rheia
07.01.09, 19:28
Długo się wahałam,żeby ten wątek założyć.Sama przed sobą wstydzę się tego co
zrobiłam, co doprowadziło do tego,że moje małżeństwo jest w rozsypce.Nie
ukrywam,że liczę też na jakieś światełko w tunelu z waszej strony, że nie
wszystko stracone.Że jeszcze wszystko można odbudować.Bo na razie to jestem w
psychicznej rozsypce i nie widzę dalszego życia..Muszę zacząć od początku:
Jak byłam jeszcze w podstawówce ojciec dość twardą ręką trzymał mnie i moje
siostry.Za byle przewinienie otrzymywałyśmy lanie.Odkąd pamiętam słyszałam,ze
jestem do niczego(choć zawsze starałam się i co roku miałam świadectwa z
czerwonym paskiem..w konkursach ortograficznych nagrody..z plastyki zawsze 6
bo pięknie malowałam..z geografii 6 bo interesowałam się nią odkąd nauczyłam
się czytać).Co miesiąc dostawałyśmy drobne kieszonkowe.Siostry wszystko
wydawały w sklepie,a ja odkładałam.A to na ogromny atlas świata..a to na inną
książkę..Potrafiłam to robić.Jednak po jakimś czasie zaczęłam mieć większe
potrzeby.Ilość pieniędzy nie zwiększała się jednak.Zaczęło się więc zdarzać,że
podbierałam drobne sumy rodzicom.Najpierw czułam lęk.Jednak gdy zauważyłam,ze
nie orientują się w tym uspokoiłam się.Ojciec bił mnie do czasu gdy byłam w
liceum.Skończyło się pewnego dnia, gdy coś we mnie pękło i pierwszy raz się
postawiłam.Przestał bić,ale zostały wyzwiska.Za byle co.Byłam nazywana nie raz
szmatą i k...Nie dawałam ku temu powodów.Nie latałam z chłopakami gdzieś po
dyskotekach.Nigdy nie paliłam i nie piłam.Ojciec po prostu wiedział,że sprawia
mi to ból.I zawsze czułam się gorsza od innych.Po zakończeniu liceum chciałam
iść na studia.Już pisałam,że pięknie malowałam.Ojciec umyślił sobie,że pójdę
do ASP.Ja nie miałam zdania, choć tak naprawdę marzyłam o archeologii.Opłacił
mi kurs rysunku i malarstwa, na który chodziłam przez rok.Gdy przyszedł dzień
egzaminów nie przyjęli mnie.Do tej pory nie wiem w czym byłam
gorsza.Przestałam malować.W rekrutacji wrześniowej dostałam się jednak do
policealnego studium architektury.Przez rok chodziłam na zajęcia jak
wszyscy.Na drugim roku coś się stało.Straciłam motywację.Zajęcia z
projektowania polegały na odbijaniu przez kalkę starych projektów z gazet.Nie
o to mi chodziło.Nie tak to widziałam.Zero twórczości.W końcu przestałam
chodzić na zajęcia.Wiem,że powinnam dociągnąć to do końca,ale na tych
zajęciach męczyłam się niemal fizycznie.Szkoły nie skończyłam.Wyleciałam 2
miesiące przed jej ukończeniem.A przecież mogłam się przemóc.Do tej pory tego
żałuję.Za późno..Ojciec jak się dowiedział chciał mnie wyrzucić z domu.Jednak
zostałam, a w rekrutacji wrześniowej dostałam się na politechnikę na
chemię.Pierwsze 2 lata wszystko pięknie zaliczałam.Ojciec wziął mi kredyt
studencki-wreszcie miałam jakieś pieniądze.Zaczęłam marzyć o szczęściu.O
uśmiechu od losu.Zaczęłam grać w Dużego Lotka.W końcu na gry zaczęły iść
niemal wszystkie pieniądze, które miałam.Zamiast przerwać w tym czasie grałam
dalej.Bo w końcu wygram.Zamiast się uczyć wymyślałam systemy.Kombinacje
liczb.W końcu pieniędzy zaczęło brakować.Wtedy wyciągnęłam ze schowka złote
pierścionki mamy i sióstr.A także moje komunijne.Zastawiłam w
lombardzie.Rodzice się zorientowali.Wtedy pierwszy raz poczułam jak mało
jestem warta.Jak bardzo źle zrobiłam.Udało się odzyskać złoto mamy i jednej
siostry.Reszta przepadła.Nadal jednak grałam.Choć początkowo za mniejsze
stawki.Po jakimś czasie kolega ze studiów opowiedział o zakładach
bukmacherskich.Że można dużo wygrać.Że lotek przy tym to pikuś.Poszliśmy wtedy
całą grupą do sts i obstawiliśmy.Nie wygraliśmy nic.Jednak ja złapałam
bakcyla.Teraz zamiast kombinować liczby-kombinowałam mecze.Zdarzało mi się
wygrywać drobne sumy, jednak od razu je przegrywałam.Miałam mało czasu na
naukę.Czasem też po prostu nie chciało mi się czegoś nauczyć i wtedy po prostu
nie przychodziłam na egzaminy.w ten sposób jestem na uczelni już 8 lat i nadal
studiów nie skończyłam.Teraz już nie wierzę,że mi się uda , choć jeszcze mam
szansę.zatrzymałam się na 5 roku,ale mam jeszcze kilka przedmiotów do
zaliczenia..Ale nie o tym ma być mowa.w 2004 roku poznałam mojego obecnego
męża.zaczęliśmy planować wspólne życie.Ja ciągle nie miałam pieniędzy.To przez
gry, ale on z tego sobie nie zdawał sprawy.Dzieliła nas odległość prawie 100
km.On potrafił odkładać kasę.Ja odwrotnie.Nasze marzenia o wspólnym życiu
ciągle się oddalały-nie było na mieszkanie.Nie było na nic.A ja grałam
nadal.On się dziwił,że nie mam pieniędzy.Jednak ja tłumaczyłam mu to tym,że
rodzice mi nie dają, a za coś muszę na te studia dojeżdżać i z czegoś kupować
np książki czy ubrania.Ja nadal grałam.On w końcu się dowiedział, ale nie
zdawał sobie sprawy,że ja już jestem chora.Że jestem hazardzistka.W końcu
zdecydowałam,że idę do pracy.Na pół roku studia przerwałam i zaczęłam pracować
w obsłudze telefonicznej klienta.Okazało się,że jestem w tym dobra.Że coś
potrafię.Sprzedaż miałam bardzo wysoką.Po pół roku postanowiłam na studia
wrócić.W pracy ustaliłam,ze przechodzę na pół etatu-poszli mi na rękę.Jednak
nadal grałam.Zaczęło znowu brakować pieniędzy.Wzięłam wtedy pierwszy
kredyt.Nieduży.Oczywiście szybko przegrałam te pieniądze.Wzięłam kolejny.Znowu
zaczęło brakować na raty.Więc kolejny i kolejny.Nagle wygrałam w zakładach
bukmacherskich 4 tys.Mój mężczyzna powiedział,żebym je odłożyła na konto.Nie
wiedział,ze moja choroba hazardowo-kredytowa jest już zbyt silna.Z części tych
pieniędzy spłaciłam raty.resztę znowu przegrałam..On o tym nie
wiedział.Postanowił mi kupić samochód do pracy.Pożyczył od swojej mamy
pieniądze.Mieliśmy po miesiącu oddać z tych pieniędzy odłożonych..których już
nie było.Zabrakło mi odwagi,żeby się do tego przyznać.Okazało się,że w
samochodzie ciągle coś siadało.Nawet silnik trzeba było wymienić.Wtedy
przypomniały mu się te pieniądze.Wydało się,że ich nie ma.Chciał mnie
zostawić.Jednak został ze mną.Dał mi szansę..Dowiedział się o kredytach.Nie
przyznałam się jednak do wszystkich-ukryłam ok 10 tys.Spłacił je za
mnie.Samochód sprzedał.Ja przez jakiś czas nie grałam.Po roku mój facet
pojechał za granicę na miesiąc do pracy.eby znowu mi kupić samochód, którym
będę dojeżdzać do swojej pracy.Cieszyłam się jak dziecko.Zaczęłam dobrze
zarabiać.Spłacałam terminowo raty z tych kredytów co zostały.Znowu nie było
pieniędzy,ale ciągle mówiłam,że idą na moje studia, na które wróciłam, ale
przez pracę nie miałam na nie czasu.Jednak w pracy nadeszły zmiany.Zaczęli
podnosić progi prowizji.Zarobki spadły o połowę.Zaczęło brakować na raty.Znowu
wzięłam kolejny kredyt.Znowu zaczęłam grac.w końcu długi urosły do kwoty 90
tys razem ze studenckim, który też musiałam zacząć spłacać(skreślili mnie z
listy studentów w jednym semestrze,potem wróciłam,ale raty nadal
płaciłam).Przestałam spać po nocach.Znowu zamiast się uczyć grałam.Żeby się
odegrać.Wszystko przegrywałam.Mój facet o niczym nie wiedział.Nic nie
podejrzewał.Grałam przed nim najlepiej jak umiałam,a gdy byłam sama
płakałam.Postanowił w końcu,że muszę przestać pracować i w końcu skończyć
studia.Że on mi to sfinansuje.Przeraziłam się,ale nie mogłam zaoponować.Bałam
się przyznać,ze dzięki pracy mam jeszcze w miarę z czego płacić raty
kredytu.Złożyłam wypowiedzenie.Pracowałam do końca czerwca.Jeszcze w maju
okazało się,że mamy szanse tanio kupić mieszkanie.Postanowiliśmy wziąć ślub i
sfinansować je z książeczek mieszkaniowych.Resztę postanowiła dołożyć jego
mama.Ojciec przepisał na mnie książeczkę.Ślub wzięliśmy w czerwcu.Mieszkanie
kupiliśmy w lipcu.Właściciel mieszkania zgodził się poczekać na resztę
pieniędzy gdy dostaniemy za książeczki.Złożyliśmy o rozliczenie książeczek do
banku.Miałam nadzieje,ze będą wcześniej.Bo już planowałam,że opłacę z nich
raty i zagram.W końcu muszę wygrać.Czekaliśmy cały miesiąc.Bałam się
potwornie, jednak zamiast zrobić przelew za mieszkanie opłaciłam raty.Znowu
zaczęłam grać.Przegrałam wszystko.Kilkanaście tysięcy.Gdy właścicielowi trzeba
był