jestem.mama
06.11.08, 09:50
przez kilka dni zostałam sama w domu z 2-letnim synkiem. I na prawdę z
ogromnym podziwem patrzę na mamy, które samotnie borykają się z wychowaniem
dziecka, czy też większej gromadki. Po prostu nie wiem, jak Wy to robicie, ale
ja nawet głupi prysznic z duszą na ramieniu brałam (mieszkamy w domu
jednorodzinnym, dziecko spało na górze, ja w łazience na dole namydlona modlę
sie, żeby akurat w tym momencie mały się nie obudził).
Wszystkie prace domowe wykonywałam dopiero wtedy, kiedy mały zasnął(czy można
w ogóle np. umyć schody czy łazienkę przy dwulatku??)
Nie wspominam już o drobiazgach typu zakupy po pracy (które mąż zwykle robi,
bo zmotoryzowany, a ja z gatunku pasażerów autobusowych)
Ta nieobecność męża bardzo uświadomiła mi jak cenne jest to, że mogę liczyć na
jego pomoc, wsparcie i nie dźwigam sama całego świata.
Samotne mamy - czy to z konieczności, czy z wyboru, jesteście WIELKIE,
jesteście święte...