Dodaj do ulubionych

Orisso, to już sobie nie pojeździsz ;-))))))))

02.06.03, 10:24
Dzięki za list. Żadna to dla mnie strata. Ale się wynudziłem w tej Twojej
kafejce, opanowanej przez róznej maści volksdeutchów i oportunistów.
Z pewnością towarzysto wzajemnej adoracji najlepiej czuje się we własnym
gronie, więc nie będę juz przeszkadzał
Głębokie wyrazy ubolewania z powodu tak licznych.
Życzliwa Ci Inguna
Obserwuj wątek
    • orissa inguna1 jesteś tylko żalosny 02.06.03, 10:44

      • lucy_z Re: inguna1 jesteś tylko żalosny 02.06.03, 10:54
        Nawet o tym nie wiedziałam a teraz po tym wpisie Inguno, po tym tytule, z
        przykrością to stwierdzam, ale była to chyba dobra decyzja...

    • jarohu Re: Orisso, to już sobie nie pojeździsz ;-))))))) 02.06.03, 11:06
      Powiem wręcz - Twoja satysfakcja wydaje się podejrzana !!!
    • inguna1 Ależ moi drodzy... 02.06.03, 11:20
      Nie ma z mojej strony mowy o jakiejkolwiek satysfakcji z czyjegoś nieszczęścia.
      Jesteście już tak zakłamani w tej waszej rzygaczowej kafejce, iż nawet nie
      jesteście w stanie właściwie zinterpretować słów przyzwoitego człowieka.
      Owszem, mogę się z Orisską nie zgadzać, a nawet nie darzyć jej zbytnią sympatią
      (bo próbowała mnie pouczać, co mam pisać i jak myśleć – co właściwe nie jest
      dziwne, bo to po prostu norma u Was), ale to wcale nie oznacza, iż życzę jej
      jakiegoś nieszczęścia.
      Orisso, trzymaj się. Chciałem Cię tylko trochę rozśmieszyć. Nie żyw do mnie
      urazy.
      Iguna1
      • jochi Re: Ależ moi drodzy... 02.06.03, 11:33
        Alez moj drogi...
        trzeba miec choc troche kultury osobistej, zeby wiedziec kiedy i co mozna
        powiedziec/napisac - tytul nadany temu topicowi przez Ciebie, byl nedzna
        prowokacja, o zabrawieniu emocjonalnym sam doskonale wiesz jakim.

        Zycze nieustajaco dobrego samopoczucia.

        Joaska
      • orissa Re: Ależ moi drodzy... 02.06.03, 11:34
        inguna1 napisał:

        > Owszem, mogę się z Orisską nie zgadzać, a nawet nie darzyć jej zbytnią
        sympatią
        >
        > (bo próbowała mnie pouczać, co mam pisać i jak myśleć – co właściwe nie j
        > est
        > dziwne, bo to po prostu norma u Was), ale to wcale nie oznacza, iż życzę jej
        > jakiegoś nieszczęścia.

        Nie przekręcaj ani moich słow ani moich intencji. Zresztą nie ma sensu
        dyskutować, Twoje poglądy i opinie na temat innych forumowiczów poznaliśmy już
        dawno.

        > Orisso, trzymaj się. Chciałem Cię tylko trochę rozśmieszyć. Nie żyw do mnie
        > urazy.

        Udało Ci się mnie rozśmieszyć, naprawdę. Chociaż z głpuoty nie powinno się
        śmiać, nie mogłam jednak się powstrzymać wobec tak ewidentnego udowadniania
        innym na każdym kroku swojego kiepskiej jakości stanu psychicznego.

        EOT
      • inguna1 Inguna jest głupia, ale nie aż tak! 02.06.03, 12:01
        Ależ ja doskonale zrozumiałem Twoje intencje, droga Orisso. Nie bawmy się w
        ciuciubabkę. Sądzę, że w ramach tej mojej „kiepskiej jakości stanu
        psychicznego” nie mieści się akurat brak przenikliwości. „Bujać to my, a nie
        nas”.
        Widzisz, jednak to Ty się myliłaś (nikt nigdy nie będzie mnie cenzurował, ani
        wywierał presji na to, co mam pisać, co mam myśleć!).
        Ale nie będę Cię już dziś rozdrażniał. I tak nie masz zbyt wielu powodów, by
        mieć dobry nastrój, więc pozostawiam Cię w spokoju. Cieszę się, że mogłem choć
        taką drobnostką jak moja głupota, choć na chwilkę, wywołać uśmiech na Twoich
        ustach. Uszy do góry, Orissko!
        Życzliwa Ci, choć bezgranicznie głupia Ingunka


        ps. Do jochi
        Kochanieńki, jaka prowokacja???
        Kiedyś w grudniu 1980 r. miało się odbyć w stołówce jakiegoś zakładu zebranie
        członków NSZZ „Solidarność”. Nagle do pomieszczenia wkroczył oddział ZOMO. Ktoś
        od razu zaczął krzyczeć: „ uważajcie, to prowokacja! Prowokacja!!!”. A chłopaki
        tylko poustawiali krzesełka i grzecznie wyszli. Uważajmy więc z tym
        słowem „prowokacja”.
        ;-)))))))))))))))))
        • jochi Re: Inguna jest głupia, ale nie aż tak! 02.06.03, 14:00
          inguna1 napisał:

          > ps. Do jochi
          > Kochanieńki, jaka prowokacja???
          > Kiedyś w grudniu 1980 r. miało się odbyć w stołówce jakiegoś zakładu zebranie
          > członków NSZZ „Solidarność”. Nagle do pomieszczenia wkroczył oddzia
          > ł ZOMO. Ktoś
          > od razu zaczął krzyczeć: „ uważajcie, to prowokacja! Prowokacja!!!”
          > . A chłopaki
          > tylko poustawiali krzesełka i grzecznie wyszli. Uważajmy więc z tym
          > słowem „prowokacja”.
          > ;-)))))))))))))))))

          Jesli juz to "kochanienka". Jednak znosilam owo slowko tylko od mojej sp.
          Babci; spod Twoich palcow brzmi ono dosc protekcjonalnie i mnie osobiscie sie
          nie podoba, wiec byloby mi niezwykle milo gdybys je sobie i mi na przyszlosc
          darowal.

          "Prowokacja z lac. provocatio – wywolanie, pobudzenie do czegos" - nie powiesz
          mi chyba kochanienki, ze piszesz sobie a muzom :) Nie wszyscy Twoi adwersarze
          mocza nogi w brodziku intelektualnym, niektorzy radza sobie zupelnie dobrze na
          glebokich wodach.

          Pozdrawiam.
          • inguna1 Re: Inguna jest głupia, ale nie aż tak! 02.06.03, 14:34
            Dobrze, dobrze, moja „adwersarzowa” muzo...
            skoro jesteś taka intelektualista w rodzaju dziewczyny w klimacie „kawa i dym”
            a la T.LOVE i nurzasz się aż po sam czubek Twojego, bez wątpienia, przeuroczego
            noska w głębinach intelektualnego oceanu, to powiedz mi, skąd zaczerpnąłem tę
            historyjkę o ZOMOwcach. Hę...?.
            • jochi Re: Inguna jest głupia, ale nie aż tak! 02.06.03, 15:26
              He... nie wiem niestety wszystkiego :) moze Gajdzinski?

              A propos palacej okularnicy, wielbicielki Dostojewskiego - niestety 3 pudla,
              moj drogi.
              Tak wiec wynik rozgrywki 3:1 dla mnie :)
              • inguna1 Zgaduj zgadula 03.06.03, 08:37
                No nie, nie Gajdziński :-))

                Ależ Muzo, czemu to sobie aż 3 punkty przyznałaś? Niech i tak będzie.
                Dam Ci jednak jeszcze jedną szansę, bo gdy dżentelmen widzi, jak niewiasta
                tonie (nawet w brodziku), to jeśli sam nie skoczy na pomoc (bo mu np. szkoda
                eleganckich butów), to przynajmniej rzuci jej koło ratunkowe lub ewentualnie
                klucz (aby odkręciła korek na dnie brodziku i wypuściła wodę).
                Są co najmniej cztery alternatywny, a wśród nich jedna moja podpowiedź jest na
                pewno prawdziwa. Masz jeszcze możliwość zdobyć kolejny punkt i pogrążyć mnie w
                oceanie rozpaczy intelektualnej lub dać mi satysfakcję, jeżeli zgadniesz czy::
                - ja sam zmyśliłem tę historyjkę,
                - zaczerpnąłem ją z jakiegoś źródła (np. filmu, książki), którego ty akurat nie
                znasz i w żaden sposób nie jesteś w stanie odgadnąć,
                - ktoś życzliwy pomoże Ci (może Twoi rzygaczowi towarzysze broni, którzy są
                nieruchliwi jak ślimaki winniczki, ale skorzy do wyższych uczuć – jak sami o
                sobie mniemają),
                - zrezygnujesz zniechęcona, bo stwierdzisz, iż nie dasz rady sobie przypomnieć,
                choć coś Ci świta w głowie.
                • jochi Re: Zgaduj zgadula 03.06.03, 11:09
                  3 punkty, ponieważ 3 razy nie trafiłeś – cała piosenka jest generalnie
                  nietrafiona jeśli chodzi o przypisanie jej mojej skromnej osobie; jednak
                  okazując resztki wyższych uczuć (nauczono mnie, żeby nie pogrążać człowieka od
                  razu) przyznałam sobie wspaniałomyślnie po jednym punkcie za następujące fakty:

                  - nie jestem okularnicą
                  - nie palę
                  - nie przepadam za twórczością Dostojewskiego

                  Poza tym, nie identyfikuję się z „rzygaczowymi towarzyszami broni”
                  (przynajmniej na tę chwilę, są mi tak samo obcy jak Ty) a własny toporek
                  zakopałam jakiś czas temu i musiałabym najpierw oddać go do czyszczenia ;)
                  Nie martw się o mnie panie Mądralo, nie tonę – zachowaj koło dla kogoś, kto
                  będzie go bardziej potrzebował. Nie mam w zwyczaju poddawania się, bez podjęcia
                  chociażby mizernej w skutkach próby.
                  Doceniam chęć pomocy. Wajda?
                  • inguna1 Bareja 03.06.03, 13:26
                    To tekst towarzysza Winnickiego wygłoszony w fimie "Alternatywy 4".
                    Rzuciłem Ci klucz (przeanalizuj mój powyższy tekst), ale widzę że zamiast Ci
                    pomóc, spadł Ci prosto na głowę i nabił guza. Przepraszam. Miałem dobre chęci.
                    A topora głęboko nie chowaj, bo zostaniesz starą nudziarKą (choć i bez
                    okularów, ale i tak nudziarą).
                    Machaj nim na lewo i na prawo, a ja będę Cię skrycie podziwiał i bił Ci głośno
                    brawo, gdy dosiegniesz jego ostrzem któregoś z nudziarzy. Może nawet zaszczycę
                    Cię taką przyjaźnią, jaką hrabia Ponimirski zaszczycił Nikodema D.
                    • jochi Re: Bareja 03.06.03, 14:11
                      Nie oglądałam LOL, coż kolejny raz wychodzą na światło dzienne moje braki
                      dotyczące polskich seriali. 3:2

                      A poza tym: cicho, Brutus! Tak sobie, bo to nie ma żadnego sensu ;)
    • knovak Re: Orisso, to już sobie nie pojeździsz ;-))))))) 02.06.03, 19:56
      inguna1 napisał:

      > Dzięki za list. Żadna to dla mnie strata. Ale się wynudziłem w tej Twojej
      > kafejce, opanowanej przez róznej maści volksdeutchów i oportunistów.
      > Z pewnością towarzysto wzajemnej adoracji najlepiej czuje się we własnym
      > gronie, więc nie będę juz przeszkadzał
      > Głębokie wyrazy ubolewania z powodu tak licznych.
      > Życzliwa Ci Inguna

      Żałosny frustracie, klepiący bez sensu po klawiaturze, może zanim coś
      chlapniesz, wziąłbyś jakiś młotek i stuknął się centralnie w czółko? Choć to
      zapewne i tak niewiele pomoże...
      Te inwektywy wobec ludzi, których nawet nie znasz, świadczą nie o nich tylko o
      tobie. Są rzeczy, do których trzeba dorosnąć - ale u ciebie to sie raczej nie
      udało. Nawet w piaskownicy jak jakiś gnojek pluje na kolegów, sypie piaskiem
      dziewczynom w oczy i sika, to go reszta wywala z podwórka.
      Bez pozdrowień.
      • inguna1 Re: Orisso, to już sobie nie pojeździsz ;-))))))) 03.06.03, 08:00
        Sam zrezygnowałem, bo z premedytają doprowadziłem do eskalacji napięcia. Kto
        nie wierzy, niech łaskawie poprosi Orisskę, by ta udostępniła mu
        moją "korespondencję" z nią.
        Gdyby mi zależało, gdybym mi to nie obmierzło, to dalej „produkowałbym się” w
        tej żałosnej kafejce. Ale po prostu nie warto, po prostu nie chce mi się.
        Zagadka:
        Największą ich przywarą jest nuda, wszechogarniająca nuda, której cierpkiego
        smaku, nie są wstanie osłodzić nawet wzajemne przejawy fałszywej życzliwości,
        rzucane lekką ręką siermiężne komplementy czy czcze wyrazy sztucznego
        współczucia, podszyte watoliną.
        Ci spośród nich, którzy w ogóle myślą, myślą jak muchy uwięzienie w pajęczej
        sieci, jak szare myszki złapane w pułapkę własnych konwenansów, jak pływające w
        tłustej zupie prozaiczności oczka powietrza.
        Śmieszni... wymyślają fałszywe dylematy, odkrywają Amerykę, wywarzają otwarte
        drzwi, no i (najważniejsze!) testują swoją tolerancję testami tak banalnymi,
        tak bezpłciowymi, tak bezbarwnymi i tak nudnymi jak ich wszystkie dialogi i
        monologi. Byleby się tylko nie wychylić i nikomu nie narazić, bo
        będzie „łycho”.
        A niektórzy z nich do tego, kto choć na chwilę potrafił rozproszy tę ich
        beznadziejną nudę, choćby i był ich starym zaprzysięgłym adwersarzem, który bez
        pardonu „wiesza i wieszał psy na całym „towarzystwie” i demaskował całe jego
        zakłamanie, od razu gotowi są otwarcie wdzięczyć się i wyrażać mu serdeczne
        podziękowania.
        Jakie to smutne, a zwłaszcza jakie to żałosne, że i w pozostałych wzbudza on
        nić sympatii. Ale INGUNA tę nić zwija w kłębek, bawi się nim jak znudzony kotek
        nową zabaweczką, a potem bez „krempacji” wyrzuca na śmietnik.
        • jochi Zagadka 03.06.03, 09:02
          Wyraźnie zadowolony z głoszonych przez siebie banałów dla unurzanej w nudzie
          gawiedzi, wywołujących u widzów ataki ziewania oraz nerwowy, wręcz histeryczny
          chichot, nawijał kolejny motek, zastanawiając się czy kiedykolwiek rozplącze
          ten węzeł gordyjski.
          - Jasna cholera, znów nie po mojej myśli – mruknął pod nosem. - Nudzi mnie
          otaczający świat, nudzą mnie ludzie... Zewsząd wyziera wszechogarniająca nuda.
          Nawet jeśli odpowiadają mi poglądy reprezentowane przez ogół społeczeństwa, to
          ja się do tego nie przyznam. Wolę swoją nudę, swój pseudo twórczy ferment
          (sic!) zamknięty w groteskową, przesyconą absurdem i ironią formę...
          • inguna1 Re: Zagadka 03.06.03, 09:30
            Wyrwał mnie ze wszechogarniającej nudy histeryczny śmiech dogorywającej z nudów
            nudy, którą na chwilkę rozśmieszył jej własny wypadek, gdy nieprzytomna idąc w
            nieokreślonym kierunku, bez celu i bez sensu, potknęła się o własne niezgrabne
            nogi i nabiła sobie guza olbrzymiego jak Himalaje.

            - Jasna cholera, nudzi mnie już ta nuda - narzekała nuda rozcierając sobie
            obolałe czoło – dobrze, że choć od czasu do czasu dostanę po głowie, ktoś
            natrze mi uszu lub choć jak dziś potknę się i nabije sama sobie guza. Zawsze to
            jakieś urozmaicenie.

            Wstała leniwie, otrzepała się niedbale, ziewnęła ze 4 razy (dla pewności, ze
            jest nadal sobą i że przynudza jak zwykle) i poszła dalej nie wiedząc po co i
            dlaczego, tak sobie rozmyślając:

            „nawet jeśli nie odpowiadają mi poglądy ogółu społeczeństwa, to ja się do nich
            dostosuję, bo jestem przecież nudą: banalną, prozaiczną, nudziarską. Ach, jak
            to byłoby pięknie, gdybym ja była taką groteskową, ironiczną lub absurdalna
            nudą. No trudno, ... w końcu nie codziennie może być święto, nie codziennie
            mogę potykać się o własne nogi i nabijać sobie guza”.
            • jochi Re: Zagadka 03.06.03, 10:20
              - Jasna cholera! trzeba cos przyłożyć do tego guza. – powiedziała półgębkiem,
              nie wiadomo do kogo, przechodząc obok poobklejanego plakatami słupa.
              Jeden z nich przyciągnął jej uwagę. Z niepozornego, niewielkiego plakatu
              formatu C-5 bił w oczy napis: „ Precz z nuda!” Początkowo pomyślała, ze to
              najnowszy pomysł „wlepkarzy”. – Oho, zmienili format na większy – roześmiała
              się tak głośno, że stojący nieopodal ludzie obejrzeli się i sami zaczęli się
              śmiać. Wyglądała wyjątkowo nieporadnie. Wielki guz na czole, odrapany nos,
              dziura w nowych spodniach, obraz nędzy i rozpaczy, a ją to najwyraźniej bawiło.
              Zaciekawiona podeszła bliżej słupa, zauważając na dole kartki 2 linijki tekstu
              milimetrową czcionką. Zapomniała o bolącym czole, zbliżyła swój wścibski nos do
              plakatu i próbowała odczytać te dwa wersy.
              „Z powodu zatrzaśnięcia przede mną podwojów „Cafe Trojmiasto” przenosi
              się „Inguna Show” na teren przyległy. Zapraszam serdecznie zainteresowanych i
              całą resztę - codziennie, 25 godzin na dobę.”
              - Fiuuuuu... – gwizdnąła. O cholera! mówiła mi babcia tyle razy, że dziewczynie
              nie wypada gwizdać..., kląć zresztą też - zaśmiała się jak zawsze, kiedy robiła
              coś „pod prąd”. 25 godzin na dobę? Dowcipniś się znalazł. Obróciła się na
              pięcie i z daną sobie solenną obietnicą, że przyjdzie obejrzeć ten performance,
              pobiegła do pracy.
              • inguna1 Re: Zagadka 03.06.03, 12:21
                Kiedy się potykała, nałykała się więcej świeżego powietrza niż zając hasający
                swobodnie na łące w ciągu całego swojego życia. To było dla niej nowe
                doświadczenie, że prawie zapomniała już o bólu czachy. Naćpała się tym świeżym
                powietrzem jak faszerowana gęś farszu i nawet sobie ubzdurała, iż może także
                pływać tak głęboko jak foki w cyrku obłąkańców.
                Pobiegła cała w skowronkach do pracy mniej ochoczo niż zwykle, bo nie miała
                dziś ochoty przynudzać. Guz na jej czole zrobił się siniutki jak opad
                pośmiertny u Araba mrożonego w zepsutej lodówce przez zgoła tydzień czasu.
                Ale nie byłaby kobietą, gdyby nie pomyślała o swoim wyglądzie. Z podniecenia
                zapomniała biedaczka, zabrać pudełko z wazeliną na posmarowanie. Zarzuciła
                więc kołtuna na guza, potrząsała silnie głową jak oburzony koń, by przyprószyć
                go łupieżowym pudrem. Tak wytstrojona usiadła przez komputerem. Uśmiechała się
                sama do siebie, aż marszczył jej się uroczy nosek, bo wiedziała że czeka ją nie
                lada gratka.
                Perspektywa idiotyczno-komicznych pokazów w obłąkańczym cyrku „Inguna Show”
                sprawiała, że przyspieszył jej puls.
                Z programu wyczytanego na słupie wiedział, że czeka ją wiele atrakcji: złote
                myśli padające z dachu jak kolorowe konfetti; zgrabne frazy, na których
                gimnastykowały umysły wynajęte muzy; korowód wesołych klaunów tańczących
                szalony taniec, stary ale jary słoń na wariackich papierach grający na
                wyimaginowanej wiolonczeli wariackie goldbergowskie, konkurs absurdalnych
                skeczów, pokazy połykaczy wszystkich rozumów.
                Dla niej przyzwyczajonej do wszechogarniającego marazmu, było to coś
                niesamowitego. Chciałaby się przyłączyć do tej trupy, chociaż zostać spikerką
                lub nawet foczą garderobianą. Ale wiedziała, iż nie da rady na dłużej porzucić
                swoich dobroczyńców, bo tylko wśród nich czuła się bezpieczna i tak naprawdę
                szczęśliwa. Czasem już ją mierzili, ale potem znów za nimi tęskniła jak
                zmęczona lotem mucha za spokojną sjestą na świeżej kupce.
                Czuła to ta„tymczasowa” emigrantka z Cafe Nuda, że prędzej czy później powróci
                na ich łono jako córka marnotrawna, a zgryźliwa gospodyni Ozyrysa, która zawsze
                kurczowo trzyma klucze i pilnuje, by drzwi zawsze była szczelnie zamknięte,
                aby - nie daj Boże - nie wleciał tam nawet najmniejszy podmuch świeżego
                powietrza, przyjmie ją z otwartymi rękoma i powita jak domownika.
                Ożywcze powietrze działało na Nudę jak narkotyk. Pobudzało ją, ale też
                stopniowo zatruwało i zabijało. Rozumiała to rozsądna Ozyrysa i nie chciała
                dopuścić do plajty swojej gospody, więc skrzętnie pilnowała czystości i
                wymiatała każdą kruszynkę niezależnej myśli, by nic nie drażniło jej
                nudnych, „bezkręgosłupowych” gości, by nic nie odstraszało stałych domowników,
                a zwłaszcza Nudy.
                • jochi Re: Zagadka 03.06.03, 14:17
                  Punktualnie o 7.45 włączyła komputer.
                  – No nie! co za baran wyłączał to diabelne ustrojstwo! Mówiłam tysiące razy:
                  Trzymać się z daleka od mojego sprzętu!!! – wrzasnęła na współpracowników. - A
                  teraz won, muszę sprawdzić co dzieje się na świecie, zajrzeć w ulubione
                  miejsca i koniecznie przeczytać kolejną część, rodzonych w pocie czoła,
                  wynurzeń jednego takiego, który przykleja innym karteczki z szybkością
                  błyskawicy. Wyobraziła go sobie jako kocura wyposażonego w zawadiackie wąsy
                  kawalerzysty, olbrzymiego jak wieprz, czarnego jak sadza, z charakterystycznym
                  uśmiechem kota z Cheshire, trzymającego w jednej łapie kieliszek wódki, a w
                  drugiej widelec z nadzianym nań marynowanym grzybem. Oblizywał się obleśnie na
                  samo wspomnienie dobrze spełnionej misji, zrzucenia kilku pcheł na nowa osobę,
                  tudzież tak głośnego miałknięcia, że przyprawiało co wrażliwszych o kołatanie
                  serca.
                  – Palant... - przebiegło jej przez myśl, a poza tym neurastenik. Przesiaduje
                  całymi dniami w sieci i pisuje paszkwile, ale ma zdrowy instynkt i zna się na
                  polskich serialach!
                  Kot wygiął grzbiet i wsunął łepek pod jej rękę. – Tylko spróbuj mnie pogłaskać –
                  odezwał się jakby od niechcenia – ja ci dam popalić Muzo, nie wiesz z kim
                  zadarłaś.
                  – Phi... parsknęła odrzucając kołtun z czoła, gadający kot, też mi novum.
                  Nawiasem mówiąc, jeszcześ mi nie obrzydł.

                  Zagadki bardzo łatwe:
                  1: Opis kota to nawiązanie do trzech książek. Jakich?
                  • inguna1 Re: Zagadka 03.06.03, 14:52
                    Sądzę, iż ten opis nawiązuje do:
                    1)„Alicji w krainie czarów” C. Lewis,
                    2)„Kota w butach” braci Grimm lub/i „Kota w butach” Perrault’a.
                    3)„Mistrza i Małgorzaty” Bułchakowa (oczywiście chodzi o Behemota),

                    Zgadłem ?????

                    ps. A na c.d. historyjki o pani Nudzie zapraszam jutro, bo dziś jestem
                    zapracowany jak stary kot drzemiący na przypiecku.
                    • jochi Re: Zagadka 03.06.03, 15:19
                      1 i 3 trafione, na upartego drugie również - proste zadanie

                      Chodziło mi jeszcze o "Powieść teatralną" Bułhakowa (ten motyw z kotem z
                      neurastenią)

                      3:3

                      parafrazując rozmowe Nikodema D. z Ponimirskim
                      - Czy pan wie, że jemu zabronili wstępu do kawiarni?
                      - Ale dlaczego?
                      - Dlatego, że jest niewygodny, że jego wielkopańskie maniery rażą szefostwo
                      (w tle ujadanie ratlerka) ;)
                      • inguna1 4:2 dla mnie 03.06.03, 15:34
                        Też pomyślałem o „Powieści teatralnej” Bułhakowa ze względu na tę neurastenię,
                        ale opis cech fizycznych samego kota mi zupełnie nie pasował.

                        „Kot, którego niegdyś znalazłem w bramie i przygarnąłem, cicho zamiauczał.
                        Zwierzę zaniepokoiło się. Po chwili siedziało już na gazetach zaniepokoiło się.
                        Po chwili siedziało już na gazetach i patrzyło na mnie okrągłymi oczami,
                        zapytując: co się stało? Popielatemu, chudemu zwierzęciu zależało na tym, żeby
                        nic się nie stało. I rzeczywiście, któż by wówczas żywił starego kota.
                        - To atak neurastenii - wytłumaczyłem kotu - zalęgła się we mnie, będzie się
                        rozwijała i w końcu mnie pożre. Ale na razie jeszcze można wytrzymać”

                        Popielaty, chudy, wynędzniały kotek mało przypomina wieprza o czarnej jak
                        diabeł sierści. Czyż nie?
                        4:2 dla mnie!
                        • jochi Re: 4:2 dla mnie 03.06.03, 17:08
                          Moj drogi Behemocie,

                          będzie któtko, ponieważ Wiesel właśnie usiłuje zjeść klawiaturę.
                          Nie wiem jak z 3:3 zrobiło się nagle 4:2, ale jeśli ów wynik ma wpływ na Twoje
                          samopoczucie, jestem skonna go uznać. Zawdzięczasz ów gest mojemu zwierzakowi,
                          a raczej jego upodobaniu do chodzenia specyficznymi ścieżkami i obgryzaniu
                          klawiatury.

                          Gdybyś raczył poświęcić problemowi więcej niż 15 sekund (tyle zajmuje mi
                          przynajmniej znalezienie odpowiedniego cytatu - gratulacje) doszedłbyś do
                          wniosku, że postać, o której pisałam, jest kompilacja różnych opisów - tak więc
                          wszystkie części układanki pasują do siebie.

                          A teraz wytrzyj pozłocone wąsy, chlupnij setke spirytusu i przygotuj nowe
                          wycieczki personalne ;)
                          • inguna1 kocurek 04.06.03, 09:50
                            Nuda chciała się pobawić w „kotka i myszkę” z kocurkiem. Ale niestety pod ręka
                            była tylko zwykła myszka. Kot był tak daleko: nieosiągalny, tajemniczy,
                            inspirujący, pociągający. Wysiliła więc całe pokłady swojej wyobraźni, by w
                            dłoniach, zamiast plastiku, poczuć szorstkość jego długiej sierści. W
                            zamyśleniu przesuwała palec wskazujący po kabelku bezwiednie wyobrażając sobie,
                            iż pieści jego ogromniaste, czarne wąsiska przypominające te, jakie nosili
                            dżentelmeni w Ameryce Łacińskiej.
                            A kot ukryty po drugiej stronie magicznego lustra przeniknął jej myśli i
                            uśmiechał się do siebie, potem do myśli Nudy i znów do własnych myśli. Na jego
                            obliczu pojawiał się na przemian grymas złośliwości i cień melancholii. W
                            dużych zielonych kocich oczach tańczyły ogniki ironii, to znowu odbijała się
                            życzliwość, bo w gruncie rzeczy kocur miał poczciwą duszę. Jego naturalny
                            instynkt drapieżnika walczył z niezrozumiałą u kotów skłonnością do
                            sentymentalizmu. Z jednej strony korciło go, by dać upust swoim ciągotom
                            sardonicznym i „pokazać przemądrzałej Muzie, gdzie raki zimują”, z drugiej
                            strony odczuwał chęć, by bezwolnie ulec jej pieszczotom. Momentami zamiast nudy
                            ze sklejonym kołtunem widział w swojej wyobraźni piękność w rodzaju Remedios
                            (prawdziwie remedium na nudę), a sam czuł się jak wierny kochanek, który
                            wierzył, iż całe życie może cierpliwie czekając na swoją miłość i że w końcu
                            zostanie nagrodzony przez los. Czekał na swoją niekończącą się podróż parowcem
                            po rzece. Już powziął zamiar pisaniem lirycznej poezji miłosnej (za przykładem
                            cierpliwego kochanka), zamiast wrednych paszkwili. Już gotów był ulec temu
                            mirażowi, ale...

                            ps.
                            Do jakich 2 książek nawiązuje stan kociego ducha?

                            Dobra, niech będzie 3:3 (nie będę małoduszny)
                            • jochi Re: kocurek 05.06.03, 08:50
                              Wybacz Behemocie, ze z takim poslizgiem i bez dalszej czesci, ale niestety
                              sprawy naukowe (dzis obrona pracy) nie pozwalaja mi na wyglupy - nadrobie po
                              obronie.

                              Pobawilam sie w nadinterpretacje "Kocurka" i w zwiazku z tym typuje:
                              1. Cierpienia mlodego Wertera (Goethe)
                              2. Romeo i Julia (Shakespeare)
                              3. Bilet na loterie (Verne)
                              4. Ariel (Plath)
                              5. Ksiega istot zmyslonych (Borges)

                              wiem, wiem - mialy byc dwie, ale przy tak "dokladnych" wskazowkach, moze to byc
                              nawiazanie do wszystkich powyzszych :)
                              • inguna1 To powodzenia na obronie 05.06.03, 09:46
                                To życzę Ci powodzenia na obronie. Tylko nie zanudź komisji egzaminacyjnej.
                                Mogę częściowo uznać Twoją odpowiedź (przez wzgląd na tego „Romea i Julię” –
                                kocurek się wzruszył)
                                Ale przyznaję tylko jeden punkt za tzw. dobre chęci i na tzw. zachętę.
                                Chodziło mi o 2 książki G. M. Marquez’a: „Sto lat samotności” (piękna Remedios -
                                to była moja kierunkowa podpowiedź, a nastrój kocurkowego rozdartego ducha
                                chyba najlepiej oddaje w tej powieści Amaranta) oraz zwłaszcza „Miłość w
                                czasach zarazy” (postać Florentino Arizy).
                                Jeśli nie czytałaś tych pozycji, to polecam Ci zwłaszcza tę drugą, bo pierwsza,
                                choć jest uznawana za najwybitniejsze dziełko Marqueza, moim zdaniem trochę
                                przynudza. No, ale może Ty akurat wolisz takie nudniejsze i przynudzające.
                                Jeszcze raz powodzenia na obronie.
                                Wynik 4:4
                                • jochi Re: To powodzenia na obronie 05.06.03, 10:09
                                  Nuda ma na drugie imie Przekora - oczywiscie, ze czytalam. Tylko nie mow mi
                                  prosze, ze Remedios to Twoja ulubiona postac literacka. Zmysl cos, jesli
                                  poprzednie zdanie jest prawda ;)

                                  "Sto lat samotności" - nota bene gdzies mi sie w pracy paleta jeden egzemplarz -
                                  jest wybitnie przereklamowane, moim zdaniem (jak juz chcesz wiszac na mnie psy
                                  za taka opinie, to prosze bardzo - przyzwyczajona jestem; w tym miejcu
                                  pozdrowilabym faceta od literatury swiatowej, ale nie pamietam nazwiska).

                                  Jeden woli Marqueza, drugi np. Arturo Perez-Reverte (czytaj: Nuda woli),
                                  zreszta Nuda ma wyjatkowo malo nudny gust i diabelnie duzo czyta.

                                  Dzis jestem wyjatkowo przesadna i nie podziekuje, na "wszelki wypadek" (wiesz
                                  bez szukania kto napisal ksiazke pod takim tytulem?). Odezwe sie po obronie.
                                  • inguna1 Chrońmy nasze myśli przed słońcem 05.06.03, 10:40
                                    Chrońmy nasze myśli przed słońcem. Nie dajmy ich spopielić. Powariowało dziś to
                                    słońce. Dziś ono jest wystarczająco przekorne i gra mi na nerwach bardziej niż
                                    cały hufiec rzygaczy.
                                    Chmury chyba zastrajkowały. Wiatr osowiał zupełnie i gramoli się jak mucha w
                                    smole. I gdyby nie mój pracowity wiatraczek i moja pocieszycielka-
                                    butelka „Żywiec Zdrój S.A.”, to wywinąłbym kitę.

                                    Masz rację, że jest przereklamowana, a poza tym to ciągłe powtarzanie tych
                                    samych imion w gronie jednej rodziny jest irytujące dla czytelnika. Rozumień
                                    ten celowy zabieg stylistyczny (zaczerpnięty zresztą ze tradycji latynoskiej),
                                    ale po prostu tak książka byłaby znacznie lepsza bez tego.
                                    Oczywiście, że nie piękna Remedios (to postać o zawartości treściowej równej
                                    zero), ale Amaranta jest zadziwiająca osobowością, o niezwykle zagadkowej
                                    psychikę. Rywalizacja, miłość, nienawiść, zemsta, odtrącenie, samotność... Żal
                                    mi się zrobiło tego biednego Włocha od klawikordu. Ale wiesz co, ja na jej
                                    miejscu chyba postąpiłby tak samo.


                                    ps. Joanna Chmielewska
                                    • jochi Re: Chrońmy nasze myśli przed słońcem 05.06.03, 14:47
                                      widze dwa podobienstwa LOL

                                      1. woda pewnej firmy
                                      2. brak upodobania do pogody w stylu dzisiejeszej

                                      Czy klawikord i pianola to ten sam instrument? Nie wydaje mi sie, ale moge sie
                                      mylic. W oryginale, z tego co pamietam, Pietro gral na pianoli.

                                      ad. ps. zakladam, ze nie sprawdzales - przyznano 1 punkt.

                                      To tyle na te chwile, bo wlasnie bedziemy w pracy oblewac moj nowy tytul. Teraz
                                      juz moge spokojnie podziekowac za zyczenia powodzenia.
                                      • inguna1 Re: Chrońmy nasze myśli przed słońcem 05.06.03, 15:05
                                        To szczere gratulację -:))))))))
                                        W nagrodę za pomyślne zdanie oraz w uznaniu Twoich zasług, które polegają na
                                        tym, iż potrafiłaś mnie zainteresować (zaangażować moje myśli) na dłużej niż 3
                                        minuty (co jest w ogóle ewenementem na skalę europejską), przyznaję Ci
                                        dożywotni tytuł Kustosza Wszystkich moich Nagród, które ustanowiłem dla
                                        potomnych w Cafe Nuda.
                                        Przejdźmy jednak do znacznie chłodniejszych klimatów, tak trochę bardziej na
                                        północ, bo ten „karaibski” klimat (nawet przesycony muzyką pianoli) nie jest
                                        wart kontynuacji, przynajmniej w taki upalny dzień jak dzisiejszy. Do kogo
                                        nawiązuje mój nick?
                                        • jochi Re: Chrońmy nasze myśli przed słońcem 05.06.03, 20:21
                                          Dziekuje :)

                                          za nadany mi tytuł również... łaskawco ;)

                                          jeśli chodzi o Twój nick: tu mam mały problem, bo choć wiem, że Inguna, to
                                          kobiece imię (tak ma na imię córa moich przyjaciół), to nie mam bladego pojęcia
                                          o jaką konkretną osobę Ci chodzi. Wycwaniłam się trochę i poszukałam w sieci, w
                                          nadziei, że znajdę coś, co naprowadzi mnie na rozwiązanie tej - nie przeczę -
                                          intrygującej zagadki. No coż, mizerne są efekty :( Jedyne co mi w miarę
                                          odpowiadało to Inguna Audere, ze względu na "One Man Show", ale z pewnością nie
                                          o tę postać chodzi. Skąd wziął się mój nick, dojdziesz z pewnością szybciej i
                                          łatwiej - moje zagadki są po prostu skrojone na miarę nie tylko Twoich
                                          możliwości ;)

                                          I obiecana dalsza część "Kocurka" - zaczynam tam, gdzie skończyłeś

                                          ...przeląkł się tej chwili oczarowania. W jego szmaragdowych oczach pojawił się
                                          wyraz zatroskania.
                                          - Czy ona jest czy nie jest nudna? – zadawał sobie to pytanie kolejny raz, sam
                                          nie wiedział już który. Kim w ogóle jest ta diabelna nuda z tą swoja
                                          dwoistością natury? Tyle myśli kłębiło mu się w czarnym jak kruk kocim łebku,
                                          że tej nocy nie mógł zasnąć. Przekręcał się z boku na bok. Już nie była dla
                                          niego piękną Remedios, ale Hypatią pojawiającą się ze swoim nieodłącznym
                                          jednorożcem nie wtedy, kiedy czekał.
                                          - Och, jak chciałbym móc pogłaskać to jej zwierzę, przyjrzeć się z bliska
                                          wyrastającemu na pięknie ukształtowanym łbie tuż nad czołem spiralnie
                                          skręconemu rogowi.
                                          Tylokrotnie w swoich kocich fantazjach dotykał poduszeczkami swojej lewej łapki
                                          miękkiej białej sierści jednorożca... Co do swojej Muzy Nudy miał mieszane
                                          uczucia. Nie czuł pożądania tylko niewinną potrzebę wniknięcia do jej mało
                                          hermetycznego świata. Całym swoim kocim rozumkiem próbował dowiedzieć się
                                          czegoś więcej, sprawdzić kim jest ta dziewczyna, której towarzyszy tak
                                          niezwykłe zwierzę.
                                          Kiedy tylko mógł, zaglądał do miejsca, w którym spodziewał się ją zastać, ale
                                          jej nie było. - Czy ona w ogóle istnieje? - podrapał się po różowym nosku. A
                                          może to tylko sen – powiedział sobie, sen, który zapamiętam do końca mojego
                                          kociego życia...

                                          Zagadka:
                                          1. W czyjej książce – mile widziany będzie również tytuł - występuje Hypatia z
                                          jednorożcem?
                                          2. Zadanie za 2 punkty: Kim była prawdziwa (nie książkowa) Hypatia?
                                          • inguna1 Inguna i jochi 06.06.03, 08:54
                                            Oczywiście wiem, kim była Hypatia z Aleksandrii. To dość modna ostatnio postać.
                                            Zresztą zawsze była modna w pewnych kręgach filozoficznych. Hypatia to grecka
                                            matematyczka, astronom i filozof. Natomiast nie wiem, w jakiej książce
                                            występuje jako postać literacka z jednorożcem.
                                            Mój nick zaczerpnąłem z książki Sigrid Undset "Olaf, syn Auduna" (Inguna była
                                            żona Olafa). Undset to moja ulubiona pisarka skandynawska, a jej "Krystynę,
                                            córka Lawransa" uważam za prawdziwy majstersztyk, arcydzieło, które o klasę
                                            bije np. „Sto lat samotności”. Tego typu literaturę przez wielkie „L”
                                            należałoby polecać każdemu, kto dopiero zaczyna czytanie, wciąga się w
                                            czytelnictwo, bo po lekturze takiej właśnie powieści (choć akurat ta książka
                                            należy raczej do tzw. „literatury kobiecej”) na pewno połknie bakcyla.
                                            Powrócę do kocurka, jak tylko znajdę 10 minut wolnego czasu w pracy.
                                            A Ty, Jochi? Jesteś faktycznie niebieskim ciałem, czy raczej ciałem boskim?
                                          • inguna1 Chrońmy nasze myśli przed kocurkiem 06.06.03, 10:12
                                            A potem naszły go wątpliwości. Może ta dwoistość natury, to nie dwoistość, ale
                                            zwykła kleistość? A nieodłączny jednorożec to tylko pluszowy osiołek z „Kubusia
                                            Puchatka”, który ubiegłej zimy dołączano do zestawu „Happy Meal” w
                                            McDonald’ach. Wiercił się na swoim przypiecku, bo teraz bardziej niż myśli
                                            doskwierał mu upał. Wstał i strzelił sobie małe piwko w nadziei, że łatwiej mu
                                            będzie zaprosić Morfeusza. Ale nic z tego nie wyszło. Powrócił więc jeszcze raz
                                            do myśli o Nudzie. Przelewał w swoim umyśle zagmatwane, poskręcane i ściśnięte
                                            myśli z jednego kąta w drugi, niczym artysta-rzeźbiarz formował wyobraźnią
                                            postać tajemniczej muzy. Raz doklejał jej nos wielki jak transgeniczny
                                            kartofel, kołtun wielki jak koński łeb, uszy szerokie jak liście agawy (i
                                            złośliwie uśmiechał się pod noskiem do swoich artystycznych koncepcji), potem
                                            znowu pogrążał się w melancholii i widział ją jako piękną dziewicę, z wiankiem
                                            z polnych kwiatów na głowię, przed którą przyklękał jednorożec.
                                            Myślał nad sensem życia i swoimi myślami ogarniał cały skomplikowany świat, w
                                            którym noc przenikała się z dniem, wyobrażenia z rzeczywistością, marzenia z
                                            koszmarami tak, że trudno mu było jedno oddzielić od drugiego. Czy to były
                                            objawy szaleństwa, czy przebłyski geniuszu? Tego jeszcze nie wiedział. Stan
                                            jego myśli chyba najlepiej opisałby pewien żydowski pisarz, którego stronnice
                                            jednego z jego najbardziej znanych utworów słodko pachniały rdzawobrązową
                                            przyprawą korzenną.

                                            Pytania raczej łatwe:
                                            1)Jakiego pisarza mam na myśli i jakie jego dzieło?
                                            2)Jak się nazywa kierunek w literaturze, do który należy ten jego utwór, o
                                            którym myślę.
                                            • jochi Re: Chrońmy nasze myśli przed kocurkiem 06.06.03, 11:36
                                              Najprawdopodobniej:
                                              1. Bruno Schulz - "Sklepy cynamonowe"
                                              2. proza oniryczna z nurtu modernistyczno-ekspresjonistycznego (jak "mój" Kafka)

                                              byłam w tym roku na wystawie "Bruno Schulz - Republika marzeń"
                                              teraz ja mam trochę pracy, cdn.
                                            • castorp Re: Chrońmy nasze myśli przed kocurkiem 06.06.03, 13:01
                                              Ech, ingun1,... ale kartoflane farmazony wypisujesz.
                                              Najpopularniejszym i najstarszym transgenicznym stworzeniem, które skonstruował
                                              człowiek, jest zwykły bałwan śniegowy, ale tylko taki, któremu przytwierdzono
                                              nos z marchwi.
                                              • jochi Lecimy dalej 06.06.03, 13:38
                                                Tymczasem Nuda wybitnie zadowolona z siebie otworzyła nową książkę. Usiłowała
                                                skupić się na czytaniu, ale wszystko jej przeszkadzało. Upał, dźwięk telefonów
                                                (bo jak na złość w tej samej chwili odzywała się komórka i telefon stacjonarny)
                                                i jeszcze coś, czego sama nie potrafiła określić.
                                                Dlaczego akurat tamta książka? Dlaczego ta, a nie inna? Jak to było z tymi
                                                sklepami? To była chyba metafora czegoś pożądanego, nieosiągalnego,
                                                kuszącego... - próbowała sobie przypomnieć. Najprościej byłoby zdjąć
                                                odpowiedni tom z półki, przejrzeć pożółkłe kartki, odnaleźć w bałaganie własne
                                                zapiski... ale to mogła zrobić dopiero po pracy. Nerwowo spoglądała na zegarek,
                                                a czas jej na złość, płynął dziś jakoś wolniej.
                                                – Źle mi się myśli w taką pogodę – powiedziała do siebie już mocno
                                                poirytowana - jak zawsze zresztą, kiedy nie mogła sobie czegoś przypomnieć.
                                                Uderzała nerwowo palcami w biurko, zapominając, że ma na serdecznym palcu
                                                pierścionek z wyjątkowo rzadkim czerwonym bursztynem. Z zamyślenia wyrwał ją
                                                drażniący, wręcz piskliwy dzwonek telefonu. Odwracając się żeby podnieść
                                                słuchawkę, tak niefortunnie uderzyła o blat osadzonym w pierścionku kamieniem,
                                                że ułamał się jego malutki kawałek. – Nie, nie, nie! rzuciła słuchawkę na
                                                widełki. Wszystko przez tego cholernego kota. I jak tu nie wierzyć w przesądy.
                                                Czarny kot przynosi pecha. Gdyby ktoś teraz spojrzał w jej niebieskie oczy
                                                zobaczyłby nie tylko wściekłe czerwone ogniki, ale też dziecięcą bezradność –
                                                uczucie, którego nie znosiła. A na domiar złego okazało się, że Behemot śmiał
                                                porównać jej jednorożca do Kubusia. Przebiegła wzrokiem kolejny raz wynurzenia
                                                kocura i dojrzała kogoś nowego. Sam się określił – złośliwy uśmieszek podniósł
                                                oba kąciki zaciśniętych ze złości ust. Śniegowy bałwan i kocurek – dobrana z
                                                nich para – roześmiała się już na cały głos, przypominając sobie cytat z jednej
                                                z ulubionych książek: "Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy"*


                                                Zagadka: * Skąd jest ten cytat?


                                                p.s. Hypatia i jednorożec to postaci z „Baudolino” U. Eco

                                                Odnośnie mojego nicku... Jochi to zdrobnienie niemieckiej wersji mojego
                                                imienia – część znajomych tak o/do mnie mówi. A propos ciał niebieskich -
                                                bywam gwiazdą ;) do boskości, w każdej postaci, jest mi bardzo, ale to bardzo
                                                daleko.
                                                • inguna1 Re: Lecimy dalej 06.06.03, 14:20
                                                  No proszę, Nuda ma błękitne oczy. Gorąco się zrobiło kocurkowi, gdy się o tym
                                                  dowiedział. Zawsze lubił wpatrywać się w takie oczy. Zamknął swoje zieloniutkie
                                                  oczęta i zaczął sobie wyobrażać błękit tak błękitny, jak błękit kaszmirskiego
                                                  nieba.
                                                  Ten chłodny, jasny błękit zawsze był obecny w jego podświadomości, zawsze
                                                  otaczał swoją aurą rodzinę pewnego niezwykłego chłopca, z którym nasz kocurek
                                                  zawsze się utożsamiał. Głupiec, kompletny głupiec!!!
                                                  Biedny, żałosny kotek, co on sobie wyobrażał? Że kim on niby jest? Pewnie
                                                  myślał, że kimś wyjątkowym, może urodzonym w szczególny sposób, w szczególnym
                                                  momencie jak bohater pewnej niezwykłej powieści: wykastrowany, niedoszły
                                                  kochanek Łajna-Kwiatu Lotosu, brat i nie brat Mosiężnej Małpki (kocurek
                                                  podświadomie zaczął porównywać Nudę do niej), który nie był sobą i był
                                                  jednocześnie sobą, który żył życiem przeznaczonym dla innego człowieka, a temu
                                                  innemu człowiekowi przypadło życie, które jemu miało przypaść w udziale.
                                                  Obaj byli wyjątkowi, bo urodzili się w tym samym miejscu, w jednej minucie (tak
                                                  jak ponad setka innych dzieci, z którymi łączyły ich niezwykłe konferencje i o
                                                  których dusze od początku rywalizowali). Obaj obcy we własnym kraju i obaj w
                                                  sposób szczególnie bliski związani losami z własnym krajem.
                                                  Obaj nienawidzili się od momentu swoich urodzin. Na ich życie wpłynął
                                                  zbrodniczy czyn pewnej pielęgniarki, której katolicko-portugalską duszę do
                                                  końca prześladowały wyrzuty sumienia.
                                                  Biedny, żałosny kotek... nawet nie wie, jak jest szczęśliwy. Powinien się
                                                  cieszyć, że nie musi mieszkać na skąpanych w tropikalnym słońcu ulicach
                                                  Bombaju, gdzie nie uświadczysz nawet jednej brudnej kałuży, z której pijąc
                                                  można by ukoić pragnienie.

                                                  To są pytania aż za... 5 punktów!
                                                  - Jaką książkę (i jakiego autora) mam na myśli?
                                                  - Jak miał na imię niezwykły chłopiec, którego kocurek lubił i z którym
                                                  kocurek utożsamiał się?

                                                  Miłego weekendowania :-))))

                                                  PS. Nie wiem, nie pamiętam, skąd jest Twój cytat. Ale coś mi się jarzy w
                                                  umyśle. Przypomnę sobie po weekendzie. Nie udzielaj mi jeszcze odpowiedzi na to
                                                  pytanie.
                                                  PS.
                                                  A ja myślałem, że może Twój nick pochodzi od imienia Ministra Spraw
                                                  Zagranicznych Niemiec, pana Fischera :-)))))))))))))))

                                                  Jochi to również pojęcie astronomiczne (pewien rodzaj planety). Sądziłem, iż do
                                                  tego nawiązuje Twój nick.
                                                  • inguna1 Kubuś fatalista i jego pan 06.06.03, 14:45
                                                    Diderota - oczywiście
                                                  • jochi Re: Kubuś fatalista i jego pan 09.06.03, 08:49
                                                    oczywiście

                                                    za to ja mam problem z Twoją zagadką (spać mi po nocach nie daje, na zasadzie
                                                    efektu Dopplera ;), cos dzwoni a ja nie wiem gdzie) - pociesza mnie jedynie
                                                    fakt, że nie tylko ja jedna nie śpię męczona przez Małpkę - już byłam skłonna
                                                    kupić sobie taką figurkę, ale niestety nigdzie nie znalazłam

                                                    gdybym w podpowiedziach miała: Kaszmir, życie życiem innego człowieka i
                                                    ostatnie zdanie postawiłabym na "Impresjonistę", ale reszta nie pasuje

                                                    wcale się nie zdziwię jak okaże się, że czytałam tę książkę, którą masz na
                                                    myśli; gdyby jednak tak nie było, to przeczytam - muszę wiedzieć czy
                                                    ta "małpka" to nie obelga przypadkiem ;)

                                                    cdn. jak skończę pisać "paszkwil" na takiego jednego, który prosi o to całym
                                                    sobą
                                                  • inguna1 Rushdie 09.06.03, 10:00
                                                    Witaj po weekendzie ;-))))
                                                    Wiem, że to była bardzo trudna zagadka. Nie mogę pozwolić, abyś chodziła
                                                    niewyspana ;- ))))))))))))))))))))))))
                                                    Tę książkę ( „Dzieci północy”) przeczytałem całkiem niedawno, skuszony zresztą
                                                    wyłącznie nazwiskiem autora skandalizujących „Szatańskich wersetów”.
                                                    To prawdopodobnie najlepsza powieść Salmana Rushdie’go (tak uważają krytycy,
                                                    uznano ją bodaj za najlepszą brytyjską książkę ostatnich 20 lat XX w.).
                                                    Jest to historia rodziny Salima Sinaiego, chłopca urodzonego w muzułmańskiej
                                                    rodzinie (pochodzącej z Kaszmiru) w tej samej minucie, w której proklamowano
                                                    niepodległość Indii i zamienionego w szpitalu z innym dzieckiem.
                                                    Naprawdę super książka, niezwykle wartościowa zwłaszcza dla Europejczyka.
                                                    Dzięki niej można trochę „posmakować klimatu” Indii, rozeznać się w stosunkach
                                                    hindusko-muzułmańskich, konflikcie indyjsko – pakistańskim.
                                                    Wprawdzie na początku ciężko się ją czyta (trudny język i specyficzny styl –
                                                    np. ja zorientowałem się, że Mosiężna Małpka jest siostrą Salima chyba dopiero
                                                    w 1/3 książki, chociaż postać ta przewijała się niemal od początku, ale to
                                                    celowy zabieg pisarza, który w ten sposób „dozuje” napięcie i przekazywane
                                                    informacje), ale potem wciąga jak narkotyk.
                                                  • jochi Kolor rzeczywistości 09.06.03, 14:11
                                                    Niewyspana i wściekła na cały świat Nuda wisiała na trzepaku, głową w dół, nie
                                                    zważając kompletnie na to, że nie wypada i że przygląda jej się kilka par oczu.
                                                    - Zaraz spadniesz Nudo – wymruczał kot trącając łapką jej włosy. Fajnie
                                                    pachnie – to była pierwsza myśl zrodzona w jego główce. - Te, co to za zapach –
                                                    zapytał stając na dwóch łapach, żeby sięgnąć jej ucha.
                                                    Nuda zrobiła klasyczny odmyk i zeskoczyła na ziemię obok zwierzaka. – Znowu ty,
                                                    gdzie nie pójdę tam jesteś, gorzej niż banda wirtualnych paparazzi.
                                                    - No ale powiedz – przymilał się Behemot (jak go nazywała) czym pachniesz?
                                                    - Allure, chcesz to poperfumuję twoją poduszkę, wtedy już całkiem nie będziesz
                                                    mógł spać, zmarszczyła śmiesznie nos i nabierając głęboko powietrza dodała:
                                                    Słuchaj no... przecież ty istniejesz jedynie w wirtualnej rzeczywistości, po
                                                    kiego diabła ci te informacje. A może jesteś oddelegowany do zdobycia
                                                    informacji o tym, czy Nuda istnieje w rzeczywistym świecie czy jest tylko
                                                    wirtualny bytem, który jest tak realny, jak tylko chce być. Jest takie słowo,
                                                    będące również tytułem książki znanego autora, określające gwiazdę
                                                    cyberprzestrzeni, kotku...
                                                    Nuda pokazała język wścibskiej sąsiadce przysłuchującej się z okna rozmowie
                                                    dziewczyny z kotem. Ta oburzona zatrzasnęła okno, ale Nuda wcale się nie
                                                    przejęła. Miała już u niej wyrobioną opinię i bardzo się starała, żeby jeszcze
                                                    ją pogorszyć. Szkoda tylko, że nie jesteśmy w błyskającym neonami Tokio, ale od
                                                    czego ma się wyobraźnie – powiedziała Nuda do kota wyciągając rękę, żeby
                                                    podrapać go za uszami. Kot prychnął gniewnie i zanim się spostrzegła zniknął. A
                                                    chciałam zawiązać mu na szyi błękitną wstążeczkę – zmartwiła się Nuda...


                                                    Zagadka:
                                                    1. Czyją książkę mam na myśli, jaki jest jej tytuł, jak nazywa się główna
                                                    bohaterka i jaki tytuł nosi film na podstawie pewnego opowiadania tego autora


                                                    PS. To jak? Piszemy tu dalej?
                                                    PS.1 Zamówiłam już tę książkę z Twojej zagadki – zapowiada się interesująco
                                                  • inguna1 Re: Kolor rzeczywistości 09.06.03, 15:18
                                                    Nie jestem pewien, ale może chodzi o powieść „Neuromancer” W. Gibsona? Główna
                                                    bohaterka ma na imię Molly. Podobno ta książka ma być dopiero ekranizowana. A
                                                    może już została zekranizowana? A może chodzi o film pt. „Ghost In The Shell”?
                                                    Możemy się przenieść na nowy wątek. Decyzję pozostawiam Tobie. Jutro dalsza
                                                    część przygód „złego i wrednego” kocura w krainie Nudy.

                                                    Jochi, polemizowanie z rzygaczami jest jak walka Don Kichota z wiatrakami.
                                                    Nie warto się nimi przejmować. Oni nie znoszą krytyki pod swoim adresem ani ze
                                                    strony innych rzygaczy, ani tym bardziej ze strony innych forumowiczów, bo
                                                    uważają się z pępek świata, za chodzące doskonałości. Niech im tam będzie. Jak
                                                    jest im dobrze z takim przekonaniem, to nie warto mącić ich spokoju.
                                                  • jochi Re: Kolor rzeczywistości 09.06.03, 15:51
                                                    Jeśli chodzi o autora to ta osoba, ale nie ta książka i nie ten film. W filmie
                                                    główną rolę grał aktor, który wcielił się w rolę Neo w Matrixie.

                                                    Mówiąc szczerze, żeby "nie drażnić Lwów, bo Kijów zabraknie", można założyć
                                                    nowy wątek, tylko szkoda tego, co już zostało napisane. Zachowam się jak typowa
                                                    kobieta ;) i przerzucę odpowiedzialność na Ciebie.
    • Gość: szpadel Re: Orisso, to już sobie nie pojeździsz ;-))))))) IP: *.client.attbi.com 02.06.03, 21:16
      Petetyka,,,,petetyka,,,,petetyka,na skalę międzynarodową,
      jak tak można???,co Wy Kobiety powarjowałyście,czy co???
      • cybernetka inguna1 no to już sobie nie popiszesz :-)))))))))) 02.06.03, 21:42
        Cieszę się że Orissa cię wyprosiła z forum, nie potrzeba tam takiej namiastki
        człowieka jak ty!!!

        P.S. chciałam cię tylko rozbawić :-))))))))
        • Gość: szpadel Re: inguna1 no to już sobie nie popiszesz :-))))) IP: *.client.attbi.com 02.06.03, 22:29
          Martwię się,że Orissa opuściła nasze forum,
          dlaczego?....dlaczego?.....Nowe znajomości,czy co?
      • stefan4 PTT czy petent? 02.06.03, 21:57
        szpadel:
        > Petetyka,,,,petetyka,,,,petetyka,na skalę międzynarodową,

        To może ja przetłumaczę, bo już się trochę wyrobiłem w języku szpadlowym. Otóż
        angielski przymiotnik ,,pathetic'' nie ma nic wspólnego z patosem i oznacza
        ,,żałosny''
        • Gość: Ulenspiegel PTT IP: 213.241.35.* 03.06.03, 15:28
          Mi się kojarzy PTT z oznaczeniem na starych mapach,które miało oznaczać POcztę,
          Telegraf, Telefon
          • stefan4 Re: PTT 03.06.03, 17:51
            Ulenspiegel:
            > Mi się kojarzy PTT z oznaczeniem na starych mapach,które miało oznaczać
            > POcztę, Telegraf, Telefon
            • gruen Ludzie, zastanowcie sie troche 03.06.03, 18:58
              Czy po to Orissa w koncu pozbyla sie tego zalosnego kretyna z naszego forum,
              zebyscie tu z nim prowadzili dyskusje o pryncypiach? Jego nie ma - zostal
              skasowany - jedyne na co zaslugiwal. A kretynskim tytulem watku tylko to
              potwierdzil. JEGO NIE MA. I bardzo dobrze.
              • Gość: KRÓLIK Re: Ludzie, zastanowcie sie troche IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.03, 19:35


                Przeczytałem wszystkie posty i jakoś nie widzę tu klawitury CASTROPA,a był
                kojarzony przez wasz klubik z w/w podpisanym stworkiem.
                • Gość: doraa Re: Ludzie, zastanowcie sie troche IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 03.06.03, 22:30
                  Gość portalu: KRÓLIK napisał(a):

                  >
                  >
                  > Przeczytałem wszystkie posty i jakoś nie widzę tu klawitury CASTROPA,a był
                  > kojarzony przez wasz klubik z w/w podpisanym stworkiem.

                  Koledze KRÓLIKOWI przypominam, że CASTORP, a nie Castrop.
                  A w ogóle to nie rozumiem, czemu ten "klubik" wywołuje tyle emocji?
                  Przymusu czytania nie ma.
                  doraa
                  • Gość: KRÓLIK Re: Ludzie, zastanowcie sie troche IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 04.06.03, 04:11


                    Postów na Waszej stronce nie czytuję z takich czy inych powodów ,emocje sami
                    podsycacie żeby na tej stronie zaistnieć a przy okazji nawtykać innym pokroju
                    CASTORP iinna zwierzyna.
                    • zoppoter Podsycanie obojetności 04.06.03, 10:33
                      Gość portalu: KRÓLIK napisał(a):

                      > emocje sami
                      > podsycacie żeby na tej stronie zaistnieć a przy okazji nawtykać innym pokroju
                      > CASTORP iinna zwierzyna.

                      Czyżby? Jak dotychczas, to od utworzenia tego naszego klubiku WSZYsTKIE wątki
                      (z niniejszym na czele) dotyczące tego naszego klubiku były zakładane nie przez
                      nas, tylko przez osoby, które deklarują obojętność wobec nas i poczucie własnej
                      wyższości nad nami. I to właśnie te "obojętne" wobec nas osoby namiętnie
                      czytują nasze rozmowy na Cafe Trójmiasto, to te "obojętne i znudzone nami" osoby
                      na tym forum odnoszą się do naszych opinii przeczytanych na Cafe Trójmiasto.
                      Nie my.
                      • Gość: KRÓLIK Re: Podsycanie obojetności IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 04.06.03, 16:31


                        Nie neguję ale gdyby to mnie bezpośrednio dotyczyło , zibnorowałbym lub
                        zaprosił do dysputy na swoją stronę.
                        PZDR. KRÓLIK
              • stefan4 Jest. 03.06.03, 21:58
                gruen:
                > Jego nie ma - zostal skasowany - jedyne na co zaslugiwal. JEGO NIE MA. I
                > bardzo dobrze.

                Gruenie, Inguna jest i Orissa nic na to nie może. W dodatku jego konkurs na
                zagadki z Jochi jest jedną z ładniejszych rzeczy na tym forum. Więc dobrze, że
                jest. Orissa słusznie zrobiła, bo do Cafe Trójmiasto pasował jak spirytus do
                muzułmanina, ale nie skreślaj go wszędzie.

                - Stefan
                • Gość: vivion Re: Jest. IP: *.telia.com 04.06.03, 16:53
                  stefan4 napisał:

                  >W dodatku jego konkurs na
                  > zagadki z Jochi jest jedną z ładniejszych rzeczy na tym forum. Więc dobrze,
                  że jest. Orissa słusznie zrobiła, bo do Cafe Trójmiasto pasował jak spirytus do
                  > muzułmanina, ale nie skreślaj go wszędzie.
                  >
                  > - Stefan
                  Stefan, oj jak ja cię lubię! Tfu, popieram!
                  • Gość: Gruen Re: Jest. IP: *.tnt4.saginaw.mi.da.uu.net 04.06.03, 18:14
                    Dla mnie ktos kto szydzi z cudzego nieszczescia nie istnieje - ani tam ani tu.
                    Wlasciewie nie wiem co ja tu wypisuje - i podnosze ten watek na liscie.
                    Wiec koncze.
                    Gruen
    • Gość: oliwka Re: Orisso, to już sobie nie pojeździsz ;-))))))) IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 11.06.03, 20:27
      Cześć Orisso! Pozdrawiam Cie i wpadnij na Nasz watek :) Juz bardzo dawno sie
      nie odzywałas... Pozdrawiam/oliwka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka