Dodaj do ulubionych

Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie)

07.01.09, 19:28
Długo się wahałam,żeby ten wątek założyć.Sama przed sobą wstydzę się tego co
zrobiłam, co doprowadziło do tego,że moje małżeństwo jest w rozsypce.Nie
ukrywam,że liczę też na jakieś światełko w tunelu z waszej strony, że nie
wszystko stracone.Że jeszcze wszystko można odbudować.Bo na razie to jestem w
psychicznej rozsypce i nie widzę dalszego życia..Muszę zacząć od początku:
Jak byłam jeszcze w podstawówce ojciec dość twardą ręką trzymał mnie i moje
siostry.Za byle przewinienie otrzymywałyśmy lanie.Odkąd pamiętam słyszałam,ze
jestem do niczego(choć zawsze starałam się i co roku miałam świadectwa z
czerwonym paskiem..w konkursach ortograficznych nagrody..z plastyki zawsze 6
bo pięknie malowałam..z geografii 6 bo interesowałam się nią odkąd nauczyłam
się czytać).Co miesiąc dostawałyśmy drobne kieszonkowe.Siostry wszystko
wydawały w sklepie,a ja odkładałam.A to na ogromny atlas świata..a to na inną
książkę..Potrafiłam to robić.Jednak po jakimś czasie zaczęłam mieć większe
potrzeby.Ilość pieniędzy nie zwiększała się jednak.Zaczęło się więc zdarzać,że
podbierałam drobne sumy rodzicom.Najpierw czułam lęk.Jednak gdy zauważyłam,ze
nie orientują się w tym uspokoiłam się.Ojciec bił mnie do czasu gdy byłam w
liceum.Skończyło się pewnego dnia, gdy coś we mnie pękło i pierwszy raz się
postawiłam.Przestał bić,ale zostały wyzwiska.Za byle co.Byłam nazywana nie raz
szmatą i k...Nie dawałam ku temu powodów.Nie latałam z chłopakami gdzieś po
dyskotekach.Nigdy nie paliłam i nie piłam.Ojciec po prostu wiedział,że sprawia
mi to ból.I zawsze czułam się gorsza od innych.Po zakończeniu liceum chciałam
iść na studia.Już pisałam,że pięknie malowałam.Ojciec umyślił sobie,że pójdę
do ASP.Ja nie miałam zdania, choć tak naprawdę marzyłam o archeologii.Opłacił
mi kurs rysunku i malarstwa, na który chodziłam przez rok.Gdy przyszedł dzień
egzaminów nie przyjęli mnie.Do tej pory nie wiem w czym byłam
gorsza.Przestałam malować.W rekrutacji wrześniowej dostałam się jednak do
policealnego studium architektury.Przez rok chodziłam na zajęcia jak
wszyscy.Na drugim roku coś się stało.Straciłam motywację.Zajęcia z
projektowania polegały na odbijaniu przez kalkę starych projektów z gazet.Nie
o to mi chodziło.Nie tak to widziałam.Zero twórczości.W końcu przestałam
chodzić na zajęcia.Wiem,że powinnam dociągnąć to do końca,ale na tych
zajęciach męczyłam się niemal fizycznie.Szkoły nie skończyłam.Wyleciałam 2
miesiące przed jej ukończeniem.A przecież mogłam się przemóc.Do tej pory tego
żałuję.Za późno..Ojciec jak się dowiedział chciał mnie wyrzucić z domu.Jednak
zostałam, a w rekrutacji wrześniowej dostałam się na politechnikę na
chemię.Pierwsze 2 lata wszystko pięknie zaliczałam.Ojciec wziął mi kredyt
studencki-wreszcie miałam jakieś pieniądze.Zaczęłam marzyć o szczęściu.O
uśmiechu od losu.Zaczęłam grać w Dużego Lotka.W końcu na gry zaczęły iść
niemal wszystkie pieniądze, które miałam.Zamiast przerwać w tym czasie grałam
dalej.Bo w końcu wygram.Zamiast się uczyć wymyślałam systemy.Kombinacje
liczb.W końcu pieniędzy zaczęło brakować.Wtedy wyciągnęłam ze schowka złote
pierścionki mamy i sióstr.A także moje komunijne.Zastawiłam w
lombardzie.Rodzice się zorientowali.Wtedy pierwszy raz poczułam jak mało
jestem warta.Jak bardzo źle zrobiłam.Udało się odzyskać złoto mamy i jednej
siostry.Reszta przepadła.Nadal jednak grałam.Choć początkowo za mniejsze
stawki.Po jakimś czasie kolega ze studiów opowiedział o zakładach
bukmacherskich.Że można dużo wygrać.Że lotek przy tym to pikuś.Poszliśmy wtedy
całą grupą do sts i obstawiliśmy.Nie wygraliśmy nic.Jednak ja złapałam
bakcyla.Teraz zamiast kombinować liczby-kombinowałam mecze.Zdarzało mi się
wygrywać drobne sumy, jednak od razu je przegrywałam.Miałam mało czasu na
naukę.Czasem też po prostu nie chciało mi się czegoś nauczyć i wtedy po prostu
nie przychodziłam na egzaminy.w ten sposób jestem na uczelni już 8 lat i nadal
studiów nie skończyłam.Teraz już nie wierzę,że mi się uda , choć jeszcze mam
szansę.zatrzymałam się na 5 roku,ale mam jeszcze kilka przedmiotów do
zaliczenia..Ale nie o tym ma być mowa.w 2004 roku poznałam mojego obecnego
męża.zaczęliśmy planować wspólne życie.Ja ciągle nie miałam pieniędzy.To przez
gry, ale on z tego sobie nie zdawał sprawy.Dzieliła nas odległość prawie 100
km.On potrafił odkładać kasę.Ja odwrotnie.Nasze marzenia o wspólnym życiu
ciągle się oddalały-nie było na mieszkanie.Nie było na nic.A ja grałam
nadal.On się dziwił,że nie mam pieniędzy.Jednak ja tłumaczyłam mu to tym,że
rodzice mi nie dają, a za coś muszę na te studia dojeżdżać i z czegoś kupować
np książki czy ubrania.Ja nadal grałam.On w końcu się dowiedział, ale nie
zdawał sobie sprawy,że ja już jestem chora.Że jestem hazardzistka.W końcu
zdecydowałam,że idę do pracy.Na pół roku studia przerwałam i zaczęłam pracować
w obsłudze telefonicznej klienta.Okazało się,że jestem w tym dobra.Że coś
potrafię.Sprzedaż miałam bardzo wysoką.Po pół roku postanowiłam na studia
wrócić.W pracy ustaliłam,ze przechodzę na pół etatu-poszli mi na rękę.Jednak
nadal grałam.Zaczęło znowu brakować pieniędzy.Wzięłam wtedy pierwszy
kredyt.Nieduży.Oczywiście szybko przegrałam te pieniądze.Wzięłam kolejny.Znowu
zaczęło brakować na raty.Więc kolejny i kolejny.Nagle wygrałam w zakładach
bukmacherskich 4 tys.Mój mężczyzna powiedział,żebym je odłożyła na konto.Nie
wiedział,ze moja choroba hazardowo-kredytowa jest już zbyt silna.Z części tych
pieniędzy spłaciłam raty.resztę znowu przegrałam..On o tym nie
wiedział.Postanowił mi kupić samochód do pracy.Pożyczył od swojej mamy
pieniądze.Mieliśmy po miesiącu oddać z tych pieniędzy odłożonych..których już
nie było.Zabrakło mi odwagi,żeby się do tego przyznać.Okazało się,że w
samochodzie ciągle coś siadało.Nawet silnik trzeba było wymienić.Wtedy
przypomniały mu się te pieniądze.Wydało się,że ich nie ma.Chciał mnie
zostawić.Jednak został ze mną.Dał mi szansę..Dowiedział się o kredytach.Nie
przyznałam się jednak do wszystkich-ukryłam ok 10 tys.Spłacił je za
mnie.Samochód sprzedał.Ja przez jakiś czas nie grałam.Po roku mój facet
pojechał za granicę na miesiąc do pracy.eby znowu mi kupić samochód, którym
będę dojeżdzać do swojej pracy.Cieszyłam się jak dziecko.Zaczęłam dobrze
zarabiać.Spłacałam terminowo raty z tych kredytów co zostały.Znowu nie było
pieniędzy,ale ciągle mówiłam,że idą na moje studia, na które wróciłam, ale
przez pracę nie miałam na nie czasu.Jednak w pracy nadeszły zmiany.Zaczęli
podnosić progi prowizji.Zarobki spadły o połowę.Zaczęło brakować na raty.Znowu
wzięłam kolejny kredyt.Znowu zaczęłam grac.w końcu długi urosły do kwoty 90
tys razem ze studenckim, który też musiałam zacząć spłacać(skreślili mnie z
listy studentów w jednym semestrze,potem wróciłam,ale raty nadal
płaciłam).Przestałam spać po nocach.Znowu zamiast się uczyć grałam.Żeby się
odegrać.Wszystko przegrywałam.Mój facet o niczym nie wiedział.Nic nie
podejrzewał.Grałam przed nim najlepiej jak umiałam,a gdy byłam sama
płakałam.Postanowił w końcu,że muszę przestać pracować i w końcu skończyć
studia.Że on mi to sfinansuje.Przeraziłam się,ale nie mogłam zaoponować.Bałam
się przyznać,ze dzięki pracy mam jeszcze w miarę z czego płacić raty
kredytu.Złożyłam wypowiedzenie.Pracowałam do końca czerwca.Jeszcze w maju
okazało się,że mamy szanse tanio kupić mieszkanie.Postanowiliśmy wziąć ślub i
sfinansować je z książeczek mieszkaniowych.Resztę postanowiła dołożyć jego
mama.Ojciec przepisał na mnie książeczkę.Ślub wzięliśmy w czerwcu.Mieszkanie
kupiliśmy w lipcu.Właściciel mieszkania zgodził się poczekać na resztę
pieniędzy gdy dostaniemy za książeczki.Złożyliśmy o rozliczenie książeczek do
banku.Miałam nadzieje,ze będą wcześniej.Bo już planowałam,że opłacę z nich
raty i zagram.W końcu muszę wygrać.Czekaliśmy cały miesiąc.Bałam się
potwornie, jednak zamiast zrobić przelew za mieszkanie opłaciłam raty.Znowu
zaczęłam grać.Przegrałam wszystko.Kilkanaście tysięcy.Gdy właścicielowi trzeba
był
Obserwuj wątek
    • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 19:28
      Teściowa ,znajomy i moi rodzice pożyczyli nam te pieniądze.Za mieszkanie
      zapłaciliśmy.Było nasze.Ja nie wiedziałam już co robić.Skąd je wziąć.Cały czas
      utrzymywałam,ze czekam na rozpatrzenie reklamacji w banku.Gdy byłam sama w domu
      niemal wyłam z bezsilności.W końcu wpadłam na pomysł-wezmę kredyt
      konsolidacyjny.Na allegro zamówiłam pieczatki.Dowodu jeszcze nie
      wymieniłam.Podrobiłam zaswiadczenie z pracy i poszłam po kredyt.Dostałam wstępną
      zgodę.Na zaswiadczeniu jako numer do pracodawcy podałam swój domowy.Jednak
      wydało się.Kredytu nie dostałam.W banku mnie poinformowali,ze podadza mnie do
      sadu za oszustwo.Poczułam jak ziemia mi się osuwa spod nog.To był sierpień.Na
      początku wrzesnia zablefowałam,ze pieniądze mam już na koncie.Mąż powiedział,ze
      mają tam leżeć.Że będą na remont,a resztę się odda moim rodzicom.Nie mieszkamy
      razem, wiec miałam jeszcze trochę czasu.Jednak nie miałam już za co grać.Pod
      koniec sierpnia zdążyłam wziąć jeszcze jeden kredyt na oświadczenie, z którego
      spłaciliśmy znajomego.Resztę znowu przegrałam.W połowie wrzesnia poinformował
      mnie,ze właśnie do mnie jedzie.e pójdziemy do banku z moim ojcem i oddamy mu
      pieniądze pozyczone na mieszkanie.Spanikowałam.Konto było puste.Podcięłam sobie
      zyły.....A raczej próbowałam..Nóż był tepy...szybko zemdlałam z bolu..Obudziłam
      się na podłodze w łazience.Nade mną stał mój mąż, który wszedł przez okno.Stała
      cała moja rodzina.Wszyscy przerażeni.Za chwilę przyjechała karetka.Lekarka
      stwierdziła,że nic mi nie będzie.Kazała mi się zgłosić do psychologa.(byłam tam
      2 razy,ale zrezygnowałam..chyba strach,żeby się przyznac do tego jaka jestem
      zła).Mąż się wsciekł, gdy się dowiedział,ze nie ma tych pieniedzy.Znalazł w
      mojej torebce listę moich kredytów, którą sobie zrobiłam dla ułatwienia..było
      ich 13.Przyznałam się do długów.Ukryłam jednak karty kredytowe na 10 tys,
      których na tej liście nie było.Znowu zabrakło mi odwagi..a przeciez nie miałam
      nic do stracenia.Najpierw mowił,że to koniec,że rozwód...Jednak znowu postanowił
      mi pomóc.Namówił tez do tego moich rodziców, którzy nie chcieli nic
      zrobic.Wzięli na siebie kredyty i spłacili te wszystkie moje długi.Oprocz kart,
      o których nie wiedzieli...Po kilku dniach przyznałam się do nich rodzicom.Jednak
      ojciec powiedział,ze sama mam sobie z nimi radzić.Zaczęłam robić i sprzedawac
      biżuterię.Jednak to było za mało.Wzięłam znowu kredyt na oświadczenie, jak
      zaczęli się dobijac windykatorzy.Znowu przegrałam.Karty częściowo jednak
      spłaciłam..ale nie wystarczyło na całość.Po tygodniu czy dwóch przyszło wezwanie
      na policję.Byłam przesłuchiwana o oszustwo, którego dopuściłam się w sierpniu.W
      grudniu wezwanie do prokuratury.W ciągu miesiąca będę mieć rozprawę...mam dostać
      karę w zawieszeniu z tego co mówiła prokurator...Pierwszą ratę nowego kredytu
      zapłaciłam w terminie.Z druga spóźniłam się tydzień..Były Święta..Nie dostałam
      jeszcze pieniędzy z biżuterii.Po Nowym Roku zadzwonił windykator..Zagroził,ze
      jeśli nie wpłacę w tym samym dniu rozwiążą ze mną umowę w trybie
      przyspieszonym.Zadzwonił tez do domu..Rodzice zaczęli pytać o co
      chodzi.Skłamałam,ze z poprzednich pożyczek odsetki mam niespłacone.Drugi raz
      windykator zadzwonił przy mężu.ten się zorientował,ze coś nie tak....Postawiona
      podscianą przyznałam się do tego kredytu.Powiedział,że nie chce mnie znać.Od
      soboty nie rozmawiamy.On krzyczał,ze składa o rozwód.Tylko jego mama ze mną
      rozmawiała...Dali mi znowu szansę..Pół roku...Jednak nie chce mnie widzieć...ani
      znać...W poniedziałek mam scedowac na niego mieszkanie i ustalimy rozdzielność
      majątkową.Powiedział,ze ma dość już takiego życia..jednak szansę
      dostałam...Opłaci mi studia..mam je skończyć...Z rodzicami wspolnie spłacać
      będąte długi.Tym razem wiedzą o wszytskich...Nie wiem-może mnie jeszcze
      kocha...nie wiem czy wytrzyma ...nie wiem czy nie złoży o rozwód...tyle razy
      zawiodłam...Dotarło do mnie,że naprawdę musze się leczyć...tylko dlaczego tak
      późno....Chciałabym bardzo cofnąć czas a nie da się...Kompletnie już w siebie
      nie wierzę..Nie wierze,że cokolwiek się uda.Jeżdżę na zajęcia..Pozaliczałam
      pierwsze kolokwia..Przede mną sesja..A ja nie mam sił....Nie mam z kim
      rozmawiać...on nie chce i nie dziwię mu się...Brakuje mi go...Wiem,że musze
      zacząć terapię...Muszę zmienić swoje życie...Musze podjąć kroki, które może
      pozwolą mi odbudować to co zniszczyłam..Może jeszcze się uda....Boję się
      potwornie..stąd ten wątek...Jestem zła do szpiku kości...ale chce się
      zmienić..Nie wiem jednak czy to się uda...Nie mam pojęcia jak to zrobić..Dlatego
      ten watek założyłam..Możecie mnie skopać..ale może coś podpowiecie...nie wiem
      jak to przezyję gdy mnie zostawi.......Czuję się jak szmata, którą nazywał mnie
      ojciec jak byłam młodsza..czuję się do niczego..czuję,że już nigdy nic mi się
      nie uda..a mój mąż tak bardzo się starał...Ode mnie otrzymał tylko ból...Stracił
      zaufanie chyba już na zawsze...Trochę mi lepiej jak to wszystko
      napisałam...musiałam to z siebie wyrzucić
      • gacusia1 O,fu...k! 08.01.09, 02:16
        Dotad o takich rzeczach tylko czytalam albo filmy ogladalam a
        tu...wirtualna rzeczywistosc.
        Ty TYLKO chcesz. To za malo! Musisz ROBIC wszystko,by sie wyleczyc.
        Masz cudownych ludzi wokol siebie,ktorzy dali Ci szanse,ktorzy Ci
        pomagaja. Dasz sobie rade!
        • rheia Re: O,fu...k! 08.01.09, 08:18
          Bardzo chcę dać sobie radę.Na razie myślę,że męża straciłam.Choć mam jednak
          nadzieję,że się jeszcze przełamie i będzie chciał być ze mną
      • bri Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 09:05
        Nie jesteś zła, jesteś chora. A Twoja rodzina pomaga Ci chorować.
        Powinni Cię zostawić z tymi długami samą, może zrozumiałabyś, że
        musisz się leczyć.
      • thana203 A ja pogłaszczę 08.01.09, 11:12
        Ja wnioskuję z tej wypowiedzi, że jesteś bardzo inteligentną osobą. To zwiększa
        szansę, że uda się z tego dramatu wyjść. Potrafisz myśleć. Myśl, myśl i jeszcze
        raz myśl. Nie wolno Ci już nigdy działać impulsywnie, bez zastanowienia.
        Psychoterapia - bardzo słuszna decyzja. Z tym, że pisałaś, że już kiedyś byłaś u
        psychologa i zrezygnowałaś. Z różnych rzeczy rezygnujesz, łatwo tracisz
        motywację, samozaparcie. Psychoterapia to bardzo ciężka (naprawdę!) praca nad
        sobą. Przyjdą momenty zwątpienia i musisz sobie z tego zdawać sprawę. Nie wolno
        Ci z tego rezygnować. Może się zdarzyć, że psychoterapeuta nie będzie Ci
        odpowiadać, wtedy musisz natychmiast znaleźć innego, ale nie wolno Ci
        zrezygnować z leczenia. Sytuacja z nożem oznacza, że w Twoim przypadku jest to
        kwestia życia i śmierci (a także cierpienia Twoich najbliższych).
        Twoja śmierć nie przyniesie im radości. Wyleczenie - tak.
        Mam wrażenie, że u Ciebie hazard jest w jakiś sposób podobny do malowania.
        Grywałam u bookmachera (ale nie nałogowo) i wiem, że to daje specyficznego
        powera. Malowanie też. Może jako dziecko realizowałaś jakieś potrzeby poprzez
        malowanie i potem cios w postaci nieprzyjęcia do szkoły zniszczył Twoją chęć do
        tego. I po pewnym czasie zaczęłaś realizować to w hazardzie.
        W pracy byłaś dobra, czyli potrafisz być w czymś dobra. Natomiast chyba nie
        potrafisz przyjąć tego do wiadomości - pole do popisu dla psychoterapeuty, żeby
        Cię tego nauczył. Musisz nauczyć się realizowania własnych postanowień, pomimo
        zwątpienia. Można się tego nauczyć. No i tak jak sama pisałaś, właściwego
        stosunku do pieniędzy. Jestem przekonana, że możliwości do wyprostowania tego
        wszystkiego masz. Masz atut w postaci inteligencji. Reszta to praca i zależy
        tylko od Ciebie. Ta wygrana w 100% zależy od Ciebie. To też zwiększa szansę.
        Pozdrawiam.
    • gosika78 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 19:32
      Przesadziłaś.
      Nie wiem, czy ktoś to przeczyta. Jak doszłam do konkursów z plastyki poddałam się.
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 19:34
        Wiem,ze przesadziłam...Ale musiałam to z siebie wyrzucić....
        • lolinka2 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 19:49
          dzidzia, źle trafiłaś.
          Uzależnień nie leczy się na forum. Uzależnienia leczy się u
          psychoterapeutów. I świetnie wiesz, że jeżeli będziesz to po prostu
          wyrzucać z siebie na forum, to być może uzbierasz porcję głasków (bo
          w domu nikt cię już nie głaszcze i w sumie ma rację), ale problemu to
          nie rozwiąże żadnego.

          Uzależnienia należy leczyć. Póki co przegrywasz swoje życie.
          Przegrywasz też życie męża, a do tego nie masz prawa.

          Te głaski forumowe dadzą ci to samo złudzenie, co kolejna gra,
          kolejny zakład... a ty masz problem. Masz niepoukładane emocje
          sięgając wstecz do wczesnego dzieciństwa i adolescencji. To trzeba
          przepracować, zmierzyć się z tym, a następnie - przez resztę życia -
          konsekwentnie przeganiać potwory ze swojego życia i nie pozwolić im
          ponownie nad tobą zapanować.

          To nie twoja wina, że ojciec nie wywiązywał się jak trzeba ze swoich
          obowiązków wobec ciebie. To nie twoja wina, że byłaś bita i wyzywana
          - nie zasłużyłaś sobie na to. Zasłużyłaś na szacunek. Ale, niestety,
          są to kwestie, których będąc dziećmi nie jesteśmy w stanie zmienić.
          Możemy zmienić tylko to, co leży w naszej mocy, gdy jesteśmy ludźmi
          dorosłymi. I w twojej mocy leżało grać/nie grać. W twojej mocy leżało
          brać kredyt/ nie brać kredytu. W twojej mocy leżało kłamać/ mówić
          prawdę. Wreszcie mogłaś dokonać wyboru kraść/ żyć uczciwie. To się da
          odkręcić. Tylko najpierw musisz pokornie przyznać, że sytuacja jest
          opłakana. Że jesteś hazardzistką. Że potrzebujesz pomocy, bo sama nie
          dasz rady. Bawienie się w gry pt żałujcie mnie, bo się zabiję, jest
          dziecinne, a ty już jesteś dorosła. Bawienie się w gry pt mam
          straszne wyrzuty sumienia i nie mogę tak dalej żyć (więc się zabiję -
          to w domyśle) też jest dziecinadą. Dorosły człowiek bierze życie we
          własne ręce, zmienia je i kieruje się rozsądkiem, podejmując decyzję.
          Uzależnienie to jednostka chorobowa. Czy chorując na grypę wstydzisz
          się tego i mówisz np "mam zły dzień" albo "nic mi nie jest"? Raczej
          nie... Potraktuj uzależnienie w identycznych kategoriach, a
          znajdziesz siłę, żeby coś ze sobą zrobić. Pomoże ci najbliższa
          Poradnia Zdrowia Psychicznego. Powodzenia.
          • liwilla1 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:14
            lolinka2 napisała:

            > dzidzia, źle trafiłaś.
            > Uzależnień nie leczy się na forum. Uzależnienia leczy się u
            > psychoterapeutów. I świetnie wiesz, że jeżeli będziesz to po prostu
            > wyrzucać z siebie na forum, to być może uzbierasz porcję głasków (bo
            > w domu nikt cię już nie głaszcze i w sumie ma rację), ale problemu to
            > nie rozwiąże żadnego.

            no wlasnie lolinka, no wlasnie suspicious na przyszlosc stosuj sie do wlasnych rad.
            • lolinka2 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:22
              zejdź ze mnie, bo mi duszno...
              dziećmi się zajmij, zacznij szydełkować, a mówiąc wprost: odwal się.
        • hamerykanka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 19:49
          Znam podobna historie-ex mojego meza. Jest nalogowa hazardzistka,
          gra w kasynach na automatach. Meczyl sie z nia 13 lat. Wie, ze ma
          problem, ale cala wine zrzuca na wszystkich, w tym na niego, bo byla
          samotna w zwiazku, trata tata, a przycisnieta do muru placze i
          zaklina sie ze wiecej nie edzie grac. Przegrala pieniadze na wakacje
          wlasnych wnukow (dzieci jej dzieci z poprzedniego zwiazku)i to wtedy
          gdy moj maz zabral je na wakacje-znalazl ze wyczyscila konto w
          czasie podrozy, nawet nie zostawila pieneidzy na benzyne. Podrobila
          jego podpis na aplikacji o karte kredytowa i zrobila na nia debet 25
          000 dolarow (miala pojsc do wiezienia, on zdecydowal ze bedzie za
          nia splacal, w sumie karta byla na jego nazwisko), zadluzyla ich dom
          w dwoch firmach na wysokosc przekraczajaca 120% jego wartosci-w
          sumie ponad 100 000 dolarow, ktore poszlo na pokrycie jej dlugow z
          hazardu i na dalsze granie, nie chciala isc na terapie obwiniajac
          jego, a kiedy on zdecydowal sie zakonczyc malzenstwo , znowu ob
          winia jego bo nie poszedl z nia na terapie, bo nie wspieral jej
          wystarczajaco itp. Dlugi skonczyl splacac dopiero w tym roku ( w tym
          celu musial oglosic bankructwo, kredyt na skrewiony na 7 lat), dom
          przejety przez bank, a ona dalej nuza sie w zalu nad soba.
          Nie, nie zaluje ciebie. Tacy jak ty potrafia zniszczyc innym zycie.
          Wez sie w garsc, idz na terapie. Wiesz ze masz problem i nie robisz
          nic z wyjatkiem dalszego grania. Wez sie za siebie. Mam nadzieje ze
          maz przestanie pla ic Twoje dlugi, takim jak Ty jak alkoholikom
          potrzebny jest upadek a nie miekkie ladowanie i rodzina ktora placi
          za wasze bledy. Wiesz co zrobic. Podciecie zyl jest zalosne, wiesz
          ze maz zostanie z dlugami, a Ty po prostu uciekasz od problemu.
          Nie bede sie nad Toba uzalac. Idz na terapie.
      • tomelanka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:43
        ee, ja przeczytalam wink chociaz przyznam, że się przerazilam, jak zobaczylam ile
        tegosmile
      • zonka77 Ja przeczytałam całość 07.01.09, 23:14
        i nie wiem co napisac na razie. Współczujębardzo i Tobie i Twojej rodzinie i
        mężowi (wygląda na to że to wspaniały facet)
        Mam nadzieję że będziesz się leczyć...
        • rheia Re: Ja przeczytałam całość 07.01.09, 23:16
          Mąż jest wspaniały-to prawda.Na razie jednak czuję,że go straciłamsadLeczyć się
          będę na pewno-to już postanowione
    • ya.79 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 19:47
      Bez psychologa sobie nie poradzisz... więc jednak musisz się przemóc i
      skorzystać z fachowej pomocy. Współczuję ci niezmiernie. Jednak pamiętaj o tym,
      że zawsze można wszystko poprawić, nigdy nie jest za późno na zmiany. Staraj się
      nie myśleć o tym co było, nie rozpamiętuj - bo to będzie ściągać cię w dół. Myśl
      o tym co możesz zrobić żeby wydostać się z tego co się stało.
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:09
        Dziękuję Wam,że chciało się Wam to przeczytać.Ja nie oczekuję głaskania.Nie
        użalam się nad sobą.W piątek za tydzień jestem umówiona do psychologa.I dotrę na
        to spotkanie.Chcę się leczyć bo wiem,ze jestem chora.Żałuję tylko,że tak wiele
        się musiało wydarzyć.Że tak wiele zniszczyłam,żeby to do mnie dotarło.Nikogo nie
        obwiniam.Zdaję sobie doskonale sprawę,że każdy jest kowalem własnego losu.Za
        mnie ciągle były podejmowane decyzje.Jestem niedojrzała i też się do tego
        przyznaję.mam w sobie strach przed odpowiedzialnością.I to przekonanie,że zawsze
        będę najgorsza.Wątek założyłam,żeby po prostu to z siebie wyrzucić.Nazwać te
        emocje.Zobaczyć je z boku-w tym przypadku na ekranie monitora.Wiem,ze równie
        dobrze mogłam to sobie napisać w pliku tekstowym i sama sobie czytać..Ale
        chciałam od Was usłyszeć słowa potępienia.Bo to co zrobiłam temu podlega.Pragnę
        to odkręcić.Wiem,ze trzeba ciężkiej pracy,żeby tego dokonać.Boję się.I to
        kolejny powód założenia wątku.Ale myślę,że podołam temu.Mam cudownego męża,
        który życie by za mnie oddał.Super teściową, która traktuje mnie jak córkę i
        nawet teraz się nie odwróciła ode mnie..Ja wiem,ze próba podcięcia żył była
        żałosna.Teraz już tego nie zrobię..nie myślę o tym..Chcę walczyć i będę walczyć
        bo wiem,że warto..
    • majmajka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:01
      Boze, Ty rzeczywiscie czujesz sie jak szmata, stad to pisanie jak bylas dobra w szkole itd.
      Ty nie jestes szmata, nie jestes zerem. Ty jestes c h o r a . I tylko i wylacznie pomoc specjalistow moze pomoc Ci przetrwac i zaczac wszystko od nowa. I tak podziwiam Twojego meza, ze tak dlugo to znosil. Lecz sie, dziewczyno. Znam takich, ktorym sie udalo. Serio, a byli tez na dnie.
    • ma_dre Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:07
      a ja nie wierze w ten belkot. znowu jakas siksa sprawdza swoje zdolnosci
      pisarskie 'wciaz ta sama), za bardzo to mi przypomina licha nowele no i ten
      charakterystyczny problem z interpunkcja... za kazdym razem jak widze ten
      problem, watek jest sensacyjny, za kazdym razem inny nick... czy az tak duzo
      jest ludzi, ktorzy nie robia zadnej przerwy miedzy zdaniami???
      wez sie uspokoj dziecko, idz lepiej do lekcji, no i skoncz wreszcie z ta
      dupiasta interpunkcja, doprowadza mnie do szalu!!!
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:13
        Spodziewałam się,że usłyszę ten zarzut,że jestem trollem.A nie jestem i nie wiem
        o jakiej dziewczynie piszesz.Ja istnieję naprawdę.Mój problem jest
        prawdziwy.Jeśli nie masz nic do powiedzenia po prostu nic nie pisz
        • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:15
          Aha-ma-dre-przeczytaj jeszcze raz co napisałaś.I zastanów się nad swoją
          interpunkcją i brakiem przerw w zdaniach.To tak na marginesie
      • p3nisista potwierdzam: troll 07.01.09, 20:51
        kiedy przeczytałem, jak narzeka na niski poziom studium policealnego to
        popłakałem się ze śmiechu.
        • rheia Re: potwierdzam: troll 07.01.09, 20:54
          A oprócz tego co masz na potwierdzenie,że jestem trollem???Opisałam swoje
          życie.Może czasem wchodziłam zbyt mocno w szczegóły.Ale to co napisałam to
          prawda.Nie jestem trollem!!
          • p3nisista teraz wiem, że jesteś na 100% 07.01.09, 20:58
            normalni ludzie olewają oskarżenia o trolling.
            Trolle ze wszystkich sił odpierają te zarzuty.
            Swoją drogą dlaczego odpowiadasz na każdy post po kilku minutach?
            Czyżbyś od założenia tego temate tylko siedziała na forume i klikała na odśwież.

            Swoją drogą zwrot przegrać życie jest używany głównie na forum Seks i Erotyka na
            o2.pl co dodatkowo potwierdza że jesteś trollem.
            • rheia Re: teraz wiem, że jesteś na 100% 07.01.09, 21:18
              Ciekawe gdybyś to Ty był oskarżony o coś,czego nie zrobiłeś,dałbyś tak po sobie
              jeździć i nic byś nie napisał.Ja odpieram zarzuty, które są
              niesłuszne.Odpowiadam po kilku minutach-to fakt.W końcu jednak po to założyłam
              wątek,żeby dyskutować,a nie po to,żeby napisać co mi leży na sercu i wylogować
              się.A na forum O2 Seks i Erotyka nie zaglądam więc nie wiem o czym piszesz
        • w_miare_normalna pienisista 07.01.09, 23:42
          ty to wszedzie widzisz troli.na wiekszosci watkow sa twoje
          komentarze i wszedzie trol troling i takie sranie w banie.
    • liwilla1 Re: Przeczytalam calosc 07.01.09, 20:22
      ufffff ale kobieto niezle dalas ciala. nie ma co plakac jednak nad rozlanym
      mlekiem. koniecznie idz na terapie i zrobze cos ze swoim zyciem! nawet lolinka2
      dala rade (chyba...), wiec kazdemu powinno sie udac. musisz uwierzyc w siebie i
      zamiast szukac winnych (ojciec, kolega ze studiow) Twojej choroby i uzalac sie
      nad sama soba, wez do diaska odpowiedzialnosc za swoje czyny. tak, spapralas
      ostro, ale nie oznacza to, ze nie mozesz tego zmienic. ja tam wierze w Ciebie.
      glowa do gory. pozdrawiam
    • be_em Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:30
      współczuję ci. życie ci źle klocki poukładało a ty nie umiałaś ich poprzekładać.
      pogubiłaś się trochę. dobrze, że po pierwsze wszyscy już wszystko wiedzą nie
      musisz kłamać i jesteś "czysta" to pozwala tak jakby odrodzić się na nowo, mieć
      mocne postanowienie poprawy i zacząć żyć z czystą kartą. ale tak jak pisały
      poprzedniczki - nie poradzisz sobie sama. od tego są specjaliści, żeby ci pomóc.
      zapisz się na terapię. poustalaj sobie priorytety i zadania do wykonania:
      studia, praca, regularna spłata kredytów, odbudowanie pozytywnych relacji z
      rodzicami, no a przede wszystkim zdobycie na nowo zaufania męża. tak przy
      okazji: szczęście masz, ze jednak rodzina trwa przy tobie, a mąż raz po raz
      wyciągał rękę... nie strać tego. sama wiesz jak się czujesz, jak bardzo
      wdepnęłaś w gó... i jak trudno się go pozbyć... przeszłaś już tak wiele, po co
      kolejne upokorzenia, windykatorzy, komornicy, wstyd, wyrok, sąd? walcz. stań na
      nogi! i lecz się. trzymam kciuki za ciebie i zyczę wszystkiego dobrego!
      • dobrasasiadka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:44
        skorzystaj z pomocy fachowców!! i docen to ze masz wokół siebie tylu
        kochających ludzi!!!!!!!!!! i nawet ten ojciec któremu masz tyle do
        zarzucenia- tyle razy próbował Ci pomoc!!! uwierz mi- gdyby Cie nie
        kochał- nie wziął by z Toba wspolnych kredytów! no i mąz- ma chłop
        złote serce!
        JUTRO zadzwon do poradni zdrowia psychicznego albo do prywatnego
        gabinetu i idz tam z mężem!!!
        • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:52
          Ojciec w tym wszystkim zadziwił mnie najbardziej.Teraz mógł mnie wyrzucić-od
          sierpnia nie jestem zameldowana u rodziców.Wczoraj mi powiedział,ze mi
          pomogą,ale pod warunkiem,że się zmienię.A ja tego bardzo chcę.Za daleko to
          zaszło.Więcej razów nie będzie.To naprawdę ostatnia szansa dla mnie.Gdybym
          jeszcze raz coś takiego zrobiła wszyscy się odwrócą.I zostanę sama.Do psychologa
          idę na razie sama.Jak mój mąż zdecyduje się jednak zostać ze mną to może i on ze
          mną pójdzie.Nadal dzieli nas różnica 100 km.On pracuje cały dzień.Bierze
          nadgodziny,żeby móc spłacać moje długi.I jeszcze mi na szkołę daje.Nie wiem jak
          będzie wyglądało dalej nasze życie.Czy nadal będzie wspólne.Ale wiem,że ten,z
          którym jestem dał z siebie wszystko.Bo przecież mógł mnie zostawić, gdy za
          pierwszym razem wyszły moje kłamstwa.Nie zrobił tego.Dalej zobaczymy jak będzie
          • umasumak Nie jesteś sama najwyraźniej 07.01.09, 21:54
            i to w sam raz dobrze. Jednak nie zmarnuj tego, pamiętaj, że każdy kolejny
            kredyt, najmniejsza kwota postawiona na zakłady, będzie oddalać Ciebie od
            wyjścia z impasu, tak jak każdy najmniejszy kieliszek alkoholu oddala alkoholika
            od wyjścia z nałogu. Leczenie to Twoja jedyna szansa, myślę, że gdy maż będzie
            widział, że się leczysz, to Cie nie opuści.
            • rheia Re: Nie jesteś sama najwyraźniej 07.01.09, 22:03
              Ja zdaję sobie sprawę,że jak coś zacząć to nie odkładać do dnia następnego,
              tylko zrobić od razu.Boję się jednak,że gdyby np ta działka się sprzedała i mój
              mąż po otrzymaniu pieniędzy zostawiłby mnie jednak..stracę motywacjęsad(Poddam
              się.Bo teraz chcę to zrobić przede wszystkim ze względu na niego.Żeby widział,że
              potrafię.Żeby naprawić całe zło, które wyrządziłam.Gdy mnie zostawi stracę
              oparcie, na którym zależy mi najbardziej
              • lolinka2 Re: Nie jesteś sama najwyraźniej 07.01.09, 22:11
                ty się nie targuj sama ze sobą
                tylko albo się za siebie bierzesz bezwarunkowo, albo nie. Wóz albo
                przewóz. Już nie masz wyboru wielkiego.
                • umasumak O, o właśnie 07.01.09, 23:32
                  Poza tym, podstawą w leczeniu nałogów jest chęć robienia tego przede wszystkim
                  dla siebie, a nie dlatego, że spodziewasz się, że dzięki temu mąż Ciebie nie
                  opuści. Bo to ma uleczyć Ciebie, a dopiero w konsekwencji Twoje relacje z mężem,
                  rodzicami, znajomymi. Ty MUSISZ robić to dla siebie.
              • bri Re: Nie jesteś sama najwyraźniej 08.01.09, 09:17
                Może weź zasugeruj jakiegoś specjalistę od hazardu także Twojemu
                mężowi i rodzicom, bo jak na razie wydaje się, że jedyne co robią to
                wspierają Cię w Twoim nałogu. Swoje długi powinnaś spłacać sama.
                Szkoła w takiej sytuacji to luksus, na który Cię nie stać. To Ty
                powinnaś pracować na półtora etatu, a nie Twój mąż.
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:45
        Fakt-czuję się "czysta" i czuję ulgę,że wszyscy już o wszystkim wiedzą.Czuję też
        jednak ten ciężar, który na nich niejako przerzuciłam.Wiem,ze mam ogromne
        szczęście mając taką rodzinę i takiego męża.Ojciec tez bardzo się
        zmienił.Wspiera mnie.Zaczęliśmy rozmawiać.Kiedyś go nienawidziłam.Teraz to się
        zmieniło.Do psychologa jestem zapisana za tydzień.Wcześniej byłam dwa razy u
        innego.Nie dał mi tego poczucia,ze to się może udać.Ale może musiałabym pójść
        wiele razy,żeby to poczuć.Ja tego naprawdę chcę.A nie chcę stracić tych, których
        kocham.Mąż wyciągnął rękę.Od soboty nie rozmawiamy.Od jego matki wiem,że walczy
        ze sobą.Nie wiem czy się do końca przemoże.Bo może być tak,że tym razem to była
        kropla przepełniająca czarę.I może jednak złożyć o rozwód.Tak szczerze to sama
        nie wiem co bym zrobiła na jego miejscu.On mnie nigdy nie zawiódł.Może być też
        tak,ze ze mną zostanie,ale będę dla niego zerem i szmatą(też mnie tak nazwał,
        gdy się dowiedział-narwany jest).Ja jednak chcę się leczyć.Może nie wszystko
        stracone.Jeśli jednak odejdzie ode mnie nie będę mieć o to do niego żalu
    • croyance Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:33
      Normalnie bym chyba w te historie nie uwierzyla, ale wlasnie
      skonczylam czytac biografie Georgiany, the Duchess of Devonshire,
      ktora cale zycie zmagala sie, niestety, z takim samym problemem. W
      karty przegrala rownowartosc dzisiejszych 3 mln funtow, ciagle
      scigali ja dluznicy, pozyczala od jednych, zeby oddac drugim, i zyla
      w strachu, ze maz sie dowie. Na jej szczescie, cala arystokracja
      podobnie funckjonowala ...
      • ktosia57 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:55
        Musisz koniecznie iść do psychiatry,to jest uzależnienie od
        hazardu,psychoterapia rodzinna i leki napewno Ci pomże ,nie czekaj ani chwili
        dłużej.
        • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:26
          A czy psychiatra jest lepszy od psychologa?Nie wiem, dlatego pytam.Ja byłam u
          psychologa.I za tydzień tez do takiego specjalisty idę.
    • beatrycze123 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 20:59
      A wiesz co? Mam wrażenie, ze wybrałaś forum emama, zeby ktoś cię pogłaskał po
      główce, przytulił i powiedział "nie zrobiłaś nic złego, ojciec w dzieciństwie
      cię przecież bił". Pochodzę z małego miasteczka gdzie dziwne jest, jeśli ojciec
      nie bił, więc mnie to nie ruszy. Twój mąż wybacza ci wyrzucenie kilkudziesięciu
      czy kilkuset tysięcy złotych- to i tak dużo dla ciebie. Czemu rzuciłaś szkołą
      policealna? Przecież nie z powodu grania ani z powodu tatusia. Czemu nie
      kończysz politechniki? Lekarza, owszem, potrzebujesz, pewnie terapii
      indywidualnej i grupowej. Ale potrzebujesz też solidnego kopa w d*pę. I kogoś
      kto cię będzie trzymał za rękę żebyś nie poszła do zakładu bukmacherskiego...
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:23
        Wybrałam forum emama, bo to najlepiej znam.Naprawdę nie chcę być głaskana po
        główce, bo naprawdę zdaję sobie sprawę,że nie zasłużyłam.Chciałam po prostu to
        wszystko z siebie wyrzucić.Nie uważam,że nie zrobiłam nic złego, o czym zresztą
        ciągle piszę.Czuję się cholernie winna-zasłużenie.Szkoły policealnej nie
        rzuciłam tylko zostałam z niej wyrzucona-za opuszczanie zajęć.Politechnikę chcę
        w końcu skończyć.I jeśli wezmę się w garść uda mi się maksymalnie do czerwca.Nie
        chce też,żeby było tak,że to ktoś musi mnie pilnować,żebym nie grała.Ja chcę móc
        wejść do takiego zakładu, uśmiechnąć się i wyjść.Chcę się po prostu z tego wyleczyć
        • dobrasasiadka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:35
          wyleczyc się to jedno, a drugie to odbudowac swoje relacje z
          najbliższymi -szczególnie z mezem- musisz odbudowac ich zaufanie,
          ale tez zawalczyc o ich szacunek. Terapia malzenska jak nic. musisz
          doprowadzic się do stanu ze jestes panią swojego zycia, partnerka
          swojego męza i zadne wyzywanie od szmat nie moze miec miejsca bo
          wszystko powróci.
          I nie mozesz go juz nigdy okłamac ani nic zataic. Ani rodziców.
          Doceń to co dla Ciebie zrobili bo ZAPEWNIAM Cie ze wiekszosc by sie
          odwróciła!! a mezowie juz na pewno!
          duzo pracy przed Tobą (mam nadzieję ze przed Wami- ze mąż powróci).
          POWODZENIA
          • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:52
            Ja tego naprawdę CHCĘ.Chcę żyć normalnie jak inni.Mieć normalną rodzinę.Jednak
            nie mogę mówić za mojego męża,bo tak naprawdę nie wiem czy on jeszcze chce.Może
            po prostu czeka,aż sceduję na niego mieszkanie w poniedziałek i zniknie z mojego
            życia..a raczej mnie wyrzuci ze swojego.Niby dał mi czas do czerwca.Te pół
            roku.Ale tak naprawdę nie wiem jak będzie.Bo tu jest jeszcze jeden niuans, o
            którym nie napisałam.Ojciec ma działkę.Budowlana.Jest wystawiona teraz na
            sprzedaż,żeby z pieniędzy, które za nią będą spłacić te wszystkie długi.I te,
            które przejęli rodzice i te, które zaciągnął mój mąż z teściową.I ja teraz nie
            wiem czy zgodził się dać mi szansę bo jeszcze mnie kocha i zależy mu mimo
            wszystko, czy dlatego,że wie,że gdyby teraz wziął rozwód pieniędzy z działki
            raczej nie zobaczy i zostanie z kredytemsadGdyby to była moja działka spłaciłabym
            ten kredyt nawet gdyby po tym miał złożyć wniosek o rozwód.Jednak ojciec
            podejrzewam,że tak łatwo nie postąpi.Dlatego ciągle się zastanawiam.Myślę,że mąż
            by się zgodził na terapię małżeńską.Na razie jednak trudno cokolwiek
            wnioskować,szczególnie gdy się do mnie nie odzywa.W piątek jadę do niego,żeby
            wszystko pozałatwiać.Może uda mi się wyczuć jak jest naprawdę.Czy może on
            jeszcze chce utrzymać ten związek.Na razie czuję,ze to koniec
      • mamamira Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:29
        Napisałaś przegrałam swoje życie,Ty nie przegrałaś całego życia,zmarnowalas
        cześć swojego życia,jak będzie wyglądać Twoja przyszłość zależy tylko od
        Ciebie.Piszesz ze musisz się leczyć to nie wystarczy to trzeba tez chcieć.Ciesz
        się z tego ze masz osoby które chcą Tobie pomóc i nie zmarnuj tego.

        http://i41.tinypic.com/2gw6c90.gif
    • umasumak Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:47
      Musisz się leczyć, to Twoja jedyna szansa. Może gdy podejmiesz leczenie, Twój
      mąż będzie Cię wspierał, w innym wypadku nie powinien. Jesteś jak alkoholik,
      który niby chce zerwać z nałogiem i sięgając po kieliszek wmawia sobie i
      wszystkim wokół, że to ostatni... a potem leczy kaca klinem...
      Jesteś chora, poważnie chora, żal mi Ciebie i Twojej rodziny - ciągniesz ich
      wszystkich na dno za sobą.

      Być może zresztą, żeby uniknąć kary, będziesz musiała podjąć przymusowe leczenie.
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 21:56
        Najgorsze jest to,ze wiem,że źle zrobiłam,a nie potrafię się z tego
        wyzwolić.Pójdę do psychologa,a jeśli trzeba będzie to i do psychiatry.A co do
        kary to chodzi Ci o tą , która mi grozi za oszustwo i próbę wyłudzenia
        kredytu?Jeśli tak to mnie raczej nie ominie-byłam już przesłuchiwana.Został mi
        przedstawiony zarzut.Teraz czekam na rozprawę.
        • lolinka2 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:03
          Masz dużą szansę na umorzenie, chyba że się zgodziłaś poddać
          dobrowolnie karze. Jeśli nie, i jeśli powiedziałaś o uzależnieniu
          (albo leć i powiedz), zostaniesz odesłana na badania do biegłego
          psychiatry i przy potwierdzeniu diagnozy, sprawa może zostać umorzona
          pod warunkiem, że się leczysz (to zmniejsza prawdopodobieństwo
          popełnienia czynu po raz kolejny).
          • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:08
            Właśnie zgodziłam się poddać dobrowolnie karze.Choć mój mąż zasięgnął porady
            adwokata od razu jak przyszło pierwsze pismo o przesłuchanie na komendzie.Będzie
            on też na rozprawie.O uzależnieniu nie mówiłam-odpowiadałam tylko na pytania,a
            nikt nie pytał dlaczego tak postąpiłam.Rozprawa ma się odbyć najpóźniej w
            lutym.Teraz pewnie i tak za późno,bo pewnie powinnam się zacząć leczyć
            wcześniej,a to,że pójdę za tydzień pewnie nie będzie się już liczyćsad
            • lolinka2 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:13
              to spitoliłaś sprawę po całej linii... trudno, trzeba będzie wypić
              to, co nawarzone.
              • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:17
                Wiem,że spaprałam.Teraz za późno o tym myśleć.Muszę to przyjąć na siebie i
                przebrnąć.Zawiasy mają być na 2 lata-tak mi mówiła prokurator.Za błędy się płaci
                • lary-sa37 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:24
                  Zastanawiam sie czemu tej twojej rodzinie tak bardzo zalezy na tym bys ukonczyła
                  te studia ktorych od lat nie udaje ci sie skonczyc.Bardzo smieszne w tej całej
                  sytuacji bo wlasciwie po co one tobie potrzebne.Powinnas pracowac na bardzo
                  podrzednym stanowisku z pensja ktora nie ma zdolnosci kredytowych.To jedyne co
                  moge radzic,a ta naprawde to serdecznie wspolczuje rodzinie.Czy masz szanse?nie
                  wiem,wiem jedno ze robisz to z pełna swiadomoscia i powinnas poniesc karę.
                  • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:30
                    Tylko widzisz-ja nie chcę pracować na niskim stanowisku z podrzędną pensją tylko
                    z tego powodu,żeby mnie nie kusiło.Chcę dobrze zarabiać i nauczyć się cenić
                    wartość pieniądza,czego do tej pory sądząc po moim podejściu do nich nie
                    umiem.Chce czuć,że to ja nad nimi panuję,a nie one nade mną.Chcę móc cieszyć się
                    życiem i być szczęśliwa.Po prostu
                    • lary-sa37 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:46
                      Rozumiem ze czegos chcesz,ale ty to wszystko juz miałas.Straciłas najblizsza
                      osobe jaka jest twoj mąż.Zawiodł sie na tobie i jestem pewna ze zawsze nawet
                      niechcacy bedzie patrzył na ciebie jak na kłamce,oszustke.Tego sie nie da
                      zapomniec,zawsze sie bedzie bał ze siedzi na minie.Z taka osoba zycie jest
                      niepewne.Strach myslec o przyszłosci.Moze ktoregos dnia przyjdzie komornik i
                      mezowi zostawi łóżko i szafę.
                      Chciałabys miec duzo pieniedzy,a myslisz ze ja czy inni by nie chcieli.Ciezka
                      praca niektorzy dochodza do pieniedzy,sciułaja na kazda rzecz,Nie wszyscy maja
                      duza pensje,maja problemy z kupnem butow dzieciom na zime.Poczytaj fora jak
                      ludzie prosza o pomoc.Im hazard i kredyty nie sa w głowie.Mysle ze najlepsza
                      terapoia własnie jest dla ciebie niska pensja i zerowa zdolnosc kredytowa.Maz
                      jesli zostanie z toba to tyljko rozdzielczosc majatkowa i oswiadczenie ze za
                      długi zony nie odpowiadsa,ale co to za zycie? Tak pieknie opisałas swoj dylemat
                      ze udowodniłas swoja swiadomosc w działaniu.Przykro mi ale musiałam napisac co
                      czuje.
                      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 23:10
                        I zdaję sobie z tego sprawę. straciłam bezpowrotnie coś,co mogło być tak
                        piękne.Straciłam zaufanie najbliższej mi osoby.I tak jak piszesz-pewnie już
                        nigdy do końca go nie odzyskam.Rozdzielność majątkową idziemy zrobić w
                        poniedziałek.Wcześniej mam scedować na niego mieszkanie.Żałuję,że
                        wcześniej,czyli kilka lat temu gdy to wszystko się zaczynało, nie poszłam się
                        leczyć.Wtedy nie zdawałam sobie sprawy,ze to choroba.Teraz za późno.Może
                        rzeczywiście terapia małżeńska by pomogła.Tylko czy on jeszcze będzie
                        chciał..tego nie wiem
                      • croyance Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 14:09
                        Mysle, ze jest cos w tym, co piszesz. Autorka watku ma poczucie
                        niesprawiedliwosci, czuje sie pokrzywdzona za cierpienia
                        dziecinstwa, i uwaza, ze pieniadze jej sie naleza, ze swiat powinien
                        wynagrodzic jej ciezkie dziecinstwo. Dopoki nie pozbedzie sie
                        przekonania, ze swiat musi odplacic jej za dawne krzywdy, bedzie
                        miala nierealistyczne oczekiwania i szare zycie jej nie zadowoli, a
                        stad prosta droga do szukania latwych pieniadzy w ten, czy inny
                        sposob sad
                • orissa Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 23:20
                  Twierdzisz, że dobrowolnie poddałaś się karze a jednocześnie nie wiesz jaka
                  będzie wysokość tej kary. Prokurator Ci mówi, że ponoć 2 lata w zawieszeniu.
                  Tylko, że dobrowolne poddanie się karze nie polega na tym, że przestępca nie wie
                  a prokurator mu mówi z góry wyrok. Jeśli dobrowolnie poddałaś się karze, to
                  musiałaś napisać pismo do prokuratury w którym zawarłaś wysokość kary, jakiej
                  się poddajesz (np. rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata), często
                  konsultuje się to z prokuraturą aby dojść do porozumienia. Więc skoro
                  dobrowolnie poddałaś się karze, to powinnaś wiedzieć jak to się skończy.
                  • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 08:17
                    Ja wiem ile to będzie-prokurator zaproponowała 8 miesięcy w zawieszeniu na 2
                    lata plus grzywna 300 zł.Do tych dwóch lat wiem,że muszę doliczyć jeszcze pół
                    roku.Ale powiedziała też,ze po tych 2,5 roku wszystko z papierów zniknie.Ja do
                    prokuratury pisać nie musiałam-zostałam tam wezwana.
            • denay W kwestii umorzenia... 07.01.09, 22:23
              uzależnienie od hazardu,
              które "pcha" sprawcę do wyłudzenia kredytu
              nie jest podstawą do umorzenia postępowania.
              Tak samo jak uzależnienie od alkoholu/narkotyków
              nie jest usprawiedliwieniem do jazdy pod wpływem.

              Jeśli podpisywałaś zgodę na określony wymiar kary,
              to po wpłynięciu aktu osk. do sądu - jeżeli wszystko będzie OK w
              aktach,
              będziesz zawiadomiona o terminie posiedzenia sądu.
              W tego typu sprawach nie ma rozprawy, chyba że sąd
              uzna, że się nie da inaczej.
              • rheia Re: W kwestii umorzenia... 07.01.09, 22:26
                Ja się nie znam na prawie.Ja się po prostu zgodziłam na wszystko.Ten adwokat też
                coś wspominał o posiedzeniu-myślałam,ze tak po prostu nazywa rozprawę.Dla mnie
                to już bez różnicysad
                • emigrantka34 Re: W kwestii umorzenia... 07.01.09, 23:18
                  dobrowolne poddanie sie karze, czyli dbk po prostu, polega na
                  wydaniu wyroku skazujacego przy uproszczonej procedurze bez
                  postepowania dowodowego.
                  bedziesz miala wyrok skazujacy w papierach, ktory dopiero po
                  kilkunastu latach ulegnie zatarciu.
                  bedzie to wplywac na Twoje przyszle mozliwosci zatrudnienia.
              • lolinka2 Re: W kwestii umorzenia... 08.01.09, 12:35
                denay, uzależnienia są często sprzężone z innymi jednostkami
                chorobowymi. Jestem niemal pewna, że tu trochę więcej rozpoznań niż
                jedno uzależnienie powstanie po wizycie u psychiatry (o ile do tej
                wizyty w ogóle dojdzie). Wtedy miałaby szansę na umorzenie ze względu
                na chorobę psychiczną.
                • denay Re: W kwestii umorzenia... 08.01.09, 14:12
                  wbrew pozorom wcale nie tak często
                  musiałaby mieć orzeczone, że w chwili popełnienia czynu
                  miała zniesioną choćby częściowo poczytalność przy czym
                  nie miała wpływu na stopień tego ograniczenia (np. jak przy
                  używkach, co usprawiedliwieniem nie jest)
                  być może wyszłaby jakaś depresja, nerwica itp.
                  ale - przy mojej aktualnej wiedzy, naprawdę nie sądzę
                  że autorka wątku jest tak chora, że uniemożliwia jej to
                  odpowiadanie za swoje czyny przed sądem.
                  • lolinka2 Re: W kwestii umorzenia... 08.01.09, 14:17
                    denay, jesteś prawnikiem (zgaduję)?

                    Ja już słyszałam pewną panią prokurator twierdzącą z mocą i
                    przekonaniem, ze osoba podejrzewana o popełnienie przestępstwa
                    (finansowego - konkretnie wyłudzenie) nie ma bata, żeby miała
                    zniesioną poczytalność, skoro (tu argumenty z życia podejrzanego -
                    m.in. fakt ukończenia wyższej uczelni, pracy zawodowej itp. itd.).
                    Biegli stwierdzili rzecz dokładnie odwrotną. Zdarza się zatem, zdarza
                    - i to całkiem często.
                    • denay Re: W kwestii umorzenia... 08.01.09, 14:34
                      jestem
                      i tak się składa, że na codziennie widzę co najmniej kilka
                      spraw dotyczących oszustw, wyłudzeń kredytów połączonych często
                      gęsto z podrobieniem zaświadczenia o zatrudnieniu.
                      Bywa, że osoba jest tzw. "słupem", no ale cóż
                      jakby sądu nie obchodzi, że ktoś dał swoje papiery za flaszkę
                      albo chciał wziąć kredyt, bo czuje przymus obstawiania w zakładach
                      bukmacherskich - w przeciwnym razie ma zespół abstynencyjny.
                      I naprawdę sporadycznie się zdarza, żeby ktoś dokonał oszustwa
                      kredytowego w stanie ograniczonej/zniesionej poczytalności, która
                      jest spowodowana chorobą psychiczną.

                      a co do biegłych, to sąd nie jest związany ich opinią
                      i bywa, że co zespół to inne podejście niestety uncertain
        • bri Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 09:30
          Jedna wizyta u psychologa tego nie załatwi, czeka Cię dużo własnej
          pracy i lata terapii grupowej, podobnej do tej, jakiej poddają się
          alkoholicy.

          Zajrzyj na tą stronę, może się dowiesz czegoś więcej o swoim nałogu:
          hazardzistki.org
    • hamerykanka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:19
      I znowu dam ci kopa.
      Za duzo w twoich postach widze wahania. A pojde na terapie, ale
      jesli maz ode mnie odejdzie to mi juz nie zalezy...a jak z dzialka
      nie wyjdzie to mi tez juz nie zalezy...To tylko krok od
      upsprawiedliwianai swojego zachowania w przyszlosci jak meza exia"
      bo nie zmusil mnie do pojscia na terapie, bo nie trzymal za reke, bo
      nie zabral kart kredytowych" czyli znowu przezucasz swoja
      odpowiedzialnosc na innych i na warunki, ze twoje wyzdrowienie jest
      kondycjonalne.
      Uswiadom sobie ze robisz to dla siebie, nie dla innych, nie dla
      meza, ojca, rodzicow, ale dla siebie. Czy maz zostanie z toba czy
      nie.
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:24
        Tak-przyznaję się,że się waham.Bo się boję.Boję się tego co będzie.Ale kopy są
        mi teraz potrzebne.Pozwalają mi na to wszystko spojrzeć z innej perspektywy.Chcę
        też kiedyś móc spojrzeć w lustro bez tej nienawiści jaką do siebie czuję.Teraz
        jestem dla siebie nikim.Chcę to zmienić
      • e.logan Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 09:25
        O tu sie zgodze z hamerykanka.
        Ty sie juz wymigujesz , juz odkladasz podjecie terapi czy jak kto
        zwal leczenia. Takie usprawiedliwienia jak zawsze ,..e.. nic z tego
        nie bedzie.Skonczy sie na zalataniu dziury i za akis czas znowu sie
        rozerwie.Wiec daj spokoj rodzinie i mezowi.
    • inveni Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:23
      rheia, przeczytałam wszystko jednym tchem...
      nawet nie wiesz, jak się cieszę, że napisałaś...
      nie wiem czy masz pocztę na gazecie, odezwij się do mnie koniecznie

      inveni@nospam.gazeta.pl
      • rheia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 07.01.09, 22:30
        Napisałam @
    • emigrantka34 to nie jest dobre forum 07.01.09, 22:34
      To nie jest zbyt dobre forum na tego typu wynurzenia - jezeli juz -
      to jakies forum psychlogiczne, ktore jest tez i na stronach gazety.
      Musisz isc jak najszybciej do psychologa ale czeka Cie dluga
      terapia.
      Powodzenia.
      • bi_scotti Re: to nie jest dobre forum 07.01.09, 22:45
        emigrantka34 napisała:

        > To nie jest zbyt dobre forum na tego typu wynurzenia - jezeli juz -
        > to jakies forum psychlogiczne, ktore jest tez i na stronach gazety.

        Tez tak mi sie wydaje - na Gazecie jest tez chyba co najmniej jedno forum
        poswiecone uzaleznieniom - powinnas sie tam odezwac, na pewno dostaniesz wiecej
        konkretnych informacji na temat faktycznej pomocy jaka mozesz uzyskac w swoim
        miescie. Nie wiem jak to jest w Polsce ale u nas, podobnie jak AA sa tez grupy
        Anonimous Gamblers i ja mysle, ze to jest Ci bardzo potrzebne!
        Przy okazji, nawet jezeli opowiesc jest naciaga i sa to wylacznie proby
        literackie jakiejs nieletniej, a nuz temat jest bliski komus innemu i z
        sensownych rad skorzysta... Uzaleznienia to wciaz w kazdym spoleczenstwie troche
        temat tabu, podobnie wstydliwa sprawa jak np. choroba psychiczna w rodzinie.
        Niestety sad
        Powodzenia, Rhea - czeka Cie reszta zycia walki z nalogiem ale kazdy dzien bez
        gry to Twoja wygrana!
        • emigrantka34 Re: to nie jest dobre forum 07.01.09, 22:47
          tak, i nawet na tych forach medycznych sa ludzie, ktorzy maja spora
          wiedze. tam warto zaczac szukac pomocy, ktorej potrzebujesz, ale
          pamietaj, ze terapie musisz miec w realu u terapeuty
        • rheia Re: to nie jest dobre forum 07.01.09, 23:14
          Ja wiem,ze może i powinnam się odezwać na innych forach, bardziej do tego
          przeznaczonych.Jednak emamę podczytuję od dawna.I tu jakoś czuję sie jak u
          siebie, choć do dzisiaj głosu nie zabierałam.Ja nie chcę się leczyć na forum.Mi
          naprawdę wystarczy,że na tym mogłam napisać.Chciałam poznać Wasze
          zdanie.Zobaczyć siebie waszymi oczami.Nastolatką nie jestem-w sierpniu
          skończyłam 30 lat.Wszystko co napisałam w tym wątku jest o mnie-nic nie naciągałam
          • em_em71 Re: to nie jest dobre forum 07.01.09, 23:50
            A tak nawiasem mówiąc... wiesz, że zgadzając się na dobrowolne
            poddanie sie odpowiedzialności i wyrok w wysokości dwóch lat, co w
            rezultacie przekłada się na 2,5 roku, nie masz co marzyć o pracy, bo
            wszędzie, albo prawie wszędzie jest wymagane zaświadczenie o
            niekaralności? Może jednak warto powalczyć o umorzenie?
            • umasumak Też tak myślę 07.01.09, 23:59
              Nie wierzę, że dobry adwokat nie potrafiłby tak pokierować sprawą, żeby fakt
              leczenia nie miał wpływu na jej wynik.
              • rheia Re: Też tak myślę 08.01.09, 08:22
                No tego właśnie nie wiem jak powinno być.Adwokat upoważnienie do zajęcia się tą
                sprawą otrzymał pod koniec grudnia.W tym tygodniu miał się wszystkiego
                dowiedzieć.Pozaglądać w papiery-m.in. w prokuraturze.Wcześniej zasięgaliśmy
                tylko jego porady.Była mowa o leczeniu i umarzaniu.Jednak kara, jaka mi grozi
                jest do 8 lat.I tu się dowiedziałam,ze gdyby było zagrożenie do 5 lat mogłabym
                się starać o umorzenie.Przy zagrożeniu do 8 lat to nie przysługuje.Dlatego nie
                powiedziałam o hazardzie na przesłuchaniu.Nikt mnie też o to nie pytał
              • denay Re: Też tak myślę 08.01.09, 10:10
                umasumak napisała:

                > Nie wierzę, że dobry adwokat nie potrafiłby tak pokierować sprawą,
                żeby fakt
                > leczenia nie miał wpływu na jej wynik.



                adwokaci od tego przecież są wink
                ale jak wyżej - to że alkoholik się leczy
                ma powodować umorzenie postępowania
                spowodowania przez niego wypadku komunikacyjnego??
                Nie, ponieważ sam wprowadził się w taki a nie inny stan
                i nie ma to wpływu na jego "ogólną" wink poczytalność.
                Poza tym są określone przesłanki do warunkowego umorzenia
                postępowania (i tam też jest okres próby).
                Wysokość kwoty, pojednanie z pokrzywdzonym, naprawienie szkody,
                dobra prognoza kryminologiczna - a w tym wypadku cienko coś z tym
                oststnim.
                • umasumak też racja 08.01.09, 22:34
                  niemniej jednak, mimo powyżej między innymi przeze mnie wzmiankowanemu w celach
                  porównawczych alkoholizmowi, na choroby hazardowe inaczej sąd patrzy. Jednak
                  mogę sie mylić. Dlatego uważam, że bohaterka wątku, nie powinna tak do końca
                  zawierzać naszym radom, lecz udać się do kompetentnego prawnika.
                  • denay Re: też racja 09.01.09, 11:17
                    powiem tak
                    Nie widziałam jeszcze sprawy, w której pojawiłoby się
                    uzależnienie od gier hazardowych. Nie wykluczam, że było,
                    ale nie widziałam. Widziałam za to ileś tam opinii dotyczących
                    uzależnionych od alkoholu i narkotyków. Uzależnienie jest
                    uzależnienie. Skoro alkohol złym przykładem, to może taki: czy sąd
                    ma łagodniej potraktować narkomana, który dopuszcza się
                    kradzieży/włamania/rozboju/podrobienia zaświadczenia o zarobkach,
                    żeby uzyskać kredyt dlatego, że potrzebuje kasy na dragi.
                    Zapewniam, że nie. Być może wyśle go na leczenie.

                    A co do wizyty u prawnika - jak najbardziej.
                    Chociaż - moim skromnym zdaniem, wizyta w klinice leczenia uzależnień
                    i potężna terapia, to pierwsze co powinna zrobić.
            • orissa Re: to nie jest dobre forum 08.01.09, 00:21
              em_em71 napisała:

              > A tak nawiasem mówiąc... wiesz, że zgadzając się na dobrowolne
              > poddanie sie odpowiedzialności i wyrok w wysokości dwóch lat, co w
              > rezultacie przekłada się na 2,5 roku,

              Jakim sposobem z 2 lat zrobiłaś 2,5?

              > nie masz co marzyć o pracy, bo
              > wszędzie, albo prawie wszędzie jest wymagane zaświadczenie o
              > niekaralności?

              To akurat jest nieprawdą.

              Może jednak warto powalczyć o umorzenie?

              O to zawsze warto walczyć.
            • denay em_em71 08.01.09, 10:06
              a mogłabyś to wyjaśnić jakoś łopatologicznie
              co poeta ma na myśli??
              a nie ludzi w błąd wprowadzać??
              dwa lata pozbawienia wolności to dwa lata pozbawienia wolności
              CZasy kar orzekanych w "widełkach" skończyły się nawet w USA.

              Inną kwestią jest czas na jaki karę zawieszono, bo zarządzić
              ją można do 6 m-cy po upływie okresu próby.
    • e.logan Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 09:20
      No wiec nie poglaszcze.
      Nie dalabym Ci juz zadnej szansy.NA miejscu meza odeszlabym po to
      by ratowac siebie. Nie masz w sobie nic wyjatkowego, ot kolejna
      uzalezniona co CHCE i na tym koniec..Mowienie, mowienie ,
      mowienie..Wiem wiem i co robisz.. ano nic. Lekarz nie daje szansy
      wiec ty szukasz nnego.
      Dla twojego dobra twoje otoczenie powinno sie odsunac od ciebie.Oni
      nie pomagaja ci ale wprost wpedzaja w wieksze klopoty.twoj problem
      dlatego sie poglebia bo nie ponosilas 100%konsekwencji.Kazdorazowo
      ta sama sytuacja.-problem staje sie napiety, ty kruszejesz i
      zrzucasz odpowiedzianosc i konsekwencje na rodzine.Oni splacaja a ty
      zaciagalas kolejne dlugi.
      Miekka gadka o ciezkim zyciu tez mnie nie ruszyla.Mało to tego na
      tym forum chodzby.I co ma cie to tlumaczyc.?Biedna misia nie
      kochana przez tatuia, i dlatego kradla bo miala wieksze potrzeby niz
      dostawala kieszonkowe. Bo ty 1? Moja nastolatka tez tak ma ,Tylko ze
      ona zarabia jako opiekunka a nie gra w lotto.
      nie wierze zenie zauwazylas ,ze masz problem.I co przez lata nie
      robilas nic, no jesli nie liczyc zaciagnietych zobowiazan, lanich
      oczu i mowienie poprawie sie. Wiec czym ten raz ma sie roznic od
      innych.Zostaw meza daj mu zyc i byc szczesliwym.Ma do tego prawo!
      Jestes jak topielica jedyne co robisz to ciagniesz na dno.
      Mi byloby wstyd ze moji rodzice splacaja moje dlugi zamiast zc na
      jakims godny poziomie albo chodzby po podrozowac za nadwyzki.A Ty
      co?..

      Chorobe sie leczy, ty o tym wiesz ale nie leczysz sie.No wiec szkoda
      ze nie udala ci sie ta proba. Raz a porzadnie i rodzina mialaby
      spokoj.


      Sorry ale nie wierze ze ci sie uda, wyjsc na ludzi.
      • vibe-b Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 10:29
        >Miekka gadka o ciezkim zyciu tez mnie nie ruszyla.I co ma cie to
        tlumaczyc.?


        Mam wraznie, ze przytoczyla tak obszerna relacje ze stosunkow ojciec-
        corka wlasnie po to by sie nad nia uzalac i glaskac. Bo w sumie
        tenze fakt (niekochania przez ojca) niewiele wnosi do meritum-
        uzaleznienia.
    • vibe-b Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 10:22

      Ale hardcore. Nie wiem czy Tobie psycholog wystarczy. Raczej
      potrzebujesz elektrowstrzasow i amnezji.
    • zelandia1 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 10:44
      Czy istnieje jakakolwiek możliwość aby osobie takiej jak rheia
      obraniczyć możlwość zaciągania kredytów i wpędzania siebie i swojej
      rodziny w kolejne długi?
      • lolinka2 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 12:41
        dobre pytanie do prawników...
      • denay Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 13:06
        częściowo ubezwłasnowolnić??
        nic innego nie przychodzi mi w tej chwili do głowy
        poza tym
        rozdzielność majątkowa z mężem
        Rodzice i teściowie z "dobrego serca" płacą.
        • zelandia1 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 13:40
          Ubezwłasnowolnienie stosowane jest w przypadkach upośledzenia
          psychicznego, narkomanii, schizofrenii... Może jest jeszcze jakiś
          inny sposób poza zamknięciem w domu na klucz.
          Przecież taka osoba szkodzi przede wszystkim bliskim, którzy muszą
          spłacać jej zadłużenie.
          • denay Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 14:28
            nie tylko w w/w
            może byc stosowane przy wszelkiego rodzaju uzależnieniach,
            które powodują znaczny uszczerbek na finansach rodziny
            (alkoholizm, narkomania, przypuszczam że hazard też).
            Poza tym tak naprawdę to oprócz niej samej i jej małżonka
            to - co do zasady, nikt nie ma obowiązku spłaty tych kredytów.
            • zelandia1 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 14:47
              Jeśli osoba nie jest w stanie utzymać się sama,obowiązek
              alimentacjyjny ciąży na jej bliskich.
              Przykładowo jeśli to rodzic jest uzależniony i nie ma środków na
              zaspokojenie podstawowych potrzeb, obowiązek alimentacyjny ciąży na
              dzieciach, i pewnie odwrotnie również.
              • denay Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 14:54
                ale nie mylmy obowiązku alimentacyjnego
                z odpowiedzialnością za długi.
                Tak jak przy alimentach jest niezbędne orzeczenie zasądzające
                pieniądze
                tak przy odpowiedzialności za długi wierzyciel musi mieć
                odpowiednią klauzulę, która umożliwi mu ściągnięcie długu.
                To, że bohaterka wątku ma długi jak z Żywca na Hel i z powrotem
                nie jest jednoznaczne z tym, że jej rodzice mają obowiązek je
                spłacać.
                • zelandia1 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 15:12
                  Denay
                  wysłałam pytanie na priva czy mogłabys odpowiedzieć?
              • umasumak odwrotnie nie 08.01.09, 22:38

            • umasumak Poza dziećmi w przyszłości 08.01.09, 22:38

    • betty_julcia Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 11:12
      Nie doczytałam do końca, bo zbyt dużo tego. Nie współczuję, nie głaszczę... Współczuję bliskim. Nie wiem dlaczego pisałaś o ojcu... Szukasz w dzieciństwie usprawiedliwienia tego co robiłaś później? Nic Cię nie usprawiedliwa. Mam blsikich którzy mieli gorsze dzieciństwo, byli tłamszeni, wyzywani, poniżani i bici, i to im dało siłę by postanowić żyć inaczej, lepiej by dojść bardzo daleko. Ty serwujesz swoim najbliższym życie gorsze niż tobie zaserwował twój ojciec. Nie ejsteś od neigo lepsza. Krzywdzisz cąłą rodzinę, dajesz im poczucie wiecznego zagrożenia. Współczuję im, nie tobie. Sama się w to wpakowałąś ogromną nieodpowiedzialnością i głupotą.
      Ale życzę Ci z całego serca żebyś z tego wyszła. Dostałaś dużo szans w zyciu od losu i od ludzi. Szkoda że je wszystkei zmarnowałaś. Zyczę ci żebyś tej oststniej nie zmarnowała.
      • hamerykanka Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 08.01.09, 16:27
        A ja w tym wszystkim widze uzalanie sie nad soba i brak wspolczucia
        dla bliskich, ktorzy popadli przez nia w klopoty. I caly czas
        spiewka o mezu ktory jak zostanie to pojdzie sie na terapie, a jak
        odejdzie to nie...I co wtedy , jak odejdzie? znowu zaczniesz grac? w
        nadziei ze rodzice znowu cos sprzedadza zeby wyciagnac coreczke z
        dlugow, zeby ona poczula sie "czysta"?
        A procz uzalania sie nad soba zrobilas cos jeszcze? poszlas do banku
        skonsolidowac dlugi? czy masz nadzieje ze ktos wszystko zrobi za
        ciebie?
        Nasza ex dalej gra. Ale na szczescie tym razem na wlasny rachunek.
        Nie niszczy zycia innym.Nawet sobie nie zdajesz sprawy jaka traume
        powodujesz u bliskich. Moj maz nadal ma problemy z ufaniem, wiesz za
        jaki sukces uznalam ze zdecydowal sie dac mi upowaznienie do swojego
        konta? Choc upowaznienie do mojego mial od dawna. A wlasnie dlatego
        ze przez tyle lat musial trzymac karte przy sobie, a czeki trzymac
        poza domem, ze nie mogl zostawic pieneidzy na stole...ty tego nie
        rozumiesz bo nie chcesz.
    • basia310 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 09.01.09, 01:07
      Uważam że potrzebujesz bardzo profesjonalnej
      terapii u psychoterapeuty który ma doświadczenie w
      leczeniu uzależnień od hazardu. Musisz podjąć
      terapię i leczyć się choćby to miało trwać do
      końca życia.
      Uważam że miałaś okropne dzieciństwo (bicie,
      wyzywanie, poniżanie). Nieważne że ktoś inny miał
      gorsze i nie ma teraz takich problemów.
      Denerwujące są takie porównania. To było Twoje
      piekło i tylko Ty wiesz jak zostałaś zraniona.
      Bezwzględnie musisz odkryć te wszystkie uczucia
      które Cię ukształtowały, zrozumieć je i
      zaakceptować.
      Dasz radę!!! Jesteś myślącą osobą i wrażliwą.
    • serendipity1 Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 02.02.09, 23:06
      A myslalam ze tylko ja zmarnowalam wiele lat zycia na idiotyczne
      postępki.. Moje dlugi nie są tak duze, w wiekszosci splacam je sama,
      ale tez nie ma sie czym chwalic. Kradzieze, alkohol, brak pracy,
      poglebiajaca sie nerwica, nieudane zwiazki, kilka terapii...
      Powiedzmy ze nie jest zle ale do dobrego wiele brakuje. Trzydziestka
      na karku, brak mieszkania, oszczednosci, faceta, zycie z rodzicami i
      mozolne proby wyjscia z wlasnych zaburzen osobowosci. Ciekawe czy
      komus to sie udalo - mowie o zdiagnozowanych jednostkach
      chorobowych..
      • toniesamowite Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 03.02.09, 00:59
        boszzzzz...co za bredniesmile))niezle sie usmialam
    • sloooneczko Re: Przegrałam swoje zycie...(bardzo długie) 03.02.09, 09:24
      Masz to co Ci się należy. Bliskie osoby, wspomagając Cię teraz nie
      robią krzywdy Tobie, a sobie tylko i wyłacznie. Zadne tam ciężkie
      dzieciństwo, nie usparwiedliwia Twojego postępowania- kradniesz,
      manipulujesz i oszukujesz przez całe swoje życie. I robiłabys to
      nadal, gdyby Ciebie za rękę nie złapali.Pójdziesz na terapię ze
      starchu, przed konsekwencjami swoich czynów, a nie dlatego, że
      chcesz się zmienic.Ja w zyciu nie dałabym Ci żadnej szansy, już.
      Dostałaś ją dużo, dużo wcześniej i miałaś to głeboko gdzieś póki mąż
      Ci drzwi nie pokazał, prokurator nie zaparosił na rozmowę..A ta
      pseudo próba samobójcza? Litości..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka