Dodaj do ulubionych

Nie panuję nad sobą

22.11.08, 16:08
Jak się wkurzę, to nie panuję nad sobą. Jestem strasznie zdenerwowana, cała
się trzęsę, mam ochotę rzucać, rozwalać, robić sobie krzywdę.

Wczoraj pokłóciłam się z mężem - o to, co zwykle. On pracuje od poniedziałku
do niedzieli, ja ciągle sama, nie mam do kogo gęby otworzyć, dwoje maleńkich
dzieci, wszystko na mojej głowie. No i wariuję od tego. Dzisiaj miałam upiorny
dzień, dzieci nie chciały pójść spać w ciągu dnia, ja zdenerwowana, to one tym
bardziej nie chcą spać i też zdenerwowane. I tak się nakręcam.
I wraca mąż z pracy - wtedy to już puściło, przewróciłam wózek, coś
krzyknęłam, dzieci się przestraszyły, ja podrapałam sobie twarz.
I cała się trzęsę, nie mogę się uspokoić, nosi mnie.

No przecież tak nie można. Przecież wiele osób ma tak jak ja, wiele osób ma
gorzej, a jakoś się trzymają. A najgorsze, że dzieci są przy tym (7 miesięcy i
2,5 roku). Mam wyrzuty sumienia, że robię im krzywdę i jeszcze bardziej siebie
nienawidzę. I mąż pewnie też mnie nienawidzi. Nie mogę tak reagować. Czuję się
jak szmata.
Obserwuj wątek
    • biedro_neczka Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 16:14
      "podrapałam sobie twarz"

      o matko, dlaczego sama sie okaleczasz? ulżyło Ci jak się podrapałaś?
      rozumiem, że nie masz już siły sama z dziećmi, ale żeby doprowadzać
      się do tego stanu? Chyba musisz poprosić o radę jakiegoś lekarza
      specjalistę
      • hellious Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 16:19
        Zdecydowanie powinnas isc do specjalisty. Ja z reszta tez, choc moje nerwy do twoich nawet nie podskocza..
      • annasi23 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 16:20
        Nie wiem, naprawdę nie wiem.
        Poprzednio łupnęłam głową w parapet.
        Nie zdarza się to często, ale zdarza się. Nie wiem dlaczego. Jakoś nie potrafię
        się rozładować. Nosi mnie i muszę coś z tym zrobić.
        • dlania Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 16:41
          Annasi, a mąz nie może mniej pracować? Albo ty nie możesz wrócic do pracy , a
          dzieci oddac do złobka bądź niani? Rola niańki i gospodyni domowej wyraźnie ci
          nie służy - i ja cie rozumiem, tez tak miałam, Z tym że ja niszczyłam swoje
          ulubione rzeczy, nie drapałam sie po twarzywink - tak czy inaczej to taka próba
          zwrócenia uwagi, krzyk: pomóżcie.
          Jeśli to co napisałam nie jest mozliwe, to załatw sobie pomoc kogoś chociaż na
          godzine, dwie dziennie - godzinę, podczas której nic nie będzie na Twojej głowie.
    • nombrilek sprawdz priv 22.11.08, 16:27

      jw.
    • gryzelda71 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 16:54
      Im szybciej pójdziesz do psychiatry tym lepiej dla ciebie i całej rodziny.Nie
      pomoże wyjście z domu.
    • kol.3 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 17:05
      Dziewczyny, dlaczego nie mierzycie sił na zamiary!??
      Masz męża pracującego w trybie 6/7, jesteś sama przez całe dnie,
      rozumiem, że żadnej babci na horyzoncie, bo z postu wynika, że nie
      masz żadnej pomocy. Przy jednym małym dziecku miałabyś wystarczająco
      roboty, nie mogłaś poczekać z tym drugim dzieckiem, aż pierwsze
      podrośnie? Wiem, że pytanie jest po fakcie, bo jest dwójka dzieci
      trzeba szukać wyjscia z sytuacji. Na pewno musisz poradzić się
      lekarza i na pewno powinnaś mieć pomoc do dzieci.
      • marzeka1 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 17:10
        Przy takich reakcjach to jednak zdecydowanie wybierz się do lekarza, bo w koncu zrobisz sobie krzywdę. Widać,że bycie w domu non stop z 2 tak małych dzieci ci nie służy, może wynajmij opiekunkę chociaż na kilka godzin w tygodniu, byś złapała oddech.Poza tym, czy mąż musi aż tak dużo pracować?
      • asia_i_p Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 17:31
        Spokojnie, jeden gorszy dzień nie znaczy jeszcze, że drugie dziecko
        było błędem. I zgadzam się z drugą częścią postu, nie ma co gdybać,
        trzeba szukać wyjścia z sytuacji.
        • kol.3 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 17:50
          To nie jest jeden gorszy dzień, przeczytaj uważnie post.
    • asia_i_p Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 17:29
      Po pierwsze mocno przytulam. Skąd ja znam takie stany? Jakoś to tak
      dziwnie znajomo brzmi. wink Uwierz, nieraz chciałam się sama zgłosić
      na niebieską linię.
      Nikt nie ma dokładnie tak jak ty, bo nikt nie ma idealnie takiej
      samej kombinacji psychiki, zdrowia fizycznego, doświadczeń życiowych
      i sytuacji życiowej jak ty. Nie ma sensu się porównywać z innymi, bo
      się jeszcze bardziej roztelepiesz.
      Trochę mało danych, żeby ci pomóc, bo to mogą być różne rzeczy -
      wyjątkowo silny PMS, jeśli karmisz piersią i jeszcze ci nie wrócił
      okres po porodzie (moje PMS w okresie karmienia potrafiły się
      ciągnąć i ciągnąć, poziom hormonów podnosił się i spadał, a ja
      zachowywałam się jak niezrównoważona), depresja poporodowa (często
      pojawia się po jakimś czasie), wzmocniony przemęczeniem dół
      jesienny. Poobserwuj się i, jeśli się powtórzy, wybierz się do
      psychiatry (to ma kilka plusów, uspokoisz się, że nie wariujesz,
      będziesz musiała oderwać się od dzieci, ktoś przez godzinę będzie
      się zajmował tylko tobą). Uświadom męża, że macie problem, i w tej
      chwili znalezienie czasu wolnego dla ciebie jest nie tylko kwestią
      twojego dobrego samopoczucia, ale także bezpieczeństwa dzieci, że to
      jest sprawa priorytetowa. Doładuj magnez i witaminę B6 w diecie. I
      nie martw się, dasz sobie z tym radę. Jeżeli przetrwałaś przez 7
      miesięcy dwulatka i niemowlaka i wszyscy troje żyjecie, to reszta
      pikuś dla ciebie.
      Mocne uściski i trzymam kciuki.
      • annasi23 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 20:40
        Dzięki za wszystkie posty. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie zadane w nich
        pytania.
        Jeśli chodzi o pracę męża - czy nie mógłby pracować mniej - wałkujemy to "od
        zawsze". On twierdzi, że nie, pracuje na uczelni, w tygodniu ma zajęcia ze
        studentami, studia doktoranckie, w soboty i niedziele studia podyplomowe, na
        których prowadzi zajęcia i których jest sekretarzem. Do tego różne prace zlecone
        typu publikacje związane z jego działką.
        Wiele razy prosiłam, tłumaczyłam, że ja tak nie mogę, pal licho fizyczną pomoc,
        mi jest potrzebne towarzystwo najbliższej mi osoby, wsparcie, przynajmniej raz w
        tygodniu. Mówiłam, że moim zdaniem to idzie w złą stronę, ucierpimy na tym
        wszyscy, łącznie z dziećmi.
        Mąż ma na to jeden argument: taką mam pracę, tego ode mnie oczekują, zresztą te
        zajęcia weekendowe to znaczna część naszych dochodów. Pytałam, czy nie mógłby
        zrezygnować chociaż z części tych zajęć weekendowych, żeby chociaż co drugi
        weekend był w domu - nie może, bo nie może odrzucać zleceń. Nie ma dyskusji.
        Głuptas nawet jak zachoruje, to nie idzie na zwolnienie, bo "nie może, ma
        zajęcia, nikt za niego tego nie zrobi".

        Ja planuję powrót do pracy, ale za jakieś 6 miesięcy, kiedy młodsza będzie mogła
        pójść do żłobka i będzie odstawiona od piersi. Starsza chodzi do żłobka, więc w
        tygodniu mam luz. Jak mówiłam, nie chodzi o pracę fizyczną (chociaż też daje
        popalić, jak wiecie), tylko o samotność.
        Ja chyba z tym moim mężem nie potrafię rozmawiać. Ja wiem, że on mnie kocha, ale
        on nie może, nie chce nic zmienić. Nasze kłótnie wyglądają tak, że ja się
        wściekam, a on milczy. Nie rozmawia ze mną, nie ma nic do powiedzenia. Tłumaczy
        tylko, że taką ma pracę i robi, co może, żeby mi pomóc. Co w sumie jest chyba
        zgodne z prawdą.
        W ogóle to ja mam szczęśliwe życie, jestem z niego zadowolona, tylko zdarzają mi
        się takie incydenty i ja naprawdę nie wiem co mam wtedy zrobić, wtedy naprawdę
        jest źle.
        Mam kochającego męża, wspaniałe zdrowe dzieci, mamy mieszkanie, nie mieszkamy z
        teściami, nie mamy kredytu, mąż nieźle zarabia. Jak czytam czasami czyjeś
        historie, to się łapię za głowę i jest mi głupio, że się wściekam o głupoty.
        Naprawdę czuję się podle, wierzcie mi.
        A najgorzej, że zrobiłam dzisiaj ten cyrk przed córkami, starsza się naprawdę
        przestraszyła. Szkoda mi jej i nienawidzę siebie za to.
        Tak, dzisiaj siebie naprawdę nienawidzę.
        • dlania Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 20:46
          Twój mąz zachowuje sie nie fair, zrucając na ciebie wszystkie obowiązki domowe i
          wychowawcze. Ja też pracuję na uczelni, od czasu do czasu cos publikuje i
          zajmuje mi to max. 24 godz. w tygodniu, czyli 3 dni. No ale ja nie postawiłam na
          pierwszym miejscu swojej kariery – wystarczy mi pozycja jaka mam – tylko
          rodzinę... na kariere będzie czas za 5-10 lat, jak dzieci nas już nie będa tak
          potzrebowały.
          • marzeka1 Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 20:51
            Wiesz, taka praca męża jest jednak problemem, bo on zwyczajnie się przemęcza i nie zdaje sobie sprawy,czym może się to skończyć. W firmie mojej szwagierki też był taki młody wilczek, któy zapieprzał jak motorek, był- w wieku 28 lat zmarł na zawał, nie nacieszył się nawet nowym domem, na który tak zasuwał piętek, świątek i niedzielę.Rozumeim,że największym probleme jest dla ciebie samotność, bo wierzę,że będąć non stop tylko z małymi dziećmi, można mieć dosyć wszystkiego.
        • gemmavera Re: Nie panuję nad sobą 22.11.08, 22:42
          annasi23 napisała:

          > Mam kochającego męża, wspaniałe zdrowe dzieci, mamy mieszkanie, nie mieszkamy z
          > teściami, nie mamy kredytu, mąż nieźle zarabia. Jak czytam czasami czyjeś
          > historie, to się łapię za głowę i jest mi głupio, że się wściekam o głupoty.

          Kobieto, musisz zrozumieć, że fakt, że masz "obiektywnie" szczęśliwe życie, nie
          oznacza jeszcze, że powinnaś zawsze czuć to szczęście. I nie oznacza to również,
          że skoro czujesz frustrację i złość, gniew, to możesz się obwiniać, bo "przecież
          nie masz powodów do narzekań".
          Nie obwiniaj się, tylko idź do psychiatry. Mówię najzupełniej serio. Jeśli co
          jakiś czas jesteś doprowadzona do takiego stanu, to wyjścia z domu czy pójście
          do pracy niczego tak naprawdę nie załatwią - może na jakiś czas zamaskują
          problem, ale go nie rozwiążą. Taka agresja nie jest jakimś "tylko incydentem",
          ale konkretnym wołaniem o pomoc. Nie bagatelizuj tego.

          I niech mąż dostrzeże, że to jest problem i trochę Cię odciąży.
          Żeby nie było, że nie wiem, o czym mówię - mój mąż pracował dokładnie tak samo,
          jak Twój - od poniedziałku do niedzieli. I również uważał, że jest
          niezastąpiony. I że tego układu nie da się zmienić.
          Ale się dało.
          Zawsze się da, tylko Twój mąż musi dostrzec, że to jest konieczność. A dopóki
          będziesz sobie i jemu tłumaczyć, że "to są tylko incydenty", nie ma szans na zmianę.
          Weź się porządnie za to, zanim Cię coś zeżre od środka, brzydko mówiąc.
          Powodzenia życzę, z całego serca smile
        • kol.3 Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 08:20
          Sytuacja przypomina błędne koło. Twój mąż jest młodym pracownikiem
          naukowym robiącym doktorat. Wypracowuje swoją pozycję na uczelni i
          dba o zarobki, pracując w weekendy, żeby utrzymać 4 osoby. Na pewno
          jest bardzo obciążony psychicznie i fizycznie. W rezultacie Ty jesteś
          całymi dniami sama z dwójką dzieci, też zatyrana.
          Jeśli on zarzuci swoje prace, żeby Ci pomagać w domu, jego pozycja i
          finanse ucierpią, a znając stosunki na uczelniach, może zostać
          nawet wygryziony z tej pracy. Musicie usiąść i zdecydować co można
          zrobić z tym fantem, zdając sobie sprawę z konsekwencji.
        • asia_i_p Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 11:52
          Uświadom mężowi, że to nie jest tylko kwestia przetrwania paru
          awantur, że jeżeli wpadniesz w depresję, to będzie miał na głowie
          opiekę nad dziećmi i tobą i wtedy to będzie musiał odrzucać
          wszystkie zlecenia, a nie połowę.
        • turzyca Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 02:39
          annasi23 napisała:

          > Jeśli chodzi o pracę męża - czy nie mógłby pracować mniej - wałkujemy to "od
          > zawsze". On twierdzi, że nie, pracuje na uczelni, w tygodniu ma zajęcia ze
          > studentami, studia doktoranckie, w soboty i niedziele studia podyplomowe, na
          > których prowadzi zajęcia i których jest sekretarzem. Do tego różne prace zlecon
          > e
          > typu publikacje związane z jego działką.
          > Wiele razy prosiłam, tłumaczyłam, że ja tak nie mogę, pal licho fizyczną pomoc,
          > mi jest potrzebne towarzystwo najbliższej mi osoby, wsparcie, przynajmniej raz
          > w
          > tygodniu. Mówiłam, że moim zdaniem to idzie w złą stronę, ucierpimy na tym
          > wszyscy, łącznie z dziećmi.
          > Mąż ma na to jeden argument: taką mam pracę, tego ode mnie oczekują, zresztą te
          > zajęcia weekendowe to znaczna część naszych dochodów. Pytałam, czy nie mógłby
          > zrezygnować chociaż z części tych zajęć weekendowych, żeby chociaż co drugi
          > weekend był w domu - nie może, bo nie może odrzucać zleceń. Nie ma dyskusji.


          Dobra, niech bedzie, ze te weekendy sa nie do wyjecia. Ale nie szalejmy, jesli by teraz dostal zaproszenie do jakiejs prestizowej instytucji w swojej branzy, co wymagaloby ulozenia planu zajec tak, zeby raz w tygodniu byl poza uczelnia, to na pewno by sie dalo. Niech wiec potraktuje te sytuacje rownie priorytetowo, tym bardziej ze sytuacja nie bedzie taka wiecznie, jak dzieci sie usamodzielnia (zlobek i przedszkole mam na mysli, a nie wlasnie mieszkanie wink ), to bedzie Ci latwiej, wiec niech sie postara lepiej ulozyc plan na nadchodzacy semestr, przeciez jeden semestr moze go np. w srody na uczelni nie byc. Niech bedzie choc pol dnia, ale niech to bedzie jakis wyrazny czas zarezerwowany dla rodziny.




          Ale do psychologa i tak bym sie przeszla, niezaleznie od sensu terapii, bo jak tez bedzie zdania, ze powinnas miec wiecej meza, to bedziesz miala rowniez lekarski argument po swojej stronie. smile
    • anna-pia Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 01:05
      Annasi, idź jak najszybciej do psychiatry, jak pisze Gemmavera (znam Gemmę, to
      mądra dziewczyna), potrzebna ci pomoc. I drąż męża, w końcu zrozumie.
      • annasi23 Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 13:26
        Do psychiatry? A nie do psychologa czy psychoterapeuty?

        Przeprowadziłam wczoraj poważną rozmowę z mężem, próbowałam spokojnie
        wytłumaczyć mu, dlaczego źle się czuję, co jest według mnie nie tak, że boję
        się, że to wszystko źle się skończy. Starałam się wyrażać jasno i precyzyjnie.
        Nie wiem jeszcze, czy to przyniesie skutek i jaki.
        Trudno mi się z moim mężem rozmawia, on to wszystko postrzega tak po męsku: jest
        problem - trzeba go rozwiązać, czyli: czujesz się osamotniona, spotkaj się z
        koleżanką. Ja z pracy zrezygnować nie mogę.
        Powiedział parę sensownych rzeczy, np. żebyśmy znaleźli opiekunkę taką na
        godziny, żebym ja mogła sobie wyjść od czasu do czasu i żebyśmy my mogli wyjść
        razem. I tak chyba zrobimy, ale moim zdaniem to też jest z jego strony miganie
        się, bo według mnie on mógłby raz na tydzień, czy nawet dwa, zająć się
        dziewczynami przez trzy godziny. On mówi, że generalnie tak, ale jak już mamy
        się konkretnie umówić, to nie da rady - zajęty, późno wraca, albo takie tam.
        Jak już jest, to mi pomaga w opiece, świetnie zajmuje się starszą, ale ja wciąż
        jestem nieodzowna, bo dwoje dzieci to już za dużo.
        No ale chyba coś drgnęło.

        Inna sprawa, że on nie rozumie mojego zachowania. To są dla niego niezrozumiałe
        fochy i powinnam wziąć się w garść. Mówię, że nie potrafię zapanować nad swoimi
        emocjami, jak się zdenerwuję, to nie potrafię się uspokoić, źle mi z tym, sama
        siebie nie szanuję. A on twierdzi, że to jest coś, z czym trzeba walczyć, muszę
        po prostu trzymać emocje na wodzy. Nie wiem, jak mam mu wytłumaczyć co czuję.
        Już sama nie mogę siebie słuchać, mam siebie dość.

        Aha, ja w ogóle jestem na co dzień pogodna, staram się cieszyć tym, co mam i w
        sumie rzadko się wkurzam. Wydaje mi się, że dobrze wychowuję dzieci, jestem
        wobec nich dość cierpliwa i okazuję tyle miłości, ile potrafię. Na co dzień
        jestem zrównoważona. Z małymi wyjątkami.
        • gryzelda71 Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 16:22
          Psychiatra to taki sam lekarz jak inny.
          Może to zabrzmi dla ciebie strasznie,ale wyjście z domu raz na jakiś czas z
          koleankami na niewiele się zda,skoro będziesz wracać do tej samej sytuacji.I nie
          bój sie psychiatry.Nikt nie będzie cię faszerował lekami jak uzna,ze to zbędne.
        • anna-pia Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 00:31
          annasi23 napisała:

          > Do psychiatry? A nie do psychologa czy psychoterapeuty?
          >
          Annasi, wydaje mi się, że jest ci potrzebny lekarz. Oczywiście, jeśli terminy są
          kosmiczne, to idź najpierw do psychologa. Co do psychoterapuetów - odradzam, to
          nie ten kaliber, nie ta moc działania.
        • asia_i_p Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 07:41
          Jeżeli naukowiec, odpuść sobie tłumaczenie, co czujesz, tylko
          wygooglaj stronę o depresji poporodowej i mu daj do przeczytania.
          Podejdzie naukowo, porówna objawy i może zdanie kogoś z dr albo
          prof. przed nazwiskiem przekona go, że cały problem polega na tym,
          że wziąć się w garść jest trudno albo się nie da wcale.
    • ma_dre Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 17:13
      ciekawa jestem czy osoby ktore tak skwapliwie wysylaja cie do psychiatry same
      kiedys korzystaly z jego pomocy czy tylko czytywaly o nim w gazetach... nie
      przeceniajmy mocy konowala, to tylko czlowiek, ktory za pieniadze wyslucha
      twoich problemow, ew. poda jakiegos psychotropa, problemow za ciebie nie rozwiaze.
      W twojej sytuacji staralabym sie "wyluzowac", maz nic nie chce zmienic? Trudno,
      niech tak bedzie jak on chce. Przynajmniej na razie. Obecnie sytuacja przerasta
      cie i stad te ataki bezsilnej wscieklosci.
      Sprobuj w obecnej sytuacji wygospodarowac dla siebie "wysepki spokoju i
      przyjemnosci" czyli takie chwile gdzie nikt i nic nie ma prawa przeszkodzic ci w
      egoistycznych czynnosciach. Dzieci jakos zabezpiecz zeby sie nie pozabijaly,
      przez godzine, czy pol, nic zlego im sie nie stanie, jak nie bedzie ciebie na
      kazde ich pierdniecie. Niech sie bawia same, a ty wlacz "Mode na sukces", zaparz
      dobrej herbaty, albo wez ksiazke, lakier do paznokci, zreszta czy ja wiem co ci
      sprawia przyjemnosc... pomysl ze z kazdym dniem moze byc tylko lepiej, dzieci sa
      zdrowe jak piszesz, rozwijaja sie normalnie, wiec pewnego dnia na pewno beda
      potrzebowaly ciebie mniej, a wtedy odetchniesz! Znajdz tylko sposob aby uniknac
      kolejnego dzieciaczka, bo w twoim obecnym stanie nie jest to chyba to czego
      najbardziej bys chciala...
      A w ogole to masz prawo czuc sie podle w takim ukladzie, nie obwiniaj sie, bo to
      poczucie winy i obowiazku cie zabije.
      • gryzelda71 Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 17:55
        Gdybym nie korzystała z pomocy jak to piszesz tego konowała nie proponowałabym
        takiego rozwiązania.
        Jakoś za daleko to zaszło(chodzi o zachowanie autorki),żeby pyszna herbatka raz
        w tygodniu pomogła w tej sytuacji.
        A jak ktoś pisze tak jak ty to widać,ze nie ma pojęcia o czym pisze.
        • kupidynio Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 18:42
          tak ze swej strony zastanawiam się, czy akty samoagresji kwalifikują
          się dopiero do wizyt, czy może już wspomniane wcześniej rzucanie
          przedmiotami było taką wskazówką?
          • lolinka2 Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 19:05
            autoagresja występuje w wielu różnych schorzeniach z gatunku podlegających pod
            lekarza psychiatrę, nikt nie powiedział, że farmakoterapii psychiatrycznej nie
            należy łączyć z psychoterapią, bo na ogół działa tu efekt synergii przy mądrym
            doborze jednego i drugiego.
            • kupidynio Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 20:08
              czyli rzucanie przedmiotami już się kwalifikowało do psychoterapii,
              tak?
        • ma_dre Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 21:58
          no widzisz, doskonale odnajduje sie w tym co pisze autorka watku, gdyby tak nie
          bylo nie pozwolilabym sobie na komentarz, taka juz jestem ze nie wypowiadam sie
          w tematach o ktorych nie mam zielonego pojecia. Wyrazam moje osobiste zdanie,
          poparte doswiadczeniem, a ze inne od twojego to co, przeszkadza ci to? Widzialam
          juz caly szereg psykonowalow i bylo jedno wielkie rozczarowanie, bo tyle ludzi
          ich tak zachwala! Nie mam czasu ani ochoty szukac nastepnego, wiem ze zaden z
          nich mi nie pomoze, a zaszkodzic owszem, probowali... Reasumujac : oni doskonale
          nadaja sie do leczenia ludzi zdrowych z mikroproblemami, z chorymi idzie im
          znacznie gorzej.
          • gryzelda71 Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 07:25
            Typowe,jeden nie pomógł wszystkim będę odradzać.
            • ma_dre Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 09:39
              czy na prawde sadzisz ze z moim i mojego dziecka problemem ograniczylam sie do
              wizyty u JEDNEGO specjalisty??? Mylisz sie. Widzialami ich spora ilosc w roznych
              placowkach. Moje doswiadcznie z psy nie ogranicza sie jednak tylko i wylacznie
              do choroby mojego syna. Wylaczam sie z dyskusji, bo z toba to jak grochem o
              sciane, reszta moze zrozumie... jak ktos chce ze mna pogadac, zawsze moze
              sprobowac na priva.
              • gryzelda71 Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 09:41
                Cóz,straszne co napiszę,ale twoje osobiste wypracowane metody jakoś nie zdają
                rezultatu skoro tak się nadymasz.
      • gemmavera Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 19:14
        ma_dre napisała:

        > ciekawa jestem czy osoby ktore tak skwapliwie wysylaja cie do psychiatry same
        > kiedys korzystaly z jego pomocy czy tylko czytywaly o nim w gazetach...

        Owszem, korzystały, dlatego uważają, że w opisanej sytuacji taka wizyta jest jak
        najbardziej uzasadniona. Uważają również, że psychiatra to lekarz jak każdy
        inny, a nie sensacja, o której się czytuje w gazetach.

        Jeśli Cię boli serce, idziesz do kardiologa. Jak boli noga, do ortopedy. I tak
        dalej.
        W dzisiejszych czasach wizyta u psychiatry to żaden wstyd.

        >nie przeceniajmy mocy konowala, to tylko czlowiek, ktory za pieniadze wyslucha
        > twoich problemow, ew. poda jakiegos psychotropa, problemow za ciebie nie rozwia
        > ze.

        Hehe, akurat psychiatrzy wcale nie są aż tacy chętni do słuchania o problemach.
        ;P Od słuchania (ale nie tylko) są psychoterapeuci.
        Nie trzeba też iść prywatnie, można znaleźć niezłego psychiatrę w ramach NFZ.

        Nikt nie twierdzi, że psychiatra rozwiąże problemy pacjenta. Ale powinien
        podpowiedzieć, jak można się do tego zabrać. Czasem dobrze jest na start wziąć
        leki - żeby nabrać sił i energii do walki, żeby się odważyć na terapię. (Nie
        twierdzę, że tak jest w przypadku autorki wątku - bo nie znam całej sytuacji. Od
        stwierdzania, czy leki są potrzebne, czy nie, jest właśnie psychiatra, a nie
        ematki z forum.)

        Ale dobry psychiatra wcale nie jest tylko od przepisywania piguł. Powinien
        wysłuchać, w czym jest problem, przeanalizować sytuację, dopytać o różne istotne
        z jego punktu widzenia sprawy, a dopiero potem decydować, czy leki są potrzebne,
        czy nie.
        Poza tym leki lekom nierówne - dzisiaj antydepresanty nie są tak otępiające, jak
        się wydaje każdemu, kto usłyszy słowo "psychotropy".

        Dobry psychiatra wyśle pacjenta na terapię.
        Tylko trzeba dać mu szansę, zamiast włączać "Modę na sukces". ;P
        • ma_dre Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 22:05
          co sie tak uczepilas tej mody na sukces? nic o mnie nie wiesz, o moim zyciu,
          moich doswiadczeniach ze swiatem medycznym, w tym z psychiatrami, wiec dlaczego
          z marszu to lekcewazenie? zadalam proste i zwiezle pytanie, dziekuje za
          odpowiedzi, a zjadliwosc prosze zachowac dla siebie. Owszem, robie dokladnie to
          co poradzilam zalozycielce watku, bo u mnie sie sprawdza, natomiast nie
          sprawdzily sie wizyty u psychiatrow, psychologow i psychoterapeutow, wrecz
          przeciwnie, poczulam sie oszukana ich postawa, latwoscia z jaka znalezli winnego
          (winna) choroby mojego syna (autyzm). Dzis kazdy dzien jest dla mnie walka, aby
          nie zalamac sie, przezyc te pare odzin z usmiechem na twarzy, bo wiem ze
          przyszlosc mojej rodziny spoczywa na moich barkach, a gdybym wpadla w depresje,
          to koniec wszystkiego. Dlatego chetnie dziele sie moim sposobem na przetrwanie,
          wolno mi?
          • gemmavera Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 22:38
            Ma_dre, 'mody na sukces' się nie uczepiłam, rzuciłam jedynie w przelocie.
            Zarzucasz mi czepianie się, lekceważenie i zjadliwość, gdy tymczasem sama
            pisałaś coś a la "czy koleżanki były u psychiatry, czy tylko czytały o nim w
            gazetach?" No ja przepraszam, a co to jest, jeśli nie zjadliwość w czystej
            postaci? Ja sobie tylko pozwoliłam dostosować się do Twojego tonu. Jeśli chcesz
            wymagać czegoś od rozmówcy, wymagaj tego także od siebie.

            Dobra, przechodzę do rzeczy.
            Musiałaś mieć pecha do lekarzy, co nie oznacza, że wszyscy są tacy sami.
            Akurat mam podobne problemy (zaburzenia ze spektrum autyzmu u dziecka plus swoje
            własne problemy, nad którymi nie chcę się tu rozwodzić), a doświadczenia
            zupełnie inne...

            Znalazłam dobrego psychiatrę dla dziecka, potem terapeutów. Wiadomo, że po
            drodze znaleźli się też różni nawiedzeni i mądrzy, ale ich konsekwentnie
            olewałam i tyle. W przypadku dziecka z autyzmem nie ma mowy, żeby sobie zupełnie
            odpuścić terapię, więc trzeba się zaprzeć i szukać dobrych, sprawdzonych
            specjalistów, co zresztą z pewnością doskonale wiesz. W dzisiejszych czasach to
            nie jest aż tak trudne, jak kiedyś - mamy internet, fora dyskusyjne itd.

            Znalazłam też dobrego psychiatrę dla siebie, przyznaję, że trafiło mi się jak
            ślepej kurze ziarno, bo poszłam do pierwszego z brzegu. wink A potem lekarz posłał
            mnie na konkretny typ terapii, w konkretne miejsce... I jest w miarę ok.

            ma_dre napisała:

            > przeciwnie, poczulam sie oszukana ich postawa, latwoscia z jaka znalezli winnego
            > (winna) choroby mojego syna (autyzm).

            Żadnemu psychiatrze nie można pozwolić sobie wkręcić, że się jest winną autyzmu
            dziecka - bo to bzdura. Tak zwany mit zimnej matki obalono dość dawno. Żaden z
            psychiatrów, psychologów i terapeutów, którzy zetknęli się albo stykają nadal z
            moim dzieckiem nigdy mi czegoś podobnego nie sugerował. Bo powtarzam, żaden
            znający się na problemie autyzmu psychiatra nie stwierdzi niczego takiego.
            Więc jeśli ktoś postawił dziecku diagnozę 'autyzm', a jednocześnie wina obarczył
            Ciebie, to faktycznie musiał być konowałem. uncertain

            ma_dre napisała:

            > przyszlosc mojej rodziny spoczywa na moich barkach, a gdybym wpadla w depresje,
            > to koniec wszystkiego. Dlatego chetnie dziele sie moim sposobem na przetrwanie,
            > wolno mi?

            Wolno Ci, chociaż moim zdaniem pod warunkiem, że nie będziesz z tego robić
            ogólnie obowiązującej zasady.
            Autorka wątku ma problem którego raczej nie załatwią chwile relaksu.
            Na oko widać, że problem jest głębszy - stąd doradzanie, żeby się wyciszyła,
            jest moim zdaniem trochę niedźwiedzią przysługą. Bo taka sytuacja jest jak
            spanie na beczce prochu - prędzej czy później coś wybuchnie.

            BTW też mam za sobą m.in. epizod depresyjny, ale na szczęście moja rodzina to
            przetrwała - i to właśnie dzięki temu, że kiedyś podjęłam decyzję i pójściu do
            lekarza.
        • ma_dre Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 22:09
          i jeszcze jedno, nigdzie nie napisalam ze wizyta u psychiatry to wstyd, poddaje
          w watpliwosc jedynie skutecznosc
      • lila1974 ma_dre 23.11.08, 19:55
        > ciekawa jestem czy osoby ktore tak skwapliwie wysylaja cie do
        psychiatry same
        > kiedys korzystaly z jego pomocy

        Tak, skorzystałam z takiej pomocy i uważąm, że to jedna z
        madrzejszych rzeczy, jakie zrobiłam w życiu.

        Szczerze mówiąc podobną irytacje do Twojej odczuwam na
        teksty "Sprobuj w obecnej sytuacji wygospodarowac dla
        siebie "wysepki spokoju i przyjemnosci".

        Dziewczyna ma EWIDENTNY problem z okiełznaniem swoich negatywnych
        emocji, z ich okazywaniem ... te "wysepki spokoju" niewiele pomogą,
        jeśli się wraca do takiego samego kieratu jak przed chwilami relaksu.


        > A w ogole to masz prawo czuc sie podle w takim ukladzie, nie
        obwiniaj sie, bo t
        > o
        > poczucie winy i obowiazku cie zabije.

        Prawo do czucia się podle a niekontrolowane wybuchy samoagresji, to
        dwie różne sprawy.

        AUTORKO WĄTKU znajdź psychiatrę z polecenia i skorzystaj z pomocy.
        Tobie potrzebna jest POMOC NATYCHMIAST ... na psychologa czy
        psychoterapeutę może znajdziesz kiedyś czas i dowiesz się DLACZEGO
        reagujesz tak a nie inaczej, natomiast lek zadziałą tu i teraz - i
        nie mówię tu o lekach uspokajających.
        • ma_dre Re: ma_dre 24.11.08, 22:07
          przeczytaj inne moje watki, nie chce mi sie powtarzac... dodam tylko ze
          najwieksza pomoc czlowiek znajduje czasem w sobie, trzeba tylko dac sobie szanse
    • annasi23 Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 21:15
      Nie boję się psychiatry i nie uważam, że to wstyd pójść do niego. Kiedyś już
      przechodziłam terapię pod okiem psychiatry. Zresztą, nie muszę wszystkim
      rozpowiadać, do jakich lekarzy chodzę.
      Zastanawia mnie tylko, czy właśnie nie przydałaby mi się psychoterapia u dobrego
      psychoterapeuty. Bo psychiatra działa trochę inaczej. A ja wciąż karmię córkę
      piersią, i to bardzo często, więc wszelkie leki raczej odpadają.
      • gemmavera Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 21:29
        No to idź na terapię, tylko idź od razu, nie odkładaj.
        Powodzenia smile
      • asia_i_p Re: Nie panuję nad sobą 23.11.08, 22:03
        Tak czy siak, jeśli na NFZ, to chyba i tak trzeba zaczynać od
        psychiatry - przynajmniej kilka lat temu tak było.
    • betty_julcia Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 09:49
      Witaj.
      Mój mąz także pracy=ujena uczelni, też jest tam niezastąpiony, nie ma go w każdy weekend a w dodatku prowadzi własną firmę w której zatrudnia kilka osób... wiec nei ma go już w ogóle. Oczywiście też mam różne nieprzxyjemne incydenty z tego powodu, ale ... Ja nauczyłam sie z tym żyć bo męża nie zmienię. Tez mamy dwójkę dzieci tylko starsze od twoich - 5,5 i 2 lata.
      Masz teraz malutkei dzieci, ale ta sytuacje nei będzie wieczna. Musisz odnaleźć woje miejsce w rodzinie tak, żebyś była z siebie zadowolona i lepiej się czuła.
      Ja postawiłam sobie cele i je powoli osiągam, piszę pracę doktorską, do pomocy zatrudniłam nianię. Jak było malo pieniędzy to przychodziła raz-dwa w tygodniu.
      Oczywiście poszukaj pomocy u specjalisty, jeżeli tego potrzebujesz. Możliwe że masz depresję. Specjalista pomoże ci z tego wyjść. Przykro mi że twój mąż takich spraw nei rozumie, ale są tacy mężczyźni-egoiści i niestety ich jest większość. Jeżeli ty nie będziesz troszkę egoistkąi nie nauczysz sie z tym żyć to będziecie mieli zawsze problemy.
    • ma_dre Re: Nie panuję nad sobą 24.11.08, 22:15
      ... dodam tez ze baaaardzo dobrze wplywa na samopoczucie moc porozmawiac z kims,
      kto cie zrozumie, czyli ktos, kto jest w sytuacji bardzo zblizonej do twojej,
      poszperaj na forum, sprobuj nawiazac kontakty... nawet jesli beda to tylko
      rozmowy telefoniczne, korzysc z nich bedzie ogromna....
      ostatnio zeby stac sie moja kumpela trzeba koniecznie miec chore dziecko i
      uwierz mi z nikim mi sie tak dobrze nie rozmawia sad
      • mic-hag Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 00:29
        Skarbie nie czekaj tylko ruszaj do lekarza bo to o czym piszesz nie jest
        normalne ty potrzebujesz pomocy.Teraz zobacz masz dzieci które patrzą co
        wyrabiasz dla nich to jest dramat.Wyjdż z domu może masz koleżanki do których
        można wpaść na kawę na plotki . Zabierz dzieci wyjedż do rodziny oderwij się od
        domu, mąż da sobie radę.Poszukaj sobie jakiegoś zajęcie coś innego od
        prowadzenia domu i biegiem do lekarza żeby nie było za póżno.Głowa do góry dasz
        radę.
    • soemi Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 13:56
      dlaczego nie wyjdziesz w ciągu dnia? jak córa w przedszkolu masz tylko jedno,
      wkładasz w wózek i dawaj do przodu. nie wiem z jakiego miasta jesteś, ale w
      niektórych jest multikinobaby, to już dzień w tygodniu z wyjściem. masz muzea,
      wystawy, galerie. no i koleżanki. ewentualnie galerie handlowe, można połazić w
      cieple, popatrzeć i nie być samej.
      ja też fiksowałam w domu z pierwszym dzieckiem, po dwóch latach. także starałam
      się wychodzić jak najwięcej, wszędzie tam gdzie wyżej opisałam. teraz jestem z 3
      miesięcznym maluchem i też mnie nosi. latam gdzie tylko, po koleżankach
      dzieciatych i nie dzieciatych-chociażby w weekendy.
      nie wiem czy masz auto, jeśli nie to może warto kupić coś do jazdy by nie być
      uziemioną, dla zdrowia psychicznego siebie i swoich dzieci.
      mój m. też duuuuużo pracuje, w weekendy też, czasem ma wolne - ale wtedy rzeźbi
      coś w domu-mam na myśli jakieś prace majsterkowe męskie więc też mam go jak na
      lekarstwo. choć ostatnio mi pomógł-aż powstał o tym wątek smile))
      stwierdziłam, że nie będę go odciągać od tego co lubi, niech sobie pracuje.
      staram się organizować swoje życie sama z dziećmi. on też czasem w nim
      uczestniczy i wtedy jest bardzo miło, aż chce mi się z nim spędzać czas.
      • annasi23 Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 17:45
        Ależ ja wychodzę. Trzy razy w tygodniu chodzę na gimnastykę, raz w tygodniu
        bywam na bardzo ciekawych zajęciach dla mam na temat rozwoju i psychologii
        dziecka. Oprócz tego spacery, spotkania z sąsiadkami, ploteczki.
        Od incydentu minęło trochę czasu, teraz patrzę na wszystko z dystansem. Zresztą
        po rozmowie mąż jakby wziął sobie różne rzeczy do serca, widzę, że się stara,
        jest lepiej.
        Tak jak pisałam już wyżej - kiedy odzyskam równowagę, jest naprawdę ok, radzę
        sobie ze wszystkim. Tylko w momentach kryzysowych tracę kontrolę. Zupełnie.
        • gemmavera Re: Nie panuję nad sobą 25.11.08, 23:01
          annasi23 napisała:

          > Tak jak pisałam już wyżej - kiedy odzyskam równowagę, jest naprawdę ok, radzę
          > sobie ze wszystkim. Tylko w momentach kryzysowych tracę kontrolę. Zupełnie.

          I o to "zupełnie" właśnie tutaj chodzi.
          Bo owo "zupełnie" świadczy o tym, jak krucha jest ta równowaga.

          Wiecie co, trochę mi ta dyskusja przypomina kilka innych, które toczyły się na
          Małym dziecku. Jakaś matka pisała na przykład post w stylu "moje dziecko nie
          mówi, nie naśladuje zwierząt, nie wskazuje palcem - czy mam się niepokoić?". I
          zaraz się odzywa chór pocieszycielek, które jak na komendę przywołują historie
          swoje, z kręgów rodziny, znajomych i znajomych znajomych: "syn koleżanki tez tak
          miał, ale potem się rozkręcił", "daj dziecku czas", "chłopcy później zaczynają
          mówić", "jak pójdzie do przedszkola, to jeszcze cię zaskoczy" itd. itp.

          Może w iluś tam przypadkach te wszystkie pocieszycielki maja rację.
          Ale MOGĄ tej racji nie mieć. Więc czasem trzeba jednak zareagować, zrobić coś,
          poszukać fachowej pomocy, zamiast słuchać osób z forum, z których każda ma inne
          doświadczenia i patrzy poprzez ich pryzmat, a do tego (no sorry), nie zawsze ma
          pojęcie, o czym pisze. Bo każda sytuacja jest inna. I nie można porównywać dwóch
          przypadków, posługując się marną analogią, że "coś tam jest w opisanej sytuacji
          podobne, to pewnie chodzi o to samo, o co chodziło u mnie".

          Więc jeśli część z nas pisze tutaj w tym wątku "miałam podobnie, ale zaczęłam
          wychodzić z domu i było ok", nie oznacza, że autorce wątku pomoże. Bo
          niekontrolowane wybuchy agresji, w dodatku skierowanej na siebie, to nie jest to
          samo, co frustracja z powodu ciągłego siedzenia w domu z dziećmi.

          Pamiętam taki wątek z MD, gdzie właśnie takie dziecko, któremu matka według
          forumek miała dać czas, okazało się mieć autyzm.
          No i co? Zonk dla tych wszystkich, które kazały mu dać czas. Dobrze, że matka
          tego chłopca posłuchała własnej intuicji i go zdiagnozowała.

          Więc ja zawsze, uparcie będę powtarzać, że lepiej dmuchać na zimne i odwiedzić
          zbyt dużą liczbę specjalistów, niż zbyt małą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka