Piszę tu bo może odezwie się ktoś kto był w podobnej sytuacji albo pomoże mi
spojrzeć na wszystko z innej strony. Jeszcze dwa miesiące będę na urlopie
wychowawczym. Przed ciążą pracowałam w instytucji samorządowej, w biurze. To
co robiłam miało się nijak do mojego wykształcenia i zainteresowań ale w
związku z wiadomą sytuacją na rynku pracy, kiedy nie znalazłam nic w
zawodzie, to i tak było coś (zresztą załatwione po znajomości). Szczerze
mówiąc to nie znosiłam tej pracy i kiedy poszłam na urlop macierzyński a
potem wychowawczy, brałam pod uwagę, że już tam nie wrócę. W czasie urlopu
wych. zaczęłam na umowy-zlecenia robić to co mnie interesuje, co jest zgodne
z moim wykształceniem. Po pierwszym zleceniu pojawiło się następne a potem
kolejne.. I tak sobie siedziałam na tym wychowawczym i dorabiałam. Teraz syn
poszedł do przedszkola a ja powinnam coś zdecydować. Od miesiąca biję się z
myślami. Zwolnić się z pracy i założyć własną działalność gosp. A przecież
raz jest praca a raz nie. A ZUS itp opłacać trzeba. Mój mąż też pracuje na
własny rachunek. Teraz dobrze zarabia ale "raz na wozie raz pod wozem". Czy
nie lepiej mieć stałą pensyjkę (co prawda całe 1000 zł he, he)niż
ryzykować. Mąż uważa że jeżeli wolę to robić to on na moim miejscu by
zaryzykował. Rodzice i teściowie są zbulwersowani pomysłem porzucenia
stałego etetu na rzecz niewiadomo jakiej przyszłości. Wiem, że teraz do
odważnych świat należy, ale ja chyba tej odwagi mam za mało. I niestety nie
da się pogodzić obu rodzajów pracy, bo jest jeszcze dziecko - ono też
potrzebuje mojego czasu. Na pewno to drugie zajęcie zajmowało by mi mniej
czasu przy porównywalnych jak dotąd zarobkach, ale przecież sytuacja na
rynku jest taka niepewna.No i pracowałabym w domu co też ma wady, a po
trzech latach w nim spędzonych praca w biurze chwilami wydaje mi się
atrakcyjna . Jastem taka na siebie wściekła, że nie umiem podjąć decyzji.
Tym bardziej że w czasie urlopu wych. dokształcałam się na studiach
podyplomowych z myślą że do biura nie wrócę. Wiem że nikt za mnie nie
zdecyduje, a czas płynie, ale może jest wśród Was osoba która zrezygnowała z
pracy etatowej na rzecz założenia własnej działalności i jest teraz
sobie "sterem, żeglarzem i okrętem"? Co o tym myśli z perspektywy czasu.?
Może trochę chaotycznie napisałam ale sama biję się z myślami i ciężko mi
było to bardziej logicznie przelać na papier(sorry, na monitor