Wiecie, przykro mi było czytać na '"Małym dziecku", że mamy
pracujące, jak ja, są "niedzielnymi mamusiami".
Nie jesteśmy z dzieckiem 24/7, inni ludzie uczą nasze dzieci
literek, a my co najwyżej w niedziele weźmiemy na spacer, a nie my i
tak dalej w ten deseń.
No i zasłaniamy się "jakością nie ilością czasu z dzieckiem".
no więc, hmmmm... ja nie zawsze tej jakości dostarczam.
Odbieramy dziecko z przedszkola i zabieramy do pracy. Siedzi u nas
dwie godziny i zwykle gramy w różne gry komputerowe, albo mały
dostaje nożyczki i taśmę klejącą i sobie klei.
W domu nie zawsze siedzę i rozwiązuję z nim "zadania" w książeczkach
albo się bawię bo czasem wolę mu puścic bajkę i mieć z głowy.
A jak sam się zajmie swoimi samochodami, to nie lecę się z nim
bawić, tylko dziękuję losowi, ze mogę co innego porobić.
Czytać lubi tylko przed snem i chociaż to uskuteczniam.
Nawet w weekend, kiedy nie ma żadnego wyjazdu, się potrafię przed
nim oganiać i książkę sobie czytać!
No to nie tylko z ilością, także z jakością u mnie nie bardzo

Dobrze, że jedynak, to już żadnego innego dziecka nie skrzywdzę.