Mam uroczego męża- nie pod wszystkimi względami, ale pod względem
prezentów- jak najbardziej. Uwielbia kupować mi prezenty z okazji i
bez, jest hojny do przesady i się stara

Mam tylko taki mały
problemik- zazwyczaj nie są to prezenty dla mnie, a dla
wyidealizowanej MNIE, której obraz najwyraźniej pieści w swoim sercu.
Zazwyczaj dostaję więc: eleganckie zegarki na czarnym pasku,
wyrafinowaną biżuterię, wypasione skórzane torebki w typie
wystylizowanej bizneswoman lub literaturę, o której przeczytał, że
np dostała jakąs snobistyczną nagrodę.
Jego uwadze od 15 lat umyka fakt, że totalnie nie pasuje to do
mojego stylu bycia i życia- ubieram się luzacko, raczej dżinsowo-
bojówkowo, biżuterię, jeśli w ogóle noszę, to dużą i kolorową, a z
torebek wchodzą w grę obszerne worki, niech będzie i zamszowe, ale
wielkie. Wszelkie mniej lub bardziej subtelne formy perswazji
zawiodły, teraz staram się uprzedzać jego pomysły i ciągnąć go do
empiku czy sklepu, gdzie naocznie demonstruję mu pożądane
przedmioty, ale on twierdzi, że mu to psuje niespodziankę
Poważnie myślę o zrobieniu jakiejś, hmm, stałej listy rzeczy, które
można mi bezpiecznie kupować, ale nie wiem, czy to ma sens? Czy
potrafiłybyście napisać taką listę mężom, nie konkretnych
przedmiotów, ale kategorii, które was zawsze uszczęśliwią?