monica03
26.10.03, 15:44
Kobitki, zwracam się tu do tych mam, które leczą lub leczyły dziecko metodą
vojty. Przyznacie, że jest to dość okrutna metoda. Dziecko śmieje się,
wierzga nóżkami, bo właśnie ma nieczęstą okazję pobrykać na golaska, a w
następnej chwili płacz, który rozdziera serce matki. Sama ćwiczę swojego
synka i myślę, że nie szybko przestąnę, bo mały urodził się niedotleniony,
więc ma pewne zaległości rozwojowe, a poza tym ma stwierdzony kręcz w szyi,
bo jakoś tak się pokoślawił w brzuchu. Ćwiczę więc, bo jakie mam wyjście.
Przyznam się jednak, że wiele mnie to wysiłku kosztuje. Ja najpierw z nim
ćwiczę, a potem z nim płaczę i go przepraszam. Napiszcie jak Wy sobie z tym
radzicie. Pozdrawiam. Przybita Monika