optymistka79
07.07.04, 16:42
Jeszcze pół roku temu miałam wszystko i nie pomyślałabym o Was samotnych.Jak
Wam cięzko.Miałam męża, bardzo dobrą sytuację materjalną.Tego juz nie ma.Mam
25 lat,15miesięcznego synka,mieszkam u teścia i męża który sam nie wie czego
chce i od 7miesięcy zastanawia się czy mnie kocha.
Obiecywał już kilka razy że wróci ale gdy przychodziła data przeprowadzki
tchurzył.Nie mogę złego słowa powiedzieć na niego jako ojca.Daje regularnie
pieniądze na małego, jest prawie codziennie.Ale...no właśnie zawsze jest to
ale.Mówi do mniekochanie, gosiaczku, o naszej sytuacji życiowej nie chce
rozmawiać.Wiem że nie żałowął sobie przez ten czas.naprawdę ja walczyłam jak
lew o jego powrót ale już nie mam sił.Nie mogę czekać ciągle na niego bo do
tego czasy się pomarszcze.Próbowałam wszystkiego, błagałam, prosiłam, mówiłam
o synu, potem olewałam(tym chyba najwięcej zyskałam).
On ciągle nie jest zdecydowany i to mnie srasznie wkurza.Mówił że wraca ja
biegłam zaraz do rodziców podzielić się nowinami a tu dupa i znow musiałam
dochodzić do siebie i znowu on oznajmia światu powrut i znowu nic.Strasznie
mnie to wytrąca z równowagi.