as523
15.12.04, 12:10
Witam wszystkie mamy ,które niestety tak jak ja są skazane na lekarzy i na
ich leczenie ,które jak wiadomo bez odpowiedniej diagnozy ,oczywiście okazuje
się bezskuteczne.Moje dziecko od września tak jak wiele innych pociech
zasiliło liczne grono przedszkolaków.Mała zaklimatyzowała się ładnie,nie
miałam problemu z pozostawianiem jej na kilka godzin bez rodziców.Ale już po
trzech dniach w nocy zaczęła kaszleć , na początku około 10 minut potem do
godziny .Kaszel nie był bardzo męczący ,ale wyrywał małą ze snu i oczywiście
wszyscy zaczęlismy niepokoić się ,choć mała nie miała żadnych innych objawów-
kataru , ani podwyższonej temperatury.Byliśmy u lekarza rodzinnego.Zaczęła
małą leczyć standardowo jak przy lekkim przeziębieniu.Ale to nic nie
pomagało.Wręcz zaczęło być gorzej bo kaszel pojawił się również w
dzień.Nie mocny ,nie uciążliwy,ale wiedzieliśmy ,że coś jest nie tak ,co nas
dziwiło po otrzymaniu silnych syropów przeciwkaszlowych mała tak samo
kaszlała .Zero efektu-zupełny brak działania leków .W międzyczasie naszej
rodzinnej lekarki nie było więc trafiliśmy do jeszcze innego lekarza
rodzinnego ,który także nie widział nic niepokojącego i potrzymywał ,że
wszystkie dzieci w przedszkolu muszą swoje wychorować i to normalne.W pewnym
momencie mała dostała gorączki i dostała pierwszy
antybiotyk.Odetchnęliśmy ,bo myśleliśmy ,że w końcu coś się wykluło.Jednak po
leczeniu nie było lepiej ,kaszel się trochę wyciszył nie był juz mokry ,ale
nadal nie ustał.Lekarz się trochę zaniepokoiła ,zapisała wziewy,żeby
zlikwidować stan zapalny w oskrzelach i zowu kazała uzbroić się w
cierpliwość. Jednak to na nic się nie zdało,więc sięgnęła po drugi
antybiotyk.Po nim nie było lepiej,dlatego zrobiliśmy badanie RTG ,badanie na
mykoplazmę i krztusiec.Wyniki na krztusiec ,choć były zbliżone do wątpliwych
zostały zinterpretowane przez doktor ,że krztusiec był ,ale został
przeleczony.Skłonna byłam uwierzyć w to ,bo przecież przyjęła dwa
antybiotyki ,które leczą krztusiec.W płuckach natomiast nic nie
stwierdzono.Jeżeli chodzi o krztusiec to powiedziano nam ,że mała może
kaszleć nawet do roku,robiliśmy rozeznanie wśród znajomych ,okazało się ,że
objawy były łudząco podobne,nic tylko kaszel i to nocny.Trzymaliśmy się tej
wersji i byliśmy już spokojniejsi ,aż tu zapalenie oskrzeli.Mała siedziała
wtedy w domu ,a z dnia na dzień było gorzej,dostała kolejny
antybiotyk .Oskrzela zostały wyleczone a kaszel taki jak na początku
został.Poprosiliśmy o skierowanie do alergologa,tam kolejna
diagnoza,zapalenie płuc,a wyniki krztuśca zostały podważone, to nie był
krztusiec.Myślałam ,że spadnę z krzesła,istny koszmar,przecież mała nigdzie
nie wychodziła.Nadal nie miała gorączki,ani żadnych zmian osłuchowych bo 2
razy w tygodniu woziliśmy ją do osłuchania.A jednak na zdięciu coś było -
zmiany śródmiąższowe.Znowu antybiotyk -tym razem zastrzyki i na doleczenie
antybiotyk doustny.A kaszel jak był tak nadal jest.Alergolog zaczęł
podejżewać refluks,przepisała nawet leki,które niestety nie pomagały,wziewy -
leczenie pod kątem astmy ,bez rezultatu.Sama pytałam wśród
znajomych ,oczywiście internet okazał się skarbnicą wiedzy.Ciągle nie
wierzyłam diagnozom ,z własnej inicjatywy wykluczałam pokarmy ,które mogłyby
małą alergizować.Ale ona przecież nigdy nie była
alergikiem,szukałam ,pytałam ,nic ,żadnej analogii .Dieta nie
skutkowała,zrobiłam też badanie w kierunku pasożytów.Nic.Jak to
możliwe ,żeby dziecko ,które do tej pory nigdy nie chorowało ,mogło tak
podupaść na zdrowiu i zapadać na tak poważne choroby nie wychodząc na
podwórko , z przedszkola ją zabrałam.Przyczyna musiała być inna,ale
jaka.Znowu pytałam znajomych , buszowanie po internecie i znowu
zainteresowała mnie sprawa kaszlu przy pasożytach.Wszystko pasowało ,wróciłam
do domu z przeświadczeniem ,że córka ma glistę.Zadzwoniłam do znajomych
lekarzy ,których dzieci też miały problemy zdrowotne,u ich chłopców objawy
okazały się prawie takie jak u nas ,ale to okazała się glista zwierzęca ,a
nie ludzka .Postanowiliśmy ,że badamy małą ,ale jeszcze zadzwoniliśmy dla
potwierdzenia swoich domysłów do alergologa i rodzinnej.One zgodnie
stwierdziły ,że glista ludzka to jak najbardziej ,a jeżeli chodzi o glistę
zwierzęcą ,to daje zupełnie inne objawy.Ale ja lekarzom ,tym praktykującym
już nie wierzyłam ,wierzyłam tylko znajomym ,którzy mieli ten sam problem z
synkami i wiadomościom uzyskanym przez internet .Nie bacząc na ich
zapewnienia zbadałam dziecko i okazało się ,że moja diagnoza była
słuszna.Mała miała toksokarozę -glistę psią .Lekarze zaczęli oczywiście
powątpiewać ,bo to nie oni wpadli na ten pomysł ,zaczęli mi mącić w
głowie ,że to fałszywie dodatni wynik ,zaczęłam się zastanawiać.A na domiar
złego ,żebym się na nich zdała miałabym dziecko niedoleczone.Kazali mi ją
leczyć tylko przez 3 dni -jak przy gliście ludzkiej ,a nie -6 .Ale ja znowu
wierzyłam znajomym ,którzy już mieli efekty leczenia i dotarłam też do
specjalistów w tej dziedzinie,którzy utwierdzili mnie w tym przekonaniu,że
alergolog i rodzinna lekarz ,nie znają się zupełnie na tej chorobie ,a
próbują ją leczyć,zamiast oddać to w ręce specjalistów.
Wiem ,że może przedłużam ,ale jestem bardzo rozgoryczona postawą
lekarzy ,którzy uważam ,że nie przykładają się do leczenia pacjentów ,w
przypadku dzieci wydaje mi się to karygodne.Są niedouczeni i nie potrafią
przyznać się do błędów ,nie chcą kierować do specjalistów ,bo twierdzą ,że
na wszystkim się znają.Do tej pory nie korzystałam z opieki lekarskiej ,całe
szczęście,bo to co teraz przeżyłam ,to koszmar.Lekarze nie potrafią z
dokładnych opisów objawów choroby wysnuć diagnozy ,krytykują się
wzajemnie,każdy przepisuje inne leki ,interpretuje wyniki pod swoją diagnozę
i robi biednej matce mętlik w głowie .A jak dostają diagnozę na tacy to się
obruszają i jeszcze podważają ,bo to nie ich diagnoza.Ale dla mnie liczy się
tylko,że moja kruszynka jest po pierwszej dawce leków ,efekt już jest,kaszel
jej przechodzi i mam nadzieję ,że będzie już tylko lepiej.
Dlatego kochane mamy ,apeluję do was ,nie wierzcie tak bardzo lekarzom,ja im
ufałam do czasu aż się nie sparzyłam i już nie zaufam im nigdy.Będę tylko
ufała swojej intuicji ,która generalnie mnie nie zawodzi i która i tym razem
kazała mi szukać , pytać i być nieustępliwym w stosunku do tej bezwzględnej
machiny lekarzy ,którzy swój zawód traktują niestety nie jako powołanie ,ale
jak każdy inny .A objawy takie jak :kaszel szczególnie nocny na zmianę suchy
i mokry , na który nie działają kompletnie żadne syropy,leki na astmę -
sterydy i antybiotyki, to nie musi być alergia ,astma,przeleczony krztusiec
czy wreszcie przedszkole ,a może być toksokaroza.
Szczegółów o chorobie możecie dowiedzieć się wklepując w wyszukiwarkę to
słowo,ale należy wziąć pod uwagę fakt ,że nie każdy przechodzi tą chorobę z
wszystkimi opisanymi tam objawami.Tak było też w naszym przypadku .Wtedy
zostaje zdać się na lekarzy /może trafią się lepiej zorientowani ,niż u
mnie/ lub chodząc do nich ,jeszcze szukać przyczyny,oby tylko skutecznie.