ciociacesia 28.08.08, 19:01 pewnie nawet drogami natury nie bedzie. w ogóle pewnie bedzie planowe CC... jestem w załamce i rozbitce. ohydne paciorkowce skresliły mnie u Irenki. siedze i chlipie... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
oldzinka Re: nie bedzie w domu 28.08.08, 20:01 No tak. Biednemu wiatr w oczy. A czemu myślisz, że będziesz miała cc? Odpowiedz Link
sugarxxx Re: nie bedzie w domu 29.08.08, 10:54 Oldzinko, daj spokój z takim strasznymi stwierdzeniami. Ciociu Cesiu, zdaje się że nie wszystkie położne domowe skreślają kobiety z paciorkowcem. A w ogóle coraz bardziej mam wątpliwość, ze poród jest zjawiskiem fizjologicznym... okazuje sie że co druga kobieta ma tego paciorkowca. I co? Szpital. Żenujące to jest. Co jest zatem fizjologią? kobieta druga ciąża, drugi poród, bez poronień, bez paciorkowca, ułożenie główkowe. do 5 dni po terminie. Ile takich jest? 5%? A poza tym, nie wszystko złoto co się świeci. Ja w końcu wylądowałam w szpitalu, który okazał się o niebo przyjaźniejszy od Domu Narodzin. Szpital na Madalińskiego. Nikt się nie rwał do medykalizacji porodu. Oxy dostałam po ponad 24h od odejścia wód. Wszyscy mili i pomocni (no prawie ) Dasz radę, czy to w szpitalu czy w domu Odpowiedz Link
fraktusia Re: nie bedzie w domu 29.08.08, 11:27 Ja właśnie mam paciorkowca i moja położna bez problemu odbierze poród w domu. Inna sprawa, że ja sama się zastanawiam nad tym, czy się zdecydować, gdyż wszędzie jest napisane, że powinno się podawać w czasie porodu antybiotyk. Ja antybiotyk biorę teraz. Mam nadzieję, że coś uleczę do porodu, ale muszę chyba porozmawiać z moją lekarką prowadzącą, czy zgodzi się wypisać receptę na zastrzyki, które położna by mi podawała co 4h w domu. No i jednocześnie przyznać się przed nią do porodu w domu, co będzie na pewno bardzo męczące i będę się musiała sporo tłumaczyć. Ale wydaje mi się, że takie zastrzyki byłyby najlepszym sposobem zabezpieczenia się przed problemami z dzidziusiem. Ciociu Cesiu, jakiego masz paciorkowca, jeśli można spytać? Ja mam streptococcusa, być może to od rodzaju tej bakterii była uzależniona decyzja Twojej położnej? I jeszcze jedno pytanie: bierzesz teraz jakieś antybiotyki? Odpowiedz Link
juleg Re: nie bedzie w domu 29.08.08, 12:47 To dziwne ja miałam przez całą ciążę schizę "bakteryjną" Irena była wyluzowana i ciągle uspokajała, natomiast ja co tydzień robiłam posiewy jak wariatka nic z nich nie wynikało, ale i tak tylko jakies specjalne wymazy z kilku miejsc są podobno wiarygodne. Miałyśmy po porodzie robić wymaz z ucha Iga, ale w końcu i ja wyluzowałam i oczywiście nic mu nie było. No nie wiem co zrobić;/ co powiedziała dokładnie Irena, leczysz się teraz? Odpowiedz Link
sugarxxx Re: nie bedzie w domu 29.08.08, 10:57 ciociacesia, napisałam na gazetowego priva Odpowiedz Link
ciociacesia troche bardziej dokładnie 29.08.08, 14:24 przy wtępnej rozmowie Irenka kazała zadzwonic jak przyjda wyniki posiewu i od razy powiedziała ze jesli wynik bedzie pozytywny to ona sie nie podejmuje paciorkowiec to ten paskud - stepococus aga cos tam... bardzo liczny oczywiscie. dostałam globulki zeby go troche przetrzebic... wiem ze sa polozne ktore nie robia problemu ale ja uparłam sie na Irenke i skoro ona uzalezniła decyzje od wyniku posiewu to widac tak ma byc. jak ona sama powiedziala - nie zawsze to co my sobie wymyslimy i zaplanujemy jest dla nas najlepsze. jedyne czego nie moge darowac to ze Adrian wygadał sie moim rodzicom i teraz entuzjastyczna radosc mojej mamy ze hurra mam komplikacje i nie moge rodzic w domu... do tego mam idiotyczna sytuacje w pracy - juz trzeci dzien przychodze do pracy bez umowy... sie mi była skończyła 26tego a ja zeby mi było w zyciu łatwiej poprosiłam o zwolnienie przy poprzedniej wizycie i lekarkja tak sie rozpedziła ze do 28go wypisała (ja kurcze chcialam na 3 dni - zeby oddech złapac - ale pomyslałam co mi szkodzi ciut dłuzej) zanim sie połapałam jaka głupote zrobiłam zwolnienie poszło do ZUSu i ja teraz drze z niepokoju czy uda sie mnie jeszcze zatrudnic przed porodem szefowie obiecali mi umowe na rok i podwyzke, chociaz postawili warunek ze musze w ciagu tego roku do pracy wrócic i popracowac pare miesiecy, ale sprawy sraciły tempo jakos i poprzednia umowa wygasła a ja sie zamartwiam co to ze mną bedzie... a tak obok tego - wyszło mi znów białko w moczu i mam mierzyc cisnienie co dzien, lekarka zdołowała mnie swoim podejsciem - jestem w 36tym tygodniu a ona juz chce sie na CC umawiac... głowa małego cały czas na gorze. dzis cała noc twardy brzuch miałam albo mi sie zdawało, czuje sie jak kupka nieszczescia a do tego nie mam nic dla małego jeszcze naszykowane. no moze oprócz pampersów w przyszłym tygodniu wyjasni sie kwestia mojej umowy i wtedy pojde sobie na żelazną zapytam czy by mi nie chcieli obrotu zewnetrznego wykonac. musze tylko cierpliwie czekac na rozwój wypadków, Odpowiedz Link
nuit4 Re: troche bardziej dokładnie 29.08.08, 15:53 praca sie nie przejmuj bo: jesli pracujesz w Polsce (a rozumiem ze tak )to maja obowiazek zatrudnic cie do dnia porodu,potem masz jeszcze macierzynski,do wykorzystania zalegly urlop wypoczynkowy i moga ci pojsc na reke zeby cie na wychowawczym potrzymac (nic ich to nie kosztuje). wiem ze sa jakies cwiczenia na obrot dziecka (cos mi swita o pocyji: kleczenie na foteku z glowa oparta o podloge czy jakos tak w kazydm razie zdaje sie ze na tym forum jest link do takich metod,po angielsku) Odpowiedz Link
juleg Re: troche bardziej dokładnie 30.08.08, 07:47 -Na jodze kiedyś ktoś opowiadał mi o asanach, popędzających dziecko do ułożenia prawidłowego. Poza tym olej gadanie o cc, przy Tulku tez mi wmawiano, ze juz tylko cc mnie czeka a jakos w 38tc obrócił się niespodziankowo trzymam kciuki! Odpowiedz Link
987ania Re: troche bardziej dokładnie 29.08.08, 22:22 > ze Adrian wygadał sie moim rodzicom i teraz entuzjastyczna radosc > mojej mamy ze hurra mam komplikacje i nie moge rodzic w domu... > u mnie też ogólna radość w rodzinie, że nie urodziłam w domu. A w pracy umowa jest automatycznie przedłużana do końca macierzyńskiego. Odpowiedz Link
ciociacesia ta radosc w domu 30.08.08, 22:53 to jest potwornie przykra, od poczatku ukrywałam sie z moim pomyslem bo miałam, złe przeczucia... a umowy mi niestety automatycznie nie przedłuzą bo podspadam pod wyjątek od ustawy czyli miałam umowe o prace tymczasową... wyglada na to ze wszystko jednak bedzie dobrze bo szef nie jest swinia, ale ja i tak sie martwie ze w ostatniej chcwili cos tam sie okaze nie tak... bo albo sie matwie o poród albo o prace nie potrafie matrwic sie o obie rzeczy - jesli jedno sobie odpuszczam to marwie sie o drugie. i ostatnio do porodu podchodze ze coo ma byc to bedzie, a pracą sie troche martwie... w przyszłym tygodniu powinno sie wyjasnic... cwiczenia na odwrócenie znam z grubsza, troche nie mam siły ich robic po całym dniu w pracy... własciwie to na nic nie mam wtedy siły a usnac nie moge bo mysle o tym ile jeszcze rzeczy musze w mieszkaniu uporzadkowac... gadam do małego, czasem go strasze troche, czasem po dobroci, jeszcze troche czasu ma Odpowiedz Link
konfietka.14 Re: nie bedzie w domu 09.09.08, 11:51 o ile pamietam z Irena tez mozna rodic w szpitalu tylko ze przez dom narodin.podpisuje sie umowe z DN i rodisz w szpitalu z wybrana polozna w Wolominie/nie polecam/ i ktoryms z warszawskich nie pamietam ktory.kosztowalo to 2500 ale to i tak nie duzo w porownaniu z przykrymi wspomnieniami na cale zycie Odpowiedz Link
ciociacesia urodziłam! 25.09.08, 17:44 corka jest! dostłam sie do sw.Zofii w rece poloznej ze szkoly rodzenia - najpierw przebila mi pecherz, porem zapodala kroplówke ale na koniec oszczedziła moje krocze i ogolnie poszło jak po masle, chociaz to bardziej zbieg okoliczosci niz czyjakolwiek zasluga. w szpitalu bylam 4 dni - stanowczo za długo, ale juz jestem w domu i powoli staram sie ochłonac z euforii Odpowiedz Link
sugarxxx Re: urodziłam! 25.09.08, 18:37 Jak się cieszę! Gratuluję! Napisz jak to z tym pęcherzem i kroplówką było. Czy nie dało się zaprotestować? Czy ta położna była opłacona czy z dyżuru? Odpowiedz Link
kaakaa GRATULACJE!!! 25.09.08, 19:01 I czekamy z niecierpliwością na szczegóły, bo zapowiada się ekscytująco... Odpowiedz Link
jola-kropek Re: GRATULACJE!!! 25.09.08, 19:33 ochlonac z euforii???? kobieto! ciesz sie! GRATULACJE!!! Odpowiedz Link
ciociacesia cieszyc to ja sie zamierzam 25.09.08, 21:18 tylko w tej euforii biegam i robie jakies mało wazne pierdoły zamiast w koncu odpoczac. pobyt w szpitalu moze byc bardzo meczacy szczegóły pewnie niedługo napisze, teraz mam nawał pokarmu a moj mały laktatorek usypia przy piersi, i juz wiem o co chciałam spytac doradce laktacyjnego Odpowiedz Link
kaakaa Re: cieszyc to ja sie zamierzam 25.09.08, 21:20 ciociacesia napisała: > i juz > wiem o co chciałam spytac doradce laktacyjnego Do usług! Pytaj! Odpowiedz Link
monicus Re: cieszyc to ja sie zamierzam 25.09.08, 21:30 kaakaa zna sie na wszystkim. i auto naprawi, i porod odbierze gratuluje ciocia! ciesz sie ciesz, bo one za szybko rosna. Odpowiedz Link
kaakaa Re: cieszyc to ja sie zamierzam 25.09.08, 21:45 monicus napisała: > kaakaa zna sie na wszystkim. i auto naprawi, i porod odbierze Oooo, to się poczułam urażona... auto naprawić mogę spróbować (choć za efekt nie ręczę) ale _ODBIERAĆ_ nikomu niczego nie zamierzam a już na pewno porodu bym nie odbierała, toż to szczyt bezduszności taki poród komuś ODEBRAĆ... Odpowiedz Link
monicus Re: cieszyc to ja sie zamierzam 25.09.08, 22:21 co za "fopa" z mojej strony zwracam honor. a ja chcialam na ten kurs laktacyjny ale pani powiedziala ze z dzieckiem przy piersi nie mozna... a na 12 h to ja go nie ostawie. Odpowiedz Link
kaakaa OT - w sprawie kursu 25.09.08, 22:24 To albo coś się zmieniło albo Cię pani w trąbę robi. Ja byłam na kursie jak mój najmłodszy miał coś z 7 miesięcy i był niereformowalnym cycoholikiem. Cięgiem ze mną na sali oczywiście nie siedział (nie wytrzymałabym tego) ale jeździł z nianią po pobliskim parku i regularnie meldował się do karmienia. Nikt nie robił z tego problemu. Odpowiedz Link
monicus Re: OT - w sprawie kursu 25.09.08, 23:25 no niestety pani mie tak wprost napisala a szkoda, bo napalona bylam Odpowiedz Link
ciociacesia teorie to ja znam 25.09.08, 22:26 nawet obrazki mam w poradniczku, ale jakos praktyka mi nie idzie troszke powinnam tego odciągnąć bo mi piersi ekplodują, ale nie potrafie... a mała troche strajkuje jesli chodzi o pomoc w tym temacie - ogranicza sie do jednej piersi ale jakos poradzimy sobie. cala noc przed nami, rano tate wyslemy po laktator jest taka słodziutka, mogłabym na nia patrzec i patrzec - zwłaszza jak spi. ostatnio pojawiło mi sie cos takiego ze jak place to probuje co moze by nie tak i w koncu zalamuje rece i place razem z nia. dwie ostatnie noce w szpitalu tak wygladały, ale do rzeczy - bedzie relacja bo mała spi z tata a ja nabuzowana emocjami musze sie wypisac w sobote na kolacje zrobilismy sobie szaszłyki, do tego piwko desperados - skusiłam sie na łyczka, jakos poem nas naszło na naturalbne metody stymulacji szyjki, potem ogladalismy horror, po horrorze bałam sie isc spac wiec czytalam ksiazke, siedzielismy tak do 3 w nocy - jak juz sie nasiedzielismy to zarzyczyłam sobie zeby mnie utulic do snu no i jak sie polozyłam to mi wody odeszły. a raczej zacełam przeciekac, ale ja myslałam ze to juz akcja na całego. skurcze byly - delikatne i krotkie, chociaz dos czeste wiec zaczełam sie pakowac - do Adriana tak pol zartem pol serio ze 'hahaha, trzeba byc gotowym, haha' potem mu powiedzialam jak sie sprawy maja i ze chce jechac do szpitala. wiem ze wpadłam w panike, ze moze troche za wczesnie i w ogole ale paciorkowce w posiewie wiec postanowiłam ze trzeba i juz - zreszta nastawialam sie na pielgrzymke po szpitalach pojechalismy pierwszym dziennym autobusem o 5 ttus przed wyjsciem koniecznie chciał sie uczesac bo jak to tak ze go dziecko nieuczesanego zobaczy na izbie przyjec akurat mieli kobiete do cesarskiego ciecia po mnie przyszła jeszcze jedna babeczka w podobnej sytuacji i sobie czekałysmy, oddychałysmy i smiałysmy sie ze skurczy - ja chodziłam w koleczko po tej izbie, zeby mi skurzyki nie znikały i czekałysmy na przyjecie przez lekarza. a dyzur mial ten sam doktrek ktory obwiescil mi obrót mojej pociechy tydzien wzesniej. bylo mu barzo przykro ze tym razem nie ma dla nas dobrych wiesci, ze musi nas odeslac i w ogole - juz nam wypisywal odmowe przyjecia kiedy wpadla polozna i za[proponowala ze mnie jeszcze do ktg podlaczy a jego wołaja na gore do szycia. no to si podlaczylismy na siedzaco i sobie siedzielismy jakos w miedzyczasie zrobila sie 7 rano, potem wrocil doktor i obwiescil ze ma dla nas miejsce juz dostałam gumowa obraczke na reke kiedy weszla pani w zaawansowanej akcji w dodatku w drugiej ciazy wiec wszyscy nia sie zajeli a ja siedziałam załamana bo nie byłam pewna czy to nie naczy ze dla mnie nie ma juz miejsca... w koncu kolo 8 weszlismy na porodówke - wybralismy sale morelwa - bo byla pierwsza z brzegu i czekalismy co dalej... troche sie czulismy zagubieni a ja mocno rozczarowana rozmiarami sali i brakiem worka sako i jakism takim ogolnym wrazeniem. potem przyszla nasza polozna, przedstawila sie(szkoda ze nic nie pamietam), zbadala, podlaczyla do ktg (było juz po 9, poprzedni zapis skoczyl sie jakos o 6:40). potem popatrzyla na wyniki na badanie i kazala pracowac nad skurczybykami coby bardziej efektwne byly - no to skakałam na pilce chodzilam po sali ale czulam sie coraz bardziej zmeczona - nie skurzami tylko tak ogolnie - moglabym sobie spac i to chyba nie tylko w trakcie przerw ale i w samych skurczach. nie pamietam teraz czy juz po tym pierwszym badaniu czy po nastepnym polozna powiedziala zetrzeba bedzie przebic pechrz - chyba po tym pierwszym - troche protestowałam, ale jej argumenty byly logiczne - albo to albo kroplówka z oxy - nie pozwla mi rodzic kilkanascie godzin bo mam syfiaste bakterie w posiewie a tu jest szpital i niestety obowiazuja pewne procedury... nie miałam sily na jej argumenty, juz wtedy wiedzialam ze marne szanse zeby mi sie udalo urodzic aktywni bo zamiast odpoczac musialam 'pracowac nad skurczami', sie robiły coraz fajniesze te skurcze ale postepu nie dawały - jakos od 13 czy 14 dostałam kroplówe z oxy - bylo mi juz niemal wszystko jedno - chcialam zeby juz cos zaczelo sie dziac i zebym mogla wejsc do wanny wanna z poczatku pomagała - potem juz nie - chodziłam po scianach i gadałam głupoty... w koncu nakrzyczałam na polozna ze chce cesarke albo znieczulenie albo cokolwiek - najlepiej niech mnie dobije cesarki nie mieli akurat na stanie ale znieczulenie owszem - myslalam ze ponizej 4 cm mi nie przysługuje wiec wczesniej nie prosiłam (ciagle miałam zerowy postep) od razu mi sie lepiej zrobilo jak poszla wołac anestezjologa a kiedy w drzwiach zamiast niego stanal Adrian z kawą muslalam ze czyms w niego rzuce - to było trudne - 3 skurcze w totalnym bezruchu - chcoaciaz jak wtedy sobie pomyslalam - tak bez ruchu to jest do wytrzymania - kiedy wiesz ze nastepny moze bedzie ostani odczuwalny i ta cudowna roznica - wyraznie odzuwalna bo najpiew znieczulilo mi lewa strone dopiero po paru minutach i przechyleniu ciala na prawo sie wyrównało. cud miod i poziomki - lezenie pod ktg - potem badanie - miał byc masarz szyjki ale okazał sie zbedny - 4 cm - tylko głlowka jakos nie bardzo fajnie sie wstawiała - koniec konców mialam polozenie potylicowe przednie - ustawienie II - moze wam to cos mowi bo mi nie bardzo - mialam sie krecic na pilce ale polozna nie bardzo mogla wybadac w ktora stron wiec kzala mi ylko obnizac ta głowke a nie krecic nia na razie i tak ja sobie obnizalam a w miedzyczasie zaczely nadciagac parte - wykrylam j w idealnym momencie - druga dawka znieczylenia wpasowala sie dokladnie za pirwszym bolacym skuczem - poprosilam polozna o pozycje wertkalna, ochrone krocza ale na razie mialam lezec na prawym boku i rotowac głowke wiec lezalam grzecznie. potem wysikłam sie z pomoca cewnika bo osobiscie juz nie bylam w stanie - znieczulenie i lek ze urodze na kibelku mnie skutecznie blokowały. potem parłam przy drabinkach - z poczatku bez efektów ale na luzie, potem coraz barziej zmeczona i i zapominalam o oddychaniu do brzucha miedzy skurczami, jak jeszcze bylo lekko poruzylam miedzy skurczami temat przecinania pepowiny i odklejania lozyska dosalam ochrzan ze mam nie gadac tylko rodzic a adrian malo mnie ni zabil wzrokiem ze ja takie zamiast rodzic sobie gadam polozna zaproponowala pozycje na czworaka na lozku ja sie zgodzilam - tylko przerazalo mnie kiedy w miedzyczasie kazala mi sie lasc na boku na lozku i przec po kilka razy - balam sie ze urodze i mnie porozrywa albo ona mnie ponacina. w koncu wdrapalam sie na to lozno na czworaka - zostałam pouczona ze mam sie słuchac i wykonywac polecenia - sama nawrzeszczalam na polozna ze ma nie nie nacinac (zakladała rekawiczki i cos brzękłelo w zestawie na stoliku), a potem to juz z gorki - przec nie przec, sapac, oddychac, bolało jak rodziło sie czoło - potem chwila ulgi - szyja, potem juz tylko rotowanie barkow i plum - mała była z nami. lozysko urodziło sie samo, Adrianowi zbyt trzesly sie rce zeby przeciac pepowine, mala odpychała głowe i nie chciala ssac - no i darła sie w niebogłosy i nie dala uspokoic, po jakiejs godzinie czy wiecej zabrali nam ja na badania i po 22 dotarlismy na sale - oddzial ginekologiczny - polecam - fajne polozne i sympatyczne salowe tylko psychika siada a ja niestety bylam tam 4 dni jesli jeszcze tego nie napisalam to szpital na zelaznej Odpowiedz Link
kaakaa Re: teorie to ja znam 25.09.08, 22:58 Ale przeżycia miałaś! Jednak ogólnie, mam wrażenie, że poszło całkiem nieźle. No, w każdym razie, powodu do załamania nerwowego nie widzę A w sprawie tego położenia, to jak rozumiem było to położenie podłużne główkowe (czyli głową w dół a pupą do góry), ustawienie II, ułożenie przygięciowe - potylicowe przednie. Tłumacząc z polskiego na nasze, znaczy to tyle, że malutka wstawiała się prawidłowo - potylicowe przednie znaczy, że dziecko rodziło się buźką skierowaną do krocza a potylicą spod spojenia łonowego (czyli prawidłowo), ustawqienie II oznacza, że grzbiet malutkiej w czasie wstawiania się do wchodu miednicy był po prawej stronie Twojego brzucha, czyli po urodzeniu się główki przy rotacji barków malutka odwróciła się buźką do Twojego lewego uda. Mogło być jeszcze dopisane IIA lub IIB - A oznacza grzbiet dziecka bardziej od strony brzucha mamy a B grzbiet dziecka bardziej od strony pleców mamy. Ot i tyle. A w sprawie odciągania - doradzam bardzo ostrożne postępowanie - jeśli nie planujesz odciągać w celu zwiększenia laktacji (a jak rozumiem problemem jest nadmiar a nie niedobór), to lepiej robić to ręcznie niż laktatorem. Polecam zimne okłady (mogą być z liści kapuścianych) zaraz po karmieniu i ciepłe bezpośrednio przed karmieniem lub odciąganiem. Ciepło dobrze działa na wypływ pokarmu - jeśli nie planujesz zbierać tego, co odciągniesz, to można próbować odciągać ręcznie pod ciepłym prysznicem. Tylko trzeba pamiętać, że odciąganie dodatkowo pobudza laktację, więc należy tego środka używać bardzo ostrożnie. Jeśli pokarmu jest faktycznie za dużo to można pić szałwię - działa hamująco na laktację. A tak poza wszystkim, to nawał w 3-4 dobie jest zjawiskiem fizjologicznym, choć wiem, że trudno w to uwierzyć jak się ma wrażenie, że zaraz piersi eksplodują... Odpowiedz Link
987ania Re: teorie to ja znam 26.09.08, 09:39 kaakaa napisała: > Ale przeżycia miałaś! Jednak ogólnie, mam wrażenie, że poszło całkiem nieźle. > No, w każdym razie, powodu do załamania nerwowego nie widzę Teoretycznie powodu do załamania nie ma. Ale mój poród choć szybszy i bez przebijania pęcherza i oksytocyny, tak mnie zraził do kolejnych porodów, że obecnie mam wkładkę i przez 5 lat nie będę jej pewnie wyjmować oraz przechodzę depresję i muszę brać leki. Mnie mój poród załamał. Nie chcę kolejnego dziecka. Już sama myśl że jeszcze raz mam chodzić w ciąży i rodzić działa jak najlepsza antykoncepcja. Ciociu bardzo przytulam. Odpowiedz Link
ciociacesia dziekuje aniu 26.09.08, 09:52 ja mialam tylko troche blusika w szpitalu, bo jednak samemu walczyc z dzieckiem cala dobe to bardzo meczace i ten strach ze wezma go znow na oddzial noworodkowy na badania a ja znow nie bede umiala sie postawic i byc przy małej w trakcie pobierania sam porod na szczescie przebiegal mi w radosnej ekscytacji - czesc przed znieczuleniem słabo pamietam - jeden z ostatnich skurczow na oxy a przed znieczuleniem udało mi sie wziac na spokojnie jak w ksiazce - 'otwieram sie, rozluzniam, dziecko sie rodzi' itd, ale reszta była rozwrzeszczana i raczej spieta - zmeczenie zrobilo swoje - w ogole nie pamitam juz tego bólu, wiec napalam sie na kolejny poród Odpowiedz Link
987ania Re: dziekuje aniu 26.09.08, 09:57 w ogole nie pamitam juz tego bólu, wiec > napalam sie na kolejny poród bardzo zazdroszczę. Ja pamiętam, aż za dobrze, mimo znieczulenia. Nie dość, że musiałam wywalić na nie 600zł, to jeszcze zadziałało na pół godziny. Następnego porodu sobie jeszcze nie wyobrażam. Odpowiedz Link
ciociacesia no u mnie to wszystko szczesliwy zbieg okolicznosc 26.09.08, 10:06 ten brak miejsc i doktor Jurij ktory miejsce znalazl, polozna jdna przez caly poród, znieczulenie w odpowiednim momencie i idealnie wpasowana druga dawka wszystko bardziej łut szczescia niz czyjas zasługa, ale parcie wspominam jako fantastyczne doswiadczenie, tylko mnie jeszcze odbyt boli a przy kasłaniu daje niesamowicie nieprzyjemne odczucia Odpowiedz Link
totorotot Re: dziekuje aniu 15.10.08, 00:48 987ania napisała: > w ogole nie pamitam juz tego bólu, wiec > > napalam sie na kolejny poród > > bardzo zazdroszczę. Ja pamiętam, aż za dobrze, mimo znieczulenia. Nie dość, że > musiałam wywalić na nie 600zł, to jeszcze zadziałało na pół godziny. > Następnego porodu sobie jeszcze nie wyobrażam. Wiesz co, Aniu? Jeśli było aż tak źle, to bądź jednak przejma zachować tą traumę dla siebie, a nie straszyc wszyskich dookoła wizją tragedii porodu. Musisz brać odpowiedzialność za swoje słowa, ponieważ nic dobrego ani sensownego one nie wnoszą, a złego strachu i emocji w nich cała masa. Przez takie gadanie jak Twoje bałam się porodu, który okazał się cudownym przezyciem, pomimo oksytocyny, nacięcia, parcia na leżąco (z mojej zersztą woli) i wszystkich tych "krzywd", którymi Tobie podobne forumowiczki straszyły mnie przez kilka miesięcy. Podobnie jak Ciociacesia planuję już kolejny poród i kolejnego dzidziusia Odpowiedz Link
totorotot Re: dziekuje aniu 15.10.08, 00:53 aha i nie miałam znieczulenia, nie zapłaciłam położnej, tyle że się bidulka nagimnastykowała próbując namówić mnie na "naturalne" pozycje Druga w nocy a ona trenuje przysiady hihi bo na wstępie jej powiedziałam, że ja chcę naturalnie rodzić, że miałam rodzić w domu, że ma mi to umozliwić; a jak przyszło co do czego to nie chciałam nic robić tylko kimać na łóżku pomiędzy skórczami. Odpowiedz Link
987ania Re: dziekuje aniu 15.10.08, 12:37 Tobie również zazdroszczę i ciesze się, że poród Ci się podobał i jesteś z niego zadowolona. Widocznie mnie ból matki polki przerósł i również mam prawo o tym napisać. Odpowiedz Link
987ania ciocia 19.10.08, 21:41 a jak sobie radzicie? Bo ja znowu u mamy siedzę bo mnie samej nic nie wychodzi. Odpowiedz Link
ciociacesia co ty opowiadzasz, aniu 21.10.08, 19:24 na pewno ci swietnie idzie ja twardo siedze w miescie - czasem wapada siostra czy kuzynka - pozmywa, kartofle obierze, chwile pogada, ale raczej jestesmy tylko we dwie jakos tak do 20. raz idzie nam lepiej raz gorzej. ostatnio znów mam schize ze mleka za mało, bo Nina sie przy piersi jakos szarpie, niby ssie, ale dalej marudzi. ogolnie ostatnio marudzi wiecej i cizko ja uspokoic. co jakis czas chodze i placze probujac ja ululac. albo rzucam niecenzuralnym słownictwem na sasiadke halasujaca kiedy usiluje odpoczac, albo na Adriana ktory bardzo po pracy zmeczony za mało w moim mniemaniu pomaga, jak sie na niego bardzo złoszcze to planuje wyjazd do mamy własnie, ale zanim przyjdzie co do czego cała złos mi zawsze przechodzi podpieram sie nosem czasem ale zalezy mi zeby duzo czasu z mala spedzal, zeby go znała i lubiła, no i wiem ze bardzo by za nia tesknil, a ja za nim, bo kiedy zła na niego nie jestem to jestem zakochana jak na poczatku znajamosci ogolnie jakos sobie radzimy z naciskiem na jakos w domu jest chlew totalny, dzis nie mam juz zadnych czystych garnkow, zaraz troche pozmywam, bo mam ochote na kisiel - moze zdaze ugotowac puki mała spi. pranie wstawiam jak zaczyna brakowac pajacyków dla niny sprzatam troche kiedy ma ktos przyjsc w odwiedziny, ogolnie dom jest w stanie rozkładu a pepek odadł dopiero wczoraj - w 29 dobie to chyba jakis rekord Odpowiedz Link
fraktusia Re: co ty opowiadzasz, aniu 21.10.08, 21:31 Ja też, gdyby nie moja mama, chodziłabym brudna i głodna. Nie myślałam, że aż tak sobie nie będę dawała sama rady. Na szczęście przeprowadzać się nie muszę. Odpowiedz Link
987ania Re: co ty opowiadzasz, aniu 22.10.08, 12:52 ja mam remont i bałagan po nim, małą Zosię i swoją depresję. Biorę leki, przesiaduje u mamy i czekam na lepsze czasy I ciągle mam poczucie, że tracę czas na niczym. Ot, takie rozterki młodej matki. Odpowiedz Link
ciociacesia to poczucie uciekajacego czasu 22.10.08, 16:49 jest straszne.staram sie cieszyc chwilami z dzieckiem ale samej to tak jakos... brakuje nam taty, no i czekam az ten robaczek zacznie cokolwiek kontaktowac, bo puki o mam wrazenie ze zyje własnym zyciem majac totaknie w nosie otoczenie, w tym mnie Odpowiedz Link
987ania Re: to poczucie uciekajacego czasu 23.10.08, 15:22 ja na antydepresantach skończyłam. Ot, takie uroki macierzyństwa. Życzę Ci więcej siły. Odpowiedz Link
ciociacesia siła zawsz potrzebna 23.10.08, 18:23 chociaz ja puki co bardzo łagdne objawy blusa mam. oby do osiemnastki pisalas w innym watku ze uzywasz laktatora medeli, mozesz zdradzic jaki model? bo ja sie nad kupnem harmony zastanawiam... Odpowiedz Link
987ania Re: siła zawsz potrzebna 23.10.08, 19:04 na początku taki zwykły medela ręczny a teraz od koleżanki pożyczyłam ten silniczek, który sam odciąga mini electric chyba się zowie Odpowiedz Link
kaakaa Re: siła zawsz potrzebna 23.10.08, 21:01 Ciocia, może będę wścibska... jak by co, to zignoruj moje pytanie. Ale dręczy mnie wiec zapytam: Na jaki grzyb Ci laktator? Do pracy będziesz wracać? Wyjechać gdzieś musisz? O co chodzi??? Odpowiedz Link
monicus Re: siła zawsz potrzebna 23.10.08, 21:30 moze to propaganda e czasami sie przydawa. mie sie przydawal przy obu. z takimi cyckami jak moje wydaje sie wrecz niezbedny czasami. Odpowiedz Link
kaakaa Re: siła zawsz potrzebna 23.10.08, 21:55 Znaczy, że co? Taka klęska urodzaju, że dzieci nie dojadały? Odpowiedz Link
ciociacesia no niestety 23.10.08, 22:26 mam do pracy wracac za czas niedługi (jakies 5 miesiecy) i juz zapasy chce robic a tak serio to chciałabym sie w koncu piwa napic i do dentysty na leczenie kanalowe musze isc. i oczywiscie mam schize ze za mało mam mleka wiec nie zaszkodzi troche postymulowac moze adrian ma racje i po prostu głupieje od tego macierzyństwa... Odpowiedz Link
kaakaa Re: no niestety 23.10.08, 22:47 Ja jakaś niekumata jestem, bo nie widzę związku między A) piwem a laktatorem B) leczeniem zębów a laktatorem Wypij sobie kobieto to piwo (byle nie za duże), wylecz zęby i posłuchaj czasem chłopa swego A do postymulowania to chyba lepszy mały głodomór niż laktator i oszczędność kasy przy okazji, bo taki laktator to nie tani sprzęt, oj nie. Odpowiedz Link
ciociacesia no cos ty 23.10.08, 23:19 sumienie by mnie zezarlo jakbym miala dziecko piwek nakarmic... starczy mi wyrzutów za to ze mi sie taka mała urodziła. z laktatorem zrobilabym zapasik i podkarmila piskle dopuki piwo z cyca nie wywietrzeje z zebami to osobna historia. moja ukochana entyskta rezyduje daleko strasznie, nie bardzo mi sie usmiecha ciagnac dziecie ze soba na te okolicznosc - znowuz chcialam zostawic jej mleko w lodowce, zglodnieje to sobie podgrzeje w ogole to z pewnoscia masz racje, ale mi sie chyba jakas czkawka odbija syndrom wicia gniazda. wiłabym i wiła Odpowiedz Link
kaakaa jakie wyrzuty sumienia??? 24.10.08, 11:59 Ciocia, specjalnie dla Ciebie: "Kobieta karmiąca piersią może wypić (...) niewielką ilość alkoholu (np. lampka wina) ale po nakarmieniu dziecka." Źródło: Żukowska-Rubik, Banaszkiewicz, Nehrig-Gugulska "Odżywianie w czasie karmienia. Używki." W: Nehrig-Gugulska i Żukowska-Rubik (red.) (2006) "Karmienie piersią. Podręcznik." A to bardzo dobry podręcznik jest i autorki to mądre, wykształcone laktacyjnie kobiety (obie redaktorki książki są międzynarodowymi doradcami laktacyjnymi), które wykarmiły po stadku dzieci. Nie przeginaj więc, kobieto... Tylko, w żadną stronę, nie przeginaj. Niech to piwko będzie małe i nie za mocne Odpowiedz Link
ciociacesia no chyba ze wieczorkiem 24.10.08, 14:30 bo tak to ja nigdy nie mam pewnosci czy za 5 minut znow nie zazyczy sobie dokarmiania. albo np nie uleje hektolitrow ktore wipila i nie poprosi o dolewke swiezego, bardzo rozrzutnie sobie kobietka dysponuje moim mlekiem Odpowiedz Link
ciociacesia eee brudna i głodna 22.10.08, 13:08 nie kiedy chadzam. Nina własciwie nic nie robi tylko je i ulewa a mi sie juz nawet nie chce tetry na ramie klasc jak ja nosze, bo ulewa w dowolnej odleglosci czasowej od ostatniego karmienia, nawet troche mnie to niepokoi, ale pediatra mowi ze to normalne, a adrian krzyczy ze jej wyszukuje choroby, wiec chodze cala w mleku na roznym etapie trawienia tylko koszulki zmieniam co jakis czas i piore razem z dzieciowymi rzeczami. od kiedy wychodze z domu tylko na godzinne spacerki mam duzo mniej swoich rzeczy do prania - majtki, koszulki nocne i dresy a tetra jest dla gosci - jak w ludzkim stroju chca dziecko ponosic glodna tez bywam, bo czesto robimy sie glodne w tym samym momencie - Nina ma wieksza sile przebicia wiec ma pierwszenstwo przy posilkach Odpowiedz Link
monicus Re: porod jak porod 20.10.08, 09:30 heh, przy drugim to juz pikus na pocieszenie Odpowiedz Link
ciociacesia no bola te piersi, to fakt 26.09.08, 09:47 pocieszam sie ze przejdzie i ze to juz niedługo, ale mała bardzo kaprysnie ssie i nie jest mi łatwo przystawic ja do obu piersi na jdno karmienie - mam wrazenie ze jesli nie dam jej jednej piersi tyle ile sama sobie zazyczy to sie nie naje - bo proba zabrania piersi i podania drugiej konczy sie po prostu zakonczeniem ssania i protestem na razie to całe przystawianie to dla mnie duzy stres i ciesze sie jak głupia za kazdym zarek kiedy uda mi sie nasadzic mała na piers i nie koncy sie to stanowczym odepchnieciem sutka i np. zassaniem raczki albo po prostu rykiem syreny alarmowej ze szpitala wyniosłam przekonanie ze trzeba trosze odciagnac jesli mała za mało zciągnie bo porobia sie zastoje - troszke w sensie do uczucia pierwszej ulgi - no i zeby odrobine rozruszac piersi przed przystawieniem, coby łatwiej było chwycic i ssac. i tak sie własnie zastanawiam - jesli samo kapie z piersi to musi mi wystarczyc zamiast odciagania? bo kapie własnie... a sam poród oceniam super. troche nerwówki, zmeczenia za duzo, ale nawet nie jestm rozczarowana soba ze nie dałam rady czy cos - widac tak miało byc, zwłaszcza ze po znieczuleniu wszystko ruszyło samo niemalze co do ułozenia to z tego co mowiła polozna mała nie do konca sie wstawiała jak trzeba w kanał i troce trwało to jej opuszczanie - dlatego to moje lezenie na prawym boku, a potem bierne czekanie az sie opusci - Adrian mówił ze wyszła twarzą do moich posladków - taka mała mumia rotacji barków nie widział bo akurat wrzesczałam 'niech pani przestanie!' kiedy polozna sprawdzała czy na szyi nie ma pepowiny - kiedy spojrzal znowu mała była juz z nami cała - to było cudowne uczucie było jedno pekniecie sluzówki - koniec konców pani załozyła 3 czy 4 szwy bo jeszcze cos jej tam przeciekało a to załamanie psychiczne to kiedy okazało sie ze wszystkie dzieci w moim pokoju maja zoltaczke i leza pod lampami, albo na lampach - nie wypuscili nas bo drugiego dnia polozna pomylila sie przy wazeniu a ja za pozno zauwazyłam ze wpisała w karte 2135, a ze mała nie chciala budzic sie na karmienie co 3 godziny i ssała po 5 minut to juz miałam wizje zoltaczki i tygodniowego pobytu na odziale. no i te kryzysy kiedy nic nie pomagało - siedziałysmy i plakałysmy razem - drugiej nocy polozna dała jej troche mieszanki ze strzykawki - to ja uciszyło a prawie 4 godziny a w domu najlepiej - jest tata - ponosi, utuli, przewijac sie nauczył, wesprze psychicznie, no i mozna spac we trojke w wielkim lozku, bez strachu ze mala sie sturla jak pojde do lazienki - chociaz wozeczki szpitalne to dla mne rewelacja, to niestety nie zawsze da sie tam przelozyc spiace dziecko i jeszcze Adrian sprawdził się świetnie przy porodzie, dal na siebie nakrzyczeć i był bardzo pomocny a teraz nie mam problemu żeby mu zaufać przy opiece nad mała, trochę go poprawiam ale mam nadzieje ze nie odczuwa tego jak krytykę bo przy uciszaniu ma wolna rękę i bardzo go chwale, bo naprawdę jego sposoby działają i jeszcze ze szczegółów technicznych: - nie miałam problemu z welfonem - w sensie nie mogłam na niego narzekać chociaż przeszkadzał, bo od razu dostałam w niego antybiotyk, wiec jak najbardziej byl uzasadniony w karcie wpisali mi 7 godzin pierwszej fazy i 50 minut drugiej - interesowało mnie zwłaszcza to drugie, bo zupełnie straciłam poczucie czasu przy tych drabinkach chyba pojde obudzic ssaka bo ostatnio walczylysmy z piersiami jakos o 5:40 Odpowiedz Link
kaakaa Re: no bola te piersi, to fakt 26.09.08, 10:40 Ciocia, w sprawie odciągania napiszę, bo uważam, że to bardzo ważne (choć pewnie już wielokrotnie to słyszałaś lub czytałaś) - jeśli nie chcesz zwiększyć ilości produkowanego pokarmu, to odciąganie należy ograniczyć do minimum. W zasadzie są tylko dwie okoliczności, w których można (ale NIE koniecznie TRZEBA) odciągać, gdy jest za dużo: 1. Gdy dziecko ma trudności z prawidłowym przystawieniem, bo pierś jest zbyt napięta 2. Gdy mama ma uczucie, że pierś jest baaardzo pełna (boli) a dziecko w żaden sposób nie daje się nakłonić by ją opróżnić. W obu tych przypadkach ilość odciąganego pokarmu nie powinna przekraczać 5-10 ml (czyli ok. łyżeczki do łyżki). Tak na prawdę, to chodzi tylko o to, żeby pobudzić odruch oksytocynowy powodujący skurcz pęcherzyków mlecznych i wydalenie pokarmu. Laktator nie jest do tego potrzebny. W zasadzie wystarczy tylko stymulacja brodawek i często mleko płynie samo. Twoja intuicja, że to może wystarczyć zamiast odciągania wydaje mi się jak najbardziej słuszna. Odciąganie po karmieniu (nawet jeśli dziecko wypiło bardzo niewiele) zawsze będzie działać stymulująco na laktację i nie bardzo rozumiem jak może to być odciąganie "do uczucia pierwszej ulgi" skoro pierwszą ulgę już się odczuło zaraz po przystawieniu dziecka. I jeszcze słów parę o karmieniu z obu piersi. Skoro Twoja malutka nie ma ochoty przestawiać się w trakcie karmienia na drugą pierś, to może wie, co robi? W przypadku większości dzieci karmienie tylko z jednej piersi w czasie jednego karmienia zazwyczaj jest bardziej korzystne - powoduje, że dziecko dostaje więcej mleka II fazy (bardziej pożywnego), więc lepiej przybiera na wadze; zmniejsza dawkę laktozy przez co dziecko rzadziej ma problemu typu kolka, czy wzdęcia; poprzez łagodniejszy wypływ pokarmu w II fazie sprawia, że dziecko przy karmieniu łyka mniej powietrza, więc też zmniejsza wzdęcia i kolki; dziecko dostaje mniej pokarmu objętościowo (ale za to pokarm bardziej pożywny) więc mniej ulewa bo się tak nie przejada. W związku z powyższym, patrząc podręcznikowo i statystycznie, dla Twojej córeczki karmienie z jednej piersi przez min. 15-20 minut ma szanse być optymalne z punktu widzenia zaspokojenia jej potrzeb. Wcale nie musi chcieć i potrzebować więcej. To, że nie ma ochoty przestawiać się z "napoczętej" piersi, którą łatwo trzymać w buźce i z której mleko leci w odpowiednim tempie na pierś przepełnioną, do której trudno się przystawić a po chwili mleko leje się tak, że trudno nadążyć z łykaniem, jak dla mnie, świadczy o wrodzonej inteligencji Twojego dziecka. Może więc warto zaufać malutkiej i pozwolić jej najeść się do syta z jednej piersi? Nawet za cenę tego, żeby z tej drugiej trochę ręcznie upuścić dla odczucia ulgi. Sugerowałabym raczej częstsze karmienie - np. przerwy nie dłuższe niż 1,5-2 godziny - na zmianę raz z jednej piersi a raz z drugiej, niż forsowanie na siłę karmienia z obu piersi. Ważne tylko, by malutka nie kończyła karmienia zbyt szybko - np. po 3-5 minutach. Jeśli zbyt szybko po przystawieniu zasypia, to można próbować ją przed karmieniem dobrze rozbudzić - np. przebrać - a do karmienia trochę rozebrać, to mniej się będzie męczyć przy jedzeniu i będzie w stanie wykonać większy wysiłek. Bo takie jedzenie dla noworodka, to naprawdę ciężka praca. Życzę powodzenia i wierzę, że z każdym dniem będzie coraz lepiej. Odpowiedz Link
ciociacesia kurcze zegarka pod reką brak 26.09.08, 11:18 i nigdy nie jestem pewna ile ona jadła, ale obawiam sie ze nie przekracza 10 minut, a rozbudzona nie zawsze chce sie w ogóle przystawic - teraz slicznie zjadła - z jednaj piersi - chyba z 10minut - i zaczela sie krztusic wiec rzuciłam na ramie i tam usneła, niestety nie odbekała - wiec polozyłam na boczku i spi z tatą. chyba sprobujemy ja wspolnymi siłami wykąpac dzis mowisz ze poza bolem nic mi w te piersi nie grozi jesli mleko nie wypłynie? no to wytrzymam - chociaz zaluje ze przez to nie mozemy sie na lezaco karmic ani spac na boku, ale to przeciez tylko kilka dni - zreszta jak ja przewijam to samo mi zaczyna sikac tylko sie troche boje tych zastojów - najbardziej boli na gorze i pod pachą u gory, niestety mam problem bo stanik ma za luzny obwód i nie trzyma jak nalezy - polecasz raczej w staniku czy bez? Odpowiedz Link
kaakaa Re: kurcze zegarka pod reką brak 26.09.08, 15:31 ciociacesia napisała: > i nigdy nie jestem pewna ile ona jadła, ale obawiam sie ze nie przekracza 10 > minut, a rozbudzona nie zawsze chce sie w ogóle przystawic - teraz slicznie > zjadła - z jednaj piersi - chyba z 10minut - i zaczela sie krztusic wiec > rzuciłam na ramie i tam usneła, niestety nie odbekała - wiec polozyłam na boczk > u > i spi z tatą. Tak "podręcznikowo" to 10 minut to zazwyczaj dzieciom za mało, ale bywają takie zestawy mama-dziecko, u których to wystarcza. Trzeba obserwować małego człowieka - jeśli po jedzeniu śpi spokojnie przez dłuższy czas (nie 15 minut) i prawidłowo przybiera na wadze, to widać tak macie. Tego odbekiwania to bym nie demonizowała - niektóre dzieci nie odbekują i wcale im to nie przeszkadza. > chyba sprobujemy ja wspolnymi siłami wykąpac dzis Jeśli czujecie, że to jej potrzebne, to kąpcie > mowisz ze poza bolem nic mi w te piersi nie grozi jesli mleko nie wypłynie? Oj, tak to nie mówię, oczywista sprawa, że grozi, jak każdemu - zastój, zapalenie i inne przyjemności w konsekwencji. Tylko obawiam się, że ściągając duże ilości pokarmu zwiększasz ryzyko takich problemów a nie zmniejszasz, bo powodujesz wzrost produkcji mleka, którego Twoje dziecko i bez tego nie przejada. Zamiast "masowego" ściągania sugeruję rozgrzewanie piersi przed karmieniem lub odciąganiem (lepiej się opróżnią ze zgromadzonych zapasów) i okładanie zimną kapustą po karmieniu lub odciąganiu - będą działać trochę hamująco i łagodząco (zimno) oraz przeciwzapalnie (sok z kapuchy). > no to wytrzymam - chociaz zaluje ze przez to nie mozemy sie na lezaco karmic ani > spac na boku, ale to przeciez tylko kilka dni - zreszta jak ja przewijam to sam > o > mi zaczyna sikac > tylko sie troche boje tych zastojów - najbardziej boli na gorze i pod pachą u > gory, Proponuję próbę przystawienia małej "spod pachy". Dziecko zawsze najlepiej opróżnia tę część piersi, od strony której ma żuchwę. >niestety mam problem bo stanik ma za luzny obwód i nie trzyma jak nalezy > polecasz raczej w staniku czy bez? Jeśli stanik, to polecam dobrze dobrany - dół raczej ciasno trzymający pod biustem, miseczki bez usztywniaczy nie za małe (raczej z zapasem) i szerokie ramiączka. Chyba, że bardziej lubisz bez stanika. Ja staniki lubię a przy karmieniu doceniam szczególnie, bo mleko leje się ze mnie z byle okazji a używając stanika mam gdzie włożyć wkładkę. Ale to kwestia indywidualna - jedni lubią a inni nie. Odpowiedz Link
monicus Re: no bola te piersi, to fakt 26.09.08, 15:05 no nie! znowu mieszanka! mieszanka lekarstwem na wszystko. ghhhr Odpowiedz Link
ciociacesia mieszanka 26.09.08, 16:17 tej mieszanki to było malutko - i nie wymysliłysmy nic innego zeby ja uciszyc. ssac chciała, ale piers jej nie zaspokajała wypiła tyle co ze strzykawki po piersi jej polozna podała, ze 3 kreseczki do buzi reszta spłyneła po piersi. spała mi potem jak aniołek Odpowiedz Link
987ania Re: mieszanka 26.09.08, 16:39 mnie ta "straszna: mieszanka wczoraj życie uratowała a raczej mojej małej. Z tego stresu nie mogę nic ściągnąć a muszę wychodzić na kilka godzin z domu. Odpowiedz Link
imbirka Re: urodziłam! 29.09.08, 17:16 Gratuluję! Piękną masz córeczkę! i ciesze się, że choć w szpitalu, poród był pozytywnym przeżyciem Odpowiedz Link
ciociacesia i jeszcze taki szczegół mi sie przypomniał: 26.09.08, 10:35 kazdy moj kotant z lozkiem porodowym konczyl sie drgawkami - kladłam sie na badanie czy ktg i od razu cała chodziłam jak pralka starego typu a przez cały poród grała eska rock na druga faze chyba polozna wylaczyła Odpowiedz Link
soldie Re: i jeszcze taki szczegół mi sie przypomniał: 26.09.08, 12:32 Ciocia, opis twojego porodu czyta się jak opis imprezyFajnie , ze jesteś taka nakręcona,wynagradza ci to ten cały stres w czasie ciąży Wszystkiego dobrego! Odpowiedz Link
ciociacesia matko, ale sie załatwiłam 27.09.08, 15:47 3 filizanki szalwii od wczoraj i moj nawał gdzies sobi poszedl. teraz sie stresuje ze mam za mało mleka, zwłaszcza ze ina sporo potrafi ulac. poczucie odpowiedzialnosci za malgo czlowieczka strasznie daje mi sie we znaki Odpowiedz Link
ciociacesia popadam z paniki w euforie i z powrotem 27.09.08, 17:57 domyslałam sie ze bedzie ciezko, ale nie myslałam ze tak trudno rozgryzc placz takiej kruszyny. objadła sie i spi, ale ja chodze tylko i sie trzese - czy sie najada czy jej nie za ciepło, czy nie ulała wszystkiego co zjadła i co zrobic zeby ja brzuszek nie bolał... i własnie pytanie - kiełki brokuła mozna? bo na zelazo dobre sa, ale z drugiej strony nie wiem czy nie wzdymaja i mam dylemat - wiem ze forum nie na temat - ale ufam osobistemu doradcy laktacyjnemu. na razie pije rumianek i koperek - mam nadzieje ze to jej pomorze na trawienie? Odpowiedz Link
kaakaa Re: popadam z paniki w euforie i z powrotem 27.09.08, 22:27 Rumianek i koperek włoski pić możesz do woli (pod warunkiem, że na ten pierwszy nie jesteś uczulona). Można jeszcze kozieradkę i czarnuszkę - jak byś chciała po tej szałwii trochę poprawić (Swoją drogą to zaszalałaś z tą szałwią, nie ma co - trzy filiżanki jednego dnia? Toż jedna dziennie to świat i ludzie. Z resztą, to ohydne jest więc nie wiem jak można zmusić się do wypicia taaaakiej ilości... Ale czegóż to matka nie zrobi dla własnego dziecka...) Z kiełkami brokuła, to najlepiej zapytać malutką - trudno mi za nią decydować, czy będzie je znosić dobrze, czy nieszczególnie. A na żelazo polecam buraczki - surowy sok albo w dowolnej innej postaci - i zieloną pietruszkę - można posypywać wszystko jak leci - zupy, sosy, ziemniaki, kanapki itp. A dziecku na trawienie to najbardziej szkodzi nerwowa mama, niestety Taki maluch współodczuwa z Tobą wszystkie emocje i jak Ty się denerwujesz to ona też odczuwa niepokój a to na trawienie dobrze nie wpływa. Relaksik, więc, ciociu! Odpowiedz Link
kasiaimichael Piekna ta Twoja Dziewczyna 29.09.08, 15:18 Zobaczylam wlasnie zdjecie, bo malo mam czsu na komputer tutaj i uwazam ze Twoja coreczka jest absolutnie sliczna. Gratuluje i ciesze sie ze porod mialas udany Odpowiedz Link
kropkaa Re: Piekna ta Twoja Dziewczyna 29.09.08, 17:29 Też dopiero teraz czytam i oglądam i... jest śliczna! Imię też piękne. Dobrze, że wszystko dobrze sie skończyło, Mała do końca dostarczała adrenaliny z tym ułożeniem Dla Śliczniutkiej wszystkiego dobrego i pomyslnego, i zdrowego, a dla Mamy radości zamiast małej czy większej paniki Okres noworodkowy, gdy wszytsko jest takie nowe i pierwsze tak krótko trwa - po co marnować go na zamartwianie się... Odpowiedz Link
ciociacesia dziekuje 29.09.08, 20:41 mała własnie dała czadu - marudziła przez 2 godziny az opadłysmy z sil obie i chyba bedzie chwila ciszy, ale pewnosci nie mam, tata wybyl spodnie kupic wiec powoli mi siadło wszystko i byłam bliska nawrzeszczenia na biedne dziecko aby bardziej komunikatywnie wyrazilo swe potrzeby... co to bedzie jak Adrian na zjaz sie uda, chyba nie dam sobie rady a teraz konkret - kuzynka przyniosła mi nasiona kozieradki - nada sie to na mleko? zaparzyc z tego herbatke czy wcinac ziarenka? i jaka dawka na poczatek zeby znow nie przesadzic jak z ta szałwią? Odpowiedz Link
kaakaa Re: dziekuje 29.09.08, 20:59 W sprawie kozieradki - robi się z tego odwar. Proponuję 1 łyżkę (nie czubatą) sproszkowanych nasion (zmielić w młynku do kawy albo utłuc w moździerzu) zalać szklanką wody i pogotować przez 5 minut, odstawić pod przykryciem na jakieś pół godzinki, przecedzić a potem popijać. Proponuję na początek nie więcej niż szklankę dziennie Ostrożnie, bo mleko może nabrać po tym specyficznego aromatu (coś jak curry) a nie każdemu dziecku to odpowiada. Wierzę, że jak Adrian na zjazd się uda, to poradzicie sobie koncertowo. Radzę, i Ty też w to uwierz i będzie przepięknie Odpowiedz Link
monicus Re: dziekuje 29.09.08, 22:28 kurcze moj ma dopiero 8 mcy a ja juz zazdroszcze wszystkim grubym i swiezoupieczonym. i juz chyba ze 3 razy ogladalam zdjecia niny Odpowiedz Link
jola-kropek Re: dziekuje 15.10.08, 18:13 wez nic nie mow.... ehh... dobrze ze sie zabezpieczylam dziesiecioletnie... bo jeszcze by z tych moich checi cos bylo... a na zdrowy rozum to wiem, ze nie teraz, nie moge, bo kurcze nie da rady (( Odpowiedz Link
ciociacesia dziewczyny, szukam pediatry 29.10.08, 12:19 dobrego i kompetentnego pediatry w warszawie. ten z przychodni jakos kiepskie na mnie wrazenie zrobil. mała bedzie niedługo objeta prywatnym ubezpieczeniem z pracy tatusia, wiec nie chciałabym znów wybierac lekarza na oślep... Odpowiedz Link