moj maz dorabia sobie od czasu do czasu, to pewnie nie jedyny taki
przypadek

otoz mamy znajoma, ktorej czesto cos tam zrobi, ktora
od czasu do czasu gdzies tam po sklepach wozil bo jakiegos kwiatka
szukala a corka nie miala czasu by ja zawiezc. wszystko to maz
robil za darmoo, bo byly to w sumie drobnostki i zdarzalo sie to
sporadycznie. ostatnio jednak babka zatrudnila go do wiekszej
roboty. byl u niej dwa dni, tzn. dwa dni tam pracowal-poswiecil na
to swoj weekend i czas, ktory mogl spedzic ze swoim dzieckiem.
wczesniej dzwonil do niej czesto, jezdzil po sklepach, do niej i
informowal ja o roznych mozliwosciach. kobieta m.in. chciala
wymieniac drzwi (ktore to maz jezdzil do roznych sklepow ogladac,
ktore to moj maz w necie szukal) w koncu i tak okazalo sie, ze
szukal niepotrzebne bo kobita sie rozmyslila i kazala stare
ocheblowac i przemalowac. nie wazne. przy placeniu maz skasowal ja
jak innych swoich klientow i tu zaczal sie problem. kobita meza
unika, jakos mam to gdzies, ale wczoraj dowiedzielismy sie, ze jest
oburzona i gada znajomym, ze jak moj maz mogl tyle kasy od niej
wyciagnac? wiem, ze innym fachowcom placi duzo wiecej za inne
naprawy i jestem pewna, ze wydawalo jej sie, ze maz nie wezmie od
niej kasy, albo ze wezmie symboliczna sume. zastanawiam sie, jak
mozna miec taki tupet? wie kobieta ile czasu maz dla niej poswiecil
i ile sie najezdzil by znalezc material. dobrze wie, ze chlopak ma
rodzine na utrzymaniu. zastnawiam sie, skad sie biara takie
babsztyle? dodam, ze kobieta do biednych nie nalezy.