Nie, ja nie wyjechałam. Siedze sobie w domu i się byczę bezczelnie
bo moja mama zabrała małą i pojechałaaaa!
Mama zaplanowała co powinnam w domu zrobić (właściwie bardziej koło
mnie niż koło domu) a ja jedyne co jestem w stanie robić to lenić
się do oporu. Ja nie tęsknie, bardziej mąż tęskni... i podoooobno
mała była trochę markotna.
Dziś mama dzwoni, zdaje raport z pomysłów małej i się dopytuje co
udało mi się zrobić. Gdy usłyszała, że w sumie to niewiele uniosła
się, że nie po to zabierała małą na wyjazd!
I co z tego jak ja się czuje jak pies spuszczony ze smyczy? Nie
muszę karmić, przewijać, wysłuchiwać ględzenia, zabawiać,
powstrzymywać się żeby dać jej w łeb, uważać żeby sobie czegoś nie
zrobiła...
Niestety niedługo wracają.

Wolałabym, żeby zostały tam jak najdłużej