Dodaj do ulubionych

dzwon z Gustloffa

25.03.06, 09:04
Ciekawa jestem waszych poglądów na "sprawe dzwonu" z Gustloffa, który jest na
razie w restauracji barracuda na Bulwarze i budzi rozmaite kontrowersje. Nie
tyle on sam, co pomysły, co z nim dalej. czy ma prawo tam byc, czy jako
znalezisko cmentarne, bo przeciez Gustloff to wielki cmentarz, powinien
wrócic na pokład, a może do muzeum, tylko gdzie, a może do Niemiec, tam gdzie
sa rodziny ofiar? Dzis jest w Gazecie artykuł na ten temat, zreszta kolejny.
Moze sobie na ten temat podyskutujemy, hę?
Obserwuj wątek
    • on45 Re: dzwon z Gustloffa 25.03.06, 11:05
      Wilhelm Gustloff to cmentarzysko. Zdarza się wydobywać z grobów szaty, insygnia
      władzy czy inne skarby. Ale o ile nie jest to grabież, przedmioty takie
      trafiają zwykle do muzeum, świątyni lub innego tzw. "godnego" miejsca służącego
      upamiętnieniu osoby lub zdarzenia.
      Nie wiem, czy właścicielami Barracudy kierowała chęć zrobienia sobie reklamy,
      czy "dobre intencje", ale moim zdaniem wykazali się zupełnym brakiem wyczucia.
      Lokal gastronomiczny, jaki by nie był, nie jest "godnym" miejscem dla dla tego
      dzwonu.
      Pzdr.
      • on45 Re: dzwon z Gustloffa 25.03.06, 11:25
        Dopiero teraz przeczytałem artykuł. Powrót dzwonu na pokład po tylu latach nie
        jest chyba dobrym pomysłem. Nie wiem jak będzie zbudowana ekspozycja w muzeum
        miasta i czy będzie obejmować czas wojny (moim zdaniem powinna). Ewakuacja
        tysięcy Niemców z gdyńskiego portu jest faktem historycznym, czy nam się to
        podoba, czy nie. A do zatopienia doszło wkrótce po wypłynięciu z Gdyni. Więc
        nie miałbym nic przeciwko temu, by umieszczono go w muzeum właśnie w takim
        kontekście.
        A jeżeli nikt go nie będzie chciał, to najlepiej przekazać go do muzeum w
        Bremerhaven.
        Pzdr.
            • dalenne Re: dzwon z Gustloffa 25.03.06, 18:31
              Okropna czy nie okropna (kwestia gustu),ale na pewno wypełnia niszę, czyli brak
              porządnych knajp z porzadnym jedzeniem usytuowanych nad Gdyńską częścią morza.
              Większość przecież to budy z plastikowymi stołami i krzesłami.

              (A samo jedzonko mają na prawdę smaczne i potwierdzają to ludzie czekający, w
              kolejce przed wejściem, na wolny stolik.)
                • magdalena18 Re: dzwon z Gustloffa 26.03.06, 00:06
                  A najgorsze jest to, że długo będziemy czekać na inne podobne do barracudy i
                  likwidacje śmierdzących bud, bo miasto postawiło takie warunki inwestorom, że
                  mało kto je da rade spełnić, a z pewnością nie lokalni i krajowi inwestorzy.
                  Więc jeżeli już to powstaną miejsca w kórych szybach Gdynianie będą mogli się
                  najwyżej poprzeglądać w czasie spaceru nad morzem.
                  No jeszcze ratunek w Prokomie i p. Krauze.
                    • vitalia Re: dzwon z Gustloffa 26.03.06, 08:18
                      Takie jest życie droga czekoladino..Gdynianie ,to nawt do baru mlecznegpo
                      Słonecznego mogą pójść,,,,ale podobno Gdynia to miasto otwarte,,więc i rzesze
                      tyrystów ją najeżdżają ,bo pieniążki z nich są.....I co!!! w tem jednem
                      Nadmorskiem da ich wykarmić????? Otóż nie!!!tak jak i w śmierdzących starym
                      olejem rybich budach.
                      Nie MY dla miasta,,ale miasto dla nas...więc niestety budować trzeba i wierzę
                      że wkrótce to się zmieni. C'la vie...
                      • czekoladina Re: dzwon z Gustloffa 26.03.06, 11:08
                        Wisz co,vitalko?Ja w zeszlym roku,jak reszta baranów-turystów skusilam się na
                        rybę przy tej knajpie,ale w tej dostwce,takiej co to się na tacce je.Koszmarna
                        tqa ryba,starym olejem jechala,w tym samym tluszczu frytki usmażone i wszystko
                        to koszmarnie drogie.Brrr...
                        Nie wiem ,w środku nie jadlam,ale nikt mi nie powie,że będzie tam aż taka
                        róznica i wszystko będzie znacznie lepsze.Styl pozostanie.
                • x2468 Re: dzwon z Gustloffa 04.04.06, 21:08
                  nad Barakuda jest lepsza knajpa z lepszym jedzeniem.Mowa o Hotelu
                  Nadmorskim.Teraz odor zepsutego miesa z Barakudy wali prosto w nosy towarzystwa
                  wna tarasie Nadmorskiego.Zamiast widoku na zatoke maja widok na kominy
                  Barakudy.To jest skandal.
      • seahowk Re: dzwon z Gustloffa 05.04.06, 23:07
        Myślę że nie przesłonią. Na Gutstoffie oprócz cywili było sporo wojska a między
        innymi 50 załóg weteranów Ubott Waffe które miały obsadzić nowe łodzie typ XXI.
        Z militarnego punktu widzenia był to znaczny sukces.

        Niemcy prawie do końca wojny czuli się dość bezpiecznie na Bałtyku. Porty
        rosyjskie były zaminowane do tego stopnia że wypłynięcie rosyjskich łodzi
        podwodnych na otwarte morze graniczyło z sukcesem. Rosjanie zatopili trzy
        znaczące okręty ( Goya, Gutstoff i Schtoeiben – nie wiem czy tak się to pisze).
        Przy całej tragedii tych trzech statków bo w sumie zginęło odpowiednio Gutstoff
        9 tys. Goya 7 tys. i Schtoeiben 5 tys. Niemiecka Marynarka Wojenna panowała na
        Bałtyku. Jeżeli zatopienie Schtoeibena było sukcesem, o tyle Goya i Gutstoff
        zostały stracone z powodu błędów w dowodzeniu.

        Goya był nowoczesnym frachtowcem mogącym rozwijać prędkość 18 węzłów co czyniło
        go nieosiągalnym dla okrętów podwodnych. jednak feralnej nocy szedł w konwoju
        ze starym statkiem z prędkością bodajże 4 czy 5 węzłów co spowodowało że padł
        dość łatwo łupem torped.

        Guttstoff to zbieg nieszczęśliwych okoliczności i fakt że jedni mają szczęście
        a inni niewymownego pecha i oczywiście również będów dowodzenia.

        1. nie zygzakował
        2. szedł na światłach pozycyjnych (było to efektem że bali się paść ofiarą
        własnych okrętów w tym samym czasie płyną w okolicy krążownik Hipper)
        3. nie został dokonany przegląd techniczny statku choć był na to czas i
        środki, okręt w swoim okresie świetności potrafił rozwijać prędkość 18 do 23
        węzłów a w nocy kiedy zatoną wycisnąć mógł tylko 12 węzłów

        jak ktoś ma pecha to druga strona ma szczęście. Dowódca rosyjskiego okrętu
        Marinesku wdał się w jakąś bójkę, załoga bojąc się że ich dowódca będzie
        rozstrzelany ( był bardzo niesubordynowanym dowódcą który słyną z burd i picia)
        podejmują decyzję o ucieczce z portu i szukaniu szczęścia w zatoce gdańskiej
        aby tam zyskać zwycięstwa zapewniając im immunitet przed gniewem NKWD. W nocy
        Rosjanie wynurzyli się aby naładować akumulatory i wtedy zobaczyli idący na
        światłach Gutstoffa dalej już wiecie jak było.


        Podsumowując zgoda nie zapominamy o Oświęcimiu ale te trzy okręty są mogiłami a
        kierownictwo Barakudy w takim układzie to hieny cmentarne. Bo nie wyobrażam
        sobie mundurów Polskich żołnierzy z Katynia w Rosyjskiej restauracji czy
        pasiaków obozowych w niemieckich

        Pz

        Seahowk
        • x2468 Re: dzwon z Gustloffa 26.04.06, 11:02
          Wedlug danych z Gustlofa byl tam 2 zaokretowany 2 dywizjon szkoleniowy broni
          podwodnej.Jesli wziac pod uwage ze w tamtym czasie budowano masowo miniaturowe
          okrety podwodne 1,2,3 osobowe,to ta ilosc podwodniakow byla zdolna do obsadzenia
          calej flotylli okretow np typu Biber.
          W pierwszej kolejnosci przyjeto na poklad oficerow i zolnierzy z rozkazami
          wyjazdu(ewakuacji).Dopiero po zapelnieniu wszystkich pomieszczen
          mundurowymi,zaczeto przyjmowacjc rannych a potem ludnosc cywilna.I tak np
          dziewczyny z pomocniczej sluzby kobiet ulokowano w specjalie do tego celu
          oproznionym basenie.(miejsc w kabinach bylo okolo 2000,a wiec tylu bylo
          wojskowych.Najstrozne szacunki mowie ze minimum 1000).
          O fakcie ze Gustlof byl klasyfikowany jako transportowiec.W rejestrach
          Kriegsmarine okreslany byl jako "hulk"mieszkalny i okret baza.Szedl w
          konwoju,eskortowany przez okrety wojenne,byl uzbrojony,slabo,lecz to jest bez
          znaczenia,Ponadto Marinesko dzial w warunkach "nieograniczonej wojny
          podwodnej",ogloszonej przez III Rzesze( co bylo zbrodnia wojenna).
          • seahowk Re: dzwon z Gustloffa 28.04.06, 14:13
            Biber był faktycznie pierwszą pełnowartościową małą Łodzią podwodną, natomiast
            szczytowym osiągnięciem była "Foka" chyba typ XXIII ale nie dam głowy. były one
            produkowane między innymi w Elblągu

            pz

            seahowk
            • x2468 Re: dzwon z Gustloffa 07.05.06, 19:47
              "Biber"byl jednoosobowym okretem podwodnym.Uzbrojony byl w 2 torpedy.Zbudowano
              324 okrety tego typu z tego 3/4 zostalo zniszczone przez Aliantow.
              Jak wynika z tego faktu podwodniacy ktorzy zgineli na "Gustlofie" mogli byc
              poteznym zagrozeniem dla aliantow.To rowniez nalezy wziac pod uwage jesli mowimy
              o ofiarach kapitana Marinesko i jego zalogi.
            • x2468 Re: dzwon z Gustloffa 07.05.06, 20:50
              W Elblagu budowano typ XXVII B pozniej"127" zwany Hecht.Niektore zrodla podaja
              ze zbudowano ich 53 inne ze 285 sz.Pierwsze dwa byly zbudowane w Kiloni.reszta w
              Elblagu.

              Ofiara jednego z tych miniaturowych okretow padl Krazownik Dragon.Zatopil go
              marynarz-operator okretu typu "Marder".Tych zbudowano okolo 300 szt.A stalo sie
              to 7 lipca 1944 roku.Zginelo wowczas 37 Polskich marynarzy.Wielu bylo rannych.
              Jakos nikt o tym nie pamieta.Przynajmniej tu,gdzie tak czesto placze sie nad
              ofiarami z "Gustlofa"
              • seahowk Re: dzwon z Gustloffa 08.05.06, 12:23
                Przesadzasz, o krążowniku Dragon jest, co najmniej wzmianka a w kilku
                publikacjach znajdziesz dokładne opisy tej akcji. I powiem więcej o dragonie
                znajdziesz więcej informacji niż o tych trzech niemieckich statkach. Uważam, że
                wiedza w tej dziedzinie powinna być poszerzona z tego powodu, że jeśli dochodzi
                o polemiki to nie mamy wystarczającej wiedzy do dyskusji.

                Ale nadal twierdzę że dzwon powinien znaleść się na cmentarzu lub conajmniej w
                muzeum MW

                Pz

                Seahowk
                • x2468 Re: dzwon z Gustloffa 08.05.06, 22:44
                  W ktorym miejscu przesadzam? Zarowno Piekalkiewicz w swojej " See Krieg" jak i
                  Lipinski w " II wojnie Swiatowej Na Morzu" podaja liczbe 37
                  zabitych.Piekalkiewicz dodatkowo podaje liczbe ponad 100 rannych.A wiec wskazuje
                  dokladnie zrodla na ktorych sie opieram.Moze podasz na jakiej podstawie
                  twierdzisz ze przesadzam?
                    • seahowk Re: dzwon z Gustloffa 09.05.06, 13:06
                      Nierozumiemy się, mówię, że przesadzasz, że nikt nie wie o Dragonie, jest sporo
                      opisów, natomiast sprawa niemieckich okrętów transportowych w mediach jest od
                      niedawna i nam (Polakom) jest potrzebna rzetelna wiedza zaznaczam rzetelna, aby
                      nie doszło do sytuacji "Polskich obozów koncentracyjnych". Takich katastrof,
                      jak Dragnon w polskiej MW było więcej w czasie drugiej wojny światowej i
                      bardziej tragicznych i wszystkie zasługują na pamięć ja tego nie neguję.
                      Problem polega na tym, że to statki niemieckie będą wracać jak bumerang i
                      trzeba mieć wiedzę, aby móc polemizować. Bo nic tak nie ośmiesza jak
                      wypowiadanie się w temacie, o którym nie ma się wiedzy. Niestety sam czytałem
                      wypowiedzi w prasie, które przez niekompetencje powodowały brak wiarygodności.
                      • x2468 Re: dzwon z Gustloffa 09.05.06, 20:25
                        Ok.Zauwaz jednak jak wiele i jak czesto powraca temat "niewinnych niemieckich
                        ofiar",paszerow Gustlofa,Goyi,Steubena.Ile razy wspomniano chocby tu naszych
                        marynarzy? Ile razy ktos wspomnial okolo 50000 obywateli Polski,ofiar Niemcow na
                        Pomorzu?
                        • seahowk Re: dzwon z Gustloffa 10.05.06, 12:24
                          Chyba jesteśmy bliscy porozumienia, znajomość historii własnego Państwa należy
                          do pewnych standardów i zgodzę się z tobą, że tak powinno być. Chodzi mi o to,
                          że katastrofy składają się na największą tragedię morską i za jakiś czas znajdą
                          się na liście obok wielkiej ewakuacji z Dunkierki w 1940 Bitwy Jutlandzkiej
                          1916, Midwey 1942, czy Bitwy pod Lepanto w 1571 roku. Trzeba wiedzieć skąd
                          wzięła się ta liczba Niemców, kto to był, co tu robili, dlaczego i przed kim
                          uciekali. Za jakiś wiedza o tych tragediach wejdzie do kanonu tego co powinien
                          wiedzieć wykształcony człowiek, powinien mieć na ten temat wyrobiony pogląd.
                          Tak aby nie uchodzić za ignoranta. Zatonięcia to fakt niepodważalny reszta to
                          sprawa interpretacji dla Rosjan sukces, dla Niemców klęska ( rozsądni Niemcy
                          nie mówią o tym z pozycji mordu) my powinniśmy wiedzieć, bo to stało się przy
                          naszym wybrzeżu i jest to integralna część naszej historii.

                          pz

                          seahowk
                            • seahowk jak rozwiazali to w szczecinie 07.06.06, 11:57
                              - Groby żołnierzy pozwalają pamiętać o przeszłości i aktywnie działać na rzecz
                              polsko-niemieckiego pojednania - powiedział w Szczecinie Reiner Ruff, sekretarz
                              generalny Niemieckiego Związku Ludowego Opieki nad Grobami Wojennymi, które za
                              miesiąc otworzy oficjalnie cmentarz niemieckich żołnierzy w Starym Czarnowie.

                              Konferencję prasową poświęconą otwarciu cmentarza związek zorganizował we
                              wtorek w siedzibie konsula honorowego Niemiec w Szczecinie mec. Bartłomieja
                              Sochańskiego. Otwarcie cmentarza, budowanego od 2000 r. pod Starym Czarnowem
                              (powiat gryfiński), odbędzie się 15 lipca. Już dzisiaj spoczywają na nim prochy
                              ok. 10 tys. niemieckich żołnierzy z czasów II wojny światowej, docelowo ma być
                              ich tam pochowanych 32 tys.

                              - Znajdą się tam prochy żołnierzy z terenów województw zachodniopomorskiego,
                              kujawsko-pomorskiego, lubuskiego i wielkopolskiego - mówi Reiner Ruff. -
                              Grobami opiekować się będą żołnierze z Brygady Grenadierów Pancernych z
                              Torgelow.

                              Stare Czarnowo stanie się w ten sposób największym cmentarzem niemieckich
                              żołnierzy w Polsce. Budowę nekropolii finansuje niemiecki związek za pieniądze
                              z darowizn i budżetu federalnego. Całość kosztowała ok. 800 tys. euro. Niemcy
                              szacują, że udaje się zidentyfikować zwłoki połowy ekshumowanych żołnierzy. Ich
                              nazwiska będą wyryte na tablicach ustawionych przy każdej z cmentarnych kwater.

                              - Będzie tam tylko imię i nazwisko, data urodzin i śmierci. Bez stopnia
                              wojskowego ani jednostki - zapowiada Ruff.

                              W uroczystości otwarcia cmentarza weźmie udział ok. 500 członków rodzin
                              poległych niemieckich żołnierzy. Oficjalnie niemiecką stronę będzie
                              reprezentował minister spraw wewnętrznych landu Meklemburgia-Pomorze Przednie
                              Gottfried Timm. Podczas uroczystości modlitwę ekumeniczną poprowadzą kapelani
                              wojskowi Kościołów rzymskokatolickiego i ewangelicko-augsburskiego.

                              Niemcy są przekonani, że polscy obywatele doskonale zdają sobie sprawę z
                              wartości powstawania niemieckich cmentarzy w Polsce dla polsko-niemieckiego
                              pojednania.

                              - Cmentarze wojenne pozwalają przypominać o tym, co się działo, i aktywnie
                              działać na rzecz pojednania - uważa Reiner Ruff. - Dzięki nim można zapobiegać
                              powtórzeniu się tego, co wydarzyło się w przeszłości.

                              Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi istnieje od 1919 r.
                              Powstał w konsekwencji podpisania traktatu wersalskiego, który zapewnił
                              wszystkim żołnierzom prawo do godnego pochówku. Związek opiekuje się 827
                              cmentarzami wojennymi w 45 państwach. W Polsce wybudował dziewięć nowych
                              cmentarzy wojennych.
      • darektatkowski9 Re: dzwon z Gustloffa w Berlinie 12.08.06, 18:42
        Tak to prawda ,został wypożyczony na tą wystawę .Przeczytałem te wszystkie
        wypowiedzi powyżej i zastanawia mnie czemu nikt nic nie mówi o właścicelach
        dzwonu czyli o PRO.My tylko wypożyczyliśmy dzwon na ich prośbę ,a PRO
        nieskutecznie starała się wyprosić w wszystkich największych muzeach możliwość
        ekspozycji tego dzwonu i jakoś nikt nie był zainteresowany.Proszę mi wierzyć
        gdybyśmy wiedzieli jakie kontrowersje wzbudzi dzwon nigdy by się w naszej
        restauracji nie znalazł.Nigdy też nie stał on się przedmiotem kryptoreklamy z
        naszej strony.
        dariusz Tatkowski
        Manager restauracji.
    • seahowk Re: dzwon z Gustloffa w Berlinie do Darka 14.08.06, 16:22


      Witam, jak widzisz dyskusja jest w miarę rzeczowa i konstruktywna pomijam wpisy
      które powinny być w innym wątku ( gastronomiczno sensualnym ) Dzwon pochodzi z
      masowej mogiły i tak powinien być traktowany. Co do muzeów to wydaje mi się że
      dyrektorzy nie mają jaj i odwagi cywilnej aby umieścić do w swojej ekspozycji
      lub na cmentarzu w miejscu gdzie każdy ma prawo do swojego miejsca. Jestem
      pewien że wasza restauracja mogłaby w tym dopomóc bo to nie jest taka strasznie
      trudna sprawa. Myślę że można umieścić go na cmentarzu żołnierzy niemieckich
      pod Szczecinem lub w kilku innych miejscach. Trzeba po prostu chcieć

      Pz

      Seahowk
          • seahowk Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczecinie 25.08.06, 10:05
            180 niemieckich nagrobków znajdzie swoje miejsce w lapidarium, które jeszcze w
            tym roku zostanie utworzone na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

            15.09. będę w szczecinie, i sprawdzę czy to aż taki problem umieścić dzwon bądź
            to na cmentarzu w Starym Czarnowie, lub w Lapidarium w Szczecinie. Jeśli Gdynię
            stać tylko na knajpę to przykre. Przykre że włodarze miasta i Polskie
            Ratownistwo Okrętowe nie wiedzą nic w tym złego że dzown jest atrakcją w
            knajpie.


            pz

            seahowk
            • windyga Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 25.08.06, 12:05
              Czy nie widzisz róznicy miedzy Szczecinem i Gdynią? Gdynia ma krótki niemiecki
              epizod, zwiazany z okupacja hitlerowska.Dzwon nieuchronnie kojarzy sie z tym
              okrutnym czasem, wysiedleniami (gdynianie byli pierwszymi wysiedlanymi we
              wrsesniu 1939 r z wagonach bydlęcych).
              Z drugiej strony ten dzwon pochodzi z cmentarza tysięcy ludzi, którzy utoneli.
              Ściaganie turystów do dzwonu w Gdyni,to moim zdaniem absolutnie niestosowne
              frymarczenie ta tragedią i prowokacja. Bo emocje ciagle sa bardzo gorące.
              Gdyńskie muzeum, które lada moment bedzie otwarte ma byc muzum II
              rzeczpospolitej. Eksponat w postaci dzwonu ze statku okupanta byłby absolutnym
              dysonansem.
              Co innego w Niemczech, gdzie zyja i będa życ potomkowie ofiar Gustloffa, którzy
              maja prawo do miejsca gdzie będa składać kwiaty, znicze itp I żadnych
              kontrowersji , chyba że dorobia legende o "wypędzeniu" niczym Erika S.
              Może zatem najlepiej dzwon spuścic na wrak Gustloffa, skąd go ukradziono?...
              • seahowk Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 26.08.06, 16:34
                Jakoś nie widzę, martyrologia nie ma tu nic do rzeczy. Ale zgodzą się
                mieszkańcy Szczecinie wszyscy są przesiedleńcami i ludźmi skądś wypędzonymi i
                może dlatego powstał cmentarz żołnierzy niemieckich, Lapidarium. Mając nadzieje
                że kiedyś ktoś uszanuje szczątki i dowody na istnienie ich bliskich w miejscach
                skąd musieli odejść wbrew swojej woli.

                Masz rację małostkowość tych ludzi który mają w tej sprawie coś do powiedzenia
                jest porażająca. Nie mogę się pogodzić widząc Erikę przy dzwonie mówiącą o
                wypędzonych Niemcach. Na pewno powie skąd ich wypędzili, powie kto ich wypędzał
                i powie o tragedii ale możemy być pewni że będzie pomijać co było przyczyną.
                Ten dzwon to część historii Pomorza, jeśli nie można o niej opowiedzieć tu więc
                trzeba go oddać tam gdzie o niej nie boją się mówić.

                Pz

                Sehowk
                • x2468 Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 29.08.06, 18:56
                  Dzisiaj serdecznie i wylewnie pan Lemmert przywital w Berlinie pana marszalka
                  Jurka.Nie byloby w tym niczego nadzwyczajnego,gdyby nie fakt ze p.Lemmert jest
                  mentorem i przyjacielem pani Steinbach a pan Jurek wielokrotnie krytykowal idee
                  p Stinbach.Na uroczystosci otwarcie jej "centrum",p. Lemmert wyglosil plomienna
                  mowe
                  na temat wznioslosci dzialan jego przyjaciolki.
                  To przyczynek do naszej dysputy.
              • on45 Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 27.08.06, 15:55
                windyga napisała:
                ...
                > Gdyńskie muzeum, które lada moment bedzie otwarte ma byc muzum II
                > rzeczpospolitej.
                ...


                Na prawdę? Nie będzie tam mowy o działaniach wojennych, okresie okupacji i
                historii powojennej? Wydaje mi się, że w muzeum historii miasta powinna być
                pokazana cała historia.
                • seahowk Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 30.08.06, 11:32
                  Nie wiem czy nie będzie ale znając skłonności do unikania trudnych tematów, (
                  Polacy też tak robią ) i do Niemieckiej umiejętności propagandy ( bo zawsze
                  umieli to robić) obawiam się że to duże prawdopodobieństwo. Trzeba sobie
                  przypomnieć ile kontrowersji wzbudza wystawa „Zbrodnie Wermachtu”. Zawsze jest
                  tak że to ofiary mają więcej do powiedzenia o wydarzeniach a nie ten kto był
                  agresorem (mówię o II wojnie jako całości)


                  Windyga pisała o polskich deportacjach zgoda ale nie możemy też zapominać o tym
                  że Polacy też eksterminowali Osadników niemieckich. Skala jest oczywiście
                  nieporównywalna ale jednak. Nie łudźmy się Niemcy dysponują większymi
                  pieniędzmi do „interpretacji” wydarzeń. My musimy nadrabiać rzetelną wiedzą,
                  dokumentami, dowodami.


                  Dzwon jest pewnego rodzaju symbolem, a my nie umiemy wykorzystać go do tego aby
                  opowiedzieć o wydarzeniach z przed 60 lat i oddajemy go innym.


                  Pz

                  Seahowk
                  • windyga Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 30.08.06, 15:54
                    Dwie sprawy - eksterminacja - to unicestwianie. zatem chyba złego słowa uzyłes
                    w stosunku do zjawiska jakim były przeciedlenia dawnych okupantów z terenów
                    Polski.
                    Druga rzecz - dzwon został nielegalnie zabrany z cmentarza. Zatem w co najmniej
                    dwuznacznej sytuacji znajduje sie każdy, kto go uważa za swój eksponat. W
                    gdyńskimm muzeum nie będzie kradzionych przedmiotów (tak mysle!)
                    • seahowk Re: Jak się w Gdyni Boją ...... to może w Szczeci 30.08.06, 16:48
                      > Dwie sprawy - eksterminacja - to unicestwianie. zatem chyba złego słowa
                      uzyłes
                      > w stosunku do zjawiska jakim były przesiedlenia dawnych okupantów z terenów
                      > Polski.

                      Nie, nie użyłem złego słowa Polacy palili wsie z niemiecki osadnikami, były też
                      tam ofiary śmiertelne. I mówię o okresie 1940 - 43 kiedy to na miejsce
                      wysiedlonych Polaków (z ich domów)przyjechali osadnicy z Niemiec. To była
                      wojna a na wojnie dzieją się straszna rzeczy i wszyscy mają krew na rękach.

                      Obawiam się ze użyłaś zbitki dwóch wydarzeń historycznych i stworzyłaś trzeci –
                      fikcyjny.
                      Jeśli nawet nie znamy podstaw z zadnienia o którym mówimy to jak mamy się
                      bronić przed fałszowaniem Historii przez innych.

                      Więc krótki rys historyczny:

                      01.09.39 wybuch wojny.

                      Polska jest podzielona na Generalną Gubernię i Tereny Wcielone do Rzeszy (
                      Między innymi Pomorze Gdańskie i Wielkopolska i Śląsk)

                      Następują wysiedlenia z terenów Wcielonych do Rzeszy i niektórych terenów GG. W
                      miejsce wysiedlonych przyjeżdżają Niemieccy osadnicy 40 – 43.


                      Ludność która uciekała przez Bałtyk można podzielić na klika Grup: wojsko,
                      osadnicy niemieccy ( ci co przyjechali tu w 40 – 43 ), rdzenna ludność
                      zamieszkująca Prusy Wschodnie, Ludność Niemiecka zamieszkująca Wolne Miasto
                      Gdańsk, oraz mieszkańcy Pomorza Środkowego i Zachodniego. Jeśli weźmiemy te
                      zmienne pod uwagę dopiero wtedy możemy podjąć się dyskusji na temat dzwonu.


                      > Druga rzecz - dzwon został nielegalnie zabrany z cmentarza. Zatem w co
                      najmniej
                      >
                      > dwuznacznej sytuacji znajduje sie każdy, kto go uważa za swój eksponat. W
                      > gdyńskim muzeum nie będzie kradzionych przedmiotów (tak myślę!)

                      W muzeach wiele jest takich rzeczy. Anglicy są tej dziedzinie specjalistami i
                      mają wielkie osiągnięcia. W Szwecji gdyby eksponaty umiały mówić to mówiły by
                      po Polsku. Nasze muzea są pełne takich eksponatów. Dzwon jest własnością
                      Polskiego Ratownictwa Okrętowego ( tak mówi prawo czyli pośrednio należy do
                      Skarbu Państwa.
                      • seahowk z dzisiejszej gazety 13.09.06, 09:05
                        z dzisiejszej Gazety

                        Dzwon z niemieckiego statku "Wilhelm Gustloff" trafił wraz z kilkoma innym
                        eksponatami na kontrowersyjną wystawę zorganizowaną pod patronatem Eriki
                        Steinbach. Właściciel gongu, Polskie Ratownictwo Okrętowe, domaga się zwrotu
                        depozytu przed końcem wystawy
                        Trzystukilogramowy dzwon z zatopionego w 1945 roku przez Rosjan statku "Wilhelm
                        Gustloff", na którym zginęło kilka tysięcy Niemców, jest najbardziej okazałym
                        eksponatem na kontrowersyjnej wystawie "Wymuszone drogi". Berlińską ekspozycję
                        otwarto 10 sierpnia na zlecenie Związku Wypędzonych - organizacji zrzeszającej
                        Niemców wysiedlonych po II wojnie światowej z terenów Polski i byłej
                        Czechosłowacji. Wystawę potępili polscy politycy. Nie wzięli udziału w
                        otwarciu, a premier Jarosław Kaczyński zwołał konferencję i stwierdził, że
                        Steinbach lekceważy historię i stawia Niemców w roli pokrzywdzonych.

                        - Chcemy, aby dzwon wrócił do końca września - mówi Tomasz Sagan z PRO. - O
                        zwrot eksponatu zwróciliśmy się do Niemców w połowie sierpnia, tłumacząc, że
                        gdybyśmy wcześniej wiedzieli, że za ekspozycją stoi Erika Steinbach, to nigdy
                        nie zgodzilibyśmy się na wypożyczenie dzwonu z "Wilhelma Gustloffa".

                        W odpowiedzi na żądanie PRO strona niemiecka poinformowała, że decyzja o
                        ewentualnym zwrocie dzwonu jest podejmowana "na wyższym szczeblu", z
                        uwzględnieniem politycznych konsultacji, i że dzwon wróci najprędzej 7
                        października, trzy tygodnie przed końcem wystawy. Będzie to już trzeci polski
                        eksponat wycofany z berlińskiej wystawy przed czasem, swoje zbiory zabrało już -
                        ze względu na wymowę ekspozycji - Muzeum Historyczne m. st. Warszawy i Związek
                        Sybiraków z Trzebiatowa.

                        Po powrocie z Berlina dzwon ma trafić do Centralnego Muzeum Morskiego, w
                        którego inwentarzach znajduje się od kilkudziesięciu lat. Problematyczna
                        pozostaje cały czas kwestia odpowiedniego jego wyeksponowania. Dyrektor CMM
                        Jerzy Litwin uważa, że pamiątki po "Gustloffie" nie mieszczą się zbytnio w
                        linii merytorycznej placówki. Dlatego trzeba będzie dobrze pomyśleć, w jaki
                        sposób go pokazywać. Prezes Wspólnoty Niemieckiej w Gdańsku Gerhard Olter
                        oświadczył, że zrobi wszystko, aby relikt tragedii można było oglądać, a nie
                        żeby znowu trafił do magazynu.
                        • seahowk Re: z dzisiejszej gazety 08.05.07, 10:16
                          Jest już gotowe lapidarium na Cmentarzu Centralnym. W piątek symbolicznie
                          pochowany tam zostanie nadburmistrz Hermann Haken z małżonką

                          Fot. Dariusz GORAJSKI / AG - Śmiem twierdzić, że to jest najpiękniejsze
                          lapidarium w Polsce - mówi Maria Michalak, kierownik Cmentarza Centralnego,
                          duch sprawczy przedsięwzięcia.

                          - Ilekroć ktoś przyjedzie do Szczecina, warto będzie go tutaj przyprowadzić.
                          Powstało tutaj jedno z najładniejszych miejsc naszego miasta - wtóruje jej
                          Gabriela Wiatr, rzeczniczka szczecińskiego Zakładu Usług Komunalnych.

                          Lapidarium powstało w miejscu, gdzie przed wojną znajdował się Gaj Urnowy.
                          Wcześniej wszystko zarastały tu chaszcze. Teraz na zagospodarowanym wzgórzu
                          wytyczono alejki.

                          - Wykorzystując plany i ikonografię, odtworzyliśmy oryginalny, przedwojenny
                          układ - mówi Maria Michalak. - Odtworzyliśmy elementy małej architektury, takie
                          jak daszek - grzybek, drewniany mostek. Szumi tu fontanna.

                          W tej pięknie zagospodarowanej jednohektarowej przestrzeni znalazło miejsce 165
                          niemieckich płyt nagrobnych, w tym dwadzieścia jeden w pierwotnym posadowieniu.
                          Czternaście wkrótce czeka remont. Stowarzyszeniu na rzecz Cmentarza Centralnego
                          udało się pozyskać na ten cel pieniądze z Ministerstwa Kultury.

                          - Teraz tu będą trafiały kolejne znalezione niemieckie nagrobki - zapowiada
                          Michalak. - Jeszcze tydzień temu było ich 160, a już jest o 5 więcej.

                          Powojenna historia niemieckich nagrobków była tragiczna. Dewastowane, wywożone
                          do budowy murków, chodników, schodów, topione, rozrzucone na cmentarzu. W
                          ostatnich latach coraz głośniej mówiło się jednak, że tak być nie może, że
                          trzeba je skupić w lapidarium.

                          Tu znalazł też swoje nowe miejsce nagrobek nadburmistrza Szczecina Hermanna
                          Hakena i jego żony Johanny. Raczej nie praktykuje się przenoszenia nagrobków,
                          ale tu sytuacja wydawała się specyficzna. Przed wojną w prestiżowym miejscu, po
                          wojnie stał ciasno otoczony współczesnymi mogiłami.

                          Wczoraj ekshumowano prochy. Symboliczny pochówek Hakennów w nowym miejscu
                          zaplanowano na piątek, 11 maja (ceremonia w kaplicy rozpocznie się o godz.
                          12.30).

                          Swój udział w piątkowej ceremonii zapowiedzieli przedwojenni niemieccy
                          mieszkańcy Szczecina, którzy zebrali pieniądze na wykonanie odlewów popiersia.
                          Ze względu na złodziei złomu nie wykonano ich w brązie, jak było przed wojną,
                          ale ze stylizowanej na niego masy z granitu i żywicy. Postaci małżonków udanie
                          wymodelowała szczecińska rzeźbiarka Monika Szpener.

                          Wczoraj lapidarium oglądała Renate Jachow z Kolonii. - Jestem szczecinianką
                          urodzoną tu w niemieckich czasach - mówi. - To wszystko, co tu widzę, robi
                          takie dobre wrażenie. Bo to wszystko tu wcześniej poszło w zapomnienie, ale
                          pamięć o tym nie powinna zniknąć. Ja bardzo za to dziękuję.

                          Budowa lapidarium kosztowała 507 tys. zł.


                          Źródło: Gazeta Wyborcza - Szczecin
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka