dziewczyny prosze,chociaz wy troche pocieszcie

((tylko blagam,nie
piszcie,ze sie uzalam nad soba,itd.mam tak paskudny nastroj
ostatnio,ze jeszcze nigdy tak zle sie nie czulam,tak jest od 2,3
tygodni,zero checi do zycia.wydawalo mi sie,ze jestem szczesliwa
zoną,matka,ale chyba sama sie oszukuje.od kilku miesiecy nie uklada
nam sie z mezem,kompletnie sie mna nie interesuje,nie pomaga mi w
niczym,nawet nie zapyta po powrocie z pracy,co u mnie,jak minal
dzien itp.zero zainteresowania,tylko patrzy,zeby cos zjesc,otworzyc
piwo i nic go poza tym nie interesuje,doszlo juz do tego,ze są
dni,ze w ogole sie nie odzywa.mamy poltoraroczne dziecko,ktore
wchodzi w okres buntu dwulatka i jest nie do wytrzymania.po slubie
przeprowadzilam sie do meza,nie znam tu nikogo,dawne towarzystwo sie
wykruszylo,a poza tym sa to ludzie,ktorzy nie maja mezow,zon,dzieci
i zyja innym zyciem.calymi dniami siedze w domu,nawet nie mam sie
jak z niego ruszyc,mamy tylko jeden samochod,ktorym maz jezdzi do
pracy,mimo tego,ze ma mozliwosc zabierania do domu samochodu
sluzbowego,ale jak to on stwierdzil,nie zostawi auta w domu,zebym
sie z niego nie ruszala.zmienil sie okropnie,wszystko mu nie
pasuje,ilekroc probuje z nim rozmawiac,konczy sie to awantura,bo sie
czepiam ciagle.mam mozliwosc wrocic do pracy,ale maz ciagle robi
jakis problem:bo z kim bedzie dzicko,dodam,ze moja mama zdeklarowala
sie ze bedzie z malym i nie ma problemu,to znowu,czym bede
dojezdzac,on mi nie da samochodu i tak w kolko.uwiazal mnie do tego
stopnia,ze zaczynam miec juz watpliwosci,po co on w ogole ze mna
jest.praktycznie nic nas juz nie laczy,spimy nawet osobno,ja z
dzieckiem w pokoju,on w pokoju obok.wieczorami nie mam co liczyc,ze
pobedziemy razem,bo on patrzy tylko wypic piwo i odplywa.rozumiem,ze
ma prawo byc zmeczony,ale czemu taka znieczulica w stosunku do mnie?
nie wiem jak juz z nim rozmawiac,bo widze,ze chyba kompletnie nie
zalezy mu na tym,zeby miedzy nami bylo
dobrze.ehhh...dziewczyny,strasznie mi zle...