haja197222
10.09.08, 15:24
Chciałam się wygadac. Zasięgnąc Waszej rady. Chcę się uspokoic, może trochę mi się uda, kiedy tutaj napiszę.
Doskonale wiem, że takie rzeczy się zdarzają, wiele razy o nich słyszałam, ale nie sądziłam, że przytrafi się to moim dzieciom.
Moja młodsza córka, uczennica drugiej klasy gimnazjum, od kilku dni próbuje zrobic wszystko, żeby nie pójśc do szkoły. Dzisiaj wróciła do domu po jednej godzinie lekcyjnej, twierdząc, że wymiotowała i źle się czuje.
Przyciśnięta do muru, trzęsąca się i z wielkim płaczem opowiedziała co się dzieje.
Dwie dziewuchy w wieku 17 - 18 lat czatują pod szkołą na wychodzącą młodzież, wciągają do bramy, albo do parku sąsiadującego ze szkołą i każą oddawac sobie pieniądze, telefon, biżuterię... Grożą przy tym nożem, czy jakimś scyzorykiem, biją po twarzy, kopią...
Córka błaga, żeby nie zawiadamiac policji ani nikogo w szkole. Twierdzi, że "dopiero wtedy będzie miała przechlapane". Ponoc te dziewuchy mają nieciekawych znajomych.
W pierwzej chwili chciałam się ubrac i szukac tych dziewczyn, złapac, wytargac za kudły i nakopac do tyłka... Jako matce patrzącej na szlochające dziecko z siniakami na rękach, przemknęła mi przez głowę myśl, żeby zapłacic pare złotych osiedlowej menelarni, za połamanie nóg tym panienkom.
Co mam zrobic jako cywilizowany człowiek ? Dziewczyny normalnie ręce mnie świerzbią i Bóg raczy wiedziec co strzeli mi do głowy.