igebski1
30.10.05, 18:35
Byłem na pogrzebie Tadeusza Duffka. Kim był „Duffo” - wiedzą nie tylko kibice
Lechii Gdańsk, ale także byli członkowie Federacji Młodzieży Walczącej. W
tych środowiskach cieszył się on bowiem niekłamanym szacunkiem i uznaniem. Ja
nie miałem okazji poznać go osobiście, choć widywałem go nieraz z daleka,
podobnie jak jego ojca, pod kościołem św. Brygidy.
W ostatniej drodze, oprócz licznej rzeszy kibiców, Duffkowi towarzyszył m.in.
Paweł Adamowicz i Maciej Płażyński. Uroczystości pogrzebowej przewodził
ksiądz Jankowski, który z rodziną Duffków jest szczególnie związany.
Niestety, prałatowi nie sprzyjało dziś szczęście, gdyż zgubił na cmentarzu -
jak to określił: „rodowy pierścień z dwoma orłami”.
W Internecie (również na tym forum), w przeciwieństwie do żegnających Duffka
na cmentarzu, nie wszyscy wypowiadają się o nim pochlebnie. Nie brak takich,
którzy wytykają mu dawne problemy z prawem.
Cóż, ja nie znam życiorysu tego człowieka, więc nie zajmę żadnego
stanowiska. Myślę wszakże, że nikt nie jest do końca ideałem, tak samo, jak
nikt nie jest wyłącznie zły. Dlatego przesadą jest nadmierne gloryfikowanie
kogoś po śmierci, zaś nietaktem wypominanie mu dawnych i często
odpokutowanych już grzechów. Gdyby jednak wszyscy byli obiektywni, to
mielibyśmy raj na ziemi.