Dodaj do ulubionych

Obywatele wszystkich dzielnic, łączcie się!

IP: *.85-237-171.tkchopin.pl 22.04.09, 23:13
Samorządnośc mieszkańców, zamiast demokracji przedstawicielskiej.

Czy możliwe jest stworzenie alternatywnego samorządu, w którym mieszkańcy sami decydują o swoich sprawach? Doświadczenia z demokracją uczestniczącą pokazują, że tak, choć wymaga to sporo wysiłku od zainteresowanych.
Demokracja uczestnicząca, nazywana również partycypacyjną (ang. participatory democracy), jest procesem zbiorowego podejmowania decyzji. Wykorzystuje się przy tym elementy demokracji bezpośredniej i przedstawicielskiej. Podstawową zasadą demokracji uczestniczącej jest to, że wszyscy obywatele mają możliwość brania udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących budżetu miasta, wysokości oraz rodzaju lokalnych podatków, w ustalaniu podziału administracyjnego, tworzeniu lokalnego prawa oraz planów strategicznych (np. planu zagospodarowania przestrzennego, lokalnego rozwoju itp.). Dyskusje i głosowania odbywają się podczas otwartych zgromadzeń w gminach, dzielnicach i miastach. Delegaci i radni mogą być w każdej chwili odwołani z pełnionej funkcji przez specjalnie zwołane zgromadzenie mieszkańców ich okręgu. Administracja publiczna, radni, burmistrz, stają się wykonawcami realizującymi instrukcje pochodzące od lokalnej społeczności. Większość obecnych form demokracji uczestniczącej współistnieje ze strukturami państwa i samorządu lokalnego.

Na co i jak wydać pieniądze?
Jednym z najważniejszych narzędzi, poprzez które rozwija się demokracja uczestnicząca jest budżet partycypacyjny. Budżet partycypacyjny (od ang. participatory budgeting) to oddolny proces, w którym obywatele określają najważniejsze sprawy, które należy ująć w lokalnym budżecie oraz wskazują, które inwestycje i projekty należy realizować w ich miejscowości.
Abyśmy mogli powiedzieć, że dany budżet jest partycypacyjnym musi on spełniać kilka kryteriów. Po pierwsze, mieszkańcy muszą mieć możliwość prowadzenia dyskusji nad lokalnymi finansami, po drugie − dyskusje nad budżetem powinny odbywać się na kilku poziomach, (spotkania sąsiedzkie, dzielnicowe, miejskie). Proces ten musi być również ciągły, nie może być ograniczany do jednego roku lub pojedynczych konsultacji. Ważne jest także określenie odpowiednich reguł włączania mieszkańców w proces podejmowania decyzji. Na koniec, musi zostać stworzony mechanizm oceny skuteczności tego procesu.

Aktywni obywatele Porto Alegre
Budżet partycypacyjny [PB] po raz pierwszy został wprowadzony w roku 1990 w mieście Porto Alegre (płd.-wsch. Brazylia) przez Partię Pracowników, która − poddana naciskom ze strony nieformalnych grup sąsiedzkich oraz organizacji społecznych − umożliwiła mieszkańcom decydowanie o tym, na co i gdzie wydawać pieniądze przeznaczone na inwestycje. To od nich zależało, w której dzielnicy w tym roku zostanie wyremontowana szkoła, gdzie będzie budowany wodociąg, a gdzie droga. Na początku w procesie uczestniczyło kilkuset mieszkańców, w 2004 roku w Porto Alegre było zarejestrowanych 50 tys. uczestników, biorących aktywny udział w podejmowaniu decyzji.
Od czasu wprowadzenia budżetu partycypacyjnego w Porto Alegre model ten rozprzestrzeniał się bardzo dynamicznie. Dziś idea ta rozwija się w ponad 300 miastach na całym świecie: od Ameryki Południowej (w samej Brazylii jest ponad 100 miast wykorzystujących ten model, w tym 2-milionowe Belo Horizonte) poprzez Amerykę Północną (Kanada − Toronto, Guelph), Afrykę (Tanzania − Singida), Europę, aż po Azję (Sri Lanka − Colombo). Wszędzie możemy zaobserwować, jak powoli, małymi kroczkami rozwija się budżet partycypacyjny. Forma, jaką przyjmuje on w poszczególnych krajach (miastach) zależna jest od lokalnych warunków prawnych i kulturowych. W jednym mieście mieszkańcy decydują tylko o kilku procentach budżetu przeznaczonych na inwestycje (np. w miastach europejskich jest to czasami mniej niż 1%), a w innym − decydują o całym budżecie na inwestycje(Porto Alegre, Mundo Novo). W jednym mieście mieszkańcy bezpośrednio decydują o wydatkach, a ich decyzje są dla władz wiążące, w innym − są oni reprezentowani przez organizacje społeczne, a ich głosu władza nie musi uwzględniać. Wszystkie te miasta łączy jednak to, że tworzą one zasady regulujące dialog mieszkańców z władzą. Dialog ten nie sprowadza się tylko do pojedynczych, odosobnionych konsultacji budżetowych, ale jest powtarzalny i systematyczny.

W Sewilli decydują sąsiedzi
Do Europy idea budżetu partycypacyjnego dotarła po dziesięciu latach od jej powstania w Ameryce Południowej, ale rozwija się bardzo dynamicznie. W 2000 roku 5 miast eksperymentowało z budżetem partycypacyjnym, obecnie jest ich ponad 50. Odmienne od brazylijskich warunki sprawiają, że przyjmuje on w Europie bardzo zróżnicowane formy, często dalekie od pierwowzoru z Ameryki Południowej. Najbliższe modelowi z Porto Alegre są rozwiązania przyjęte w hiszpańskim mieście Sewilla. Decyzje podejmowane są tam na trzech terytorialnych poziomach − sąsiedztwa, dzielnicy i miasta. Na poziomie sąsiedztwa w spotkaniach uczestniczą mieszkańcy kilku ulic, którzy zgłaszają swoje propozycje oraz wybierają przedstawicieli na spotkania dzielnicowe oraz całego miasta. Podczas spotkań dzielnicowych przedstawiciele sąsiedztw ustalają, które z poszczególnych propozycji mieszkańców są ważniejsze, a które mniej ważne dla dzielnicy. Natomiast na poziomie całego miasta dyskutowane są tylko najważniejsze inwestycje, np. budowa pływalni czy stadionu.

W wielu europejskich miastach stosujących model budżetu partycypacyjnego, mieszkańcy nie mają możliwości zgłaszania swoich własnych propozycji. Oceniają jedynie to, co zaproponuje miasto i mogą sugerować pewne zmiany. Głównym celem tego modelu jest podnoszenie jakości usług świadczonych przez miasto poprzez umożliwianie mieszkańcom ich systematycznej oceny. Model ten jest rozpowszechniony głównie w miastach w Niemczech oraz Skandynawii (np. Berlin-Lichtenberg, Hilden, Rheinstetten).

Jeszcze inną formą budżetu partycypacyjnego w Europie są Lokalne Fundusze, najbardziej rozwinięte w Wielkiej Brytanii. Lokalne władze przekazują określoną kwotę (nawet do kilkuset tysięcy funtów) lokalnej społeczności, która następnie sama decyduje na jaki projekt przeznaczyć te pieniądze.

Kosztowne, ale wartościowe
Budżet partycypacyjny sprawia, że demokracja nabiera bardziej praktycznego wymiaru i staje się bardziej zrozumiała i akceptowana przez dla obywateli. Przede wszystkim poprzez ciągłe rozmowy mieszkańców z lokalną władzą. Proces ten sprawia, że władza lokalna staje się odpowiedzialna przed obywatelami. Mieszkańcy przestają być zwykłymi obserwatorami, a stają się aktywnymi obywatelami. Następuje poprawa usług świadczonych mieszkańcom przez miasto. Lepiej diagnozowane są potrzeby mieszkańców. Zwiększa się przejrzystość działania administracji oraz efektywność wydatkowanych pieniędzy. Mieszkańcy mają realną szansę rozliczenia finansowej i merytorycznej działalności lokalnych polityków i urzędników. Wzrasta zaufanie pomiędzy mieszkańcami a lokalną władzą.
Oczywiście proces ten ma także swoje wady, np. jest drogi. W Porto Alegre stosowanie tego modelu kosztuje miasto 250 tys. dolarów rocznie. Pojawiają się też problem związane z zależnością od politycznej woli władz lokalnych oraz krajowych (co zagraża stabilności całego procesu) oraz z wolniejszym tempem podejmowania decyzji.

W Polsce, jak na razie, o budżecie partycypacyjnym nie mówi się zbyt wiele. Jego przyszłość w kraju nad Wisłą zależy od nas samych, od tego, czy uznamy te idee za wartościowe i podejmiemy wysiłki na rzecz ich upowszechnienia. Przede wszystkim jednak należy sobie uświadomić, że rozwój zarówno demokracji uczestniczącej, jak i budżet partycypacyjnego zależy od tego, czy mamy rzeczywiste możliwości powszechnego dostęp do informacji. Mam nadzieję, że i w Polsce w niedługim czasie nastąpi rozwój idei demokracji uczestniczącej, która nada odpowiednie znaczenie samorządności obywatelskiej.
Obserwuj wątek
    • Gość: kazik Re: Obywatele wszystkich dzielnic, łączcie się! IP: 96.18.162.* 23.04.09, 03:33
      a ja pozdrawiam pana Cimka z Biskupiej Gorki,zawsze byl mily i
      inteligentny i dobrze gral w pilke na boiskach pomiedzy B.Gorka a
      Chelmem.moze jest w tej organizacji[byc powinien]dla jej dobra.
      • cus27 Re: Obywatele wszystkich dzielnic, łączcie się! 23.04.09, 05:48
        Powodzenia!
        • Gość: anal Re: Obywatele wszystkich dzielnic, łączcie się! IP: *.gprs.plus.pl 23.04.09, 07:38
          ORAL STORY się jej marzy... żenada
      • Gość: Piotr Re: Obywatele wszystkich dzielnic, łączcie się! IP: *.alushiptechnology.com 23.04.09, 07:49
        Czy chodzi o Henia Cimka.
        Pozdrawiam były mieszkanieć ul. Biskupiej.
        • Gość: kazik Re: Obywatele wszystkich dzielnic, łączcie się! IP: 96.18.162.* 23.04.09, 17:48
          tak jest,to o niego.chyba chodzil do technikum elektro-mechanicznego.
    • Gość: SOKRATES A co na to Dolne Miasto...? IP: *.chello.pl 23.04.09, 13:52
      A może by tak mieszkańcy Dolnego Miasta ze słynną Łąkową w końcy by
      się tak skrzyknęli?W końcu nie muszą za nas decydować poza naszymi
      plecami.Kto tak uważa niechaj podpisze się pod tym apelem.Pracy w
      tej zaniedbanej dzielnicy jest sporo i wymaga ona autentycznego
      zaangażowania i poświecenia a nie pozorowanych działań naszych
      radnych,którzy zdaje się bardziej pamietaja o swojej prywacie
      nizeli o tych,którzy ich wybrali!
      • Gość: kazik Re: A co na to Dolne Miasto...? IP: 96.18.162.* 23.04.09, 17:53
        to wszystko zaczyna zdazac do tego,co prezydent Obama wprowadzil w
        Usa,czyli dzielnicowi organizatorzy.to jest swietlna mysl i
        doprowadzi do wyeliminowania masy problemow,a takze bedzie wszelka
        pomoca w godzinie prawdy.tylko przyklasnac i jeszcze niech sie do
        tego przylacza koscioly w dzielnicach,by wszystkim zylo sie lepiej.
        • Gość: kosmo z bagien Re: A co na to Dolne Miasto...? IP: *.85-237-171.tkchopin.pl 23.04.09, 22:24
          demokrację i samorządnośc lepiej budowac od dołu, a nie czekac aż przyjdzie przysłowiowy Obama i nam coś da, albo na coś pozwoli. Zauważ, że w tym przypadku parunastu mieszkańców skrzyknęło się by razem rozwiązywac problemy swojej dzielni i to jest bardzo dobry przykład dla innych. Nie warto uzależniac się od władz, ale pozostac niezależnym i krytycznycm głosem mieszkańców - inaczej skończy się na opłacanym przez miasto biurze i etaciku dla paru ludzi - a chyba nie o to chodzi.
          • Gość: amber Re: A co na to Dolne Miasto...? IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 23.04.09, 23:02
            Ludzie sa naiwni, bo organizowanie sie przeciwko wladzy chociaz
            niby legalne ale dyskredytuje obecna dzialalnosc komitetow
            dzielnicowych i osiedlowych tych poslusznych wladzy, wiec co zrobic
            z setkami urzednikow na etatach odgornie obsadzonych patronow
            dzielnic i osiedli ?, na pierwszy rzut oka niby wszystko cacy, cacy
            i legalne ale tak naprawde to za krytycyzm wladz grozi pierdel, o
            czym moze swiadczyc fakt pozwu do sadu pani Lidii Makowskiej
            spoleczniczki z portalu Wrzeszcza za publiczne podwazanie
            autorytetu wladzy (decydentow z U.M. ) w sprawie budowy blokowiska
            w historycznym centrum Wrzeszcza.
            Chciaz pozew pochodzi od kolaboranta-dewelopera jednak jest
            wyraznym ostrzezeniem gniewnych z U.M. W koncu to wladzy nikt sobie
            nie dal odebrac po dobroci, a oddolny krytycyzm wladz w obawie ze
            szydlo wyjdzie z wora jest i zawsze byl przez te wladze niemile
            widziany. Wiec nie ma sobie co robic plonnych nadziei, bo to tylko
            jeszcze jeden chwyt odgorny przebrany w demokratyczne obietnice.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka