liwilla1
31.08.08, 00:26
malz polazl sobie z kolega na miasto podyskutowac przy piwie. o 18 podwiozlam
go, ucalowalam, zyczylam milej zabawy. nie mam problemu z jego wychodzeniem,
robi to sporadycznie, a ja mam dosc liberalne podejscie do zwiazku i
wzajemnego zaufania. ale...
bedziemy mieli w tym miesiacu spore wydatki, prosilam go wiec, by dzisiaj -
jesli chce bysmy gdziekolwiek w tym miesiacu we dwoje poszli - postaral sie
wstrzymac z piciem. powiedzial, ze piwko, gora dwa, pogada i wraca. jaaaaaasne.
o 20 zadzwonilam powiedziec, ze jestesmy juz z synkiem w domu, zeby sie nie
martwil. powiedzial, ze za chwile zbiera sie do domu, tylko jeszcze musi o
czyms pogadac. o 22 nasz dwulatek caly czas biega do drzwi i mowi "tata, tata,
tata", dzwonie wiec jeszcze raz spytac sie kiedy bedzie, bo syn za nim teskni
a i mi dzisiaj jakos nieswojo w domu samej. nie odbiera. za kwadrans znowu
dzwonie. nie odbiera. powtarzam - juz wsciekla - operacje jeszcze dwa razy w
odstepie czasowym. nie odbiera.
w koncu przed chwila oddzwonil (po godzinie od mojego ostatniej proby
dodzwonienia sie) i tlumaczy, ze nie slyszal, ze siedzi w klubie, ze gra
muzyka bla bla bla OK, ja rozumiem, ja wszystko rozumiem, fajnie mu sie siedzi
i pije, i rozmawia, i sie wyrwal w koncu od upierdliwej ciezarnej i dwuletniej
energetycznej pijawki, ja to naprawde wszystko rozumiem.
jednego tylko pojac nie moge - dlaczego przez blisko dwie godziny, siedzac w
glosnym miejscu, wiedzac, ze moze nie uslyszec telefonu, nawet nie sprawdzil,
czy nie probuje sie z nim skontaktowac? a gdybym go potrzebowala?
a na koniec dodam, ze oczywiscie juz przebalowal caly nasz i tak marny budzet
"przyjemnosciowy" na najblizszy miesiac.
pytanie do publicznosci: foch jedno czy dwudniowy?