Dodaj do ulubionych

DONALD TUSK I ...PINOCHET

05.10.05, 16:01
Kilka lat temu p.Tusk wypowiedział się ciepło o dyktaturze Pinocheta.
Czy,od tamtej pory,D.Tusk zmienił zdanie na temat junty Pinocheta?
Może ktoś go wreszcie o to zapyta? I to przed wyborami.
Obserwuj wątek
    • epistola Re: DONALD TUSK I ...PINOCHET 05.10.05, 16:27
      oui.
      • bubblegumnaprezydenta Re: DONALD TUSK I ...PINOCHET 06.10.05, 13:27
        koncert exploited? a co z u.k.subs?
    • Gość: jb Spam - na wszystkich forach n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 19:39
    • danwar1 Re: DONALD TUSK I ...PINOCHET 06.10.05, 22:55
      a oto co myśli o polskosci:

      Korzystając z okazji, aby ostatecznie wyjaśnić wszystkim naszym Czytelnikom ten
      temat, przytaczamy w całości tekst autorstwa Donalda Tuska z
      miesięcznika "Znak" z 1987 r., nr 11-12 (odpowiedź na ankietę), który stał się
      obecnie wyjątkowo niewygodny zarówno dla samego autora, jak i jego zwolenników.

      Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu
      pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i
      marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie
      miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?
      Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia,
      wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z
      polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr
      niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
      Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną
      uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje
      u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie
      co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty
      dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i
      każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic
      polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią
      kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko
      koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my
      walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy
      nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza,
      stajemy się normalniejsi.
      Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem,
      planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem
      niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą - [----
      ] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6
      (DzU nr 20 poz. 99, zm.: 1983 DzU nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie
      z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do
      ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od
      Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i
      biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu.
      Sama jest mitem.
      Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by
      było inaczej. "Czym jest nasze życie? - pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach
      piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). - Nawijaniem na kawałek
      tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam
      szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego
      przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego - do opowiadań, prawie do
      legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez
      dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem
      pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z
      przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami,
      bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują
      przedmioty? To nie jest życie - to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w
      charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem
      mamy być mrówkami?..."
      Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim
      trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem,
      emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez
      historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w
      przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem.
      Wtedy sądzę - tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od
      uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym
      świadomym wyborem.
      Donald Tusk 1987

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka