Dodaj do ulubionych

Taneczny apel do włodarzy

IP: *.chello.pl 27.08.08, 23:48
Bravo Panie Mirosławie i Panie Leszku, Matko Przenajświętsza oby się spełniły
te "żądania"
Obserwuj wątek
    • Gość: giger Taneczny apel do włodarzy IP: *.chello.pl 28.08.08, 16:56
      Miasto Gdańsk przeznacza na działalność teatrów tańca sumę trudną do
      określenia (...) Łatwo zatem przeliczyć, że samorządy wspierają
      scenę taneczną kwotą w granicach 50 tys. zł rocznie.
      To jak w końcu jest Panie Mirosławie? :)
    • Gość: giger Re: Taneczny apel do włodarzy IP: *.chello.pl 28.08.08, 17:01
      Na ogromnym ekranie zobaczyliśmy ciąg zmieniających się obrazów,
      m.in. fragmenty umów o przyznanie stypendium, klęczące w błagalnej
      pozie kościotrupy, zwitki banknotów czy rysunek dłoni ułożonej w
      gest uważany za obraźliwy, a znaczący - delikatnie mówiąc - "odczep
      się". Na te obrazy nakładany był, powracający niby refren, herb
      urzędu marszałka woj. pomorskiego.

      Czytaj dalej »

      Całe przedstawienie nie było jednak agresywne czy obraźliwe dla
      kogokolwiek. Oby napewno? :)
    • Gość: e-teatr Re: Taneczny apel do włodarzy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.08, 14:55

      Drzewko wiadomości
      Taneczny apel do włodarzy (Mirosław Baran)
      Jak widać jest w końcu powód dla którego tego wybitnego uznanego acz
      nie rozumianego artysty władze trójmiasta nie mogę docenić w sposób
      właściwy. wiemy,ze Artysta znalazł schronienie za państwowe uczciwe
      pieniądze i do przytułku sceny dramatycznej w Łodzi zakotwicza.
      Dzięki wielkiemu Huudiniemu polskiego teatru Brzozie Zbigniewie
      będzie mógł parodiować cały świat tańca. A Prezydent Kropiwnicki
      będzie Go oklaskiwał w pierwszym rzędzie. Łódzcy włodarze chętniej
      by dali pieniądze na film o bohaterach Westerplatte.. nie wnikając
      czy są w scenariuszu piękne treści o bohaterstwie żołnierza
      polskiego. Wszak Łódź jako tygiel kultur zniesie i zmiesza
      wszystko.. To duże miasto w sercu Europy o ogromnych planach i
      ambicjach. I lubi ludzi ambitnych.. i docenia. Artyści odrzuceni
      hurmem do Łodzi!!!

      Tu jest dla was miejsce i kasa. Tu was docenią jak należy ... nawet
      kosztem innych artystów , których na bruk najwyżej się pośle. A, co
      tam...

      subretka, Dziś, 14:10

      odpowiedz 2008-08-29 14:25:130000-00-00 00:00:00




      Łódź. Zwolnienia w Nowym
      W Teatrze Nowym 13 aktorów straciło pracę. To jedno z największych
      zwolnień grupowych w ostatnich latach w polskim teatrze. Osiem osób
      odwołało się do sądu. - Etaty traktowane są jak dożywotni przywilej
      pracy w jednym teatrze. To nienormalna sytuacja - uważa Zbigniew
      Brzoza [na zdjęciu], nowy dyrektor artystyczny Nowego, z którym
      rozmawia Krzysztof Kowalewicz z Gazety Wyborczej - Łódź.

      «Krzysztof Kowalewicz: Przez ostatnie lata zespół Nowego był
      rekonstruowany raczej przez rozbudowywanie składu. Dlaczego dopiero
      Pan zdecydował się na jego zmniejszenie? Zbigniew Brzoza: Nie
      rozmawiamy o fabryce gwoździ, gdzie chodzi o to, żeby pielęgnować
      pewną stałość i dbać jedynie o wzrost produkcji. Teatr jest miejscem
      twórczym. U nas etaty aktorskie traktowane są jako dożywotni
      przywilej pracy w jednym teatrze. To nienormalna sytuacja. Na
      szczęście Unia Polskich Teatrów na wzór tego, co obowiązuje w innych
      europejskich krajach, dąży do tego, żeby w tworzonej ustawie o
      teatrach był zapis, że czas pracy aktora w teatrze jest związany z
      kontraktem dyrektora. To najrozsądniejsze rozwiązanie dla teatrów
      zespołowych. Po pierwsze: buduje poczucie więzi między dyrektorem
      artystycznym a zespołem, bo przecież jedziemy na jednym wózku. Po
      drugie: stwarza normalną sytuację dla każdego nowego dyrektora,
      który rozpoczyna pracę konstruując zespół od nowa, z kogo chce. W
      takiej sytuacji wszyscy mają poczucie, że muszą cały czas nad sobą
      pracować, dbać o sylwetkę, sprawność fizyczną, głos, rozwój
      intelektualny, pielęgnować organizm. Przez to, że w naszym systemie
      etatowym artysta może czuć się niemal bezkarnie, mamy mnóstwo
      zaniedbanych aktorów, którzy nie nadają się już do pracy w teatrze,
      a wciąż wychodzą wieczorem na deski.

      Fajnie jest być aktorem w tak dużym zespole. Można grać w jednym,
      dwóch tytułach, a poza tym ma się wolne.

      - To chore! A jeszcze bardziej kuriozalna jest sytuacja, gdy mamy 40
      aktorów na etacie i 21 gościnnych - tak w mijającym sezonie było w
      Nowym. Tylu gościnnych aktorów świadczy o braku zaufania do tych,
      którzy są na etatach. To sygnał, że tu się źle działo. Niektórzy
      zarzucają mi zwalnianie aktorów bez oglądania spektakli. Te tytuły,
      których nie widziałem, dwa monodramy i jeden duo dram, zostawiłem w
      repertuarze. Pozostałe spektakle obejrzałem po kilka razy.
      Próbowałem wyłuskać najciekawszych aktorów. Zależało mi, żeby
      zostało jak najwięcej osób. Niestety, zwolnienia są konieczne.
      Inaczej nie da się uzdrowić sytuacji w Nowym.

      Rozdawnictwo etatów można nazwać niegospodarnością.

      - Nie wiem, z jakich powodów tak się stało. Nie chcę w nie wnikać
      ani tego oceniać. Powiem tylko, że w Teatrze Polskim w Poznaniu,
      który ma również dwie sceny i podobny budżet co Nowy, na etacie jest
      17 aktorów etatowych. Tutaj ideałem byłby 24-osobowy zespół plus
      trzy osoby zespołu Leszka Bzdyla (choreograf, tancerz, reżyser,
      założyciel Teatru Dada von Bzdülöw - przyp. kk). Wśród pracowników
      zaplecza nie ma przerostu etatów. Jednak 40 angaży aktorskich zżera
      w całości dotację. Nie mamy pieniędzy na nowe produkcje teatralne.
      Zespół aktorski koniecznie trzeba zredukować, bo dobry teatr to
      taki, gdzie "III skrzypek" wie, jakie jest jego miejsce w zespole, a
      za jego plecami nie stoi kolejny "III skrzypek". To wynika z
      szacunku dla aktorów. Z poczuciem stałego miejsca zespół dobrze
      pracuje, jest kreatywny i może stawiać warunki. Natomiast aktor, na
      którego miejsce zawsze może wejść ktoś inny, jest niewolnikiem. Tak
      nie buduje się zespołu, tylko armię, a armia w twórczości tworzy
      niezdrową sytuację.

      Mam wrażenie, że większość osób w tym zespole bardziej myślała o
      utrzymaniu etatu niż o kolejnej roli?

      - Trudni mi wchodzić w intencje ludzi, którzy tutaj byli. Nie chcę
      tego robić choćby z elementarnego szacunku do nich.

      Ci, z których Pan zrezygnował, kompletnie nie nadają się do tego
      zawodu?

      - Nie jestem Panem Bogiem. Też mam tylko swój gust. Nie oceniam ich
      umiejętności. Sądzę, że w wielu innych zespołach mogliby się
      odrodzić. Natomiast ja buduję od początku swój zespół i w tej mojej
      koncepcji po prostu nie ma dla nich miejsca. Przez ostatnie lata
      artystycznie w Nowym działo się niedobrze. Nie było zespołu, bo nie
      może go być, kiedy jest taka nadwyżka zatrudnionych aktorów.

      Czy tak zwyczajnie po ludzku ludzko decyzje o zwolnieniu były dla
      Pana trudne?

      - To zawsze boli, ale wiem jedno. Na zwolnienia mogę sobie pozwolić
      teraz i za rok o tej porze. Teraz rozstałem się z tymi, z którymi na
      pewno jest mi nie po drodzel. Pozostałych, z którymi będę pracował
      na próbach, jeżeli się rozminiemy, pożegnam za rok. Jestem jednak
      przekonany, że będą to sytuacje wyjątkowe. Wtedy dopiero powstanie
      prawdziwy zespół. Wszyscy poczują się pewnie. Będziemy mogli być dla
      siebie partnerami i zaczniemy latać razem w kosmos.

      Myśli Pan, że po jego decyzjach inni dyrektorzy teatrów nabiorą
      odwagi i również zreformują zatęchłe zespoły?

      - W każdym przypadku to jest co innego, potrzeba innych metod. To
      różni teatr od fabryki gwoździ, o której już wspominałem. Czasem
      wystarczą zmiany kosmetyczne, gdzie indziej potrzeba głębokich
      reform.

      Niektórym aktorom działającym w związkach zawodowych nie dał Pan
      rady i na razie zostali w zespole.

      - Nie rozumiem w teatrze tego rodzaju postawy. Etos Solidarności
      jest mi bliski. Nie zmieniłem frontu, nie zostałem dyktatorem i nie
      myślę inaczej. Jednak w teatrze muszą obowiązywać trochę inne
      zasady. Porobiło się tak, że zarządy związkowe działają w ramach
      przedsiębiorstwa jako miejsce bezpiecznego przechowania. Bardzo bym
      chciał, żeby na czele związków w tym teatrze stanęły osoby, które są
      największymi autorytetami tego zespołu. Oczywiście nie będę na to
      wpływał, tylko apelował.

      Proszę podać nazwiska tych związkowych spryciarzy. Niech wszyscy ich
      poznają.

      - Może pominiemy ten temat. Musielibyśmy wchodzić w spór personalny.
      To taka kuchnia teatru, a ja wolałbym serwować gotowe dania. Nie
      chciałbym z ludźmi rozmawiać przez prasę. Zostali kiedyś przez kogoś
      wybrani na te stanowiska. Nie chcę mówić o szczegółach, bo to
      brzydkie rzeczy, które źle odkładają się na wizerunku teatru. Zrobię
      wszystko, żeby publiczność nabrała pełnego zaufania do propozycji
      artystycznych Teatru Nowego.

      ***

      Zbigniew Brzoza (ur. 1957) ukończył studia prawnicze na
      Uniwersytecie Warszawskim i podyplomowe na wydziale reżyserii w
      warszawskiej PWST. Od 1997 r. przez dekadę był szefem artystycznym
      warszawskiego Teatru Studio, ale pierwsze sukcesy odnosił w 1993 r.
      w łódzkim Teatrze Studyjnym. Wygrał konkurs na dyrektora
      artystycznego Teatru Nowego, w którym startowało ośmiu kandydatow,
      m.in. Olgierd Łukaszewicz. Zastąpi n
    • Gość: merry Taneczny apel do włodarzy IP: *.ds.pg.gda.pl 08.02.10, 20:30
      co nie zmienia faktu, ze jezeli chodzi o taniec i porownamy gdansk chociazby
      do bydgoszczy, pozania, i poloudnia polski (krakow, bytom, kielce) to poprostu
      wstyd porownywac. poprostu NIE MA GDZIE SIE UCZYC TANCZYC!!!!!!!!! jest szkola
      baletowa i tyle, reszta to masa "szkol tanecznych" ktore wyciagaja pieniadze i
      daja w zamian mozliwosc podziwiania siebie przez godzine w tygodniu w duzym
      lustrze....
      i co sie dziwic, wszyscy wartosciowi choreografowie i instruktorzy nie chca
      przyjezdzac do gdanska , i nikt w nim nie chce zostac.
      niestety... tu nie zarobia, nie zostana docenieni, bo w gdansku jest kicz a
      nie taniec. gdansk nie tanczy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka