zuza20041
14.01.05, 14:35
Mój 6 -cio letni syn jest mocno nadpobudliwy. Wallki z paniami z przedszkola
już się niedługo skończą ale zacznie się szkoła. A ja staję się coraz
bardziej surowa i wymagająca w stosunku do syna. Draźni mnie że musze
powtarzać polecenia po kilka razy, czasem muszę dać klapsa, potem przychodzą
refleksje, że przecież musze go akceptować bo skoro nie będa go akceptowac
nauczyciele to musi mieć chociaż oparcie w rodzicach. Niestety obiecuję sobie
tylko, aż do momentu gdy syn znów wyprowadzi mnie z równowagi. Zauważyłam że
nawet przestałam go przytulać bo stale o coś się spieramy i gniewamy.
Psycholog karmi nas róznymi radami i teoriami ale mam wrażenie że sam nie
bardzo wie czy to pomoże.
Nie akceptuję tego że jest tak rózny od innych dzieci i choć tłumaczę sobie
sama że to moje dziecko i powinnam kochać go bez względu na to jaki jest- to
nie potrafię tego przełożyć na uczucia do niego.
Co rano, staczamy wojnę , najpierw o wstanie z łózka potem o mycie i w końcu
to co najbardziej mnie denerwuje-jedzenie. Syn każdy posiłęk mógłby jeść
godzinę. Je tylko wtedy gdy siedzę przy nim i pilnuje jak tylko wyjdę z
kuchni zajmuje się np. skubaniem ceraty na stole, albo rozmazywaniem masła na
ścianie. I znów awantura, potem jak "kapo"stoję nad nim żeby się ubrał, co
też trwa niekiedy wieki, w końcu jak już jest gotowy do wyjścia,dajemy sobie
buziaka ale widzę że po kolejnej aferze on nie ma ochoty na buziaka a ja daję
mu go też bez większego entuzjazmu.
Może chodzić z dzieckiem do psychologa, sama powinnam przejść terapię?
Kurczę, męczą mnie wyrzuty, dziś po raz setny obiecałam sobie że jutro będzie
inaczej, spokojniej, bez krzyków, wrzasków, kar .....
MamazZERÓWKOWICZA