Witam, prosze o uspokojenie panikującej mamy

Dzisiaj na twarzy mojego dwuletniego dziecka zobaczyłam wybroczynową
wysypke, oczywiście popędziłam do lekarza. Lekarka z przychodni
potwierdziła, ze nie jest to zwykła wysypka tylko wybroczynowa i
wysłała mnie na oddział do szpitala na badania.
W szpitalu i pilęgniarki i lekarka dyżurąjąca dziwiły się po co ja
przyjechałam skoro dziecko jest praktycznie zdrowe, ma lekkie
zapalenie gardła ale nic pozatym. Ani gorączki, wymiotów, biegunki.
Ale przyjęli go na oddział i zrobili wszystkie badania. Badania
ponoc wyszły idealnie, więc wypisałam sie na własne żądanie do domu,
bo bałam sie, że się zarazi czymś poważniejszym od innych bardziej
chorych dzieci.
I teraz siedze i myśle czy dobrze zrobiłam. Niby badania miał dobre,
co potwierdziły pielęgniarki, ale za bardzo nie ufam tej lekarce, bo
to był (sama mi powiedziła) jej pierwszy dyżur w szpitalu od 15 lat.
Wogóle to mi mówiła, ze gdyby zeszła na izbe przyjęc i tam go
obejrzała to nie przyjęła by go na oddział, bo nie widzi powodu.
Mówiła, ze tylko dlatego powinnam zostac do jutra, zeby fundusz
zapłacił, za badania.
A ta wysypka to od tego, ze się "nadął" co zrozumiałam jako: głośno
krzyczał lub coś w tym rodzaju.
Dobrze zrobiłam wypisując go????? A moze powinnam go zostawic na
obserwacji ?????
Ps. Czy rzeczywiście jeśli ktoś wypisuje sie na własne żądanie to
nie dostaje wypisu ani wyników badan?