Nigdy tego nie mogę zrozumieć. Jedni ludzie (w tym ja) nie spóźniają się
NIGDY. Nigdy przenigdy, nawet jak się pali i wali. Nawet w czasie śnieżycy,
wichury, strajku komunikacji miejskiej, korków itd. Z ręką na sercu -
spóźniłam się w swoim życiu z 5 razy. Nawet jak bardzo chcę, to się spóźnić
nie potrafię (ech, te przeklęte randki, na które przychodziłam 15 minut za
wcześnie i krążyłam wokół umówionego miejsca ze wstydu, że jestem pierwsza). I
nigdy się nie spieszę,a przynajmniej bardzo rzadko. Zawsze wszystko zdążę
zrobić. I spię prawie zawsze ok. 8 godzin dziennie.
Mam dwie przyjaciółki, które spóźniaja się ZAWSZE. Zawsze. Nie ma szans na to,
żeby przyszly punktualnie. Spóźniają się na autobusy, na wycieczki, na
egzaminy, do roboty to chyba codziennie, jedna spóźniła się nawet na obronę
pracy magisterskiej. I wiecznie się spieszą, wiecznie nie mają czasu. Nie
wyrabiają się z pracą, wiecznie są zmęczone. Nie dosypiają, nie dojadają.
A mój ojciec to mistrz spóźniania - potrafił się spóźnić o kilka dni

Co
roku zawozil mnei i moje przyjaciółki na wakacje nad morze. My byłyśmy
spakowane 2 dni przed wyjazdem, a mój ojciec w dniu wyjazdu nagle miał milion
niesamowicie pilnych spraw do załatwienia. Latał z szałem w oczach, wykonywal
kilkaset telefonów, a my siedziałysmy na plecakach.. Mówił "jutro rano", po
czym rano się okazywalo, że musi "szybko" pojechac do drugiego miasta.
Przekładał wyjazd na wieczór. Wieczorem mówił, że się nie wyrobił. Ile ja się
jego kłamstw nasłuchałam zawsze - a to wypadek samochodowy, a to strajk, a to
pęknięta rura,heh.
A wy jak? Jesteście spóźnialskie czy punktualne?