zawszeczarna79
06.12.08, 20:09
może najpierw się przywitam. czytam was od jakiegoś czasu, dużo mi daje
czytanie waszych postów, dużo mi pomogło w rozmowach z moimi dziećmi.
Mam 29, 7 lat po ślubie i dwóch wspaniałych synów (7 i 5 lat). 29 października
złożyłam pozew rozwodowy, pomagał mi pisać adwokat. Powód? Przemoc psychiczna
i to dość wyrafinowana, robił to przez 7 lat tak żeby nikt nie zauważył, nie
usłyszał, wszystko w czterech ścianach. O moim okropnym małżeństwie moi
rodzice dowiedzieli się kilka dni przed złożeniem pozwu. zaczęłam chodzić do
oik, poszłam do rzecznika praw dziecka zglosić fakt poniżania matki przy
dzieciach, manipulowanie dziecmi. zglosiłam sprawę na policji ponieważ zabrał
mi wspólny samochód i zabrał z mieszkania wszystkie dokumenty dot samochodu,
mieszkania i domu którego jeszcze nie wykończyliśmy. dwa dni temu okazalo się
że samochód przepisał na swoich rodziców - teraz będzie miał sprawe karną bo
ja pierwsza zgłosiłam fakt zabierania auta na policji.
ale nie o to mi chodzi teraz. mój m dużo pił, ubliżał mi, poniżał przy
dzieciach, seks uprawiałam tylko dlatego żeby uniknąć kolejnej awantury.
słuchałam że jestem nic nie warta, grupa, głupia(pomimo że skończyłam studia i
pracuję w prestiżowej firmie). pracuję od roku bo wcześniej mi nie było wolno.
miałam siedzieć w domu, wszystko na mojej głowie i jeszcze pracować z nim.
pracowałam z nim trzy lata i nawet nie mogłam się doprosić o kase na fryzjera,
nowy ciuch czy buty. z zakupów domowych byłam dokładnie rozliczana czy aby za
dużo nie wydałam. generalnie byłam darmową robotnicą i matką polką w jednym.
złożyłam w końcu pozew i opowiedziałam rodzicom o wszystkim. pomagają mi teraz
jak mogą, ale niestety nawet nie mogę się wyprowadzić z mieszkania bo nie chce
dać mi dzieci którymi zajmuje sie dopiero od roku. straszy policja że porwałam
dzieci gdybym nie wróciła z nimi przed 20 do domu. istny koszmar. dzieciom
mówi że ich nie chciałam, zabrania kłaść się ze mną w łóżku. ostatnio nawet
mlodszemu bajke wylaczyl bo się położył w moim lóżku. z tym co się dzieje w
mieszkaniu przestaje sobie radzić. wysiadam psychicznie, nie wiem czy dam rade
walczyć do końca czyli do uzyskania rozwodu. niszczy mnie na każdym kroku jak
może. na policji podczas przesłuchania powiedział że mam problem z alkoholem,
że dużo pije, że go zdradzam, że miałam i mam kochanków. wpadł tym że
przepisał auto bez mojej wiedzy i stąd sprawa karna. ja mam za świadków
jedynie rodziców, siostrę i dwie koleżanki które nigdy nie były świadkiem
żadnej awantury, słyszały tylko o wszystkim ode mnie. a on? dowiedziałam się
dzisiaj że czterech jego kolegów ma zeznawać przeciwko mnie - że imprezuję,
dużo pije, nie zajmuję się dziećmi. cztery osoby od kieliszka - tzn dwóch od
kieliszka, jeden co go woził na imprezy, i jeden kolega po "fachu" który
często pożyczał od niego kasy, poza tym prawdopodobnie mój mąż pożyczył od
niego większą kwotę i ten się boi że jak zabiorę połowe majątku to m już mu
kasy nie odda a nie spisali żadnego dokumentu. generalnie mają zamiar zrobić
ze mnie alkoholiczkę, kurwe (powiedzą że widzieli mnie z rózżnymi facetami w
różych intymnych sytuacjach).
boję się że teraz chce mi zabrać dzieci sądownie i jeszcze prawa odebrać. a w
domu udaje ze nie wie jak proces wyglada. ostatnio wypytywał mnie czy mam
adwokata - powiedziałam że nie mimo że mam. płacze że żyć beze mnie nie może a
kombinuje za moimi plecami jak może.
chyba po prostu musiałam się wygadać i dlatego do Was napisałam, myślę że Wy,
tak jak nikt potraficie a przynajmniej spróbujecie mnie zrozumieć.
Mam totalnego doła i kompletnie nie wiem co robić i czy w ogóle coś robić.
Pisze chaotycznie ale tak duże chcę z siebie wyrzucić że nie wiem nawet czy
któraś z was coś zrozumiała.
Może któraś z was była w podobnej sytuacji i coś poradzi. będę wdzięczna.