Otóż, byliśmy na weselu. Bardzo udane, zabawa do (prawie) białego rana. A dziś po godzinie na poprawinach wróciliśmy do domu, bo szanowny małzonek nie miał sily na zabawę. Oburzona jestem maksymalnie, ale obrażać sie nie będę bo to jednak chyba pierdoła. Szkoda mi tylko zabawy, bo taniec uwielbiam, grali wyśmienicie, karnawał trwa..., no i byliśmy bez naszego wszędoblskiego 3 latka, który na wrzesniowym weselu nie pozwalał tatusiowi tanczyć z mamusią (a kiedy już go odwieźlismy do dziadkow nie mielismy oboje sily na zabawę). Moje pytanie: czy faceci nie powinni zwać się "słabą płcią"? małz bez siły położył się już spać, ja chętnie jeszcze bym się bawiła...