Dodaj do ulubionych

Gdzie leczyć lamblie Wawa

09.02.06, 15:15
Nie krzyczcie, że takich wątków już mnóstwo było, bo ja czytam i wciąż nie
wiem... Moja dwulatka ma lamblie, polecicie mi kogoś, kto dobrze je wytępli?
Prywatnie najlepiej bo najszybciej. Dr Mikołajewicz (proszę o wybaczenie,
jeśli przekręciłam nazwisko) pojawia się tu często, ale jakoś do mnie nie
przemawia.
Obserwuj wątek
    • sigvaris Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 09.02.06, 18:36
      M. - pediatra, parazytolog. Znasz lepszą kombinację?
      15 lat pracy w CZD. Teraz tylko w Vega Medica. Od 20 lat prawie, specjalizuje
      się w lamblii. Doktorat robiła u prof. Stefaniaka, protoplasty leczenia
      lambiozy w Polsce. Autora "polskiej biblii" wśród parazytologów.
      Jest może czasami niekonwencjonalna, ale w czasie jej leczenia zarażenia wtórne
      się praktycznie nie zdarzają. A o to tu chodzi.
      Mój wuj lekarz (świetny lekarz) odmówił leczenia mojego dziecka. Powiedział mi,
      że jak mam kogoś kto potrafi to leczyć, to on woli "tego kogoś". Tym kimś była
      M. A moje dziecko miało wtedy 6,5 miesiąca.
      • tolka3 Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 10.02.06, 10:20
        Ehhh domyślałam się, że nię będę miała wyjścia. Sigvaris, jeśli chciałoby Ci
        się napisać jeszcze raz, jak wyglądało leczenie lamblii u Was (ale tylko
        lamblii), to napisz, a jak nie, to przeszukam te tony Twoich postów i znajdę wink
        • sigvaris Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 10.02.06, 10:31
          Piszę, piszę.
          Młoda (wtedy 6,5 msc) Furazolidon 10 dni. Dawka wiem, że zgodna z ulotką, ale
          jej dokładnie nie pamiętam w ilości dziennej(tego nie zapomnę, bo był błąd w
          tej dawce, tzn. jest w książce błąd drukarski - wszystkich przestrzegam -
          trzeba Furazolidon i jego dawkowania sprawdzaćz ulotką).
          My 7 dni Macmiror - też ilości dziennej nie pamiętam, ale to też był jakiś
          standart z ulotki.
          I koniec. Nie wróciło. Oczywiście były porządki maxowe.
          Dodam że ja i dziecko miałyśmy straszne objawy i kompletnie różne. A ja chyba
          chorowałam lata, może nawet od swojego przedszkola.

          Ale wiem, że M. różnie u różnych ludzi stosuje leki i dawki.
          • tolka3 Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 10.02.06, 11:09
            My już byliśmy u jednej lekarki (pediatra). Przepisała wszystkim Metronidazol
            na 10 dni i tyle. Nie podałam, bo Metronidazol wydaje mi się za silny dla
            dwulatki.
            • sigvaris Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 10.02.06, 11:28
              Wiesz my mamy chociaż alternatywę. Ostatnio pewna mama napisała mi mail w
              związku z nieskutecznym leczeniem lamblii u dziecka - też malutkiego.
              U nich były dawki Metronidazol na zmianę z Furazolidonem i znów Metronidazol
              (taka "seria" jak przy robakach na dzień dobry)... Potem znów te same leki (!?)
              i to w dawkach na kilka (8 chyba tygodni!). Przerażająca indolencja lekarzy!
              My mamy chociaż alternatywę. Na prawdę to bardzo dużo.
              Metronidazol najcześciej w leczeniu lambiozy zostawia się na "zapas", jeśli
              okazałby się, że organizm jest oporny na Furazolidon (10 % populacji) lub
              doszłoby do zarażenia wtórnego. Wtedy jest czym leczyć dalej.
          • nepal5 Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 17.02.06, 13:39
            Sigvaris, proszę napisz jakie miałaś objawy?
            • sigvaris Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 17.02.06, 15:11
              Interesują Cie moje objawy (wieloletnie) czy dziecka?
              Dodam- - były kompletnie inne.
              • nepal5 Re: Gdzie leczyć lamblie Wawa 17.02.06, 15:18
                Chodzi mi dokładnie o Twoje objawy. Oj, przepraszam za zwrot per Ty.
                • sigvaris Re: długoletnia lambioza. 17.02.06, 16:19
                  OK, tu tak się stosuje familijnie "Ty".

                  Piszę o tym po raa pierwszy.

                  Jako dziecko miałam "nierozpoznane bóle brzucha" (koniec przedszkola/początek
                  podstawówki). Bóle były silne - pamiętam potrafiłam położyć się na chodniku i
                  skulić z bólu. Bez względu na pogodę. Do tego czasami wymioty żółcią - nagle
                  rano. Nie wiedzieć po czym, przy pustym żołądku.
                  Oczywiście diagnostyka lekarska do "D". Orzeczono, że to na tle nerwowym.
                  Byłam uważana za dziecko chorowite. I fakt, często się przeziębiałam i
                  chorowałam.

                  Potem częste zapalenia pęcherza, cewki (przy lamblii obserwuję, często właśnie
                  tamte okolice się sypią) - mordowałam się z tym aż do studiów (od liceum). W
                  końcu po 20 r. ż. znalazłam sama błakając sie od lekarza do lekarza -
                  gronkowiec złocisty (on przykleja się do ludzi z problemami i nie leczoną
                  lamblią, często). Zrobiono mi autoszczepionkę i problem się skończył po kilku
                  latach walki (antybiotyki nie działały).

                  Potem nagle alergia. Objawiało się to tym, że zawsze początek sierpnia i chyba
                  kwiecień - traciłam głos. Dostawałam tak silnych bóli gardła, że sypało się
                  wszystko, krtań też. Generalnie ciągle zapadałam na gardło, ale te dwa miesiące
                  to był koszmar. Po 5 latach chorowania - skierowano mnie do alergologa.
                  IgE - prawie 500
                  testy skórne pozytywne pod: komosą, bylicą, sierścią psa i czymśtam.
                  Oczywiście dalej nikt nie zbadał mnie jak powinien. DOstałam Zyrtec, Claritine,
                  Sinqulair (chyba tak to sie pisze) i wziewny Cromogen.

                  W czasie ciąży - nagle biegunki. 3 miesiące. Po porodzie koszmar. Biegunki i
                  gorączka. Bóle brzucha (wtedy przedszkole i tamten okres stanął mi przed
                  oczami). Podejrzenia wszelkiej maści:
                  - nie obkurczająca się macica
                  - bakterie
                  - zlecono "bezsensowne" jednokrona badanie "na pasożyty", ale to wiadomo nie
                  obejmuje lamblii.
                  Nie goiły sie na mnie rany po porodzie. Ropa i te sprawy - koszmar.
                  W końcu byłam tak wycieńczona, że wzięto mnie do szpitala. Dziecko miało 5
                  tygodni. Tam łapałam wszystko, nawet zapalenie płuc. Werdykt wrzodziejące
                  zapalenie jelita grubego. Oczywiście tona prochów, sterydów, dzień w dzień
                  sulfazalazyna. Dieta dla osób dożywotnio chorych... Bo wrzodziejące jest
                  chorobą dożywotnią. Zaczęły wypadać mi włosy. Powiedziano mi, ze ponieważ
                  wrzodziejące jest chorobą autoimmunologiczną (alergia na samego siebie),
                  wypadanie włosów u mnie może mieć podobną przyczynę. Lekarz nie wykluczył, że
                  stracę wszystkie włosy i nie wiadomo czy kiedykolwiek odrosną. No ale w końcu
                  jestem alergikiem? No jestem!

                  Zaczęły się problemy z dzieckiem. I wtedy już wiedziałam że muszę szukać na
                  maxa.

                  Dopiero jak Marta miała 6 msc - znaleźliśmy u niej lamblie. Jak już wiedziałam
                  wtedy, że coś takiego istnieje i że moje dziecko to ma zrobiliśmy badania sobie.
                  Ja - lamblia
                  Mąż - lamblia (kompletnie bez objawów!!)
                  Moja mama - lamblia (wiecznie problemy z anemią, wypadanie włosów)
                  Mój brat (w dzieciństwie "skaza białkowa", do dziś blizny na twarzy) - lamblia
                  Mój teść - lamblia
                  Moja teściowa i wszystkie nasze zwierzęta - były zdrowe.

                  Leczyliśmy się od 1 kwietnia 2005 (nigdy nie zapomne tej daty). Wszystko trwało
                  10 dni ze sprzątaniem. I tak po tymże banalnym leczeniu:
                  Już nie miałam zapalenia krtani - po sierpniu wywaliłam wszystkie leki typu
                  Zyrtec, Cromogen, Claritine! Alergia się skończyła!!
                  Odrosły mi włosy.Bez żadnych maści, kremów, extra szamponów i preparatów.
                  Minęły wszystkie problemy z żołądkiem. Odstawiłam dożywotnią sulfasalazynę! I
                  zaczęlam jeść i pić wszystko! Gdyby to faktycznie było wrzodziejące zapalenie
                  jelita, przy tym co jem teraz chyba bym już nie żyła.
                  Od tamtego czasu - raz jeden byłam przeziębiona.

                  Moje odkrycie było straszne.
                  Od przedszkola, czyli prawie 30 lat - nigdy nie trafiłam do lekarza, który
                  zleciłby to jedno banalne i kretyńskie badanie! W międzyczasie byłam chyba 5-
                  krotnie w szpitalu. Często chorowałam. Ładowano we mnie jakieś bezsensowne leki.
                  Wysyłano na super drogie prześwietlenia, tomografy i inne wynalazki. Bez sensu.

                  Jedyne co mnie cieszy, to fakt, że moje dziecko męczyło się z tym tylko kilka
                  miesięcy. A nie jak ja "pół-życia".
                  • katsaj Re: długoletnia lambioza. 17.02.06, 21:00
                    Ja tu jestem nowicjuszką... dopiero od kilku dni, ale przeglądając i czytając
                    Forum znalazłam w spisie hasło "Sigvaris jesteś wielka".
                    Podpisuję się pod tym obiema rękami.
                    Czytałam Twoje posty, ot tak znajdowałam po forum. Masz ogromną wiedzę i po tym
                    co przeszłyście z Córcią pomagasz, chce Ci się i masz dystans do życia i
                    poczucie humoru.
                    Serdecznie pozdrawiamy
                    Kasia i mała Aśka
                  • nepal5 Re: długoletnia lambioza. 18.02.06, 10:18
                    Witaj Sigvaris,
                    Dziękuję za dokładny opis objawów i tego, co przeżyłaś. Nawet nie wiesz, jak
                    dobrze Cię rozumiem. Od wczesnego dzieciństwa borykam się z dziwnymi objawami
                    ze strony układu trawiennego (wg niektórych lekarzy to "jelito nadwrażliwe" +
                    przepuklina przełyku itp.), ciągle mam jakieś wypryski, często boli mnie głowa
                    (reszty nie będę wymieniać). To bardzo utrudnia życie. Byłam u wielu lekarzy,
                    bo myślałam, że to może pasożyty. Ale po komantarzu typu: "robaki też muszą
                    żyć" poczułam się tak upokorzona. Sama zaapliowałam sobie pyrantelum, ale tak
                    wg ulotki (trzykrotne badania kału nic nie wykazały). Już prawie uwierzyłam, że
                    przesadzam z tym wszystkim i pewnie jestem przewrażliwiona. Ale moje kiepskie
                    samopoczucie powraca tak regularnie, że jestem pewna co do tego, że to nie jest
                    normalne. I jestem pewna, że to nie nerwica. Od miesiąca mój synek ma objawy, o
                    których pisałam do Ciebie i jestem załamana... Muszę go uchronić przed tym, co
                    przechodzę od prawie 30 lat ja...
                    • sigvaris Re: nepal5 18.02.06, 23:49
                      Obawiam się, że Pyrantelum zastosowane wg. ulotki niewiele zdziała.
                      Poza tym, to lek na robaki nie na lamblie.
                      Fakt jeśli chodzi o kolejność zalecają najpierw leczyć robaki, potem lamblie i
                      zawsze n akońcu grzyby. Leczenie wszystkiego na raz nie ma sensu (i dla zdrowia
                      to niekorzystne). I poza samym leczeniem ważne są te zasady:
                      1. leczą się wszyscy (lamblie i robaki)
                      2. zaczynają tego samego dnia
                      3. porządki w końcówce leczenia (lamblie i robaki)- usuwanie jaj i cyst z
                      otoczenia.

                      Nie wiem, czy spotkałaś się z takim wypisem, co leczyć, jak i jakimi lekami
                      (wiadomości ogólne) i jak sie bada - zerknij może się przyda:

                      1. grzyby i pleśnie - żeby je sprawdzić nalezy zrobic osobne badanie kału
                      nazywane w kierunku grzybów i pleśni. Powinno przy metodzie hodowlanej trwać
                      ok. 14 dni. Niestety laboratoria robią je ok. 4-7 dni, więc nie są w stanie w
                      tym czasie sprawdzić większości z badanych rzeczy. Prawidłowo te badania
                      przeprowadzają laboratoria przy przychodniach parazytologicznych
                      (czyli "pasożytniczych"), mykologicznych (czyli właśnie specjalizujące się w
                      mykologii nauce o grzybach), czasami przy szpiatalach zakaźnych. Czasami też
                      można uprosić laborantów o owe 14 dni hodowania próbki. Grzyby można leczyć
                      dietą. Nawet profilaktycznie bez badań. Taka podstawowa dieta opiera się o 4
                      zasady:
                      - zero mleka
                      - zero słodkiego
                      - więcej tłuszczy
                      - więcej cebuli, czosnku i kiszonek.

                      2. pierwotniaki i ameby. W tej grupie są lamblie, które w Polsce występują
                      terytorialnie. Osobne badanie kału trzeba zlecić żeby je znaleźć, nazywa się w
                      kierunku lamblii. Z laboratoriami jest źle. Badania nie wychodzą. Trzeba szukać
                      laboratoriów, które miewają chorych. Próbka kału MUSI BYĆ ŚWIEŻA, lub
                      przynajmniej trzymana w lodówce zanim trafi do badania. Badanie można
                      powtarzać, ale odstępy czasu powinny być ok. 5-7 dni, między badaniami.
                      Niektórzy lekarze leczą w ciemno na podstawie objawów. Lamblia wydala jak
                      pozostałe pasożyty toksyny, to dużo gorsze od 7-10 dniowego leczenia. Jednak
                      taką decyzje powinien podjąć lekarz. Leki, które stosuje się przy leczeniu
                      lamblii:
                      - Furazolidon u dzieci
                      - Macmiror - u dorosłych
                      - Metronidazol - przy powtórzeniach leczenia lub u dorosłych lub w innych spec.
                      warunkach.

                      Niektórzy lekarze stosją Tynidazol. Zdania co do niego są podzielone. Nie wolno
                      go podawać poniżej 12 roku życia.

                      3. robaki - powszechnie to właśnie ich badanie z kału nazywa się "na pasożyty"
                      (dlaczego akurat tylko ich, nie wiem). Badanie kału można powtarzać ponieważ
                      nie wychodzą baaardzo, baardzo często. Jednak powtórki robimy co ok. 3-5 dni.
                      Niektóre z nich np. owsiki skąłdają jaja pozaustrojowo i nawet sanepid poleca
                      badać je tzw. badaniem plastrowym, bo wbrew powszechnej opinii ich nie widać w
                      kale (tylko w stanach robaczyc totalnych).
                      Robaki są ich dwa rodzaje:
                      a) obłe - w tej grupie są owsiki, tęgoryjce, włosogłówka, glista ludzka itd.
                      Często leczy się je w ciemno po objawach. Stosuje się leki:
                      - Pyrantelum u małych dzieci
                      - Zentel u starszych dzieci i dorosłych
                      - Vermox u starszych dzieci i dorosłych
                      Kuracja powinna byc powtarzana 3-krotnie, ponieważ wszystkie te leki działają
                      głównie na osobniki dorosłe. A problem w usunięciu robaków polega na wybiciu
                      wszystkich lęgów z jaj.
                      b) płaskie - tu są tasiemce. Leczy się je jeszcze innymi lekami w zależności od
                      kalibru tasiemca. Najlepiej udać sie wtedy do parazytologa (w wielu miastach
                      nie ma)lub lekarza chorób zakaźnych.


                      Są też pasożyty zwierzęce. Ich zarażenie u ludzi jest bardzo niebezpieczne.
                      Nazywa się toksokarozą. Jest wykrywane z badań krwi lub badań okulistycznych
                      (toksokaroza oczna). Wykrywa się i bada toksokaroze w przychodniach
                      parazytologicznych lub zakaźnych.

                      • nepal5 Re: nepal5 19.02.06, 14:37
                        Dzięki Sigvaris.
                        Pewnie znasz ksiażkę "Kuracja Życia metodą dr Clark" (ja tylko natknęłam się na
                        jakims forum na info dot. tej pozycji) - czy znasz kogoś kto korzystał z
                        "zappera"? Czy to w ogóle działa?
                        • sigvaris Re: nepal5 19.02.06, 17:33
                          Mario999999 (chyba tych 9-tek jest 6-ść). On wie coś z zapperze.
                          Ja nie jestem doinformowana na tyle, żeby coś radzić.
                          O dr Clark słyszałam, ale także mało. Nie czytałam.
                          Pytaj Mario. Może osobnym postem?
                  • noddy Re: długoletnia lambioza. 20.02.06, 01:28
                    O kurcze. Cieszę się,żę już jesteś zdrowa.
                    My mamy niestety podejżenie lambli. Jakie badanie robiłaś kału? Elisa?
                    Przez ile dni trzeba zanasić kał?
                    • sigvaris Re: długoletnia lambioza. 20.02.06, 10:03
                      Badanie robiłam u Kamirskiej w Wa-wie.
                      Mikroskopowo. Próbki zbiera się tu łącznie 3, co dwa dni.
                      Test Elisa u mnie nie wyszedł!!
                      • noddy Re: długoletnia lambioza. 20.02.06, 10:20
                        sigvaris napisała:

                        > Mikroskopowo. Próbki zbiera się tu łącznie 3, co dwa dni.
                        > Test Elisa u mnie nie wyszedł!!

                        Jak dokładnie się to nazywa? Badanie mikroskopowe kału na lamblie?
                        Kurcze boję się. Po przeczytaniu twoich postów myslę,zę moje corka ma lamblie sad

                        (przepraszam na błąd, oczywiscie podejRZEnie)
                        • sigvaris Re: długoletnia lambioza. 20.02.06, 13:35
                          TAK SIĄ NAZYWA JAK PISZESZ.
                          Oj mam problem z klawiaturą.
                          Jednak mało kto potrafi tak badać. Skad jesteś, zawsze można doradzić Ci jakieś
                          miejsce z okolicy. Już kilka laboratoriów jest tu "sprawdzonych" na forum.
                          • sigvaris Re: długoletnia lambioza. 20.02.06, 13:37
                            Aaa po wątkach widzę, ze chyba z Łodzi. Nie wiem czy znajdziesz tam laboranta z
                            mikroskopowymi badaniami lamblii. Ale jak jest laboratorium, które ma wyniki i
                            czesto chorych (bo kału nie badają sobie osoby zdrowe!) - to nawet niech badają
                            testem Elisa - znaczy potrafią.
                            Najwyżej powtórzysz np. co 5 dni.
                            • noddy Re: długoletnia lambioza. 20.02.06, 23:39
                              Z Łodzi, z łodzi.
                              Dzisiaj dzwoniłam do sanepidu i chyba tam zawiozę próbki i może jeszcze
                              gdzieś prywatnie. Powiedziano mi,że robią badanie kału na pasożyty (w tym lamblie)i chyba to jest to mikroskopowe badanie; no i Elisa (od razu dam na to i na to). Innych badań na lamblie nie robią w sanepidzie.
                              Teraz czekamy na kupkę...
                              • sigvaris Re: długoletnia lambioza. 21.02.06, 10:19
                                Sanepid w swoich wytycznych do badań ma wskazanie, żeby lamblie badać Elisem i
                                robic powtórki mikroskopowo. Często jednak badań mikroskopowych nie robią. Nie
                                mają kim.

                                Na opakowaniu testu Elisa jest napisane, ze TRZEBA co jakiś czas sprawdzać jego
                                wynik mikroskopowo - nie jest to robione, bo laboranci nie potrafia tego robić.

                                Takie są polskie realia.

                                Ale próbuj. Tam gdzie miewają chorych - jesteś bliżej dobrego wyniku. W Wa-wie
                                nazwa sanepid wcale nie musi się dobrze kojarzyć. Może w łodzi jest inaczej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka