ameerie
22.05.09, 13:50
Ogólnie wiadomo, że wszelkie wizyty składane tak wcześnie nie należą do dobrego smaku, ale mam kłopot z moją mamą. Ona właściwie tylko czeka aż mój mąż wyjdzie rano do pracy i już jest u mnie pod drzwiami o 7.00, czasem o 7.30. Wiem, że miłość do wnuka jest silna, ale ona nawet nie uprzedza mnie dzień wcześniej, że przyjdzie, tylko dzwoni jak już jedzie w autobusie, albo jak stoi u mnie pod domofonem... Zdarzało się to notorycznie, aż dziś miarka się przebrała. Dzwoni, że jedzie, a ja jej na to, że jest 7.00 rano i że nie przyjmuję o tej porze gości, bo chcę sobie poleżeć, a nie wstawać na równe nogi. Odpowiedziała: no to cześć, po czym rozłączyła się. Wiem, że się na mnie obraziła, nie odzywa się teraz, ale ja też nie mam zamiaru, w końcu chyba mam prawo do jakiejś prywatności o 7 rano. Dochodzi jednak parę rzeczy, które mogłabym uznać za taryfę ulgową jeśli chodzi o moją matkę. Podstawowa to taka, że miała niedawno nowotwór... Czy to, że tak ją potraktowałam czyni ze mnie złą córkę. Powiedzcie mi obiektywnie jak mam się zachowywać? Jak Wy postąpiłybyście wobec własnych mam?