z góry przepraszam, że długo, ale potrzebuję waszej rady, a nie chcę, żeby
ktoś ocenił pochopnie... od mniej więcej pół roku w moim małżeństwie zaczęło
się coś psuć, dzieci, praca, przeprowadzka, stres, wszystko się tak na siebie
nakładało, oboje byliśmy coraz bardziej zmęczeni, coraz częściej się
kłóciliśmy, już w pewnym momencie miałam tak dość, że w złości wykrzyczałam
mężowi, że jest moją życiową porażką i żałuje że kiedykolwiek go spotkałam i
wyszłam z domu trzaskając drzwiami

oczywiście chwilę później to do mnie
dotarło, przetrawiłam dumę i przepraszałam go, że nie wiem co we mnie
wstąpiło, że przecież wie, że tak naprawdę tak nie myślę, czułam się
okropnie... przebaczył
jakoś zaczęliśmy się na nowo docierać, powoli się układało, ale w łóżku...
katastrofa!! kochaliśmy się jak nastolatki i wcale nie mam tu na myśli potęgi
namiętności, tylko tak rażącą nieudolność, że czasem nie wiedziałam czy śmiać
się czy płakać, po prostu Żal! nie dość, że trudno mi było go podniecić, żadne
sztuczki nie działały, to jak już już miało... no nie dało rady! nie jesteśmy
jeszcze przecież starzy, przecież wiadomo, że kobieta po 30 ma największe
potrzeby, a ja właśnie musiałam je tłumić i jeszcze uważać, żeby go nie urazić!
udało mi się w końcu namówić go na seksuologa, chociaż już myślałam, że będę
go musiała związać i siłą tam zawieźć; poszedł, nawet zadowolony wrócił, ale
powiedział, że nie chce na razie rozmawiać na ten temat, że to jego problem i
chce sobie sam z tym poradzić
ucieszyłam się strasznie, bo rzeczywiście niedługo zaczęło się poprawiać, nie
było już "niewypałów", seks był szczerze powiem nawet lepszy niż na początku,
namiętny, spontaniczny, wreszcie poczułam, że po prostu sprawia nam obojgu
przyjemność... było naprawdę cudownie

do czasu aż wczoraj otworzyłam jego
szafkę i wypadła viagra......... nie mogłam uwierzyć, przeszukałam wszystkie
jego rzeczy, wywróciłam dom do góry nogami, znalazłam jeszcze kilka tabletek w
jego biurku... Jezu! nie rozumiem!! jak on mógł mi to zrobić?! przez ten cały
czas, kiedy ja myślałam, że wreszcie nam się układa, że wszystko wraca do
normy, on mnie oszukiwał! nie powiedział mi ani słowa o tym, stwierdził, że
sam może decydować o NASZYM życiu, o NASZYM seksie! czy on pomyślał w ogóle co
Ja czuję??? naprawdę nie wiem co mam teraz zrobić... jest mi tak przykro

przykro i wstyd, nie wiem nawet jak z nim o tym porozmawiać, z jednej strony
jestem na niego wściekła! nienawidzę go , z drugiej nie mogę pozwolić żeby
przez to ode mnie odszedł... naprawdę nie wiem co robić...