Witam
wczoraj byłam z moją 3-miesięczną Ingą u okulisty. Zwykła lekarka, z
przychodni. Wpuściła niuni jakieś potwornie piekące krople i świeciła jej
światłem w oczka. Stwierdziła, że mała ma nadwzroczność, na oko ok. 1,5
dioptrii, brzegi źrenicy są rozmazane, coś tam jest nie tak. Ale jednocześnie
stwierdziła, że na niemowlakach to ona się nie zna i żeby pójść do lekarki,
która się na tym zna (dała mi adres).
Oczywiście pójdę z nią do tej lekarki, bo wszystko trzeba sprawdzić i po raz
kolejny będzie się córcia męczyć z tymi kroplami i światłem (strasznie płakała
podczas badania, masakra

Ale w sieci pzreczytałam, że nadwzroczność u
małych dzieci jest normą i się cofa, nawet do 10 roku życia może występować i
że prawie każde małe dziecko się z tym rodzi.
Jakie są Wasze doświadczenia z badaniami okulistycznymi? Czy był ktoś może już
u lekarki, co się zna na niemowlakach i może potwierdzić, że nie ma się co
taką nadwzrocznością martwić?