Takie zdanie-fakt wyrwane z kontekstu-usłyszałam rano w radio. Szłam jeszcze wtedy brajlem, byłam przed kawą -dokładnie wszystkiego nie pamiętam ale te dane utkwiły mi w głowie. Mężczyzna je wypowiadający mówił o sytuacji społecznej ogólnie, o tym że coś jest nie tak, że emeryt dostając emeryturę idzie na pocztę płaci media, to co zostaje dzieli na 30 i ma stawkę na miesiąc 7zł, matka z kolei ma inne priorytety bo najpierw dla jeść dzieciom a potem robi opłaty,
Ale
82% nie oszczędza
Będąc od lat na tym forum widzę, że ludzie dzielą się na tych co nie oszczędzają bo po prostu nie mają już z czego-mamy wtedy do czynienia z biedą, pomóc może dodatkowy dochód
I ludzi którzy oszczędzać gospodarować nie umieją-mimo że mają dochody- i tych ludzi jest cała masa.
Skąd się to bierze ? Dlaczego ludzie nie potrafią gospodarować ? Nie mnożyć zakupów, nie marnować pieniędzy na kolejną tego samego typu rzecz ? Nie potrafią odróżnić dobrej jakości (np. ubrania) od lichej ?
Jak było u Was w domu ?
Bo u mnie NIE BYŁO oszczędności. Byłam jedynaczką, mieszkanie mieliśmy 45m2-2 pokojowe-własnościowe z czynszem 400zł. Tata na wysokim stanowisku zarabiał w latach 90-tych do 2-2,5 tys zł, mama połowę tego (kadrowa). Fakt, jedliśmy bardzo dobrze, lodówka zawsze pękała, moi znajomi wiedzieli że "gość w dom, bóg w dom" -i lodówka stoi dla nich otworem jeśli są głodni. Ale chcąc mieć dobre firmowe jeansy musiałam zgłosić potrzebę miesiąc dwa wcześniej -dostałam tyle pieniędzy ile kosztowały Crossy na rynku i dokładałam ze swoich, to samo z butami-dostałam 1o0zl bo tyle kosztowały normalne adidasy i dokładałam 150zl ze swoim bo chciałam Nike. Ubierałam się w lumpeksie-dobrze że w tym czasie punkowałam więc byłam na czasie ze swoją ideologią. Nie jeździliśmy na wakacje za granicę (ale fakt Polskę mam zwiedzoną prawie całą), nie wydawaliśmy na kina, teatry itp. Pieniądze były PRZEJADANE. Dopiero gdy pojawiał się cel następowalo zaciskanie pasa i oszczędzanie by zakupić np. auto. A potem znowu nie było kasy.
Nie nauczyłam się oszczędzac w domu-dopiero gdy byłam na swoim. Co "śmieszne" żyjąc w ten sposób, mamy odłożony bufor bezpieczeństwa (kasa nie do ruszenia na wypadek jakiegoś zdarzenia) i lekką górkę, nie zbliżamy się nawet do zera a moja mama -wdowa-pożycza od nas pieniądze bo jej nie starcza-ale hołduje nawykom z przeszłości-lodówka nadal wypełniona po brzegi, nierozsądne wg mnie decyzje, nieprzemyślane zakupy itp. Przyczyn należy szukać u niej w domu rodzinnym-gdzie było ich 12 (potem jedno zmarło), proste ubogie życie ?
Co myślicie ? Dlaczego Polacy nie oszczędzają ?
Chętnie poczytam również wypowiedzi wszystkich emigrantów, którzy prowadzą dostatnie życie -oszczędzać wiec nie muszą ale może chcą ? Wszak oszczędzanie to nie zawsze konieczność ale wielokrotnie rozsądny wybór.
Proszę też wiadome męskie nicki o powstrzymanie się od nie merytorycznych wypowiedzi nie na temat. Z góry dziękuję