kasienka0404
27.03.09, 07:59
Oto cała historia... Wczoraj wrociłam z dzieciakiem ze
spacerku,weszłam do pokoju a tam wszedzie na podłodze woda(diabli z
tym ze wykładzina do wymiany)po dluzszym ogladaniu okazało sie ze
cieknie z grzejnika,ktory jesienią był wymieniany na nowy.
Zadzwoniłam do administracji,aby przyszedł ktos to naprawic. Po 5
minutach przyszło dwoch panow-juz w drzwiach zobaczyłam ze to jakies
cwaniaczki(młodzi). Ogladali grzejnik z 5 minut po czym jeden z nich
oswiadczył mi prosto ze bedzie to "naprawa prywatna" pękła uszczelka
miedzy rura a grzejnikiem a oni taka nie dysponuja,musza isc i kupic
a w dodatku drugi dodał ze bedzie to duzo kosztowac około 200zl bo
musze isc i dodatkowo pozbyc sie wody z rur na gornych pietrach
bloku. W miedzy czasie zadzwonił mąż,powiedziałam mu o tym a on
kazał właczyc na głosnomowiacy-powiedział po chwili "panowie nie
wkrecajcie zony ze trzeba pozbyc sie wody bo jest specjalny korek
przy rurach ktory zakreca dopływ wody do grzejnikow-speszyli sie i
po chwili nagle go znalezli!! o dziwo drugi pan zaraz po wejsciu do
pokoju przykrył korek scierka-a pozniej przyznal-"o faktycznie jest
korek"! ok maz sie rozłaczył a panowie wypalili ze ta wymiana
uszczelki bedzie płatna 100zl z gory,przed tym jak zaczna
naprawe.kurcze,pieniedzy nie trzymam w domu bo wszedzie płace
karta.powiedzialam ze jak zrobia to poczekaja przed blokiem chwilke
a ja ubiore synka i pojde do bankomatu(jest w bloku obok).Padla
odpowiedz "nie" to prosze isc a my w tym czasie
naprawimy".odpowiedzialam im ze nie zostawie obcych ludzi samych w
mieszkaniu-tylko sie do siebie cos glupio smiali.poszłam do
sasiadki,po chwili wrocilam z pieniazkami(sasiadka przezyje to ze
pojde do bankomatu i jej oddam a widocznie ci panowie nie).dałam im
ta stowke,a za chwilke az mi sczczeka opadła-facet otworzyl torbe i
wyjal uszczelke!!! naprawili szybko..jak wychodzili to zamiast do
widzenia i dziekuje odpowiedzialam im "ale Panowie sciemniali,trzeba
wody sie pozbyc,isc do sklepu kupic uszczelke-kłamcy"a oni nic.. a
najlepsze jest to ze wstajemy rano,maz idzie do dzieciaka do pokoju
a tam pieknie woda cieknie... sam zakrecil korek a woda splynela do
wiadereczka(biedaczek dopiero co pojechal do pracy-ostre
spoznienie).Jestem taka wsciekla ze szok,jak tylko maly
wstanie,ubieram go i ide do administracji,zrobie porzadek z takimi
cwaniaczkami!!Dosyc ze z administracji im za to płaca to jeszcze na
boku dorabiaja,ciort z tym ze zaplacilam ale jak robili to mogli to
zrobic solidnie.Czy ktoras z was tez miala jakas podobna niemiła
sytuacje??