Dodaj do ulubionych

nie potrafię zyć

06.04.09, 13:25
Pomocy, kobiety, zaradźcie coś.

na wstępie chciałam napisać że jestem męzatką z kilkuletnim stażem,
mam dziecko w wieku przedszkolnym.
Nie wiem co sie stało w moim życiu.
Myślę o zakonczeniu zycia. Nie mam siły juz żyć.
Mąz okazał się nie przyjacielem. Mąz ma depresję. Mamy długi,maz
pracuje do wieczora, żeby spłacic długi.
Nie mogę podjąc pracy, nie mam na kogo liczyc żeby zajął się
dzieckiem. Zaczynałam pracę juz 10 razy przez kilka lat. Za każdym
razem musiałam zrezygowac, albo mnie zwalniali. albo dziecko
zachorowało, albo co innego. Miałam umowe na 3 miesiące po czym mnie
nie przyjmowali na dłuzej, bo na zwolnieni po miesiącu poszłam. Mąz
powiedział ze mogę nie pracować, nie zmusza mnie do pracy, bo wie ze
nie moze mi w żaden sposób pomóc.
Nie mamy nikogo znajomwgo nawet. Przez kilka lat pozanałam juz
sytuacje i wiem ze nie mam już szans. Doi tego nie mam studiów,
cieżko jest mi znaleźć pracę. Godzinowo równiez.
Podejrzewam ze mąz ma depresję, chciałam wysłać go do lekarza,
niestety powiedział ze nie pójdzie, mozemy sie rozstac jak mi nie
pasuje.
Oplaty na przerastają, gdyby nie siedział mąż non stop w pracy to
byśmy nie dali radę.
Ja juz nie wiem co robić. Nie mam miłego słowa od męza. Nie mam
nikogo w pobliżu. Na opiekunki nas nie stać. Do tego juz raz
powierzyłam dziecko, mam lęki, bo o mało nie zabiło się z opiekunką.
Mam chyba też depresję, nie wiem co, bo na chwilę nie spuszczam
dziecka z oka, nikomu nie ufam, wiem ze nie przełamię się i nie
zatrudnię opiekunki nigdy.
Czy można jeszcze coś w moim życiu zrobić?
Kocham bardzo męza, on mnie, ale nie mamy szacunku do siebie,
kłócimy się o co kolwiek, o pieniądze(ciągle mało).
Ja się kłóce ze mi nie moze pomóc przy dziecku, podjęłabym pracę,
ale zdaję sobie sprawę ze nie zwolni się, bo ja nigdy nie zarobię na
opłaty. Do tej pory proponowali mi 1000 zł na etat.
Mąż jest zły ze ja nie pracuję, ale jak?
No nie wiem, najpierw musiałąbym się wyleczyc psychicznie chyba. Nie
mam juz chęci do życia. Nic mi nie pasuje.
W seksie juz nie czuję przyjemności, mąz nie czuję też, współżyjemy
dwa razy w miesiącu i jest beznadziejnie.
Co mogę jeszcze zrobic. Mężowi juz nie zależy na niczym, nie stara
się. Do tej pory ja się starałam, wszystko jakoś utrzymywałam.
Jestem załamana. Mąż ledwo jdaje rade też psychicznie.
Nie potrafimy ze sobą rozmawiać.
Obserwuj wątek
    • komisaria Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 13:34
      nie napisałam tez ważnej rzeczy. Otóż przeprowadziliśmy się w inne
      miejsce, w którym nie potrafię żyć, ciągle płaczę, wracam do miejsc
      gdzie mieszakałam poprzednio. cieprię z tego powodu też. Wiem ze
      muszę albo spowrotem się przeprowadzic do rodzinnego domu, albo
      zwariuję.
      • tabakierka2 Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 13:39
        1) masz dla kogo zyć - masz męża i dziecko, a to bardzo wiele.
        2) myślałaś nad jakimiś zawodowymi kursami?
        3) praca za 1tys. zł jak na początek nie jest chyba zła, a daje Ci
        korzyści w postaci kontaktu z ludźmi
        4) może byś się zajmowała dziećmi, albo poza własną małą, jeszcze
        jednym dzieckiem -> plusy: dopływ gotówki, praca w domu, co daje Ci
        możliwość poświęcenia uwagi dziecku własnemu i dodatkowo nie musisz
        płacić opiekunce...

        czy jest coś, co sprawia Ci przyjemność?
        • bri Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 13:44
          Dałabyś Autorce wątku, w takim stanie psychicznym w jakim jest
          obecnie, pod opiekę swoje dziecko? Bo ja nie.

          Jeśli sądzi, że choruje na depresję, niech po pierwsze idzie do
          lekarza, zbada tarczycę itp.
    • gabi683 Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 13:44
      Nie mam problemow finansowych ale trzy lata sie przprowadziłam z
      miatsa do młej miescowosci.
      Brak przyjacoł ,rodziny poprostu tesknota i zał za miejcem gzie tyle
      lat mieszkłam.Płacze do poduszki sadTaraz juz sie to zmieniło patrze
      na to wszystko pozytwnie ,mam swoj ogródek zyje spokojniej .Troszke
      plotkowanie sasiadów jest nie fajne ale co One biedaczki maja
      doroboty ?
      Głowa do góry.
    • komisaria Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 17:10
      szkoda ze nie dostanę uwag. Chyba za trudny temat....
      • marzeka1 Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 21:27
        A może jednak wybierz się do lekarza? Depresję się leczy.
      • ewelsia Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 21:35
        doskonale rozumiem, co czujesz po przeprowadzce w nowe miejsce. U
        mnie przeprowadzki i sprzedaż pierwszego mieszkania , ktore bylo w
        rodzinie bardzo długo spowodowało (m.in.) początek depresji,
        długotrwałej, którą obecnie leczę. Nie mam dla Ciebie innej rady,
        niż wizyta u specjalisty i szukanie pomocy na zewnątrz ( u rodziny?).
      • bri Re: nie potrafię zyć 06.04.09, 23:55
        Nie dostajesz uwag, bo nikt z tego forum nie jest w stanie Ci pomóc.
        Sformułowałaś swój post w taki sposób, żeby pokazać, że jesteś w
        sytuacji bez wyjścia - chora na depresję i obsesyjnie bojąca się o
        dziecko, niezdolna do utrzymania pracy, bez wsparcia od kogokolwiek.
        Co Ci można poradzić po przeczytaniu tego? Lecz się. Jak się
        odbijesz od dna wyślij dziecko do przedszkola, a sama do pracy.
        Cudownych recept niestety brak.
        • emilly4 Re: nie potrafię zyć 07.04.09, 00:02
          Dokladnie tak jak pisze bri, idz do kogos po pomosc, ale nie forum-my nie
          jestesmy specjalistami i nie umiemy uleczac przez monitory, nie wypiszemy
          recept. Dostalas prosta i jasna uwage-idz do lekarza, bowiem skonczenie ze soba
          niczego nie rozwiaze..ciekawe co wtedy zrobilby twoj maz i wasz synek???
          p.s
          jesli ty pojdziesz pierwsza, bedziesz wiedziala jak sklonic meza do zrobienia
          tego samego.
          Mysl o dziecku, a nie o sobie.
          • bi_scotti Re: nie potrafię zyć 07.04.09, 02:00
            Z depresja - do lekarza i to bez ociagania sie ale procz tego jest
            pare rzeczy, ktore mozecie zrobic. Po pierwsze budzet. Ile ten Twoj
            maz zarabia, jakie macie dlugi, jaki jest plan wyjscia z tych
            dlugow. Ile by pomogla Twoja praca na pol etatu? w weekendy? na caly
            etat? Zrobcie jakis plan i postaraj sie go zaczac realizowac. Kazde
            odciazenie meza pomoze calej Waszej rodzinie! A nawet bardzo powolne
            wychodzenie z dlugow jest lepsze niz tkwienie w nich bez swiatla w
            tunelu. Poza tym poczucie, ze jednak mozna sie z dlugow wygrzebac
            dziala najczesciej bardzo podnoszaco na duchu smile
            Dziecko to oddzielna sprawa - dla dobra Twojego dziecka Jemu tez
            nalezy sie zmiana atmosfery! Twoj synek na pewno wychwytuje napieta
            atmosfere pomiedzy Toba i mezem, brak szczescia miedzy Wami. Nawet
            jezeli nie da sie tego zmienic zbyt szybko, to przynajmniej mozna
            dziecku zaoferowac chwilowe przerwy w czyms takim. Niech to bedzie
            przedszkole (chocby na pol dnia) albo jakas grupa zabawowa, albo
            jakiekolwiek inne rozwiazanie gdzie Twoje dziecko bedzie Z OBCYMI
            LUDZMI i gdzie bedzie mialo mozliwosc psychicznego ODPOCZYNKU od
            domowego napiecia, od nieszczesliwej Ciebie i zapracowanego taty.
            Dziecko tez czlowiek - nalezy Mu sie czasem "urolp" od rodzicow!
            Czy jestescie oboje z mezem sierotami bez ZADNEJ rodziny? Jezeli nie
            to wyciagnij reke po pomoc to kogos z rodziny. Wiekszosc ludzi na
            swiecie ma dobre serce i jesli sie ich konkretnie poprosi np. o
            przypilnowanie dziecka w weekend raz na miesiac albo pomoc w
            znalezieniu pracy na pol etatu, albo po prostu o mozliwosc wygadania
            sie raz na jakis czas, to staja na wyskosci zadania i pomagaja. Nie
            ma zadnego wstydu w prosbie o pomoc!
            Ale tak naprawde to MUSISZ zaczac od wizyty u lekarza, bo MUSISZ i
            juz.
            Powodzenia!
      • mamamonika Re: nie potrafię zyć 07.04.09, 07:49
        Lekarz - na pewno, KONIECZNIE
        Nie wiem, do jakiej miejscowości się przeprowadziliście - mała,
        duża, średnia? Jak tam z pracą, gdzie możesz pracować, a może z
        czasem coś swojego... Jakie masz przygotowanie? Teraz trochę
        pieniędzy można uzyskać na rozpoczęcie działalności. Ale to jak
        podleczysz depresję.
        Przedszkole - u mnie w przedszkolu kilka samotnych matek korzysta z
        dofinansowania wyżywienia, czesnego a jedna wielodzietna ma w ogóle
        darmowe przedszkole. Może porozmawiaj z dyrektorką, przedstaw
        sytuację, czasem warto chociaż niekoniecznie sie musi udać. Ale jak
        nie będziesz anonimowa, może chociaż "normalnie" przyjmą dziecko do
        przedszkola i będzie łatwiej z pracą.
        Jakiego rzędu mąż ma długi?
        Nigdy nie ma tak, że nie ma wyjścia, naprawdę. Tylko czasem to
        wyjście jest trudne, ale jest.
    • daga_j Re: nie potrafię zyć 07.04.09, 14:07
      Myślę, że to tylko trudny okres w Waszym życiu. Owszem wydaje Ci się, że trwa
      już tak długo i jest beznadziejnie, ale kiedyś passa musi się odwrócić. Jeszcze
      trochę wytrzymajcie, wkrótce będziesz mogła dać dziecko do przedszkola, podpytaj
      w przedszkolu o dofinansowanie, żebyś nie musiała płacić opłaty za przedszkole,
      albo w MOPS, nawet jeśli dziecko będzie chorowało to po pewnym czasie się
      wzmocni, a Ty będziesz mogła pójść do pracy i zacznie Wam się lepiej powodzić.
      A póki co idź do psychologa, męża wysyłałaś a sama tez potrzebujesz więc idź.
      Córka potrzebuje Was, a skoro mąż więcej w pracy jak w domu to Ty musisz być dla
      niej opoką. Powodzenia!
    • anorektycznazdzira Re: nie potrafię zyć 07.04.09, 22:49
      Faktycznie jesteś w złym stanie.
      Słusznie podejrzewasz, że masz depresję/załamanie- idź do lekarza,
      szukaj pomocy. Nie wiem w jak dużej miejscowości mieszkasz, ale
      niemal wszędzie będzie COŚ: ośrodki interwencji kryzysowe, poradnie
      (też przykoscielne- jak brak zwykłych, to dobre takie) , albo
      poprostu poradnie. Zapytaj nawet lekarza pierwszego kontaktu.
      Osobna sprawa, to terapia małżeńska, przydałaby się, ale zacznij od
      siebie, potem pomyślisz. Nie da sie wszystkiego naraz.
      Dziecko masz w wieku przedszkolnym, dlaczego nei jest w
      przedszkolu?! Jest coraz starsze, będzie coraz łatwiej, nie porównuj
      tego z sytuacją sprzed kilku lat, że cieżko było dostać pracę przy
      maleńkim dziecku. I IDZ DO TEJ PRACY. Potrzebujesz jej jak wody.
      Masz problem z pieniędzmi, ale też ruszysz się z domu oraz między
      ludzi- z mezem aktualnie kiepsko, będziesz miała jakąś odskocznię,
      znajomych- inna perspektywa. Zaciśnij zęby i nie poddawaj się.
      Dziecko do przedszkola a Ty do pracy. Nawet takiej średniej, ale
      własnej, z wypłatą i innymi zajęciami niz w domu.
      Brak kasy, kiedy brakuje na opłaty, wykańcza psychicznie, stres jest
      ciężki do udźwignięcia i ciężki do pojęcia przez osoby bez tego
      problemu. Więc powodzenia. Weź się za swoje zycie, nikt inny tego
      nie zrobi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka