Dodaj do ulubionych

Wrodzone spóźnianie się

29.01.09, 09:30
Nigdy tego nie mogę zrozumieć. Jedni ludzie (w tym ja) nie spóźniają się
NIGDY. Nigdy przenigdy, nawet jak się pali i wali. Nawet w czasie śnieżycy,
wichury, strajku komunikacji miejskiej, korków itd. Z ręką na sercu -
spóźniłam się w swoim życiu z 5 razy. Nawet jak bardzo chcę, to się spóźnić
nie potrafię (ech, te przeklęte randki, na które przychodziłam 15 minut za
wcześnie i krążyłam wokół umówionego miejsca ze wstydu, że jestem pierwsza). I
nigdy się nie spieszę,a przynajmniej bardzo rzadko. Zawsze wszystko zdążę
zrobić. I spię prawie zawsze ok. 8 godzin dziennie.

Mam dwie przyjaciółki, które spóźniaja się ZAWSZE. Zawsze. Nie ma szans na to,
żeby przyszly punktualnie. Spóźniają się na autobusy, na wycieczki, na
egzaminy, do roboty to chyba codziennie, jedna spóźniła się nawet na obronę
pracy magisterskiej. I wiecznie się spieszą, wiecznie nie mają czasu. Nie
wyrabiają się z pracą, wiecznie są zmęczone. Nie dosypiają, nie dojadają.

A mój ojciec to mistrz spóźniania - potrafił się spóźnić o kilka dni smile Co
roku zawozil mnei i moje przyjaciółki na wakacje nad morze. My byłyśmy
spakowane 2 dni przed wyjazdem, a mój ojciec w dniu wyjazdu nagle miał milion
niesamowicie pilnych spraw do załatwienia. Latał z szałem w oczach, wykonywal
kilkaset telefonów, a my siedziałysmy na plecakach.. Mówił "jutro rano", po
czym rano się okazywalo, że musi "szybko" pojechac do drugiego miasta.
Przekładał wyjazd na wieczór. Wieczorem mówił, że się nie wyrobił. Ile ja się
jego kłamstw nasłuchałam zawsze - a to wypadek samochodowy, a to strajk, a to
pęknięta rura,heh.

A wy jak? Jesteście spóźnialskie czy punktualne?
Obserwuj wątek
    • oli.nek Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 09:36
      jestem punktualna do bólu, jak ty. też na palcach jednej ręki mogę policzyć ile
      razy w życiu się gdzieś spóźniłam. pod tym względem jestem strasznie
      obowiązkowa. nienawidzę się spóźniać. chociaż czasem chciałabym być taka
      wyluzowana jak ci spóźnialscy. ja tak nie umiem.
    • madameblanka Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 09:38
      to ja mam tak samo jak ty. No nigdy nie jestem w stanie się sóźnić nawet jak chcę!
      w/g mnie spóźnianie się jest brakiem szacunku. Do pracodawcy, do partnera, do
      znajomego, do obcego - obojętne.
    • mustardseed Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 09:38
      Jestem punktualna, nawet za bardzo (te randki...), musi stać się cos
      naprawdę nieprzewidzianego żeby mnie zatrzymało i spóźniłabym się. A
      jak się spóźnię to czuję się fatalnie.
      I nie lubię, jak inni sie spóźniają.
    • dirgone Portret "spóźniacza" 29.01.09, 09:41
      Próbuję znaleźć wspólne cechy tych spóźniających się, których znam.
      I mam kilka:
      1. Jak idą się umyć, to zawsze się zastanawiam, co oni w tej łazience tyle czasu
      robią. Ja rozumiem, jak idą się umyć wtedy, kiedy maja mnóstwo czasu - robią
      sobie długie kąpiele, maseczki, pilingi itp. Ale jak się spieszą? Szybkie mycie
      mojego ojca to minimum 20 minut (!). Wolne potrafi trwać i ze 2-3 godziny.
      Szybkie mycie moich koleżanek wygląda tak samo.

      2. Wizyta w WC trwa wieki. Ja wchodzę, robię swoje i wychodzę. A oni wchodzą i
      znikają na dluuuugo. Wielokrotnie czekałam pod kabinami na moje kolezanki tak
      dlugo, że nogi mnie zaczynaly ostro boleć. Niektórych podejrzewam o kompulsywne
      robienie wymyślnych origami z papieru toaletowego.

      3. Nieumiejętność oszacowania, ile czasu będzie trwała dana praca. Ja sobie daję
      zawsze trochę więcej czasu na jej zrobienie, a oni zawsze za mało. Potrafia
      powiedziec, że coś będzie trwało godzinę, kiedy nie ma szans na to, żeby
      wyrobili się w dwie godziny, bo jest to fizycznie niemożliwe (mój luby to mistrz
      niedoszacowania)
      • dirgone Re: Portret "spóźniacza" 29.01.09, 09:47
        4. Jedzenie. O rany, na samą myśl mi się nóż w kieszeni otwiera. Jedzenie nigdy
        nie jest wkalkulowane w czas. Nigdy. Mycie jeszcze tak, ale o jedzeniu
        przypominają sobie wtedy, kiedy są juz prawie ubrani do wyjścia, a ja stoję już
        w kurtce i szaliku. "Zrób mi szybko jakieś kanapki". Fak mać, mam ochotę ich
        wtedy tym jedzeniem trzasnąć po gębach. Jakby kurna nie można było zjeść wcześniej!
    • morgen_stern Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 09:46
      Ja mam taką koleżankę. Spóźnia się ZAWSZE. Wyjście do klubu z nią to mordęga.
      Maluje się i szykuje godzinami i fakt - za cholerę nie wiem, co ona robi tak
      długo w tej łazience wink a przecież ja też myję się, golę nogi, maluję, robię
      sobie włosy - tylko dlaczego ja to robię trzy razy szybciej? Zagadka.
      Lubię punktualność, ale nie jestem taka idealna i tez zdarza mi się spóźnić parę
      minut, ale wtedy od razu ślę przepraszające smsy. I tez mnie wkurza to krążenie
      na randkach przed czasem smile
      Albo ktoś szanuje czyjś czas albo nie.
    • insomnia0 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 09:53
      ja sie prawie zawsze spozniam sad oczywiscie jak jest cos waznego to nie..ale
      jesli wiem ze to prywatne spotkanie.. to zawsze.. nie wiem czemu.
      Nie siedze długo w lazience czy wc..nie robie makijazu godzinami.. zwyczajnie
      zaczynam to wszystko zbyt pozno..
      Od ludzi nie wymagam punktualnosci - pewnie ze wzgledu na siebie.. Nigdy sie nie
      wkurzam ze musze na kogos poczekac .. wiem ze moze autobus uciec..ze moze ktos
      wyszedł z domu za pozno..rozumiem to!! wink
    • jowita771 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:05
      Ja jestem typem prawie_spóźniającym_się, to znaczy często jestem na ostatnią
      chwilę. Nie zliczę, ile razy wpadałam na peron i wbiegałam do pociągu tuz przed
      odjazdem. Raz byłam z dzieckiem i wózkiem (złożonym) i pani w kasie powiedziała,
      żebym, nie kupowała biletu, bo nie zdążę dobiec na peron, ale się uparłam i
      zdążyłam.
      Do pracy przychodzę kilka minut przed czasem, co moja koleżanka uważa za
      spóźnienie, bo ona przychodzi 20 minut przed rozpoczęciem pracy. Tu się chyba
      nie dogadamy.

      A do portretu spóżniacza dodałabym jeszcze włączanie drzemki w budziku, czasem
      nawet po kilka razy. Mój mąż tak ma - nie wstanie od razu, tylko przestawia ten
      cholerny budzik. Dziś rano przestawiał i wstał o 25 minut za późno i jeszcze
      wyskoczył do mnie z wyrzutem, że go nie obudziłam. A ja nie obudziłam go celowo,
      bo mnie wkurza łażenie kilka razy koło łóżka i trucie. Dzisiaj miałam to gdzieś,
      nie każdy musi jeść rano śniadanie.
    • teraz_asia Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:09
      Przepraszam, ale to kompulsywne origami z papieru toaletowego mnie
      powaliłosmile))Twój profil spóźniacza całkowicie się zgadza. Sama się
      dziwię, ze do tej pory nie wpadłam na tą zbieżnośćsmilezwłaszcza po
      obserwacji modelowego przypadku, jaki mam w domu- no wszystko pasuje.
      Mój mąż Spóźnia Się- w sposób wrodzony, naturalny, nieprzemyślany i
      całkowicie nieuleczalny. Żeby mieć pewnośc, że na naszym ślubie
      będzie punktualnie, kazałam mu przyjechac dzień wcześniej. Kiedy
      umawiamy się na 18- stą do knajpy, zazwyczaj do 19 łażę po sklepach,
      a potem niespiesznie wędruję w stronę knajpy i tak jestem zawsze
      przed nim.... Toleruję, choć nie akceptuję. Piany na pysku dostaję
      wtedy, kiedy jego spóźnialstwo wygląda na lekceważenie innych np.
      wczoraj, kiedy przysiągł przez telefon, że o 18 będzie w domu (miał
      10 minut drogi, żadnych spraw do załatwienia). Po spokojnym
      zrobieniu zakupów, wróciłam do domu o 18.40, równo z nim. A
      opiekunka córki, która powinna wyjść o 18, czekała....Kiedy
      zwróciłam mu uwagę, że nie szanuje czasu innych, obraził się,
      gnojeksad
    • mama_kotula Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:13
      Ja cierpię głównie na niedoszacowanie czasu.
      Albo inaczej to ujmę: w ogóle nie mam poczucia czasu, jeśli nie mam harmonogramu od ... do... to czas dla mnie nie istnieje.

      Dlatego w celach zapobiegawczych, wiedząc o tej przypadłości, jeśli mam umówione spotkanie najczęściej jestem tam np. pół godziny wcześniej.

      Na moją przyjaciółkę w czasach ogólniakowych miałyśmy sposób - jak umawiałyśmy się na 17.00, Madzi mówiło się, że umawiamy się na 16.00, przez co mogłyśmy spodziewać się jej już około 17.30.
    • karanissa Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:13
      Ja naleze do tej pierwszej grupy - niespozniajacych sie. Tak sobie
      moge wszystko oszacowac, ze tylko trzesienie ziemi spowoduje
      spoznienie. Wyjazdy na wakacje, droga do pracy, wyjscia ze
      znajomymi - jestem na czas.

      Ale mam przyjaciolke, przedstawicielke drugiej grupy. Chrystusie!
      Ile klotni bylo! Ile awantur przez nia! Zawsze sie spoznia, zawsze.
      Pare razy wyszlam normalnie nie czekajac na nia, trudno. Ile razy
      czekalam ubrana w kurtke, z dzieckiem, ze spakowana torba jak
      mialysmy gdzies wyjechac, az mnie trzepie, jak sobie to przypominam.
      Teraz mam patent taki, ze zawsze umawiajac sie z nia podaje termin
      pol godziny wczesniejszy. Jest szansa, ze nie spozni sie bardziej
      niz 1/2 h.

      Ale z drugiej strony uwielbiam sluchac jej mrozacych krew w zylach
      opowiesci (w moich zylach, ma sie rozumiec, bo jej juz do tego
      przywykly), jak to z rozwianym wlosem w ostatniej chwili wpadala na
      lotnisko, jak to przed wylotem w delegacje spala tylko 2 godziny,
      bo "jakos tak nie zdazyla sie wczesniej spakowac". Na jeden samolot
      sie spoznila i musiala przebukowywac bilety. No ludzie! Ja rozumiem
      spoznic sie na spotkanie z kumpela, ale NA SAMOLOT? Kilka razy?

      Wiem jedno - tacy ludzie sa niereformowalni.
    • nenia1 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:17
      A ja nie mogę zrozumieć, jak przez całe życie można się NIGDY nie spóźnić. Przecież to takie poukładane i nudnewink

      Ile ja miałam przygód przez spóźnianie się, a ilu fajnych ludzi poznałam, a ile kasy wydałam na taksówki, książkę mogłabym napisać
      i wydać.

      Ja spóźniam się prawie zawsze, choć zazwyczaj niewiele więcej niż przysłowiowy studencki kwadrans. Kosztowało mnie to lata pracy, bo wcześniej spóźniałam się znacznie więcejsmile.

      Zupełnie nie zgadzam się z profilem twoich znajomych. Spokojnie wyrabiam się z pracą, mam czas, nie jestem zmęczona, dosypiam
      i dojadam.

      Właśnie dlatego spóźniam się do pracy, bo dosypiam. Uwielbiam spać rano no i śpię. Podejrzewam, że jestem typową sową, co jest trochę przekichane, bo większość znanych mi osób to skowronki, co skutkuje tym, że w każdej mojej pracy godziny urzędowania zaczynają się od 7 lub 8 rano. Z każdą nową pracą szefostwo się trochę burzy, a potem przywykają i tyle. Żeby było ok. zostaję tyle dłużej, ile się spóźnię, albo i niewink

      Podobnie z makijażem, czy z wc. Jestem bardzo sprawnawink

      Faktycznie nie potrafie oszacować, ile czasu potrzeba, żeby gdzieś punktualnie zdążyć. Tzn. zawsze mi się wydaje, ze na wszystko mam czas, a nawet za dużo czasu. Uwielbiam przed wyjściem pooglądać moje kwiaty, poobrywać im zeschnięte liście, albo kurz zetrzeć, a to jeszcze koty muszę pogłaskac, rzucić im piłeczkę parę razy, spojrzeć przez okno i podumać, a czas leci...
      • jowita771 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:32
        > A ja nie mogę zrozumieć, jak przez całe życie można się NIGDY nie spóźnić. Prze
        > cież to takie poukładane i nudnewink

        Przypomniał mi się mój znajomy, który nawet wyjeżdżając na wakacje, miał ułożony
        plan. W razie jakiejś obsuwy był plan B, a w razie obsuwy w planie B, był
        jeszcze plan C. Bardzo spontaniczny chłopakwink
    • nighthrill Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 10:56
      Nienawidzę spóźnialskich, bywają różne sytuacje typu korek czy awaria autobusu i
      ktoś spóźnia się mimo, że wyszedł z domu odpowiednio wcześniej - ale wkurza mnie
      bycie ba takim pseudo "luzie" i o godzinie spotkania słanie smsów "spóźnię się
      15 minut" albo "trochę się spóźnię" ( ale ile?), a człowiek krąży na mrozie lub
      skwarze i czeka. Zawsze przychodzę ok. 10 minut przed spotkaniem, więc jeśli
      ktoś spóźnia się pół godziny, to już mi się odechciewa tego spotkania.
      Spóźniający się zazwyczaj nie przepraszają - albo zmyślają szytą grubymi nićmi
      historię, i to dopiero jest strasznesmile Ostatnio moja koleżanka spóźniła się na
      pociąg do mnie ( umówiony miesiąc wcześniej przyjazd z drugiego końca Polski,
      wszystko zapięte z mojej strony na ostatni guzik) i nie przyjechała. Napisała
      rzewnego maila, jak to źle się poczuła w pociągu i musiała wysiąść. A potem
      pomyłkowo wysłała mi smsa do innej koleżanki, gdzie donosi, że spóźniła się na
      ten pociąg i "olała następny". I po co te ściemy?

      Prowadzę korepetycje w domu i moją zmorą są osoby wiecznie spóźniające się. Np.
      pewna maturzystka mieszkająca 5 minut ode mnie zawsze jest 10 minut spóźniona,
      czyli z prostego rachunku wynika, że wychodzi z domu po terminie rozpoczęcia
      lekcji. Najgorsze jest to, że nie mogę takiej osobie przedłużyć lekcji, bo inne
      już czekają i mam na nią przewidziane tylko 60 minut, a ona domaga się, żeby
      mniej płacić, bo nie spędziła u mnie całej godziny. Fatalne są też osoby, które
      dzwonią odwołując lekcję w minucie jej zaczęcia się, co powoduje stratę kasy i
      czasy. Przed 7 lat udzielania lekcji tylko raz jedna osoba mi za taką odwołaną
      lekcję zapłaciła. A czasu tracę naprawdę mnóstwo, po prostu ludzie go nie szanują.
      Kiedy jeszcze jeździłam po domach uczniów hitem były osoby, których nie było,
      gdy przychodziłam - i wpadały z rozwianym włosem 10 czy 20 minut po terminie
      rozpoczęcia zajęć, podczas gdy ja byłam zmuszona pić herbatę z ich babcią lub
      stać pod drzwiami, jeśli nie było nikogo.
      Szkoda, że niektórzy traktują nauczycielkę jak koleżankę.

      Dziś spotykam się z dziewczyną, której nie widziałam od matury. Ciekawe, czy się
      spóźnismile
    • margotka28 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 11:09
      zasadniczo się nie spóźniam do pracy, na ważne spotkania, po dzieci
      do przedszkola. Rano mam wszystko zaplanowane: wstaję, łazienka,
      herbata, kakao dla dzieci. Wracam na górę, budzę dzieci. Włączam im
      bajkę, one oglądają, ja wybieram dla nich ciuchy. Dzieciaki się
      ubierają, ja się ubieram. Wychodzimy, jedziemy do przedszkola, a
      później ja do pracy. Kilka razy zdarzyło mi się spóźnić, ale nie
      jakoś dramatycznie, tylko ze 2 minuty.
      Spóźniam się za to na koncerty, do kina, czasami do knajpy. Robię to
      z premedytacją bo: w kinie nie muszę dzięki temu oglądać reklam,
      koncerty się z reguły spóźniają więc nie muszę bezsensownie stać w
      tłumie.
    • bswm Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 11:14
      Nigdy się nie spóźniam, mój M. też nie.
      Jednak byłam przez ponad 10 lat z facetem, który spóźniał się notorycznie i
      wogóle nie rozumiał jak się wkurzałam. Czasami miałam ochotę go zabić.
    • emigrantka34 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 11:50
      Ja sie nie spozniam. Nigdy w zyciu zegarka nie mialam - mam go w
      glowie. Taka sie urodzilam.
      A dwie przyjaciolki mam co sie spozniaja - godzina to norma. Po
      prostu przychodze na spotkanie z nimi pol godzine pozniej i tyle. I
      wychodzi na to, ze tez sie spozniam. ale tylko z nimi tak mam
    • net79 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 11:51
      Jestem niestety jedną z tych osób z wrodzonym barkiem poczucia czasu...
      kompletnie inaczej mi leci 15 min. niż przeciętnej osobie i zazwyczaj wychodzę
      z domo właśnie o tej porze o której powinnam wsiadać do tramwaju i nawet jak
      zacznę się wybierać pół godziny wcześniej, jak w banku jest, że będę miała
      poślizg, jedynie jak sobie zegarek ponastawiam tak, żeby mnie stresował co 10
      min. jestem w stanie zdążyć. Generalnie im więcej czasu mam do wyjścia, tym
      bardziej pewne, że nie podołam, jedynie w stresie zdążam. Moja przyjaciółka
      chcąc spotkać się ze mną o 15:20 umawia się ze mną o 15 i spokojnie jedzie na
      15:20 wiedząc, że i tak się spóźnię i w ten oto sposób raz udało mi się być
      przed nią, była bardzo zdziwiona i przyznała mi się do swojego systemu.
      Strasznie mnie to wkurza, ale nie jestem w stanie nad tym zapanować. I nie jest
      to brak szacunku do osoby z którą jestem umówiona, tak mam od dziecka, do
      pociągu też wbiegam w ostatniej chwili z Adulką pod jedną pachą i wózkiem pod
      drugą, bilet kupuję u konduktora, jeden na trasie Warszawa - Gdańsk nawet już
      nas poznaje, a Pani z obsługi dorzuca nam soczek gratis z czystej sympatii;P
      Wracając do tematu, moje koleżanki raczej się nie gniewają, bo wiedzą, że je
      uwielbiam i znają mój stopień zakręceniasmile ja też akceptuję je z ich wszelkimi
      halo, działa to w obie strony i gitsmile
    • nutka07 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 12:23
      Ja jestem spoznialska. Spoznienia do kilkunastu minut wink wiekszosc przypada na
      ranek. Czy wstane o 6:00 czy o 6:30 zawsze wychodze o tej samej porze. Kiedy
      wstaje wczesniej robie poprostu wiecej rzeczy bo 'mam czas' wink Jestem typem
      wlaczajacym drzemki, czasami zdarzalo mi sie nawet nie slyszec budzika w
      telefonie. Spoznien spowodowanych pozniejszym wyjesciem z pracy nie biore po
      uwage. Kiedy wiem, ze spoznie sie wiecej odrazu dzwonie np. zaraz po
      przebudzeniu. W dzien raczej mi sie to nie zadrza.

      Moja matka probowala mnie tresowac od dziecka na punktualna osobe. Kiedy
      wracalam do domu najwyzej 10min. po czasie (nigdy pozniej) to mialam awantury.
      Jestem nieodpowiedzialna, nie mozna na mnie polegac, wiecej juz nie wyjde albo
      bede krocej itd. Po czym trzymala mnie na dystans. Podobnie bylo z porzadkiem w
      regale. Chyba za nerwowo do tego podchodzila. Jej metody byly bez skuteczne.
      Sama sie nauczylam w doroslym zyciu.
    • jasmin80 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 12:25
      Ja jestem super mega punktualna, powiedziałabym nawet że
      przedczasowa. Nie lubię się spóźniać, zawsze planuję wszystko tak
      żeby zdążyć na czas i się mi to udaje.Za to mój mąż ma wrodzone
      spóźnialstwo, oh nienawidzę tego.
      • doral2 Re: Wrodzone spóźnianie się 29.01.09, 13:03
        nienawidzą spóźniających się osób. marnują mi czas.
        jeśli chcą żeby ich życie przeciekało przez palce, to proszę bardzo, ale od
        mojego czasu ręce precz. żądam dla niego szacunku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka