dorisw1978
26.08.09, 00:07
Witajcie dziewczyny, nakreślę Wam pokrótce moją sytuację.
Mąż uparł się, żeby zabrać starszego synka (4,5 roku) do teściów, a
ja nie chcę się zgodzić i trwa zimna wojna.
Teściowie mieszkają 160 km od nas, spokojnie 2,5 godziny drogi
samochodem. W domu mamy 2,5 miesięczne niemowlę.
Mąż dużo pracuje, często wyjeżdża na 2,3 dni. Najchętniej wyrwałby
się jeszcze na weekend, a mnie każda pomoc jest na wagę złota.
Choćby to, że weźmie małego na ręce, chwilę ponosi, pogada, wyjdzie
na spacer. Wtedy mam szansę zaczerpnąć tchu
(karmię piersią, więc jestem z małym non-stop, jak wychodzę, to na
zakupy i to biegiem).
On twierdzi, że jak wyjedzie i zabierze starszego, to ja mam luz
blues i powinnam się cieszyć.
Teściowie są na emeryturze, mają auto, ale teść ostatnio przyjechał
jak mały się urodził, potem już potrzeby nie odczuł.
W tej samej miejscowości mieszka brat męża, a chrzestny starszego,
który w ciągu tych 4,5 roku był u nas 3 razy! (na żadne urodziny
oprócz roczku nie dał rady przyjechać, o prezencie nie wspomnę).
Wkurza mnie to, dlatego nie chcę posyłać tam synka, skoro rodzina
nie czuje potrzeby zobaczenia się z nim (czy z nami).
Poza tym boję się, że moja chorobliwie oszczędna teściowa znowu
nakarmi synka tygodniowym rosołem i jeszcze mięso z porcji rosołowej
oskubie i mu wciśnie (nie przesadzam, przerabiałam to setki razy).
Ja nie będę mogła tego dopilnować, a mój mąż, jak już się znajdzie
obok mamy, czuje się zwolniony z wszelkich obowiązków (wywali się na
kanapie i przesiedzi tak cały dzień naprzeciw ojca).
Poza tym synek jeździ najwyżej na trasach 40km, do dłuższych jest
nieprzyzwyczajony, raczej średnio znosi dłuższe wyprawy, trzeba go
stale podczas drogi czymś zajmować. A tak będzie jechał sam z tyłu.
Mąż się uparł i każda rozmowa na ten temat kończy się kłótnią.
Czy ja jestem nienormalna?
Co powinnam zrobić? Puścić synka, niech jadą? Postawić na swoim?
P.S. Podczas ostatniej kłótni, kiedy to wyrzuciłam mężowi, że jestem
zajechana, bo karmienie, sprzątanie, pranie, gotowanie, ogród,
nieprzespane noce, starszy synuś, 24h na dobę uwiązana, a mężuś w
hotelu w saunie siedzi, usłyszałam "No co chcesz, przecież jesteś
MATKĄ"