Dodaj do ulubionych

ŚMIERĆ OLIWII

01.08.05, 17:20
DNIA 23 LUTEGO 2005 ROKU W SZPITALU DZIECIECYM W KRAKOWIE PROKOCIMIU ZMARLA
MOJA CORKA OLIWIA.DZIECKO MIAŁO ZŁOŻONĄ WADĘ SERCA ''TETRALOGIA FALLOTA''BYLA
JUŻ PO DWÓCH OPERACJACH NA SERCU WYKONANYCH W KATOWICACH.DZIECKO JAK NA TĄ
WADĘ SERCA MIAŁO SIĘ BARDZO DOBRZE,SATURACJA BYŁA NA 98 PROCENT.JAK KAŻDA
MATKA SZUKAŁAM RÓŻNYCH DOJŚĆ DC LEKARZY,AŻ WRESZCIE TRAFIŁAM DO
KRAKOWA.OLIWIA MIAŁA 2,7 ROKU.DO SZPITALA MIAŁYŚMY PRZYJĘCIE 22 LUTEGO TEGO
ROKU NA CEWNIKOWANIE SERCA.DZIEŃ PÓZNIEJ TEN ZABIEG SIĘ ODBYŁ.PO TYM ZABIEGU
DZIECKO BYŁO BARZO BLADE,KIEDY WRÓCILIŚMY NA SALĘ NIKT NIE PODŁĄCZYŁ JEJ DO
MONITORA,ZOSTAWILI JĄ TAK BEZ NICZEGO.WIEM OD PANI DOKTOR ŻE CIŚNIENIE W
SERCU BYŁO DOBRE.WIEM TAKŻE,ŻE DOSTAŁA DUŻO ŚRODKÓW USPAKAJAJĄCYCH.TAK JAK
ZLE WYGLADAŁA PO TYM ZABIEGU,TAK PRZY ŻADNEJ OPERACJI NA OTWARTYM SERCU NIE
BYŁA TAKA BLADA.PO TRZECH GODZINACH OLIWIA ZMARLA;NASTĄPIŁO MIGOTANIE
KOMÓR,KWASICA.WARUNKI W TYM SZPITALU SA NIESTETY TRAGICZNE.WIEM,ŻE Z
LEKARZAMI NIE WYGRAM ALE APELUJĘ DO WSZYSTKICH RODZICÓW MIEJCIE OCZY SZEROKO
OTWARTE.DZIECKO UMIERAŁO NA MOICH OCZACH,TAK JAKBY WOGÓLE SIĘ NIE WYBUDZIŁA Z
NARKOZY NIE MAM POJĘCIA CO ONI JEJ ZROBILI,ALE NA STO PROCENT JEST TO ICH
WINA.UMIERALNOŚĆ DZIECI W KRAKOWIE JEST NAPRAWDĘ DUŻA.JAKBY NIE PROFESOR
MALEC TO TA KLINIKA WEDŁUG MNIE NIE ISTNIEJE.KTO WYKOŃCZYŁ MOJE DZIECKO,KTO
POPEŁNIŁ BLĄD.PO CIĘŻKICH OPERACJACH OLIWIA W CIĄGU JEDNEGO DNIA DOCHODZILA
DO SIEBIE,A TU NIESTETY.
Obserwuj wątek
    • kingan75 Re: ŚMIERĆ OLIWII 01.08.05, 20:09
      Trzymaj się dzielnie, jesteśmy z Tobą - Mama Kacperka.
    • mamawikusia Re: ŚMIERĆ OLIWII 01.08.05, 20:27
      bardzo mi przykro......
      ręce mi się trzęsą i łzy kapią po przeczytaniu Twojego postu.....

      mój Synek odszedł od nas siedem miesiecy temu w wieku 6 miesięcy i 1 dniasad
      całe Jego zycie spędzilismy w szpistalu w Prokocimiu,
      o profesorze Malcu, jego lekarzach czy doktorze Kordonie nie moge powiedziec
      złego słowa bo robili wszystko co było w ich mocy by Wiktor zył...
      mój Synek miał wade serca HLHS, po pierwszym etapie nie mógł dojśc do siebie
      poniewaz zaraz po przeniesieniu na" normalny oddział" zaraził sie od dziecka
      obok zapaleniem płuc....
      w wieku 4 miesiecy mielismy kolejny 2 etap,
      lekarze ostrzegali nas ze będzie długo trwało zanim Wicio wróci do zdrowia
      ponieważ bardzo szybko miał 2etap a nie mozna było odwlekac go dłużej,
      5 listopada odbył sie 2 etap, Wicio zbierał sie pomalutku ale było coraz
      lepiej, obroty respiratora były zmniejszane, apetyt dopisywał, cały czas
      bylismy na OIOMie,
      po około miesiacu profesor podjął decyzje o cewnikowaniu serduszka by poszerzyć
      pień płucny i by Wicio wkońcu oddychał bez respiratora,
      byliśmy z profesorem pełni nadzieji,
      cewnikowanie jednak robiła doktor z VI oddzału, lekarze profesora Malca byli
      obecni przy cewnikowaniu by zaraz zabrać Wicie z powrotem na intensywna i by
      poprsostu nad Nim czuwać.....
      podczas cewnikowania cos sie stało.......Wicio był kilkakrotnie reanimowany,
      nie wiedzielismy co sie dzieje, na intensywnej nikt nam nic nie mówił bo
      walczyli o Wicie i nie mieli na to czasu,
      pani doktor z VI miała według ustalen powiedziec nam jak sie udało
      cewnikowanie, ale nie wyszła do nas.....sami ja odszukaliśm a ona zamiast mówić
      o wyniku cewnikowaniu mówiłą nam ze Wicio niby ma takie zmiany w mózgu(
      przedtem miał tomograf) że lepiej by było gdyby......tak to usłyszelismy od
      pani doktor...
      zaraz z płaczem pobiegłąm do profesora by usłyszec od niego co dzieje sie z
      moim dzieckiem, on odpowiedział mi pytaniem na pytanie typu" co powiedział mi
      pani doktor "x" opowiedziałm mu przebieg rozmowy, zdenerwował sie jakich głupot
      mi naopowiadała i powiedział że powinna mi opowiedziec co sie stało na sali
      podczas zabiegu,
      niestety juz sie nie dowiedziałam.....nie miałm sił.....
      po cewnikowaniu które miało pomóc Synkowi ....umierał, cierpiał katusze....
      nie potarfie o tym myśleć , mówić.....
      zmarł 4 stycznia,

      nieraz myśle ze powinnam sie tym zajac co wydarzyło sie podczas
      cewnikowania ...ale nie potrafie bo zbyt boli,

      pragne wierzyć ze tak miało być , ze Wicio miał być i jest w tym leszym
      świecie, i ze nie było w tym winy nikogo innego....ale nieraz jest ciężko.
      • perelekhlhs Re: ŚMIERĆ OLIWII 01.08.05, 21:06
        Co mozna zrobic zeby uniknac smierci dziecka? Czy ten joistic jest we wlasciwych
        rekach? Czy ktos moze ma pomysl jak uniknac cewnikowania na VI oddziale w
        Krakowie? Mozna je zrobic gdzie indziej i przywiezc wyniki Profesorowi? Pyzunia
        umarla tam tez...podczas kiedy moj synek byl juz po operacji w maju na VI
        oddziale. Inne dziecko ratowal Doktor Kordon, zaczelo sie dusic a pani
        pielegniarka wlozyla mu smoczek i poszla. Nie wiem czy to prawda do konca,
        poniewaz jest to relacja jednej z mam, ktora zostala troszke dluzej wieczorem ze
        swoim dzieckiem bo nie moglo zasnac. Poza tym na VI oddziale nie wolno byc z
        dzieckiem w nocy. To takie absurdalne a ma miejsce. Wszyscy sobie przekazujemi
        wiadomosci. Nikt nie rozumie jak mozna zostawiac chore dziecko bez opieki. Nie
        wiem co bym zrobila gdyby moje dziecko umarlo wskutek zaniedbania nie wiem...
        To jest swiat zlozony z ludzi z zamknietymi oczami...
    • justynakoh Re: ŚMIERĆ OLIWII 01.08.05, 21:49
      Boże to straszne, czytam to a łzy mam w oczach moja żona jest na Kopernika za
      kilka dni nasze największe szczęście będzie miało operacje (TGA) na Prokocimiu,
      mam nadzieje, że nie będziemy na czwartym oddziale.
      Oczywiście my również jesteśmy w wami, wyrazy współczucia.
      Mąż Justyny Andrzej
      • perelekhlhs Re: ŚMIERĆ OLIWII 01.08.05, 21:54
        nie na czwartym na szostym...
      • kobietaaa11 Re: ŚMIERĆ OLIWII 12.08.05, 15:32
        Ja piszę do Andrzeja i do Justyny!!Wasze dzicko znalazło sie jednak na szóstym
        oddziale.Miałeś okazję Andrzeju zapoznać się z oddziałem i panującymi tam
        warunkami,widziałeś też ,jaką opieką został otoczony Twój syn.
        Zastanów następnym razem zanim wpowiesz się.
    • justynakoh Re: ŚMIERĆ OLIWII 01.08.05, 22:46
      przepraszam masz racje VI a nie IV
      andrzej
      • stefcianna Re: ŚMIERĆ OLIWII 04.08.05, 15:38
        Cewnikowanie jest tak samo niebezpieczne jak operacja(może bardziej).
        Podpisując zgodę czytajmy, co podpisujemy, słuchajmy jakie mogą wyniknąć
        zagrożenia, przecież może dojść nawet do uszkodzenia serca. Zapytajcie gdzie
        wydają historię choroby (na parterze jak się idzie na 6-ę, niebieskim
        korytarzem w lewo...). teraz dopiero po przeczytaniu dowiedziałam się od a do z
        jak u mojego dziecka przebiegało cewnikowanie "HARAKIRY"!!! Pójdziesz do
        lekarza to ci odpowie, że były problemy albo, że udało się tylko w 50%, i co
        nam to mówi MAMY PRAWO WIEDZIEĆ OD RAZU WSZYSTKO I DOKŁADNIE" A NIE TE CHOLERNE
        OWIJANIE W BAWEŁNĘlub wymijające odpowiedzi. Byłam wtedy w szpitalu jak zmarła
        Oliwia trudno ją zapomnieć bo była niesamowicie żywym dzieckiem, a prawie całą
        noc nie spała i bawiła się z pielęgniarkami w dzwonienie do babci Zosi.
        Przeżyłam strasznie jej śmierć bo miałam na oczach również swoje dziecko, a
        zwłaszcza moje rozterki z jesieni kiedy po balonikowaniu życie mojego dziecka
        wisiało na włosku kiedy powstał tętniak na aorcie w dodatku rozwarstwiający i w
        każdej chwili mógła szczelić aorta(zgon na miejscu). Byłabym już po wszystkich
        operacjach, a tak dziecko ma założonegostenta, którego w przyszłości trzeba
        operacyjnie usunąć, lub zostanie na całe życie i całyczas istnieje zagrożenie
        nawet w przypadku infekcji nie wolno mi dziecka klepywać.
        Nić dodać nic ująć jest to szpital uniwersytecki i nasze dzieci to w pewnym
        sensie króliki doświadczalne chociaż zdaję sobie sprawę, że lekarze nie chcieli
        źle, to też ludzie i są omylni ale do cholery KONSULTUJCIE SIĘ, WSPÓŁPRACUJCIE
        ZE SOBĄ NIE NASKAKUJCIE NA SIEBIE I POMAGAJCIE SOBIE, BO NATYM CIERPIĄ NASZE
        POCIECHY! Nie wspomnę już o"śmiesznej" sytuacji miedzy kardiologami, a
        kardiochirurgami (kto tam był wie o co chodzi)Pozdarawiam i łączę się w bólu z
        mamą Oliwii.
        • gosiap10 Re: ŚMIERĆ OLIWII 04.08.05, 19:14
          Zgadzam sie, ze cewnikowanie moze tez byc niebezpieczne dla dziecka.
          Od kilku dni lezy przede mna dokument, który przyszedł poczta z Paryza
          zatytułowany „Informacja o cewnikowaniu” (Marta ma miec na poczatku wrzesnia
          zamykana fenestracje po operacji Fontana). Musimy go oboje z mezem podpisac. Do
          tej pory podpisywalismy raczej nie czytajac. Oboje zdajemy sobie sprawe, ze
          wszelkie dzialania podjete w przypadku naszego dziecka sa dla jego dobra.
          Zawsze uzyskujemy tez od kardiologa dokladne informacje co i dlaczego bedzie
          robione, a mamy do niego pelne zaufanie.

          Po przeczytaniu postu o smierci Oliwii postanowilam jednak wczytac sie w
          tresc "informacji". I jedno ze zdan brzmi cyt. „ Niestety cewnikowanie serca
          nie jest pozbawione ryzyka. Czasami u dzieci slabych oraz tych, które maja
          złożone wady serca może dojsc do powaznych komplikacji (zaburzen rytmu serca,
          uszkodzenia serca, siniakow). Dziecko może być wtedy przewiezione natychmiast
          na intensywna terapie celem transfuzji krwi lub szybkiej operacji serca. Może
          tez dojsc, co zdarza się jednak niezmiernie rzadko, do śmierci dziecka.”

          Dzisiaj dokument podpisalam. Teraz moge sie tylko modlic do Boga i ufac, ze
          6 wrzesnia Marcie nic sie nie stanie.

          Lacze sie w bolu z rodzicami Oliwii.
    • pullpecja Re: ŚMIERĆ OLIWII 05.08.05, 22:46
      Bardzo mi przykro, że Ciebie taka tragedia, którą jest strata dziecka też
      dotknęła. Moja Patrysia miała tę samą wadę co twoja córeńka. Lekarze dawali jej
      95% na przeżycie operacji -niestety znalazła się w tych pięciu procentach...
      Jej serduszko nie podejmowało samodzielnej pracy po operacji. Ponoć dostała
      głębokiego ataku anoksemicznego będąc w głębokiej narkozie, co energetycznie
      wycieńczyło serce...

      Pretęsji do lekarzy nie mam -jestem pewna, że robili wszystko co mogli aby ją
      uratować. Sama mam do siebie pretęsje o to, że oddałam dziecko na salę
      operacyjną zupełnie przytomne ( nie dostała czopka "głupiego jasia" na
      otępienie )i że nie byłam przy podawaniu narkozysad. Wyrzucam sobie, iż tego
      ataku dostała z przerażenia...
      A czy Wasze pociechy dostawały coś na uspokojenie przed operacją? Czy byłyście
      przy usypianiu? Czy też wszystkie dzieci biorą na "żywca", wprost na zimny stół
      pod aparaturę? 24 sierpnia minie 4 rok od momentu jej odejścia, a mnie wciąż
      gnębią te pytania:o(

      Moja córeczka też była pod opieką profesora Malca, ale nie leczyłyśmy się w
      Krakowie tylko w Warszawie w szpitalu przy ul. Litewskej. Czy to możliwe, że to
      ten sam lekarz??? Pamiętam, że ten chirurg był bardzo poważany wśród presonelu
      medycznego. Umiał rozmawiać z rodzicami chorych dzieci. Mimo przykrych
      wspomnień miło go wspominam.

      Przepraszam Cię tomas_pb, że się tak wtrąciłam w Twój wątek, ale po
      przeczytaniu twego postu naszły mnie refleksje i wróciły pytania. To okropne,
      że nasze dzieciątka odeszły:o( Ale ja dziękuję Bogu za to, że moja córcia była
      wogóle na tym świecie... Dał nam tylko 8,5 miesiąca radości i szczęścia, ale to
      były najwspanialsze miesiące w moim życiu.

      Przyjmij wyrazy współczucia...
      • pullpecja Re: ŚMIERĆ OLIWII 05.08.05, 23:02
        pullpecja napisała:

        > Mimo przykrych
        > wspomnień miło go wspominam.
        >


        Ale mi się mądrze napisało...

        Przepraszam. Głupi skrót myślowy: Mimo przykrych momentów związanych z pobytami
        w szpitalu oraz operacją Patrycji, miło wspominam profesora Malca, ponieważ
        zawsze służył on ciepłym słowem strapionym rodzicom.

        No chyba się jakoś z tych andronów wyplątałam...

        Alicja co ma aniołka
        o imieniu Patrycja
        • paniiwonka1 Re: ŚMIERĆ OLIWII 26.10.05, 12:09
          nasz syn Artur(HLHS)zmarł 6.06.05 w Prokocimiu. dziękujemy za jego 5 miesięcy
          życia i za wszystko co Profesor i jego ekipa zrobiła dla naszego syna. niestety
          prawda jest taka, że z własnego egoizmu chcemy by nasze dzieci żyły, zgadzamy
          się na to by eksperymentowano na nich jak na zwierzątkach, patrzymy na
          Profesora jak na Boga i modlimy sie by uczynił cud. bez względu na
          konsekwencje, podpisujemy te papiery, bo chcemy, by nasze dzieci żyły!kto z nas
          słucha tego, ze jest jakaś umieralność, kto zastanawia się nad tym czy jest to
          godne dla naszych dzieci itp. czytamy w internecie, że wszystko będzie super, 3
          operacje i dzieci jeżdżą na rowerkach. przed 1 operacją spotykamy na oddziale
          dziecko po 3 operacji i to nas pociesza, dodaje sił. wierzymy, że będzie super.
          z namaszczeniem patrzymy na wszystkich lekarzy, nie mogąc wydobyc słowa do
          Profesora.A to tylko ludzie.jeszcze trochę, a będą w stanie wykonywać tylko
          pierwsze operacje, bo na badania i kontrole nie starczy im czasu i sił. a co
          jak są powikłania, jak sa sytuacje, na które nie ma sposobu i leku?na jak długo
          starczy Profesor i Kordon, którzy na dodatek walczą sami ze sobą? nie są w
          stanie ogarnąć wszystkich dzieci i będzie coraz gorzej. to jak wyglądają
          kontrole i sytuacje, w których nagle z dziećmi coś się dzieje to koszmar.jak
          trzeba zapisywać sie na echo i czekać 2 miesiące, bo nikt nie ma czasu
          wykonywać ich rutynowo.nikt nie zbadał mego syna podczas kontroli w kwietniu a
          może wtedy odkryto by to co odkryto w maju i w czerwcu było już za późno na
          uratowanie mu życia. bez wzgledu na to jaka ogarnia mnie złość na cały ten
          system, który już nie jest zdrowy ani boski, nie mogę zarzucić nikomu, że nie
          ratowano życia mojemu synowi.nie zapomnę słów Profesora,po ostatniej operacji,
          że "otworzyłem go i nie wierzyłem, nie wiedziałem..." to tak jakby przepraszam
          za to co powiedział wcześniej.Gdy Kordon położył Arturka na VIII,bo uważał że
          jest umierający, to Profesor krzyczał, że Artur wygląda super i on by chciał,
          żeby wszystkie dzieci tak wygladały i to co tkwi mi zawsze w sercu i
          najbardziej boli - "taak, jakby go Kordon leczył , to napewno by umarł."
          słyszeli to wszyscy lekarze i rodzice innych dzieci. no i co miałam Profesorowi
          po śmierci syna powiedzieć? zeby poszedł Kordona przeprosić? w dupie miałam
          wcześniej zachowania wszystkich tych lekarzy i pielęgniarek, bo robili
          wszystko, by go ratować, bez wzgledu na to, czy było warto. jakim trzeba być
          przekonanym, że trzeba coś robić, szukać rozwiązań, wiedząc, że to może niczemu
          nie służyć. a najgorsze jest to, że nasze dzieci cierpiały a my zgadzaliśmy się
          na taki ich los. mimo wszystkich żalów, jestem wdzięczna za to, że nikt nie
          rozłożył rąk a Profesor, jakby nie było, sprezentował Arturkowi 5 miesięcy
          życia. pewnie to wszystko jest sprzeczne jedno z drugim, ale taka jest
          nieszczęsna prawda.nie jest to wszystko takie piękne jak opisują rodzice, bo
          też każdy inaczej do tego podchodzi. my tez wytrzymywaliśmy wszystko dla dobra
          syna i zgadzaliśmy się na wszystko.bralismy pod uwage to, że teraz cierpi, ale
          potem będzie miał normalne życie.ale czy aby na pewno? drodzy rodzice Oliwii,
          wiem jak Wam ciężko i myslami jesteśmy z Wami.i z wszystkimi rodzicami
          Aniołków. Iwona i Daniel ze Słupska, rodzice Arturka.przepraszam, jeżeli moje
          wywody kogoś uraziły.
          • mamawikusia Re: ŚMIERĆ OLIWII 26.10.05, 12:59
            Iwonko...rozumiem...
            w tym całym galimatiasie wyraziłas i moje myśli i obawy..
            jednak ratujemy nasze dzieci z miłosci moze i egoizmu,
            nie wiem, my rodzice "po tej drugiej stronie" patrzymy na wszystko z innej
            strony bo mamy żal do Boga? do siebie? do lekarzy? do świata? że nam sie nie
            udało...
            ja też nieraz zadwałam sobie z męzem pytanie czy Wiktor kiedyś nie powie nam "i
            po co to wszystko?..."
            i wiem ze każdy z rodziców chorych dzieci zadaje sobie to pytanie,
            ja dopiero teraz prawie 10 miesiecy po odejsciu Wici odkryłam wielką prawde
            "...gdy mówisz ze kochasz, zapomnij ze jesteś..."

            napisz na mojego priva jeśli znajdziesz siły i ochote,
    • martabydgoszcz Re: ŚMIERĆ OLIWII 31.10.05, 18:38
      niestety musze przyznac racje

      moje dziecko zmarlo na drugi dzien po kontrolii w szpitalu Prokocim
      lekarze byli zadowoleni z ogolnego wygladu i badan, ale powiem wam ,ze bylam
      tam z corka od 7 do 15 ,kolejki do badan i wyczekiwanie na ostateczna decyzje o
      wynikach przez doktora przez 3 godziny
      badania a zwlaszcza badania rentgenowskie bardzo wyméczyly moja kruszynke Zuzie

      jestem im wdzieczna bo spedzilam piekne 5 miesiecy z krolewna ale tez mam
      wielki zal,ze wymeczyli mi dziecko, ktore na drugi dzien po wejsciu do domu
      zmarlo mi na recach, wiem ,ze gdybym pojechala na kontrole dwa dni pozniej
      bylaby ona jeszcze przy mnie o te dwa dni wiecej

      tak wiem , mam wielki zal, nie tylko do nich ale i do Boga

      niestety nie moge zmienic juz tego co sie stalo ale moge uprzedzic wszystkich
      rodzicow aby mieli sie na bacznosci , mozecie przeczytac o Zuzi na stronie O
      NICH NIE ZAPOMINAMY

      w razie pytan prosze pytac

      MARTA Z BYDGOSZCZY MAMA ZUZANNY (*)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka