Dodaj do ulubionych

Szaleństwo naszych czasów

31.10.09, 14:29
Nic dziwnego, że Muzeum II Wojny Światowej atakuje Podhorskiego za jego
książkę. Sami wydali kilkaset tysięcy na książkę dr Drzycimskiego o
Westerplatte wydaną w tym roku we wrześniu, którą ten chyba napisał ze 40
lat temu. Już choćby z tego względu trzeba niszczyć konkurencję, że o
innych sprawach związanych z Westerplatte nie wspomnę.
Marszalec bezczelnie insynuuje, że autor chyba okradł archiwa ze zbiorów
ikonograficznych (!), a sam okazał się być zwykłym złodziejem, który w
swoim artykule w magazynie "30 dni" z sierpnia br. m.in. wykorzystał bez
zgody właściciela Piotra Matuszewskiego, nomen omen autora wizualizacji 3D
w książce Podhorskiego, mapę Westerplatte perfidnie zakrywając miejsca z
podpisem autora (!).
Obserwuj wątek
    • car9 Szaleństwo naszych czasów 31.10.09, 15:05
      Autor artykułu grubo przesadza. Sprawa mjr Sucharskiego jest w gruncie rzeczy marginesowa. Praca pana Mariusza Wójtowicza - Podhorskiego jest najlepszą pracą o Westerplatte, jaką do tej pory napisano.
      Przede wszystkim, pan Wójtowicz - Podhorski wyjątkowo rzetelnie dokumentuje bohaterstwo i mądrość polskich żołnierzy oraz wręcz genialne przygotowanie Westerplatte do obrony. Jest to ważne, bo czas skończyć z fałszywą wizją Polaków szablami atakujących czołgi, a takie brednie ciągle jeszcze powtarzają ludzie z profesorskimi tytułami. Ostatnio na Uniwersytecie Warmińsko - Mazurskim.
      A po drugie, to bezspornie udowadnia, choćby nieznanymi do tej pory zdjęciami, że nie jest prawdą stwierdzenie o kapitulacji wymuszonej brakiem amunicji, której by starczyło na dalsze tygodnie walki.
      Prawda o mało chwalebnej postawie mjr Sucharskiego we Wrześniu 1939 była znana większości polskich oficerów już w końcu 1939 roku.
      I gdy przybył do oflagu Woldenberg - IIC (Dobiegniewo) jeszcze z szablą i niemieckim ordynansem, został manifestacyjnie zignorowany przez wszystkich jeńców i po kilku dniach zabrany do innego obozu.
      Znam to z relacji Ojca, Henryka Rekścia, kawalera VM oraz Teścia, Ignacego Korkozowicza, też kawalera VM. Potwierdził ten fakt internauta, na którymś forum, który fakt ten znał z pamiętnika stryja.
      Po wojnie w II Korpusie we Włoszech mjr Sucharski też nie został potraktowany jako jakiś bohater.
      Casus mjr Sucharskiego nie jest odosobniony i jest to ciekawy temat bardziej dla psychologów, bo wielu znakomitych oficerów polskich i francuskich z czasów I - wojny światowej i wojny z bolszewikami sromotnie zawiodło podczas ostatniej wojny. Dość wspomnieć gen. Juliusza Rommla czy gen, Stefana Dąb - Biernackiego, dawnych autentycznych bohaterów, którzy gdyby był inny przebieg ostatniej wojny zapewne stanęliby przed sądem wojskowym i zostali rozstrzelani.
      Nieprzypadkowo gen. Sikorski osobiście zerwał we Francji szlify oficerskie gen. Dąb - Biernackiemu.
      Nie chodzi bynajmniej o to, aby ,,dołować" Sucharskiego, ale chodzi o oddanie należnej czci prawdziwemu obrońcy Westerplatte, kpt Franciszkowi Dąbrowskiemu.
      Na marginesie, to gdy w latach 60, w kręgach ZBOWiD-u zbyt wiele na ten temat zaczęto mówić, SB-cja rozpowszechniła plotkę, jakoby kpt Dąbrowski był Żydem, co w ich mniemaniu miało kpr Dąbrowskiego zdyskredytować.
      Prawda bywa czasem gorzka i bolesna, ale nie należy jej skrywać. Tymczasem nikt do tej pory nie napisał o incydencie z tak zwanymi ,,Litwinami", który miał miejsce w Woldenbergu. Otóż po ataku Niemiec na Rosję Sowiecką w obozie Niemcy zadeklarowali, że ci z jeńców, którzy zadeklarują narodowość litewską, zostaną zwolnieni.
      Na co najmniej kilkuset jeńców pochodzących z Wileńszczyzny, z których znaczna część była autentycznie litewskiego pochodzenia, zaledwie kilkunastu podjęło niemiecką ofertę, wśród nich - niestety - znany potem na Wybrzeżu prof. Horno - Popławski. Po kilku tygodniach Niemcom się odwidziało i sprawa stała się nieaktualna, ale rzekomi ,,Litwini" do końca byli izolowani przez resztę jeńców, a i po wojnie żaden szanujący się woldenberczyk nie podał żadnemu z nich ręki. Tak że...różnie z naszymi oficerami bywało. Nie każdy był Raginisem czy Dąbkiem.
      Waldemar Rekść - członek Związku ,,Solidarnosci" Polskich Kombatantów$$
    • Gość: Snake Re: Szaleństwo naszych czasów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.09, 19:56
      z nazwaniem J.Marszalca 'złodziejem' grubo przegiąłeś.przecież pod mapą
      Westerplatte w "30 dniach" jest wyraźnie napisane: 'mgr Piotr Matuszewski,
      dokument Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków'.przed napisaniem tego
      komentarza, mógłbyś chociaż rzucić okiem na ten artykuł, aby się upewnić czy
      masz rację, a nie bezpodstawnie przylepiać etykietę 'złodzieja'!
    • Gość: gość Szaleństwo naszych czasów IP: *.sm-rozstaje.pl 31.10.09, 23:28
      Tekst konkretny, miałbym jedynie wątpliwość do przedostatniego
      zdania. Wójtowicz nie spogląda przebrany w mundur - Wójtowicz
      spogląda przebrany w kostium .
      Mundury szyje się dla Żołnierzy , a rekonstruktorzy maja kostiumy, -
      lecz niewielu z nich tą subtelna różnicę akceptuje i to też jest
      jedna z tajemnic problemu bohatera tej recenzji.
      Gratuluję artykułu. Będąc złośliwym skomentował bym - nie pisze sie
      artykułów w złości, hehehehehe.

      Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiedzieć czemu nastał
      ostatnio trend - w imię „prawdy historycznej” prowadzi się
      amatorskie „ekshumacje” nie starając się zaangażować biegłych,
      posiłkując się domorosłą metodologią i opierając się na poszlakach.
      Książka Wójtowicza nie jest tutaj żadnym ewenementem. Jest to
      kolejny przykład - jak inteligentnie można zaistnieć ! - i za to
      mogę jedynie Wójtowiczowi pogratulować. W końcu ma swoje 5 minut.

      A co do „kradziejstwa” o jakim tu jest mowa - jeżeli faktycznie
      Marszalec naruszył czyjeś dobra czy prawa autorskie - czemu nie
      rozliczono Go z tego na bieżąco, tylko wypomina się to teraz ….. ?.
      Wójtowicz zamieszcza zdjęcia podpisując je „nasze ….” itp.. ,
      podobnie zresztą mówi o armatkach , że są „nasze…..”. Wiele rzeczy
      jest Wójtowicza bo może się chłopu tak wydawać - niektórzy tak mają,
      tylko czemu ludzie mają żyć w niewiedzy ?. Ja tu nie widzę żadnych
      oskarżeń o kradzież - a jedynie sprostowanie nieprawdy.
    • Gość: KORTY Szaleństwo naszych czasów IP: 80.125.173.* 06.11.09, 14:10
      W "recenzji" pana Marszalca, ktory odgrywa tak wazna role vice
      dyrektora Muzeum Drugiej Wojny Swiatowej Pana Premiera Tuska *
      (ktore to muzeum jak czytamy w jego programie, ma wlasnie nie
      ograniczac sie do pokazywania historii i cierpiewn Polakow ale
      takze cierpien naszych okupantow, Niemcow i Sowietow)
      zabraklo mi jeszcze tylko i jedynie "naukowych" epitetiw typu
      zapluty karzel reakcji i czarna reakcja.
      Reszta recenzji jest jak z biuletynu UB
    • Gość: Zdzich Sprostowanie wachmistrza IP: 87.204.84.* 11.12.09, 23:38
      Jak się okazuje Podhorskiemu odmówiono wydrukowania jego sprostowania.
      Opublikował je więc w portalu DO BRONI:
      www.dobroni.pl/rekonstrukcje,westerplatte-sprostowanie,3142
      Co do komentarzy : Jeśli gdzieś wachmistrz użył słowa "nasze" to miał do tego
      prawo bo dotyczy to własności Stowarzyszenia, którego jest prezesem.

      Sorry, ale ani w kostiumie ani w mundurze wachmistrz na zdjęciu nie stoi.... :)

      A Marszalec i tak jest złodziejem, bo: 1. w artykule nie ma nigdzie słowa o
      autorze planu. 2. a nawet jakby było , to autor planu nie wyraził żadnej zgody
      na jego publikację. Tak czy siak jest to zwykłe kradziejstwo .
    • Gość: Jatczak Obiektywna recenzja książki IP: 195.47.246.* 15.07.10, 13:19
      Recenzja zamieszczona w Militarnym Magazynie Specjalnym "Komandos" nr 6 (204) 2010:

      "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia"

      "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" autorstwa Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego to książka, na którą czekało od dawna środowisko miłośników historii II w.ś. Przygotowywana przez cztery lata, 664 stronicowa publikacja z niezwykłą dbałością o szczegóły pokazuje nie tylko obraz walk w ciągu siedmiu pierwszych dni września, ale i historię Wojskowej Składnicy Tranzytowej, a także powojenne losy półwyspu Westerplatte. Pod wieloma względami jest to niemal analityczne studium historyczno-wojskowe poświęcone obronie Wojskowej Składnicy Tranzytowej.
      Autor książki jest dobrze znany miłośnikom historii II w.ś., a w szczególności przedwojennego Wojska Polskiego. Od kilku lat intensywnie zajmuje się ratowaniem i ochroną zabytków Westerplatte, a także poszukiwaniem pamiątek związanych z obroną Składnicy. W dążeniu do zachowania legendy Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy ma na tym polu szereg spektakularnych sukcesów. Jest również inicjatorem powołania Muzeum Westerplatte. Jego działania na rzecz zachowania złotej legendy Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy odbijają się zazwyczaj dużym echem w mediach.
      Pierwszą publikacją autora był paradokumentalny komiks "Westerplatte. Załoga śmierci". I tym razem jego "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" jest kolejnym niezwykle ciekawym przykładem skutecznego popularyzowania historii, w oparciu o szczegółowy i rzetelny warsztat wsparty bogatą bazą źródłową.
      W "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" ta właśnie szczegółowość wysuwa się na plan pierwszy. Mamy tu do czynienia z kompletną pracą, ukazującą m.in. na podstawie nieznanych wcześniej relacji, prywatnej korespondencji i pamiętników obrońców, niemieckich raportów wojskowych i dzienników okrętowych, obraz siedmiodniowych walk z dokładnością w zasadzie co do minuty. Na uwagę zasługuje analiza źródeł, w tym np. kilku relacji tej samej osoby dotyczącej jednego zdarzenia, ale spisanych w różnych okresach czasu. Dzięki niezwykłej szczegółowości, epizody znane wcześniej, jak i te odkryte przez autora, zyskały wreszcie precyzyjne umiejscowienie w czasie. Zwraca uwagę też niespotykana we wcześniejszych publikacjach dokładna analiza taktyki stron walk o Westerplatte zestawiana m.in. z przedwojennymi podręcznikami taktyki piechoty, czy wojskowymi instrukcjami.
      Książka ujawnia kilkadziesiąt nieznanych szerzej historii związanych z Westerplatte, jak choćby m.in. fakt zakupu półwyspu Westerplatte z rąk niemieckich przez Polaków po I w.ś. Poznajemy wreszcie kto i dlaczego strzelił na przedpolu Składnicy 1 IX o godz. 0430. Dowiadujemy się o nocnej walce z Niemcami w kasynie podoficerskim, czy próbie uratowania ciężko rannego strz. Ussa przez niemiecki patrol. Niezwykle istotny jest dla całości książki demontaż mitu o rzekomym rozkazie obrony mającej trwać tylko 12 godzin. Wspiera w tym autora załącznik z sensacyjną korespondencją płk. S. Fabiszewskiego, komendanta Składnicy w l. 1933-38, który po wojnie walczył z właśnie z tym mitem szkodzącym legendzie Obrońców. Prowadził on również prywatne dochodzenie mające ustalić dlaczego obrona Westerplatte trwała tak krótko (Składnica była przygotowywana do 3-4 tygodniowej walki).
      Mariusz Wójtowicz-Podhorski, znany jest z wieloletniego badania konfliktu pomiędzy dwoma najwyższymi oficerami, przebywającymi podczas obrony na terenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej – mjr. Sucharskim i kpt. Dąbrowskim. Wątek ten nie jest jednak dla autora pierwszoplanowy. W publikacji Wójtowicza-Podhorskiego poznajemy innych bohaterów, którzy choć wcześniej znani, to ukazywani byli na drugim lub trzecim planie. W książce bez wątpienia na pierwszym planie jest doświadczony weteran, chor. Jan Gryczman, dzięki któremu tak naprawdę zaczęła się siedmiodniowa obrona, a nie klęska polskiego garnizonu w pierwszej godzinie wojny. Szczególną uwagę autor poświęca też bohaterskiemu lekarzowi kpt. Mieczysławowi Słabemu, zakatowanemu po wojnie przez Informację Wojskową.
      Obraz historii Westerplatte uzupełniony jest gigantyczną ilością aż 691 fotografii (!) archiwalnych, jak i współczesnych, aranżowanych specjalnie dla zilustrowania książki z udziałem grup rekonstrukcji historycznych. Jest to ilość dotychczas niespotykana w żadnej innej podobnej publikacji. Monografia składa się z przedmowy, dwunastu rozdziałów, załączników, dodatków, planów, kalendarium, bibliografii i indeksu nazwisk oraz nazw. W 27 dodatkach i załącznikach mamy ponadto efekt benedyktyńskiej kilkuletniej pracy autora, czyli m.in. szczegółowy spis nazwisk i stopni polskich żołnierzy oraz ich przydziały na stanowiska bojowe w dniach 1-7 IX 39 r., prawdopodobny przydział żołnierzy WST na Westerplatte na stanowiska bojowe rankiem 1 IX, wykazy polskich i niemieckich żołnierzy zabitych, ciężko i lekko rannych w trakcie walk o Westerplatte. Książkę uzupełniają szczegółowe dane oraz ilustracje uzbrojenia i sprzętu obydwu stron bitwy. Interesujące jest poglądowe porównanie sił zaangażowanych w walki o Westerplatte, czy załącznik "Westerplatte po wojnie – krajobraz po bitwie" opisujący dzieje Westerplatte od 1945 r. aż do dnia dzisiejszego.
      Książka zawiera ponadto 28 perfekcyjnie przygotowanych map, które zostały wykonane w oparciu o bardzo szczegółową mapę topograficzną z 1934 r. obejmująca m.in. położenie pojedynczych latarni, umocnień polowych, posterunków. Mapy obrazujące poszczególne etapy działań pokazują nie tylko przebieg natarć z udziałem poszczególnych plutonów, ale nawet ważne epizody np. z udziałem zaledwie dwóch żołnierzy (rozkręcenie toru przez Polaków). Ciekawostką jest też nigdy wcześniej nie publikowany plan współczesnego wyglądu Westerplatte nałożonego na plan z 1934 r. To czego wcześniej nie było w innych monografiach bitew to m.in. trójwymiarowe wizualizacje obiektów fortyfikacyjnych z dołączonymi planami i wykazem żołnierzy na danym stanowisku bojowym. Rzuty poziome i zdjęcia wykonane przez autora w miejscach niedostępnych zwiedzającemu Westerplatte znakomicie uzupełniają wizualizacje umożliwiając czytelnikowi "poruszanie się" po Składnicy w trakcie lektury książki.
      Publikacja opatrzona jest bardzo dokładnymi przypisami autora, których jest łącznie 2699! W przypisach autor umieścił często wyniki własnych badań, gdzie wielokrotnie podkreśla, że pojawiające się sprzeczności w różnych źródłach pozostawia do wyjaśnienia w przyszłości. Zastrzega, że być może ich rozwiązanie może się okazać już niemożliwe.
      Cennym uzupełnieniem jest kalendarium wydarzeń zaczynające się od 1919 r., a kończące na 2009 r. Książkę zamyka bibliografia z wykazem źródeł, książek, planów i map, opracowań, tytułów prasowych, audycji radiowych, materiałów filmowych, instrukcji wojskowych, która obejmuje aż 19 stron.
      Książka jest dobrze skonstruowana, więc dobrze się z niej korzysta i czyta, miejscami jak fascynującą paradokumentalną opowieść. Podkreślić należy w tym miejscu bardzo wysoki poziom edytorski wydawnictwa. Jedynymi grzechami publikacji jest swobodna miejscami interpretacja faktów, a także przedstawienie przez autora opinii mogących powodować ostrą polemikę.
      Tak czy inaczej, praca Wójtowicza-Podhorskiego, zwłaszcza ze względu na swoją szczegółowość, ma niewątpliwie wyjątkowy charakter. Absolutnie predestynujący ją do miana bezprecedensowej na współczesnym rynku wydawniczym. Ze względu jednak na wielość komentarzy oraz wysuwanie przez autora, do czego ma prawo, wielu hipotez, jest to jednak pozycja skierowana do świadomego i wyrobionego czytelnika, który ma już własny osąd i porusza się samodzielnie oraz z własną wiedzą po wielu z zamieszczonych w niej kwestiach dotyczących Westerplatte.

      Bartosz Gondek, Marcin Tymiński
    • Gość: Al-Badr Recenzja książki IP: 195.47.246.* 16.07.10, 09:44
      Westerplatte 1939. Prawdziwa historia

      "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" autorstwa Mariusza
      Wójtowicza-Podhorskiego to książka, na którą czekało od dawna środowisko
      miłośników historii II w.ś. Przygotowywana przez cztery lata, 664 stronicowa
      publikacja z niezwykłą dbałością o szczegóły pokazuje nie tylko obraz walk w
      ciągu siedmiu pierwszych dni września, ale i historię Wojskowej Składnicy
      Tranzytowej, a także powojenne losy półwyspu Westerplatte. Pod wieloma
      względami jest to niemal analityczne studium historyczno-wojskowe poświęcone
      obronie Wojskowej Składnicy Tranzytowej.
      Autor książki jest dobrze znany miłośnikom historii II w.ś., a w
      szczególności przedwojennego Wojska Polskiego. Od kilku lat intensywnie
      zajmuje się ratowaniem i ochroną zabytków Westerplatte, a także poszukiwaniem
      pamiątek związanych z obroną Składnicy. W dążeniu do zachowania legendy
      Obrońców i należytego upamiętnienia pola bitwy ma na tym polu szereg
      spektakularnych sukcesów. Jest również inicjatorem powołania Muzeum
      Westerplatte. Jego działania na rzecz zachowania złotej legendy Obrońców i
      należytego upamiętnienia pola bitwy odbijają się zazwyczaj dużym echem w mediach.
      Pierwszą publikacją autora był paradokumentalny komiks "Westerplatte.
      Załoga śmierci". I tym razem jego "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" jest
      kolejnym niezwykle ciekawym przykładem skutecznego popularyzowania historii, w
      oparciu o szczegółowy i rzetelny warsztat wsparty bogatą bazą źródłową.
      W "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia" ta właśnie szczegółowość wysuwa
      się na plan pierwszy. Mamy tu do czynienia z kompletną pracą, ukazującą m.in.
      na podstawie nieznanych wcześniej relacji, prywatnej korespondencji i
      pamiętników obrońców, niemieckich raportów wojskowych i dzienników okrętowych,
      obraz siedmiodniowych walk z dokładnością w zasadzie co do minuty. Na uwagę
      zasługuje analiza źródeł, w tym np. kilku relacji tej samej osoby dotyczącej
      jednego zdarzenia, ale spisanych w różnych okresach czasu. Dzięki niezwykłej
      szczegółowości, epizody znane wcześniej, jak i te odkryte przez autora,
      zyskały wreszcie precyzyjne umiejscowienie w czasie. Zwraca uwagę też
      niespotykana we wcześniejszych publikacjach dokładna analiza taktyki stron
      walk o Westerplatte zestawiana m.in. z przedwojennymi podręcznikami taktyki
      piechoty, czy wojskowymi instrukcjami.
      Książka ujawnia kilkadziesiąt nieznanych szerzej historii związanych z
      Westerplatte, jak choćby m.in. fakt zakupu półwyspu Westerplatte z rąk
      niemieckich przez Polaków po I w.ś. Poznajemy wreszcie kto i dlaczego strzelił
      na przedpolu Składnicy 1 IX o godz. 0430. Dowiadujemy się o nocnej walce z
      Niemcami w kasynie podoficerskim, czy próbie uratowania ciężko rannego strz.
      Ussa przez niemiecki patrol. Niezwykle istotny jest dla całości książki
      demontaż mitu o rzekomym rozkazie obrony mającej trwać tylko 12 godzin.
      Wspiera w tym autora załącznik z sensacyjną korespondencją płk. S.
      Fabiszewskiego, komendanta Składnicy w l. 1933-38, który po wojnie walczył z
      właśnie z tym mitem szkodzącym legendzie Obrońców. Prowadził on również
      prywatne dochodzenie mające ustalić dlaczego obrona Westerplatte trwała tak
      krótko (Składnica była przygotowywana do 3-4 tygodniowej walki).

      Mariusz Wójtowicz-Podhorski, znany jest z wieloletniego badania konfliktu
      pomiędzy dwoma najwyższymi oficerami, przebywającymi podczas obrony na terenie
      Wojskowej Składnicy Tranzytowej – mjr. Sucharskim i kpt. Dąbrowskim. Wątek ten
      nie jest jednak dla autora pierwszoplanowy. W publikacji
      Wójtowicza-Podhorskiego poznajemy innych bohaterów, którzy choć wcześniej
      znani, to ukazywani byli na drugim lub trzecim planie. W książce bez wątpienia
      na pierwszym planie jest doświadczony weteran, chor. Jan Gryczman, dzięki
      któremu tak naprawdę zaczęła się siedmiodniowa obrona, a nie klęska polskiego
      garnizonu w pierwszej godzinie wojny. Szczególną uwagę autor poświęca też
      bohaterskiemu lekarzowi kpt. Mieczysławowi Słabemu, zakatowanemu po wojnie
      przez Informację Wojskową.
      Obraz historii Westerplatte uzupełniony jest gigantyczną ilością aż 691
      fotografii (!) archiwalnych, jak i współczesnych, aranżowanych specjalnie dla
      zilustrowania książki z udziałem grup rekonstrukcji historycznych. Jest to
      ilość dotychczas niespotykana w żadnej innej podobnej publikacji. Monografia
      składa się z przedmowy, dwunastu rozdziałów, załączników, dodatków, planów,
      kalendarium, bibliografii i indeksu nazwisk oraz nazw. W 27 dodatkach i
      załącznikach mamy ponadto efekt benedyktyńskiej kilkuletniej pracy autora,
      czyli m.in. szczegółowy spis nazwisk i stopni polskich żołnierzy oraz ich
      przydziały na stanowiska bojowe w dniach 1-7 IX 39 r., prawdopodobny przydział
      żołnierzy WST na Westerplatte na stanowiska bojowe rankiem 1 IX, wykazy
      polskich i niemieckich żołnierzy zabitych, ciężko i lekko rannych w trakcie
      walk o Westerplatte. Książkę uzupełniają szczegółowe dane oraz ilustracje
      uzbrojenia i sprzętu obydwu stron bitwy. Interesujące jest poglądowe
      porównanie sił zaangażowanych w walki o Westerplatte, czy załącznik
      „Westerplatte po wojnie – krajobraz po bitwie” opisujący dzieje Westerplatte
      od 1945 r. aż do dnia dzisiejszego.
      Książka zawiera ponadto 28 perfekcyjnie przygotowanych map, które zostały
      wykonane w oparciu o bardzo szczegółową mapę topograficzną z 1934 r.
      obejmująca m.in. położenie pojedynczych latarni, umocnień polowych,
      posterunków. Mapy obrazujące poszczególne etapy działań pokazują nie tylko
      przebieg natarć z udziałem poszczególnych plutonów, ale nawet ważne epizody
      np. z udziałem zaledwie dwóch żołnierzy (rozkręcenie toru przez Polaków).
      Ciekawostką jest też nigdy wcześniej nie publikowany plan współczesnego
      wyglądu Westerplatte nałożonego na plan z 1934 r. To czego wcześniej nie było
      w innych monografiach bitew to m.in. trójwymiarowe wizualizacje obiektów
      fortyfikacyjnych z dołączonymi planami i wykazem żołnierzy na danym stanowisku
      bojowym. Rzuty poziome i zdjęcia wykonane przez autora w miejscach
      niedostępnych zwiedzającemu Westerplatte znakomicie uzupełniają wizualizacje
      umożliwiając czytelnikowi "poruszanie się" po Składnicy w trakcie lektury książki.
      Publikacja opatrzona jest bardzo dokładnymi przypisami autora, których jest
      łącznie 2699! W przypisach autor umieścił często wyniki własnych badań, gdzie
      wielokrotnie podkreśla, że pojawiające się sprzeczności w różnych źródłach
      pozostawia do wyjaśnienia w przyszłości. Zastrzega, że być może ich
      rozwiązanie może się okazać już niemożliwe.
      Cennym uzupełnieniem jest kalendarium wydarzeń zaczynające się od 1919 r.,
      a kończące na 2009 r. Książkę zamyka bibliografia z wykazem źródeł, książek,
      planów i map, opracowań, tytułów prasowych, audycji radiowych, materiałów
      filmowych, instrukcji wojskowych, która obejmuje aż 19 stron.
      Książka jest dobrze skonstruowana, więc dobrze się z niej korzysta i czyta,
      miejscami jak fascynującą paradokumentalną opowieść. Podkreślić należy w tym
      miejscu bardzo wysoki poziom edytorski wydawnictwa. Jedynymi grzechami
      publikacji jest swobodna miejscami interpretacja faktów, a także
      przedstawienie przez autora opinii mogących powodować ostrą polemikę.

      Tak czy inaczej, praca Wójtowicza-Podhorskiego, zwłaszcza ze względu na
      swoją szczegółowość, ma niewątpliwie wyjątkowy charakter. Absolutnie
      predestynujący ją do miana bezprecedensowej na współczesnym rynku wydawniczym.
      Ze względu jednak na wielość komentarzy oraz wysuwanie przez autora, do czego
      ma prawo, wielu hipotez, jest to jednak pozycja skierowana do świadomego i
      wyrobionego czytelnika, który ma już własny osąd i porusza się samodzielnie
      oraz z własną wiedzą po wielu z zamieszczonych w niej kwestiach dotyczących
      Westerplatte.

      Bartosz Gondek, Marcin Tymiński


      Recenzja zamieszczona w: Militarny Magazyn Specjalny "Komandos" nr 6 (204)
      2010
    • Gość: Kielczanin Westerplate - sprostowanie IP: 195.47.246.* 02.08.10, 13:28
      Znalezione w necie w portalu "Do broni!":
      www.dobroni.pl/rekonstrukcje,westerplatte-sprostowanie,3142-----------
      Cenzura nadal działa. Mojemu sprostowaniu do ARTYKUŁU niejakiego dr Marszalca
      z Muzeum II w.ś. w Gdańsku (nieoficjalna strona www.muzeumIIws.pl),
      który ukazał się na łamach Gazety Wyborczej Trójmiasto, gdzie naruszone
      zostały moje dobra osobiste, wbrew prawu prasowemu odmówiono publikacji.
      Korzystam więc z łamów portalu 'Do broni'.
      Są różne recenzje. Obiektywne i pisane by zachęcić lub zniechęcić do danego
      dzieła. Są też recenzje pisane ze złości jak recenzja dr. Janusza Marszalca z
      Muzeum II Wojny Światowej opublikowana pod koniec października br. w Gazecie
      Wyborczej Trójmiasto, która jest niczym innym jak zbiorem wycieczek osobistych
      niegodnych naukowca.
      Czytając jego recenzję książki „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia”
      poczułem się w roli Janusza Roszki, autora publikacji ukazujących prawdę o
      obronie Westerplatte, brutalnie zaatakowanego w 1993 r. na łamach prasy przez
      dyżurnych dziennikarzy i historyków. Marszalec kłamliwie zarzuca mi m.in. nie
      korzystanie z publikacji historyków naukowo zajmujących się osobą
      Sucharskiego. Zwrócę tu uwagę, że osoby te które ma na myśli Marszalec o
      sprawie załamania Sucharskiego i wywieszeniu przez niego białej flagi 2
      września wiedzą od dawna, o czym świadczy ich korespondencja prowadzona z
      innymi historykami. Niemniej jednak nie jest to dla nich przeszkodą by
      publikować książki i artykuły z tezą iż Sucharski nie załamał się i miał prawo
      poddać Składnicę już po 12 godzinach, co jest oczywiście niezgodne z prawdą.
      Marszalec dużej wiedzy o Westerplatte i II w.ś. nie posiada, co jednak pozwala
      mu oceniać innych, a samemu popełniać tak kardynalne i akademickie błędy jak
      ten, gdy por. Grodeckiego opisuje jako „majora” w materiale związanym z
      wystawą na Westerplatte, czy też pisząc iż Wartownia Nr 1 to „jedyny zachowany
      obiekt Wojskowej Składnicy Tranzytowej”. Automatycznie podważa to rzetelność
      zawartych na wystawie informacji.
      Marszalec zarzuca mi, że opieram się na niewiarygodnych, niesprawdzonych
      relacjach „z drugiej ręki”. „Świadkami, którzy mogli być bezpośrednimi
      uczestnikami opisywanych przez siebie zdarzeń” nie są dla Marszalca np. chor.
      Gryczman, mat Rygielski i kilkudziesięciu innych westerplatczyków walczących
      na pierwszej linii obrony, których relacje i korespondencje wykorzystałem w
      książce publikując je jako pierwszy. Wielka w tym zasługa Jacka Żebrowskiego,
      wieloletniego badacza historii Westerplatte. Marszalec zbyt daleko uogólnia
      swoją krytykę mojego opisu postawy Sucharskiego opartej na relacjach
      bezpośrednich świadków wydarzeń celowo nie zauważając, że nie tworzę zbyt
      daleko idących uogólnień, a sprawy kontrowersyjne wymagające dalszych badań
      mają formę pytań lub hipotez, a nie kategorycznych twierdzeń. Marszalec stara
      się zdyskredytować moja książkę przedstawiając ją – widać tak mu wygodnie –
      jako traktującą jedynie o kontrowersjach wokół osoby Sucharskiego.
      Marszalec atakuje mnie także za to, że wybiórczo skorzystałem z relacji
      zawartych w zbiorze Z. Flisowskiego. Jest po raz kolejny w błędzie. To w
      książce „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” po raz pierwszy opisuję
      manipulacje związane z publikacją relacji obronców, gdy bez skrupułów wycinano
      czasem całe strony, albo nazwisko Dąbrowskiego zastępowano nazwiskiem
      Sucharskiego, tylko po to aby uwiarygodnić mit o rzekomej bohaterskiej
      postawie majora w czasie wszystkich 7 dni obrony. Po raz pierwszy relacje z
      książki Flisowskiego zostały zweryfikowane, zinterpretowane i wykorzystane.
      Także po raz pierwszy zostały zestawione materiały źródłowe polskie i
      niemieckie, dotychczas w książkach historyków skrzętnie pomijane jako
      niewygodne. Oczywiście wszystkie materiały z moich zbiorów, jak i
      Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej WST na Westerplatte są dostępne dla
      obiektywnych, rzetelnych i profesjonalnych historyków oraz badaczy. Ale
      dyżurni historycy z Muzeum II Wojny Światowej nie są tym zainteresowani. Co
      najwyżej przejęciem części lub nawet całości zbiorów Stowarzyszenia (mówię tu
      m.in. o zabytkowych armatach) czemu grzecznie dyrekcji muzeum odmówiłem. Stąd
      może ta frustracja i złość Marszalca oraz jego współpracowników? Marszalec
      woli traktować członków Stowarzyszenia jako zagrożenie i konkurencję, którą
      należy wszelkimi możliwymi środkami zwalczyć, a ich zbiory przejąć. Na razie
      efektem działań Muzeum jest mizerna wystawa na Westerplatte kosztująca
      miliony, a której efektem jest m.in. zniszczenie jedynego zachowanego
      przedpola polskiego stanowiska obronnego, czyli placówki „Fort”. Poza wszelkim
      komentarzem pozostawiam inne działania Muzeum, jak np. to, że jego dyrekcja
      odmówiła współpracy przy tablicy upamiętniającej M. Rejewskiego - jednego z
      trójki słynnych deszyfratorów 'Enigmy' tłumacząc to tym, że kolejna tablica (a
      są „aż” dwie w Polsce) byłaby deprecjacją osiągnięć i osoby słynnego matematyka...
      Mój adwersarz pomija skrzętnie fakt, że „Westerplatte 1939. Prawdziwa
      historia” nie jest publikacją o dowodzeniu obroną i kontrowersjami z tym
      związanymi o czym pisałem wyżej. Marszalec skupił się jedynie na tych
      fragmentach książki, które są wygodne dla poparcia jego tezy, iż książka jest
      napisana po to, by szkalować dobre imię Sucharskiego. Sprawa dowodzenia to
      jeden z wielu wątków książki, która przede wszystkim opisuje bohaterstwo
      polskich żołnierzy, a także po raz pierwszy sztukę wojenną i zasady
      prowadzenia walki na Westerplatte po stronie polskiej i niemieckiej w oparciu
      m.in. o przedwojenne regulaminy i instrukcje piechoty. Marszalec celowo pomija
      także załącznik „O krok od Termopil” ostatecznie obalający mit o rzekomych 12
      godzinach obrony, który to załącznik opiera się na materiałach pozostawionych
      przez mjr. Fabiszewskiego, będącego komendantem Składnicy w latach 1934-38.
      Fabiszewski w latach 60-tych XX w. poświęcił wiele lat swojego życia prowadząc
      badania i swojego rodzaju „prywatne śledztwo”, które miało m.in. wykazać
      dlaczego obrona Składnicy trwała tak krótko przy możliwościach dalszej
      skutecznej obrony.
      Marszalec nie wie, bo nie czytał dokładnie recenzowanej książki (skupiając się
      jedynie li tylko na jednym jedynym przypisie w książce...), że zdecydowana
      większość relacji obrońców Westerplatte, a także niemieckich żołnierzy, to
      relacje spisywane od 1945 r., a nie w latach 70-tych czy 80-tych XX w. I są to
      relacje, które były przygotowane pod kątem mającej powstać prawie 30 lat temu
      książki J. Żebrowskiego, o którego napisanie o prawdziwej historii obrony
      Składnicy poprosili sami obrońcy, z których większością był mocno
      zaprzyjaźniony, a którą to książkę ostatecznie na prośbę p. Żebrowskiego i
      motywowany przez prof. Wieczorkiewicza napisałem ja.
      Dla Marszalca niewygodny jest także fakt, że Naczelny Wódz wzywał obronę
      Oksywia i Westerplatte do wytrwania na posterunku co wiązało się z walką do
      ostatniego naboju lub ostatniego żołnierza. Wiedzieli o tym żołnierze w
      trakcie walki. Fakt niewygodny, więc pominięty w recenzji mojej pracy, jak i
      wiele ważnych szczegółów, które po raz pierwszy zostały opublikowane rzucając
      nowe światło na obraz obrony Składnicy.
      Marszalec zarzuca mi także kradzież materiałów ikonograficznych z archiwów
      państwowych! Jak widać nie może przeboleć faktu, że zbiory Stowarzyszenia
      pozyskiwane w antykwariatach, aukcjach internetowych i kolekcjonwerów za
      prywatne pieniądze jego członków i sponsorów są najprawdopodobniej największe
      w Polsce. Ponad 700 zdjęć w książce, większość archiwalnych, nigdy nie
      publikowanych, mapy, plany, wizualizacje 3D obiektów –
    • Gość: Al-Badr Recenzja w "Dzienniku Polskim" IP: 195.47.246.* 23.09.10, 15:47
      O Westerplatte inaczej

      Mariusz Wojtowicz-Podhorski sprawą obrony Westerplatte we wrześniu 1939 r. zajmuje się od wielu lat. Na własną rękę bada temat, poszukuje nowych źródeł, świadectw, pamiątek. Przeprowadza analizy i porównania, sprawdza wiarygodność relacji i opracowań. I to właśnie dzięki niemu (choć szlak przetarł wcześniej Mariusz Borowiak ze swoją książką "Westerplatte. W obronie prawdy") zbliżamy się do prawdy o siedmiodniowej obronie Polskiej Składnicy Tranzytowej w Gdańsku.
      Wszystko zaczęło się w 1980 r., gdy siedmioletni Wojtowicz-Podhorski odwiedził mauzoleum na Westerplatte. Jeden z żyjących jeszcze obrońców, Franciszek Bartoszak, pełniący wtedy funkcję przewodnika w wartowni nr 1, szepnął na ucho zafascynowanemu chłopcu: "Zapamiętaj, że to nie major Sucharski nami dowodził...". Tak rzucone ziarno zakiełkowało. Wojtowicz zainteresował się dziejami obrony, a im bardziej się w nie wgłębiał, tym więcej miał wątpliwości. Otóż z relacji części uczestników walk wynikało, że przez większą część czasu obroną Westerplatte dowodził nie mjr Henryk Sucharski, a jego zastępca kpt. Franciszek Dąbrowski. Świadkowie mówili o tym wprawdzie trochę półgębkiem, konspiracyjnie i z niejakim zażenowaniem, ale wystarczająco wyraźnie, by ich relacje traktować poważnie. Wojtowicz-Podhorski, który w międzyczasie rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Gdańskim, poszedł tym tropem i rozpoczął weryfikację oficjalnej historii obrony gdańskiego półwyspu.

      Uważna analiza dotychczasowych źródeł, a także dotarcie do nowych, niemieckich i polskich, pozwoliła na rekonstrukcję wydarzeń mocno odbiegającą od oficjalnej wersji obecnej w podręcznikach i opracowaniach od ponad czterdziestu lat. Otóż po druzgoczącym nalocie niemieckich sztukasów na polską placówkę, nalocie, który spowodował duże straty, mjr Sucharski doznał załamania nerwowego, polecił wywiesić na koszarach białą flagę i podjął decyzję o kapitulacji. Poddaniu się zapobiegła interwencja Dąbrowskiego i innych oficerów, którzy opanowali sytuację i nakazali kontynuowanie oporu. Załamany Sucharski, którego faktycznie (choć nie formalnie) pozbawiono dowództwa, przez kolejne pięć dni krążąc po koszarach namawiał żołnierzy do zaprzestania walki... Po kapitulacji wtajemniczeni w sprawę oficerowie (większość żołnierzy i podoficerów walczących poza koszarami nie miała pojęcia o tych wypadkach) zawarli gentelmen's agreement, że sprawa pozostanie w tajemnicy do końca wojny. Niestety, Sucharski, na którym spoczywał obowiązek ujawnienia prawdy i oddania sprawiedliwości Dąbrowskiemu, zmarł tuż po zakończeniu działań wojennych, w dodatku we Włoszech. Oficjalna wersja o jego bohaterskim dowodzeniu, utrwalona jeszcze przez popularną książeczkę Melchiora Wańkowicza, weszła do historii. Pierwsze próby jej weryfikacji uczestnicy obrony podjęli po odwilży 1956 r., ale bez powodzenia. Trzeba było czekać czterdzieści lat, by badacze dokonali jej weryfikacji.
      Taką właśnie weryfikacją jest monografia Mariusza Wojtowicza-Podhorskiego pt. "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia". Na prawie siedmiuset stronach autor, dzięki uporczywemu poszukiwaniu nowych źródeł, z zadziwiającą dokładnością odtworzył przebieg walk, wyjaśnił budzące wątpliwości epizody. Przedstawił też postaci, które w dotychczasowej historiografii Westerplatte pozostawały nieco w cieniu: kpt. Dąbrowskiego, lekarza kpt. Mieczysława Słabego, chor. Jana Gryczmana.
      Praca jest bogato udokumentowana, a towarzyszy jej prawie trzy tysiące przypisów, prawie siedemset często unikatowych fotografii i 28 map. Niektóre fotografie są wręcz kapitalne, jak choćby sceny z pokładu "Schleswiga Holsteina", prowadzącego ostrzał polskiej placówki, ponura mina dowódcy niemieckiej kompanii szturmowej, por. Schuga czy sceny po kapitulacji. Jakaż to odmiana pod czterech dyżurnych fotografiach z Westerplatte, publikowanych we wszystkich książkach o Składnicy i we wszystkich gazetach na kolejne rocznice Września!

      Mariusz Wojtowicz-Podhorski, Westerplatte 1939. Prawdziwa historia, Wydawnictwo AJ-Press, Gdańsk 2009

      PAWEŁ STACHNIK

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka