Nie cierpie.Od tego zaczne.Nie cierpie po całości.
Tegoroczna Wigilia w nowym miescu pracy-w srode spotkanie na
14,zamowiony catering,zeszlam do klubu na 14 a tam tłum obcych mi
osób,duzo starych grzybów(bo zaprasza sie emerytowanych praconików)i
ta perspektywa,az mnie scisaklo w brzuchu.Pytam koleżanke jak jest
co rok a ona ze kazdy z kazdym sie caluje i życzenia.Nie wytrzymalam
preski i ucieklam

Zeszlam po pol h bo szukał mnie Rządzący Tym
Wszystkcim(skądinąd kochany czlowiek i znim jednyem moglam sobie
skladac zyczenia bez wyrzutów sumienia)jakos wytrwalam 25 min i
ucieklam do domu.
W czwartek z rana informacja ze kierowniczka czuje niedosyt i chce
powtorki(!!!)tym razem w scislym gronie dla same
administracji.Boze....24 baby wmontowane w krzesla, wpieprzające
ciastka (wiekśzosć pan z nadwagą,narzekających na tęże ale rowno
oblizujących tłuste paluchy)zamowione w cukierni,na codzien
oczywscie obrabiające sobie tyłki, umiechają sie nieszczerze i
składają zyczenia.Kazda z tych bab, KAZDA musiala przy skladniu
zyczen poruszyc moją ciąze :jak milo, jak pięknie,zeby zdrowe bylo,a
wiadomo co bedzie?,a synka juz masz czy corcie?a mdlosci juz mineły?
(zdecydowana wiekszosc tych bab malo sie nie zesrala z ciekawosci
czy moj brzuch to wzdęcie czy ciąza i jakas taka durnowata reakcja,
ze jednak ciąza,acha!to teraz na L4 bedzie chodzic!!!)
Wrocilam do domu wykonczona.
Czy ja jestem aspoleczna?czy wg was taka wigilia to jakies
nieporozumienie?