Dodaj do ulubionych

syndrom ofiary

23.11.08, 23:19
myślicie, że istnieje coś takiego? każda z was miała chyba taki przypadek w
szkole - dziecka "kozła ofiarnego", które jest wyśmiewane i zbiera "kopy" od
rówieśników. nie bozie się, że coś takiego może spotkać wasze dzieci? jak nie
wychować dziecka na ofiarę? a może to bardziej kwestia osobowości niż wychowania?
Obserwuj wątek
    • majmajka Re: syndrom ofiary 23.11.08, 23:36
      Ostatnio taki artykul czytalam. I tak... np.- nalezy uczyc dziecko glosno wyrazac swoj sprzeciw i nie wystarczy samo: "przepusc mnie", ale nalezy zwracac sie po imieniu do oprawcy. Czesto ofiarami sa dzieci z tzw. dobrych domow, poniewaz dzieci te nie znaja najczesciej agresji i w zwiazku z tym nie radza sobie z nia. Czesto ofiarami bywaja dzieci ciche i grzeczne.
      Generalnie to boje sie o swoje dzieci, o to czy i jak sobie radza w szkole, czy w przedszkolu. Jestem blisko, rozmawiam i staram sie by dzieci nie baly sie mi zaufac.
      • miss.gilmore Re: syndrom ofiary 23.11.08, 23:40
        Ale tobie mogą ufać, a w szkole i tak będą ofiarami.Mój syn do
        takich należy, cichych, spokojnych.Czasem wspomni że kolega go
        popchnął, wtedy małż mu robi szkolenie z samoobrony, a ja z
        asertywności.Ale chyba już taki typ z niego, niewiele poradzimy.
    • fajka7 Re: syndrom ofiary 24.11.08, 01:41
      Mysle, ze dziecko madrze kochane nie zostanie ofiara.
      Dziecko madrze kochane bedzie ufalo swoim rodzicom i powie im, ze ma
      problem.
      Dziecko madrze kochane nie bedzie sie balo wyrazania swoich uczuc i
      opinii i w obliczu krzywdy zaprotestuje.
      Dziecko madrze kochane bedzie mialo ustawiona samoocene na
      wystarczajaco wysokim poziomie, zeby nie dac sobie wmowic, ze jest
      beznadziejne.
      Dziecko madrze kochane bedzie mialo tak rozwiniety instynkt
      samozachowawczy, ktory kaze mu uciec, gdy zrobi sie niebezpiecznie i
      nic juz nie da sie zrobic.
      Trzeba wyjatkowego pecha, zeby tak zmanipulowac i zindoktrynowac
      madrego swiadomego czlowieka, zeby stal sie prawdziwa zyciowa
      ofiara, nawet jesli ten czlowiek jest maly.
      To nie jest kwestia osobowosci. Owszem - mozna miec predyspozycje,
      ktore nie ulatwiaja zycia, ale rola rodzicow jest takie prowadzenie
      dziecka, zeby wiedzialo na czym ten swiat polega i dawalo sobie w
      nim rade z takimi cechami jakie ma.
      Praktyka jest oczywiscie znacznie trudniejsza, bo rodzice popelniaja
      bledy sami nie wiedzac kiedy, ale pytanie jest trudne.
      Jak nie wychowac dziecka na ofiare? Przede wszystkim samemu nie byc
      ofiara- jestes pierwsza osoba, ktora Twoje dziecko bedzie nasladowac.
      • ma_dre Re: syndrom ofiary 24.11.08, 13:59
        moze jakis szybki przepisik na to jak madrze kochac dziecko?
        • fajka7 Re: syndrom ofiary 24.11.08, 21:07
          np. weekendowy kurs? smile)
          przepisu nie znam
          ale rowniez chetnie poznam smile
      • nangaparbat3 musze Cie zmartwic 24.11.08, 21:29
        1. Ofiarą bedzie kazdy, kogo grupa na ofiarę wyznaczy. A wybor moze byc zupelnie
        przypadkowy, calkowicie niezalezny i od ofiary, i od jej rodziców.
        2. Wpływ nawet najdoskonalszych rodzicow na dziecko jest ograniczony, a
        wychowanie jest nie nauką, lecz sztuką, tylko do pewnego stopnia przewidywalną.
        Efekty naszych staran lub zaniedbań często sa dokladnym przeciwieństwem naszych
        oczekiwań lub przewidywań.

        Oczywiscie nie nalezy z tego wyciagac wniosku, ze nie warto sie starac.
    • figrut Re: syndrom ofiary 24.11.08, 03:46
      "Dziecko mądrze kochane...."
      Guzik prawda. Mój starszy brat był według tej teorii dzieckiem mądrze kochanym,
      a jednocześnie ofiarą losu. Mój młodszy brat i ja byliśmy tak samo mądrze
      kochani. No, może nie tak samo, bo nieco mądrzej jednak. Nam w przeciwieństwie
      do starszego brata wpajano - sam (sama) nie zaczynaj, ale jak cię ktoś
      specjalnie uderzy, oddaj podwójnie, żeby drugi raz się nie odważył. Tak właśnie
      robiliśmy. Efekt po latach jest taki, że ja i mój młodszy brat należymy do ludzi
      dość spokojnych, ugodowych i nie skłonnych do bijatyk, mój starszy brat bardzo
      łatwo wdaje się w bójki, bo kiedyś nim pomiatano, a teraz sobie odbija.
      Szczęka mnie ( i mojemu młodszemu synowi) opadła po słowach babci, kiedy to
      młody w przedszkolu bardzo boleśnie ugryzł kolegę w rękę. Na początku byłam zła,
      ale chciałam wyciągnąć od młodego prawdę i jak gdyby nigdy nic, powędrowałam z
      nim do domu, a w domu poprosiłam o opowiedzenie, co takiego wydarzyło się w
      przedszkolu. Młody opowiedział wszystko w szczegółach, jak to pierwszy ugryzł go
      kolega, a on mu oddał (to tak w skrócie). Tą samą wersję powtórzył babci, a
      babcia po wysłuchaniu "Bardzo dobrze zrobiłeś. Jestem z ciebie dumna, że nie
      pozwalasz się bić. Sam nie zaczynaj nigdy, ale jak ktoś ci krzywdę zrobi, nie
      daj się i oddaj. Jak pani w przedszkolu będzie niezadowolona, powiedz, że babcia
      ci tak kazała i niech babcię wezwie do przedszkola".
      Teściowa już to przechodziła, kiedy mój facet był w podstawówce ofiarą losu. Coś
      w niej pękło, kiedy posiniaczony i wykąpany w błocie zemdlał w drzwiach wracając
      ze szkoły. Zamiast nad nim ubolewać, powiedziała, że jak będzie się bał i nie
      odda, to sama mu jeszcze dołoży. Następnym razem wrócił pobity, ale z triumfem,
      że się nie dał i natłukł swojemu oprawcy. Od tamtej pory pobity już nie wracał,
      ale jednak w psychice zostało mu to samo, co mojemu starszemu bratu.
      Bycie ofiarą losu to kwestia wychowania. Jak dziecku się wpaja, że świat jest
      cudowny, ludzie są cudowni i z każdym problemem z którym poradzić sobie potrafi
      ma biec do rodziców, to staje się ofiarą losu właśnie. Zanim poskarży się
      rodzicom, zanim mama czy tata pobiegną na skargę, rozmowę czy postraszenie,
      dziecko już zdąży oberwać.
    • sanna.i Re: syndrom ofiary 24.11.08, 15:29
      To jest mój problem generalnie.Mam bardzo pokojowo nastawionego do świata syna.W
      domu nigdy nie było agresji i awantur (nawet jak się z eksem rozstawaliśmy) i on
      zwyczajnie nie potrafi sobie radzić.Przez pewien czas było lepiej,wymyślałam mu
      bajki-pomagajki, żeby przemycić sposoby na obronę.Ale teraz znów klops.Boję
      się,że nie będzie sobie radził,wydaje mi sie to całkiem realne.Na razie jest
      jeszcze mały,więc wynalazłam dwa sposoby:a)wożę go na zajęcia z rówieśnikami i
      obserwuję sytuację (w razie czego wspomogę,zauważę problem), b)mam brata
      sportowca,jest wujkiem małego i już się umówiliśmy na "przeszkolenie".
      • doros1 Re: syndrom ofiary 24.11.08, 20:42
        Obstawiam osobowość/geny.To może być np. dziecko z zespołem
        Aspergera:nierozumiane przez kolegów, zazwyczaj inteligentniejsze od nich,
        mające problemy z "wbiciem" się w grupę.
    • fajka7 nie skumalyscie :) 24.11.08, 21:52
      Dziecko madrze kochane jest w duzej mierze tylko idea.
      Tak jak napisalam- kazdy popelnia bledy. Pewnych rzeczy uniknac sie
      nie da po prostu z tej prostej przyczyny, ze bardzo czesto nie
      wiemy, gdzie popelniamy blad. Co wiecej same bledy sa pojeciem
      wzglednym. Pewne decyzje moga okazac sie bledne, ale dopiero w
      konsekwencji pewnych wydarzen, a same w sobie takie sie nie wydaja:
      np. bledem bylo poslanie dziecka akurat do tej szkoly, bo wlasnie
      tam grupa wybierze je na ofiare- ale kto to mogl przewidziec?
      Ja mysle, ze jedyne co mozna zrobic to uwaznie obserwowac swoje
      dziecko i znajac jego cechy wychowywac je tak, zeby uczylo sie
      funkcjonowac w swiecie dysponujac tym co ma.

      Niezwykle wazny jest tez wzorzec w postaci rodzicow- to od rodzicow
      dziecko przejmuje konkretna postawe w sytuacjach spolecznych.
      I tu sa wazne takie wypracowane kwestie jak zaufanie do rodzicow
      (jesli juz ta ofiara pechowo zostanie, to powie rodzicom, zanim
      bedzie za pozno), szacunek do siebie, wiedza o tym, ze nikt nie ma
      prawa krzywdzic i jest gdzie isc po pomoc itd. itp.
      Bo nie chodzi o to, zeby uchronic dziecko przed calym zlem tego
      swiata, ale zeby nauczyc je radzic sobie w trudnych sytuacjach, z
      roznymi ludzmi, tymi wrednymi tez.
      I taki czlowiek ma ogromne szanse, zeby sobie nie zmarnowac zycia.
      Bo ja rozumiem, ze zalozycielce watku chodzilo o to, co zrobic, zeby
      dziecko w szerszym ujeciu przygotowac do zycia tak, zeby sobie go
      nie zmarnowalo i nie zostalo ofiara np. sadystycznego partnera.

      Czy chodzilo o to jak uniknac sytuacji takiej, zeby dziecko nie
      dostalo wpierdziel w piaskownicy?
      Jesli chodzi o jednorazowe manto, to sie uniknac nie da smile Kazdego
      moze trafic. Ale permanentne zyciowe manto spotyka tylko ludzi o
      konkretnej postawie zyciowej oraz wyjatkowych pechowcow.
      Tylko tyle i az tyle.
      Na pytania fundamentalne forum nie odpowie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka