paraga
29.01.09, 14:43
No to przyszła kolej na moje wyżalanie się nad sobą. Powiedzcie czy Wy też tak
macie?
Jak chorują dzieci - wiadomo - ja jako mama i to pracująca na niecałe pół
etatu jestem z góry przeznaczona do odsiadki

Jak choruje mąż - bierze
wolne, zostaje w domu, kładzie się i ja jako kochająca żona i to pracująca na
niecałe pół etatu (więc jestem w domu) jestem z góry przeznaczona do kolejnej
odsiadki

Nie mam o to przecież pretensji, bo jak trzeba to trzeba i
przecież kocham ich wszystkich, w chorobie opatrzę......
Od wczoraj chora jestem JA. I co? I nic. Ja jako kobieta pracująca na niecałe
pół etatu jestem z góry przeznaczona do odsiadki

sama ze sobą i dwójką
chorych dzieci. Dzieci tłuką się po głowie lalkami i droczą się, mąż w pracy,
a ja tak chora, tak słaba, że ręce mi się trzęsą i w głowie mi się kręci.
Rodzina daleko, nie przyjedzie. Źle mi. Zamknęłam się w łazience i z
bezsilności się poryczałam... A one wołają, że jeść chcą

że "mama a ona
to mi powiedziała,,,," "mama powiedz jej coś". Młodszą do lekarza zawieźć
musiałam, więc udało mi się do swojego lekarza cudem też wstąpić. Mam nakaz
leżenia i nicniemówienia (paskudne gardło)+ antybiotyki. Młoda dostała
skierowanie na prześwietlenie płuc, kto ma pojechać 50 km w jedną stronę? JA.
A ja z przychodni ledwo się wtoczyłam 5 km do domu... Temperatura 39. I co dalej?