kruszynka_m
26.03.05, 21:13
Witajcie, postanowiłąm napisać na forum o moim problemie...
Mam 16-letniego syna, jestem po rowodzie już kilka lat. Trzy lata temu była w
sądzie rozprawa o rozszerzenie kontaktów dziecka z ojcem, na pomoc w
odrabianiu lekcji, no i oczywiście o wyjazdy z ojcem i jego konkubiną na
wakacje, na co ja się nie zgadzałam. Ten drugi powód był sednem sprawy, bo do
tej pory ani razu nie odrabiał z nim lekcji, syn wagaruje, ma złe stopnie.
Rozmowy z ex-em w tej sprawie nie przynoszą skutku...Uważa, ze się" czepiam",
nawet wychowawczyni dzwoniła do domu z informacją, ze syna nie ma w szkole,
choć rano wychodził...
Rozszerzenie kontaktów dotyczyło też świąt i wakacji. Ale co roku ex wymusza
na mnie ustępstwa dla siebie, bo on ma święta...A ja, skoro z nikim nie
jestem, nie mam prawa do jednego dnia swiąt z własnym dzieckiem ?
Przykładowo - w Wielkanoc, mam dziecko w pierwszy dzień świąt, on w drugi.
Dzisiaj wieczorem (!)dzwoni do mnie, bo chce jutro zabrać syna na śniadanie
do siebie / to mój dzień /... W tej sytuacji, skoro syn też chce, ja nie mam
już świąt...Włazi z butami w moje zaplanowane życie, bo on jest
ważniejszy...To samo z wakacjami - są sądownie określone termony, ja planuję
wakacje, ale dowiaduję się na kilka dni wcześniej, ze syn jedzie tu i tu...w
innym terminie...bo ex ma FIRMĘ...pracowników i inne bzdury...Ja pracuję też
na swoim, i moje plany sypią się co roku...
Myślałam, żeby syn przeniósł się do ojca, wtedy nie będą musieli się pytać
mnie o zdanie...Jestem wyrodną matką...?
To już jest tak kilka lat, wiem, ze inni mają większe problemy odemnie, ale
mnie to wykańcza, czuję się tylko sprzątaczką i kucharką...
P.S. Mówiłam "nie" wiele razy, ale zawsze są o to awantury...
Jak postąpić ?