecko 29.02.08, 23:56
              no widzisz, ale tak sie sklada, ze ja tego nie lubie i jest mi
              trudno sie w niektore czynnosci uczciwie zaangazowac, mimo tej calej
              milosci do dziecka, ktora rownolegle oczywiscie odczuwam- i co
              wtedy? owszem, moge nad soba pracowac, ale to wymaga czasu, a sama
              wiesz jak szybko dzieci rosna i czas ucieka
              smile
              a bardzo za to lubie slyszec smiech dziecka, gdy szaleje z niania i
              jest przeszczesliwe, ze ma takie atrakcje, bo dobrze bawia sie oboje
              to co- mam ja zwolnic?
              a dodam, ze bronie pracujacych matek oraz opieki przez 'obcych'
              wcale nie dlatego, ze sama pracuje po 9 godzin, bo akurat mam inna
              sytuacje i tez nie musze tyle czasu spedzac poza domem
    • asia_i_p Re: praca a dziecko 29.02.08, 21:42
      Sylwia, to nie jest takie proste.
      Ja co prawda siedzę z moim dzieckiem, dopiero od września prawie 3-
      letnie pójdzie do przedszkola. Ale to nie jest taki prosty podział,
      że jeśli matka pracuje, to dziecko wychowuje ktoś inny. Moja
      pracująca ciotka wychowała dziecko swojej niepracującej bratowej - w
      godzinach pracy było z opiekunką jej dzieci, kiedy wracała, była
      cała dla swoich dzieci i swojej bratanicy - nikt, łącznie z
      opiekunką, nie kwestionował, że to ona wychowuje. Ma taki jakiś dar,
      że wszystko co młode i niepewne w zasięgu jej wzroku zaraz bierze
      pod opiekę, a poza tym to było dla niej bardzo bardzo ważne. Podczas
      gdy jej niepracująca bratowa była skoncentrowana na urządzaniu domu
      i emocjonalnych przepychankach ze swoim mężem i dla swojej jedynej
      córki nie miała czasu ani zaangażowania.
    • jdylag75 a po co ojcowie mają dzieci 29.02.08, 22:16
      no po co? jak 5 dni po ich urodzeniu zostawiają je i idą do pracy, często nie ma
      ich w domu 12 godzin, no po co, po co, po co?
      dlaczego wszyscy czepiają sie matek? jakoś rzadko czytam o powinnościach ojca